Barrique is dead

Wspomniałem ostatnio o moim idolu, Georgesie Roumier, którego chambolle-musigny wydało mi się cudne, jeszcze bardziej niż kosztowane kilka lat temu, cudne, cudowne, ACH, bo zawsze trzeba sobie wyobrażać „coś więcej”, choćby i z przesadą, a tu spotykam Erica z Kalifornii, który jest wine directorem (takim który nie tylko doradza klientowi, lecz układa kartę) w dużej i znanej włoskiej restauracji Donato, CA. Eric, Francuz z pochodzenia, opowiada, że zanim zaczął pracować w restauracji, był winemakerem w jednej z bardziej znanych posiadłości kalifornijskich, w której powstawały pinot noir i chardonnay. Nie chce powiedzieć w jakiej, natomiast dość dokładnie mówi o sposobie produkcji: bardzo późny zbiór, grona w stanie gotowym (śmieje się) do produkcji amarone. Do kadzi wraz z gronami trafiało parę enzymów i woda, która rozcieńczała sok i obniżała alkohol. Półtora roku później – dodaje Eric – 97 punktów w Wine Spectatorze. A Musigny Roumiera – znowu się śmieje – 92 punkty. What the hell… zaczyna następne zdanie i znowu się śmieje. W każdym razie Eric szybko zrozumiał, że w Kalifornii nie da się naśladować, z różnych względów, od terroir po sposoby produkcji, Roumiera, i rzucił całą tę zabawę w czorty. Bo był rok w Burgundii, widział i pokochał Roumiera, i stwierdził, że poza Burgundią sam nie będzie już niczego winifikował, a w Burgundii nie ma to szans. Więc koniec z piwnicą, teraz doradza klientom, co wziąć pod T-Bone. Dostał honorową legitymację Ruchu Poparcia Burgunda.

Jakie wino doradza? Myślę, że nie jest to Tormaresca, wino z posiadłości Antinorich w Apulii. Powiem od razu: dawno takiego wieczoru nie przeżyłem. Zbierało się przez cały dzień, Amerykanie głodni, Amerykanie zmęczeni, Amerykanie by chcieli coś innego, wyjść na miasto, a tu stanęły przed nimi w pięknej sali wina Tormaresca z primitivo, negroamaro i innych; wśród nich trebicchierowate Boca di Lupe Bocca di Lupo. Jedne podobne do drugich jak krople wody. Zagdakane przez drzewo, wykastrowane z garbników, coś nagle Jankesów – a było ich paru – wzięło. Jak nie zaczną krzyczeć jeden przez drugiego, jak nie zaczną narzekać, wypominać, a za nimi nagle ośmieleni włoscy dziennikarze – widziałem różne krytyki w obecności producentów wina, lecz takiej ostrej jeszcze nigdy. No barrique! No barrique! No barrique! Jeszcze chwila i wszyscy byśmy się chwycili za ręce i zatańczyli rewolucyjnego oberka wokół Boca di Lupi i próbującego się uśmiechać miłego Przedstawiciela; miałem wrażenie, że nagle na wierzch wypłynęło całe dziennikarskie stłumienie, wszystkie te przemilczenia, wszystkie te myśli chowane do środka, by nikogo nie obrazić. A później, w ramach ciosu ostatecznego, coup de grâce, w Złotej Księdze, gdzie obok nazwiska widniała rubryka do wpisania ulubionego wina wieczoru, wszyscy jak jeden mąż wpisali taniutkie, leciutkie, przeznaczone do picia w niskiej temperaturze, niemal różowe w kolorze negroamoro zwane Fichimori. Też wpisałem; człowiek nie zna litości.

Jeszcze do tego wieczoru wrócę, ale mając go wciąż przed oczyma dziś, pamiętając tę nagłą erupcję uczuć, miałbym ochotę powiedzieć – na wzór Joanny Szczepkowskiej oznajmiającej w pamiętnym czerwcu 1989, że komunizm właśnie umarł w Polsce – barrique is dead. Barrique is dead w listopadzie 2010 roku.

