Powrót Ściery 3

Pokusiło. Pokusiła jak Frotunata beczka amontillado, schowana przez Montresora w piwnicy bez wyjścia. I dla Franciszka Pieczki w polskim wykonaniu, i dla mnie – ze zgubnym skutkiem; jego zamurował niegodny przyjaciel, mnie – poczucie upodlenia, coś jak leżenie na podłodze w świeżo wylizolowanym szpitalnym korytarzu utkanym z zielonego gumolitu, będąc kołysanym przez stukot konowałowych drewniaków. Spotkanie ze ścierą miało pozory kultury i nawet szlachectwa, nobliwy odetkany plebejską świńską, spiralną końcówką trybuszona korek. Przetarta szyjka serwetką, wkręt, pisk, wykręt, pyk. Głośny pyk to punkt mniej, bez pyku – punkt więcej, jednak kto wie co się czai we friuliańskich odmętach? Lepiej się akustycznie zaanonsować. Wychodzę z założenia, że jak nazwa okręgu winiarskiego lub winorośli brzmi jak nazwa planety z filmu sci-fi (Frulia, Paarl, Tzaxolina), ostrożności nigdy dosyć. No i poszło, zajrzałem dyskretnie do środka, nie wyleciał embrion Obcego, ale trybuszon trzymałem w pozycji bojowej, bo zapachy były nad wyraz podejrzane, może embrion był wcześniej ale zdążył się ewakuować. Są momenty że wolałbym to robić w dwie osoby, jak Colin Mochrie i Ryan Stiles w „helping hands”, wtedy bym ubezpieczał szóstą godzinę. Ale tym razem stałem na posterunku sam.

Przelałem bursztynową ciecz do kieliszka, spojrzałem pod światło, czy mimo wszystko nie lewitują w płynie jakieś mikroorganizmy, nie lewitowały. Odwagi! Pierwszy nos rozwiał wątpliwości, sosnowa żywica i lekko amoniakalny swąd kojarzący się ze szpitalną miską pod łóżkiem nosiciela salmonelli. Czyli znów NFZ, może to lekarstwo? Woody Allen w „Śpiochu” jak jadł zmutowaną galaretkę, uznał to za produkt tak niedobry, że zrobił by na nim fortunę w sklepie ze zdrową żywnością. W tej wyjątkowej palecie aromatów dominował kolor pomarańczowy, ale to zbytnie uproszczenie, nagromadzeniem doznań przypominała obrazy Jacksona Pollocka. Miód akacjowy przemieszany z herbatą darjeeling oraz dżemem morelowym, wszystko pozbawione cukru, ale niepozbawione pewnej lekkości kwiatowego bukietu, rumianek, melisa, trawa cytrynowa. Tą chmurą polnego zapachu Kaplija Podversica, bo o nim/niej mowa, różni się od ostrej jak brzeszczot Ribolli Gialli, która przecina gardło zardzewiałym ostrzem. To bardziej zmysłowe wcielenie friulańskiego Aliena, to Sigourney Weaver, ale dopiero od trzeciej części, czyli kupaż, mieszanka DNA.

Nie dookreśliłem się nadal wobec tego fenomenu, pociąga ściera i kusi, ale spotkanie z nią jest randką w ciemno. To wina burgundzkie w swoim mięsno – zwierzęcym wcieleniu z nutami stajennymi zwykle wymagały podejścia love it or leave it, ale oranżady z Friuli stawiają naprawdę pod ścianą (albo bardziej pod ścierą). Fani domestosu będą zadowoleni, fani truskaweczek i limoneczek mniej.

Jeżeli wyobrażam sobie połączenie tego płynu ze stałym pożywieniem to przychodzi mi na myśl smażony bekon z sadzonym jajkiem, może fasola. Czy jest to więc wino śniadaniowe? Niekoniecznie, jest szansa jeszcze poromansować z mięsem z ogniska, takim co wpadło w popiół i trzeba je było wyciągać osmalone, pachnące dymem, kurzem i węglem. Raczej świnia lub owca niż mućka. Podoba mi się również pomysł połączenia tego z anyżem, np. z kaczką w glazurze miodowej i gruszkowo-anyżowym chutneyem, albo z sushi. Zresztą kuchnia japońska jest bogata w wyroby ścieropodobne typu zupa miso, szczyci się całym elementarzem morskich dziwadeł z równiny zalewowej. Anyż (i też lukrecja) jest bogaty w anethol, substancję obecną w absyncie, która rozpuszczona w etanolu zachodzi mgłą przy połączeniu z wodą. Jego związki są obecne w wielu ziołach, takich jak estragon, bazylia. To przyjaciel słoweńskich brzeszczotów. I absynt i Kaplija wpływają bardzo kreatywnie na wyobraźnię. Tylko nie można przesadzać, uszy nie odrastają.

Informacje o pawelbialecki

Od kilku lat próbuję się dowiedzieć czy istnieje wino, które będzie mnie bardziej intrygowało niż to, które ostatnio mnie zaintrygowało. Edwin E. Aldrin podczas oglądania krajobrazu księżycowego w 1969 powiedział: "beautiful view...magnificent desolation" o nieskończonym pięknie, które jest puste i nie ma treści. To zjawisko jest odczuwalne również w świecie, w którym się poruszam jako sommelier, otwierając czasem i próbując butelki o dużej klasie ale mikrej duszy i rachitycznym kręgosłupie. Nauczyłem się żyć z tym poczuciem rozczarowania, czekając cierpliwie na emocjonalne wstrząsy, które wywołują często butelki z winiarskich peryferiów. Być może nadejdzie czas na: "beautiful view...magnificent personality"
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Powrót Ściery 3

  1. pawel bravo pisze:

    muszę, muszę do Gorycji, chcę je mieć. Zanim tam jednak skoczę i wrócę, wszak zajmuje to lekko licząć dwie doby – poradź tylko, czy gdzieś bliżej idzie to dostać?

  2. Tomek Kurzeja pisze:

    Wkrótce w Krakowie organizujemy mały przegląd pomarańczy. Szczegóły wkrótce. Dla przypomnienia: jedno z win pomarańczowych było naszym zwycięzcą Grand Prix. Mowa o Ageno 2008 Eleny Pantaleoni. I tak jak pisał Paweł, wina pomarańczowe, to często jedne z najlepszych partnerów przy stole, więc warto poszukiwać, choć za czas jakiś, w miarę nieodległy,, będzie ich w Polsce więcej :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>