Kilka sherry z Marks & Spencer

Niedawno pisałem o sherry dostępnych w TESCO (przy okazji: do końca lipca trwa promocja, w ramach której np. fino można kupić za 19,99 zł), teraz postanowiłem przyjrzeć się innej sieci, o mniejszym zasięgu, ale o podobnym jak TESCO, brytyjskim pochodzeniu, a o historycznych związkach sherry ze Zjednoczonym Królestwem nie muszę chyba przypominać.

Na Wyspach (obecne są też w Irlandii) domy towarowe Marks & Spencer mają duży dział spożywczy z bardzo rozbudowaną ofertą win. W Polsce wszystko jest dużo mniejsze, ale i tu daje się zwykle wśród kilkudziesięciu dostępnych butelek znaleźć coś ciekawego, a przy zakupie sześciu (niekoniecznie identycznych) butelek dostajemy rabat 10%. Kilka dni temu zaszedłem więc do dwóch sklepów w Warszawie, żeby sprawdzić, jak w tej chwili wygląda sytuacja z sherry, bo w przeszłości bywało różnie. A dzisiaj? Jeśli chodzi o wybór, jest nieźle (są w szczególności butelki, które na brytyjskiej stronie internetowej opisane są jako niedostępne), choć oczywiście polska selekcja jest tylko fragmentem wersji oryginalnej, jeśli zaś chodzi o ceny, to w porównaniu z oryginałem w przypadku niektórych win jest po prostu świetnie.

Na polskich półkach znalazłem dwie serie sherry, od dwóch producentów (na brytyjskiej stronie www jest jeszcze trzeci, Fernando de Castilla, ale tylko z jednym winem). W tej podstawowej, butelkowanej (po 0,75 l) dla Marksa & Spencera przez znanego producenta Williams & Humbert, są dwie sherry wytrawne (manzanilla i fino) i kilka wersji sherry cream. Kiedyś bywało też amontillado „medium dry”, dziś nie ma go ani w Polsce ani – według www – w UK. W Sawie na Marszałkowskiej stała manzanilla butelkowana rok temu (L15211) i jedna butelka dwuletniego fino (L14…), w Blue City tak fino jak i manzanilla w większej ilości, oba z zeszłorocznego butelkowania (L15211). Ceny: fino 35 zł (po rabacie 31,49 zł) i manzanilla za jedyne 24,99 zł (po rabacie 22,04 zł), co w porównaniu z brytyjską ceną 7,50 funta wydaje się pomyłką, ale najwyraźniej nie jest! A co z zawartością? Choć lubię eksperymenty ze starzeniem sherry w butelce, „dwuletniej” butelki fino nie kupiłem, ta „roczna” wypadła dobrze, w aromatach początkowo dominował zapach typowy dla warsztatu samochodowego, szybko się jednak oczyścił, do głosu doszły zielone jabłka (a konkretnie nieco poobijane szare renety). W ustach wino jest dość lekkie, z apetyczną, delikatną słonością. Proste, ale nie ma na co narzekać, mimo wieku wciąż się trzyma i z ciekawości może wrócę po tę dwuletnią butelkę, jeśli jej nie wykupicie.

Mimo niższej ceny manzanilla okazała się ciekawsza, jest bardziej złożona i wyrazista, robi też wrażenie bardziej wytrawnej, prawdopodobnie przez mniejszą zawartość glicerolu (drożdżowy flor, pod którym manzanilla i fino dojrzewają w beczkach, żywi się m. in. glicerolem i tu pewnie zjadł go więcej). Za te pieniądze to prawdziwa rewelacja, kupujcie póki jest i czekajcie na następną dostawę, nie jest jasne kiedy może nastąpić (brak wina w UK sugeruje, że nieprędko).

Druga dostępna seria sherry to niewielkie (0,375 l) butelki produkowane przez znakomitego producenta Lustau (nazwę producenta znajdziecie napisaną małym drukiem na kontretykiecie). To inne wina niż te dostępne u oficjalnego polskiego importera Lustau i są butelkowane wyłącznie dla brytyjskiego supermarketu. Kilka miesięcy temu przez chwilę można było kupić niedostępne dziś Very Rare Palo Cortado, w tej chwili dostępne jest bardzo ciekawe Very Rare Oloroso (klasyczne oloroso, z nutami orzechów, miodu i szlachetnego drewna, z delikatną, glicerynową słodyczą i dobrze zintegrowanym alkoholem – pijcie schłodzone, choć nie zimne) i Very Rare Pedro Ximenez, którego jeszcze nie próbowałem. Ceny znów bardzo atrakcyjne, oloroso kosztuje bodaj 36,99 zł (za 0,375 l), po rabacie 33,29. Za takie wino to świetna cena, tym bardziej, że w UK to samo oloroso kosztuje 8 funtów. W tej samej serii w UK dostępne są też inne sherry produkowane przez Lustau, w Polsce ich jeszcze nie widziałem, ale będę wypatrywał.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Sherry w TESCO!

