Suplement zachwycony i apendyks refleksyjny

W suplemencie wakacyjnym do ostatniego numeru MW słów kilka i głośne olé. Dla miasta Santander.

Do samego Santander dla wina się nie jeździ i trafiłem tam na chwilę dzięki Czesławowi Miłoszowi, a nie w poszukiwaniu reserv i crianz. Ale dziś już bym tam wrócił bez poezji w głowie. I od razu skierował kroki do knajpy w centrum zwanej Bodegas Le Conveniente. Poszedłbym najpóźniej na 19.15. Miejsce otwierają o 19, podają jeść od 20, lecz o 20 już się tam nie wejdzie, nawet w dzień powszedni, nawet jak gra Real z Barceloną. Nie wejdzie i nie zasiądzie się na ławach bez oparcia przy drewnianych stołach, nieopodal pustych, wielkich kadzi, starych jak świat, i wśród zapachu, który raczej jest zapaszkiem, pomieszanym zapaszkiem wina i uryny, i może anchois. Nie wejdzie się i będzie się stało w długiej kolejce wychodzącej na ulice i smętnie patrzyło na pijących i jedzących. Czy zauważyliście kiedyś, jaka jest różnica w spojrzeniu klienta spożywającego i klienta oczekującego? Pojedźcie do Le Conveniente, to dopiero zrozumiecie.

Le Conveniente czyli rozliczne tapas w bardzo dobrych cenach i najdziwniejsza karta win, jaką widziałem. Około 15 rioj reserv z 1994 roku. I tyle. Nagłówek karty: Rioja rsrv 94. Do tego są 2 ribery z 1995.

Zatem reservy 1994. Ceny od 18 do 25, w paru przypadkach 30 euro. Myślałem najpierw panikarsko, że za kieliszek, nie mogłem uwierzyć, że to są ceny za siedemnastoletnie wina podawane w knajpie, która przecież coś narzuca, u nas na przykład skromne 200-300%. 15-25 euro to dziś sklepowy ceny co bardziej cenionych reserv z 2004 czy 2005.

Wzięliśmy na początek, za namową kelnera, Riscala. Za 18. Dobre. Niezbyt duża ewolucja, nieco krótkie i puste w drugiej części ust, ale dobre. Beczka wtopiona. Potem Contino, za 25. Pyszne. Głębsze, mniej bezpośrednie, szlachetniejsze. Beczka wtopiona. Później Ardanzę za 30 euro. Dobre, bardzo dobre, ale beczka niewtopiona w pełni. Owszem, jak najbardziej do przyjęcia, w końcu tradycyjna rioja, ale słodyczy ciut za dużo. Wychodziliśmy około jedenastej, kolejka jak stała tak stała. Ty, co się tak patrzysz….

Apendyks do suplementu: dnia następnego cud sprawił, że Mercedes spotkała znajomą z mężem; zaprosili nas do jednej z najlepszych knajp w mieście, pan mąż wiedział o mej pasji i zaordynował drogo, żeby Hiszpania dobrze wypadła. Dzień wcześniej Real grał z Barceloną, polecieliśmy do telewizora wprost z Le Conveniente, Hiszpania wypadła korzystnie. Do świetlicy hotelowej, gdzie mecz oglądaliśmy, przyjechała policja po jednego kibica Barcelony, który wydzierał się jak diabeł wcielony; reszta była z Andaluzji, kibicowali Realowi. Ich nie zabrali.

Modliłem się, żeby pan mąż zamówił Viña del Olivo (Contino) i wymodliłem, zamówił, jakby czytał w moich myślach albo Miłosza, może zresztą czytał… trzy butelki, 2005 i 2004. 2004 lepszy. Oba roczniki jeszcze bardzo beczkowe, trochę szkoda pić teraz. Oczywiście świetne, ale na razie i może w ogóle za gładkie, zatęskniłem do zwykłej reservy Contino z 94. I pomyślałem: jeśli beczka się za 10 lat nie wtopi, to będzie to – jak mawiał Talleyrand – coś gorszego niż zbrodnia: błąd. Bo jakość owocu (ze starych krzewów) była tak fantastyczna, że świat by stracił. I pomyślałem, że nadmierna beczka to hiszpańska ucieczka od wolności. Czyli od cudu czystego owocu. Myśl mi się spodobała po trzecim kieliszku, ale już teraz, tylko po kawie, podoba mi się mniej.

Wracam do suplementu. Kolejnej nocy w ośmiu barach, a w każdym ścisk jak w słoiku z anchois. Anszuasy to tutejsza specjalność. Fantastyczne i drogie. Bar piąty zwał się Bodega Cigalena. Pod nazwą małymi literami: museo del vino. Na ulicy Daoiz i Velandre nr 19. Czegoś takiego w zwykłym wine barze nie widziałem. Tylu win sprzed drugiej wojny. Sprzed 1920. Sprzed 1900.

Nie tylko riojy, choć przede wszystkim. Stare butelki poutykane wszędzie, za kratkami w ścianach, przy podłodze, pod sufitami, jak śpiące nietoperze. I napis: „nie mamy nic przeciwko ofiarowaniu nam starych butelek”. Niektórzy ofiarowują, bo czują, że miejsce jest niezwykłe. Później zobaczyłem w nim jeszcze jedną rzecz. Też niezwykłą, aż mi serce zadrżało. Opowiem przy okazji.

Tags: , , ,