A kiedy tak myślę o tamtych słowach Joanny Szczepkowskiej i o moich Amerykanach, przypomina mi się jeszcze inny wieczór sprzed ponad trzydziestu lat, we Wrocławiu, podczas spotkania teatrów otwartych (dziś się mówi alternatywnych). Przyszła wiadomość, że umarł dyktaror Franco, co usłyszawszy, na stół zastawiony śledziem i wódką wskoczyła gruba Amerykanka z jakimś dziadkiem w kowbojskim kapeluszu, który grał na drumli, a panna otyła rytmicznie podskakiwała, unosząc ponad śledzie swoje 120 kilo i melorecytowała: I am so glad, Franco is dead.

W apuliańskiej winiarni śpiewałaby: I am so glad, barrique is dead i nad jej głową unosiłyby się białe, żółte i pastelowe gołębie.

Tags: , ,

18 komentarze/y

  1. Józef’s avatar

    To że red. Bieńczyk nie potrafi poprawnie napisać tak prostej włoskiej nazwy jak Bocca do Lupo, to wiemy.
    Ale żeby słynny tłumacz literatury francuskiej nie potrafił odmienić imienia Georges, to już chyba za wiele?

    1. marek bienczyk’s avatar

      Tak, to za wiele. Bocca di Lupo wszakże

    2. docg_’s avatar

      Forma „o Georgesie” jest prawidłowa. Mówimy „o żorżu”, ale piszemy „o Georgesie”, podobnie jak mówimy „o riosze”, a piszemy „o Rioji”. Wydaje się to dziwne, ale tak jest.

        1. s-kiper’s avatar

          A może choć jedno słowo na temat?

          W niedzielę miałem okazję spróbować Nero d’Avola „Lamuri” IGT 2008 od Tasca d’Almerita. Poniżej 50 zł (w Niemczech) i 92 pkt Parkera. Po otwarciu butelki beczka tak nachalna, że miast „miłości od pierwszego wejrzenia” naszło mnie zgoła przeciwstawne uczucie od pierwszego umoczenia ust. Nie poddałem się jednak rozpaczy i pracowicie przewietrzałem wino przez kilkadziesiąt minut. Karafka, delikatne zamieszanie, butelka, karafka itd. I złe moce (w pewnej, sporej mierze) odeszły, spłoszone czystym powietrzem polskiej wsi. A prawdziwa materia wina okazała się finezyjna, z przyjemną i szlachetną strukturą. I tylko jedno (obok wciąż lekko pobrzmiewającego prostackiego w wyrazie „dębu”) niepokoiło – czy Parker dał 92 punkty za cielesność wina czy smak, który zapewne równie dobrze można poczuć liżąc dębowy parkiet we własnym salonie.

        2. bonkowsk’s avatar

          Zapraszamy do dyskusji na temat wpisu Marka Bieńczyka a nie do przerzucania się argumentami czy ktoś spamuje, czy nie.

  2. cerretalto’s avatar

    Drogi Mistrzu, nie wiem co Cię tak wzięło na te beczki – po pierwsze wielu ludzi je lubi, po drugie w wielu winach stapiają się całkiem nieźle po jakimś czasie. Tak jest też z tym Bocca di Lupo, przynajmniej z rocznika 2001, który znam i piłem niedawno. Kupione kiedyś w Polsce w cenie poniżej 100zł, nadal młode i żywe, trochę taniczne, beczka prawie wtopiona, dobry, charakterystyczny owoc, sporo substancji. Wino bardzo solidne i sprawiające dużo radości, co najmniej na 91 punktów. Dużo łatwiejsze w odbiorze nawet za młodu niż wiele wyżej cenionych przez krytyków win opartych o Aglianico (a to przecież dość trudny w odbiorze i długowieczny szczep). Ta moja Tormaresca Bocca di Lupo 2001 wymagała trochę cierpliwości i mogłaby jeszcze parę ładnych lat spokojnie poleżeć :) .

    1. marek bienczyk’s avatar

      Tak, my pilismy Bocca 2006, a inne młodsze. Beczka beczką, chodziło mi raczej o mini zjawisko społeczne: tak gwałtownie wyrażony sprzeciw – w którym ujawnia się pewnie coś więcej niż niesmak z powodu trzech konkretnych win. Coś się w świadomości, by tak rzecz, zrobiło.

      Wina nota bene istotnie były bardzo do siebie podobne, mimo różnych odmian – wczesniej były duze degustacji win apuliańskich i niektóre – nie będąc koniecznie świetne – od razu ujawniały charakter odmiany. Pewnie i ten kontrast rozjuszył ludzi.

