Raport z przebudzenia się na wiosnę

Po dłuższym przedwiosennym śnie Ruch Poparcia Burgunda otworzył jedno oko, zanurzywszy usta w trzynastoletnim, z kiepskiego rocznika, kiepsko przechowywanym, od drugoligowego producenta, z drugoligowej apelacji burgundzie (Pernand-Vergelesses 1998, Laleure-Piot), po czym stwierdziwszy ku swemu zdumieniu, że daje się wypić, ruszył otworzyć – wraz z otwarciem dla grona burgudundzkich zwolenników piętnastu burgundów z pobocznych apelacji – drugie oko, co nie obudziło go całkowicie, gdyż większość win czerwonych z chudego 2008 roku nadto zakwasiła wejście w rzeczywistość, którego nie zdołały odtarasować nieliczne ciepłe i urocze burgundy z 2009 ani koronkowe Bouzeron Aligoté od Auberta de Vilaine z Domaine Romanée Conti, śliczne przy całych oganiczeniach tej odmiany, wychyliwszy zatem w półśnie owych win piętnaście, RPB ruszył dalej się dobudzać w cieplejsze okolice i trafił rzecz jasna na Powązki, gdzie chłopcy i inni z Douro prezentowali świeże roczniki, i obudził się niemal kompletnie (bo spało jeszcze serce) przy degustacji Character 2008 i zdecydowanie najlepszego wina wieczoru, Pintasa 2008, które sprawiło, że zaczął się przepraszać z Douro, i że serce przestało ziewać, skoro za winem tym stoi idolka moich wspomnień Sandra Tavares, co prawda z mężem, obecnym na degustacji i miłym, podczas gdy Sandra pielęgnuje świeżo narodzone dwojaczki, i gdy już wraz z dobudzonym sercem i korpusem niemal w pionie wrócił tegoż wieczora do domu, wpadł na artykuł Andrew Jefforda i już kompletnie przy jego lekturze porzucił łono Morfeusza, skoro Jefford, po roku pobytu w Australii pojechał do Burgundii odwiedzić Dugat-Py i kosztując próbek win czerwonych z 2009 roku, tak opowiedział o swej degustacji: „This is a great vintage – I thought at first after a pristine Pommard Vieilles Vignes and a seductively velvety Vosne-Romanée. Twenty minutes later, marvelling at the textures of his fleshy graceful Charmes-Chambertin, I thought <<these are the best red Burgundies I’ve ever tasted>>. As the hour drew to a close with an aroma-studded Mazis-Chambertin and a somptuosly forceful Chambertin, I thought <<there are the best wines I’ve ever tasted>>”, a kończył swą opowieść zdaniem, że “Burgundia jest terroir duszy”, które, cokolwiek miałoby znaczyć, popchnęło RPB do dalszych lektur, z których wyłuskał – dedykując go z wiadomych, muzyczno-winiarskich względów Andrzejowi Daszkiewiczowi – wiersz Tomasza Różyckiego, świetnego poety, z jego najnowszego cyklu „Księga obrotów”i postanowił wiersz ten (czwarty spośród osiemdziesięciu ośmiu) tu przytoczyć, i tak go przytaczając, przyrzec sobie nie spać aż do kolejnej zimy:

4. Ile muzyki (Liquors & Wine)

Ile muzyki, no ile muzyki
z tych neonów, feromonów, spomiędzy
warg szansonistki, zewsząd. I jak myślisz,
czego chcę się dziś napić? Bez pieniędzy
nic nie zwojuję, co najwyżej whisky lub
tani rodan, ażeby udręce
pokazać piękny film i wejść w tym filmie
w owtarte usta nocy, jeśli przyjmie
pani taki podatek. Ach, Ludwiku,
nie przytrafiła ci się kiedyś miłość?
przynajmniej jedno: granice języka
są gdzieś w zaświatach – kilka razy byłem
w tym sklepie, to wiem: można po nim bzykać
tam i z powrotem, wszędzie skrzynki wina
i szansonistka. Dzisiaj degustacja,
spróbuj jednego tylko, a przepadłeś.

Tags: