Jesus Riesling Superstar

Kłącza szparagów już powoli zaczynają spoglądać z nadzieją w stronę Słońca przykrytego na razie zimowym wieńcem gleby i śniegu. Ich nieodziane łodygi drżą na myśl kąpieli w ciepłych strugach kwietniowego deszczu, chłeptania tej chłodnej ambrozji prosto z nieba. Jesteśmy na polach południowej Saksonii, gdzie na dotyk plazmy z eksplozji termojądrowych ze źródła życia niesłusznie mylonego z bogiem, kłącza tańczą w niedostrzegalnym rytmie, równo i powoli. Dróg tutaj nie pokonują poprzecinane ciężarówki rodzin Joadów szukających pieniądza i szczęścia, tu wszystko jest na miejscu. Pędy skapią się wczesnym latem w potokach białego wina, szparagi zgotowane na prędki i giętki posiłek posilą się maślanymi sosami i kwasowym sylvanerem, i kwiatowym rieslingiem. Zatańczą raz jeszcze i raz ostatni.

Taki jest sezonowy kierat warzyw i owoców, i wina. Kupujemy szampana na sylwestra, a rieslinga w połowie kwietnia. Rezygnując z radości jaką daje szampan poza czasem zmiany dat i z czułości nut moreli, gruszki, papai, czułości mozelskich łupków nasłonecznionych hojnością Sauli i jej dzbana wylewającego potoki światła na lustrzaną powłokę rzeki i szaleńczo stromych stoków. Dzban z równą powściągliwością traktuje nas Słowian, jak i mieszkających w krainie szparagów winogrodników z Hesji, Palatynatu, Turyngii, Saary. Nasze żołądki są równo obdzielane kapustą i kiełbasą, wieprzowiną i zimowymi przetworami. Słodycz dojrzałego rieslinga ratuje kwasowość berberysu i rokitnika, ratuje porzeczkę i ałyczę. Witamina C posiadła bardziej ludzkie oblicze. Starte ziemniaki, por i boczek z musem jabłkowym, doppekooche alias babka ziemniaczana, kuchnia nizin społecznych, prostego wina i czerstwego chleba żytniego. Nawet w Bordeaux ludzie kupują wino w plastikowych bukłakach prosto z kadzi, często przyjeżdżając po nie rowerem. Chyba że trafią na domkniętą bramę parkerowskiego buhaja rozdętego od beczki i alkoholu arystokraty domagającego się miętowego listka, only a tiny little thin one.

Podczas sprawdzania możliwie ciekawych połączeń smakowych do takich dań jak śledź z pianą ogórkową, czy wywar ze sfermentowanego chleba i wędzonej śliwki nieustannie wracam szparagową drogą z Luneburga do Brunszwiku, ale to tylko 1/3 trasy, która się kończy w środkowej Mozeli koło Bernkastel. Cztery zakręty Mozeli mówią więcej o winie niż wszystkie chenal z Lewego Brzegu, krótkie czterowersowe haiku zamiast rozdętego trzynastozgłoskowca. Dr. Loosen i Schloss Lieser, na tle domów z ciemnego łupku, ściana z tego samego tworzywa – Bernkasteler Doctor, potem już w rzędzie Domprobst, Sonnenuhr, za winklem Wurzgarten i Treppchen. Nazwy wywołują ciarki. Poniżej, równolegle zasilająca Ren – Nahe, z czystą ekspresją ziemi i Słońca jaką zasilałem pokłady charyzmy, ta ekspresja to Dorsheimer Goldloch Sekt od Armina Diela z 2007 roku. Na razie znajduje się w pierwszej trójce najbardziej emocjonujących win jakie próbowałem, bo wypiłem trzy kieliszki, które wryły mi się w moją substantia grisea jak rozpędzony motocyklista w objęcia tira.

Nie mogłem pojąć jak zwykłe wino może być tak tkliwe, ulotne i jednocześnie niemal niezniszczalne, tak jak nie mogłem pojąć kiedy drzewo papierówki w domowym ogrodzie rodziło tylko 3-4 owoce, które smakiem wykraczały w region absolutu, poza wszelkie normy dla jabłek, o ile takie istnieją. Taka hojność z natury, chcecie to macie, tylko zrywać. Riesling musi tylko przełamywać lata czarnego PR-u uosobione w podłużnej butelce o kolorze dojrzałego denaturatu z po-brzemienną pannicą na okładce, liebfraumilch, najlepiej to przecedzić przez kromkę chleba jak sugeruje kolor butelki. Dziś szczep utożsamiany nadal z winem kwaśnym lub zbyt słodkim, odurza aromatami i często w pierwszej próbnej degustacji przy stole, po dekapitacji jest zawracany do lodówki. Jakże niesłusznie. Dziś niuansów się nie docenia, lepsi są winni celebryci, butelkowe grycanki.  Jakie czasy takie obyczaje.

Informacje o pawelbialecki

Od kilku lat próbuję się dowiedzieć czy istnieje wino, które będzie mnie bardziej intrygowało niż to, które ostatnio mnie zaintrygowało. Edwin E. Aldrin podczas oglądania krajobrazu księżycowego w 1969 powiedział: "beautiful view...magnificent desolation" o nieskończonym pięknie, które jest puste i nie ma treści. To zjawisko jest odczuwalne również w świecie, w którym się poruszam jako sommelier, otwierając czasem i próbując butelki o dużej klasie ale mikrej duszy i rachitycznym kręgosłupie. Nauczyłem się żyć z tym poczuciem rozczarowania, czekając cierpliwie na emocjonalne wstrząsy, które wywołują często butelki z winiarskich peryferiów. Być może nadejdzie czas na: "beautiful view...magnificent personality"
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Jesus Riesling Superstar

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>