      A co do beczki, cóż, wpadłem wczoraj na Ostertaga, który przedstawiał nowy rocznik, dużo barriques, a dotyk wina piękny. Dotyk, powiedziałem, a Ostertag: dotyk, a za nim światło. Ale to już na kolejną rozmowę. Cerretalto, pozdrawiam.

      1. cerretalto’s avatar

        Może i Antinori produkuje wina międzynarodowe, podobne do siebie, czasem mdłe i za drogie itp. itd., ale te wina często się podobają! Jak to opisał tu GP :) . Są po prostu solidne ? jak kupujemy butelkę Peppoli, Tenute Marchese, Badia a Passignano, Pian delle Vigne, Tignanello czy też Bocca di Lupo, to wino może nie będzie jakoś wybitnie ciekawe dla wyrafinowanego nosa czy podniebienia, ale zapewne nie rozczaruje, także tych którzy nie są w ogole winopijcami. A jeśli ktoś jest bardzo wysublimowany, to kto mu każe kupować czy zamawiać takie bardziej ?przystępne? wina? :) . A beczka w winach Antinori wcale nie jest taka dominująca czy marna :)

        1. cerretalto’s avatar

          Jesli dobrze zrozumiałem – czyli we widne zjechał a w ciemno wybrał? I to był jakiś poważany specjalista? :) .

  3. Franco Ziliani’s avatar

    Marek, thank you and compliments for your post. I totally agree with you
    kindest regards
    Franco

  4. gp’s avatar

    Szczerze rozbawiła mnie ta blogonotka. Całkiem niedawno, po prezentacji sporej ilości win z Apulii przez redakcję szwajcarskiego Vinum, redaktorzy tegoż periodyka i zaproszeni dziennikarze z innych krajów zorganizowali sobie zabawę. Był nią wybór najlepszego wina prezentacji, lecz w ciemno. Podczas rozmów w czasie prób „w jasno” zdecydowana większość chwaliła wina Sordo, Cefalicchio, Santa Lucia albo Longo. Bo to dobre wina w sumie są jak na Apulię. Wybrzydzali zgodnie z obowiązującą modą na Tormaresca, Torrevento i Due Palme. Bardzo wybrzydzali na wspomniane Lupo (chyba tylko jakiś twór Cotarelli był opluty bardziej). Degustacja w ciemno była o tyle fajna, że głosy były oddawane na kartkach, anonimowo. Bezapelacyjnie, z pośród ponad 50 czerwonych win, z dużą przewagą punktów wygrało Bocca di Lupo. Towarzystwo miało miny bardzo nietęgie. Coś zaczęli bąkać po kontach że pewnie się „otworzyło” od czasu jak próbowali je „w jasno”. Hyhy. Akurat. Były to dwie właśnie odkorkowane butelki.

  5. cerretalto’s avatar

    Czy mógłbym uprzejmie zapytać dlaczego Redakcja usunęła wpis GP? Co tam było niezgodnego z regulaminem? Na blogu MB wciąż jednak wpis GP jest: http://blogi.magazynwino.pl/bienczyk/2010/11/24/barrique-is-dead/

    1. ADaszkiewicz’s avatar

      Wpis zawierał sprzeczne z netykietą treści mające charakter trollowania (http://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie), z czego autor wpisu, jako osoba niewątpliwie inteligentna, doskonale zdawał sobie sprawę.

      1. gp’s avatar

        ADaszkiwiecz jako osoba niewątpliwie inteligentna doskonale sobie zdaje sprawę czym jest trolling. A może jednak nie rozumie czym on jest, bo jak widać choćby po sposobie prowadzenia strony internetowej MW kompletnie nie rozumie funkcjonowania w internecie.

        W ocenzurowanym wpisie nie było niczego co można by nawet na siłę zaklasyfikować do trollingu. Doprecyzowałem opis pewnego zdarzenia ściśle związanego z tematem notki Marka Bieńczyka, kiedy to jeden z największych orędowników Barolo od Rinaldi, śmiertelny wróg barrique, zagłosował na Bocca di Lupo jako najlepszego wina degustacji. W ciemno rzecz jasna.

        Jeżeli redakcja MW poczuła się urażona tym że znam pewnego słowiańskiego konesera wina (nie Polaka), który jest wielokrotnie bardziej wysublimowany i wyrafinowany w swoich gustach winiarskich niż ktokolwiek znany mi w Polsce, to przepraszam. Nie było to moim celem. Porównując go do całej redakcji chciałem jedynie obrazowo pokazać jego wielką klasę. Nic też nie poradzę że ten sam człowiek równolegle z pasją winiarską oddaje się rozkoszom degustowania herbat. Wspomniałem o tym fakcie chcąc jedynie podkreślić w ten sposób jego wyjątkowe predyspozycje degustatorskie.

        1. ADaszkiewicz’s avatar

          Drogi gp, dywagacje na temat tego, kto jest bardziej wysublimowany i wyrafinowany oraz jaki ma to związek z oddawaniem się rozkoszom degustowania herbat jakoś nie bardzo chcą mi się zmieścić w temacie rozpoczętym przez Marka Bieńczyka, mają też, moim zdaniem, charakter wycieczek osobistych, które z dyskusją o winie i kulturze wina zbyt wiele wspólnego nie mają, z Netykietą też są chyba trochę na bakier. Może jednak czegoś nie rozumiem, skoro „kompletnie nie rozumiem funkcjonowania w internecie”. Szczerze jednak powiem, że z takim rozumieniem „etykiety” jakie prezentują w swej działalności internetowej pewne osoby „dużo lepiej rozumiejące funkcjonowanie w internecie” nie chcę mieć do czynienia.

          1. ADaszkiewicz’s avatar

            Przepraszam, z niezrozumiałych dla mnie powodów (a więc rzeczywiście czegoś nie rozumiem) system usunął wpis gp na który odpowiadałem. Nie mogę go w tej chwili przywrócić inaczej, niż cytując go poniżej:

            06.12.10, 08:49 | Gość: gp

            ADaszkiwiecz jako osoba niewątpliwie inteligentna doskonale sobie zdaje sprawę czym jest trolling. A może jednak nie rozumie czym on jest, bo jak widać choćby po sposobie prowadzenia strony internetowej MW kompletnie nie rozumie funkcjonowania w internecie.

            W ocenzurowanym wpisie nie było niczego co można by nawet na siłę zaklasyfikować do trollingu. Doprecyzowałem opis pewnego zdarzenia ściśle związanego z tematem notki Marka Bieńczyka, kiedy to jeden z największych orędowników Barolo od Rinaldi, śmiertelny wróg barrique, zagłosował na Bocca di Lupo jako najlepszego wina degustacji. W ciemno rzecz jasna.

            Jeżeli redakcja MW poczuła się urażona tym że znam pewnego słowiańskiego konesera wina (nie Polaka), który jest wielokrotnie bardziej wysublimowany i wyrafinowany w swoich gustach winiarskich niż ktokolwiek znany mi w Polsce, to przepraszam. Nie było to moim celem. Porównując go do całej redakcji chciałem jedynie obrazowo pokazać jego wielką klasę. Nic też nie poradzę że ten sam człowiek równolegle z pasją winiarską oddaje się rozkoszom degustowania herbat. Wspomniałem o tym fakcie chcąc jedynie podkreślić w ten sposób jego wyjątkowe predyspozycje degustatorskie.

          2. gp’s avatar

            „mają też, moim zdaniem, charakter wycieczek osobistych”

            Natomiast pisanie, które wywołało moją reakcję (zresztą też usuniętą, tym razem bez śladu):

            „z czego autor wpisu, jako osoba niewątpliwie inteligentna, doskonale zdawał sobie sprawę.

            …charakteru wycieczek osobistych oczywiście nie ma. Praktyka wyciągania z usuniętej wypowiedzi fragmentów pasujących do prezentowanej tezy i umieszczania ich jako komentarza do niewidocznego komentarza jest właśnie przykładem braku zrozumienia zasad funkcjonowania „netykiety”.

            Pozdrawiam i życzę dalszego, skutecznego odcinania internetowego serwisu MW od realnego świata. Umiejętność moderowania tego typu serwisów jest zadaniem trudnym, do którego trzeba nabrać nieco więcej dystansu do samych siebie. I wierz mi, że gdybym chciał tu uprawiać trolling, to poprosiłbym o pomoc koleżków z 4chan a nie opisywał sytuacje dotyczące wydarzeń ściśle związanych z komentowaną notką.

Comments are now closed.