Ta sensacyjna (w końcu nieczęsto widzi się sherry w polskim hipermarkecie) informacja pojawiła się na fejsbukowej stronie Sherry, porto, madera. Robert Szulc, znany też jako Winiacz, na półce w Tesco wypatrzył sherry! Kilka dni później, po krótkich poszukiwaniach (w „moim” TESCO były wciśnięte za rozpychające się butelki porto – o nich też wkrótce napiszę) trzy smukłe, półlitrowe butelki z serii TESCO finest miałem już w koszyku. Wszystkie trzy pochodzą od znanego producenta Barbadillo z Sanlúcar de Barrameda, znanego choćby ze swych manzanilli (najpopularniejszą jest Solear, istnieje też Solear En Rama, pierwsze komercyjnie dostępne sherry en rama, po raz pierwszy wypuszczone na rynek w roku 1999).

Sherry z TESCO

Manzanilli w TESCO nie ma, są za to fino, amontillado i cream. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się fino, wciąż bardzo świeże (kod butelkowania L16-090 sugeruje, że wino butelkowano 90. dnia tego roku, więc 31 marca), lekkie, dość delikatne, w aromatach jabłkowo-cytrynowe z wyraźną, ale nie agresywną nutą drożdżowego flor, co wskazuje, że wino jest raczej młode, nie spędziło w solerze więcej niż 4-5 lat. Bardzo smaczne fino z gatunku tych codziennych, bez wielkiej złożoności, może być dobrym wstępem do wytrawnych sherry dla tych, których bardziej złożone wersje mogą odstraszać. Za półlitrową butelkę trzeba zapłacić 29,99 zł, moim zdaniem to niezła cena.

Amontillado (o dziwo tańsze, 27,99 zł za 0,5l) ma wyraźną słodycz, za którą w tym typie win nie przepadam, nuta słodka jest jednak bardzo dyskretna i osoby niezbyt często pijące sherry mogą jej w ogóle nie zauważyć. Nie mam danych analitycznych, w internecie znalazłem informację, że kilka lat temu cukru w tych winach było 25 g/l, teraz na pewno jest go mniej (kod butelkowania, nie tak istotny jak w przypadku fino, to L15-329, wino butelkowano więc w listopadzie ubiegłego roku), wystarczająco jednak dużo, by nieco stępić typową dla amontillado delikatną ostrość wskazującą na dłuższe starzenie pod drożdżowym flor. Jest w nim typowa dla amontillado nuta orzechowa, jest też delikatna nuta serowa, najbardziej przypominająca mi raclette lub morbier, z podobnymi serami najbardziej mi też to amontillado smakuje, nawet ta delikatna słodycz dobrze łączy się z mleczną słodyczą niezbyt ostrego sera.

Cream jak cream, nie jest to moja ulubiona kategoria sherry, zwykle słodycz dominuje nad złożonością. To jest proste, orzechowo-rodzynkowe, na szczęście nie jest przesadnie słodkie, po porządnym schłodzeniu nieźle towarzyszyło wieczornej lekturze. Cena jak za amontillado, 27,99 zł za 0,5 l). Kod butelkowania L16-091.

Po fino na pewno wrócę, w lecie będzie jak znalazł, choćby jako aperitif czy wino do gotowania (tzn. do popijania podczas gotowania, nie wlewałbym go do garnka!), mam też nadzieję, że wina te nie znikną z półek TESCO i że wrócą w nowych, świeżych butelkowaniach.

Opublikowano Hiszpania, Sherry, Supermarket | Otagowano , , , , | Skomentuj

O trudnej sztuce przekładu

Iain Gately
Kulturowa historia alkoholu
przełożyła Anna Kunicka
Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011

Już od dawna zabierałem się za tę książkę. Zachęcony entuzjastyczną recenzją Tomka Kurzei kupiłem ją już kilka lat temu, przekartkowałem i… odłożyłem na półkę, jej rozmiar (ponad 500 stron) trochę mnie przeraził, a innych, znacznie cieńszych, książek w kolejce do czytania miałem już… no dobrze, przyznam się, kilkaset. Czytam dużo, może nawet za dużo, a i tak czasu na wszystko mi nie starcza.

Wczoraj jednak przyszedł ten moment, gdy moja dłoń wędrująca wzdłuż grzbietów cierpliwie czekających na swą kolej książek zatrzymała się właśnie na niej. – Teraz albo nigdy – pomyślałem, zdjąłem ją z półki, a że herbatę miałem już zaparzoną (rano wina staram się nie pić, za to teraz mam w kieliszku oloroso), natychmiast siadłem do lektury.

Krótki, zgrabnie napisany wstęp zajął mi może minutę, przeszedłem do pierwszego rozdziału, pierwsza strona, druga… i dostałem młotkiem po głowie:

Alkohol w naturalny sposób powstaje jako uboczny produkt fermentacji – działania owocowych cukrowych drożdży spożywczych.

O co tu chodzi??? Co to za cudo, „owocowe cukrowe drożdże spożywcze”? Ktoś tu coś pokręcił, ale kto? Pełen najgorszych obaw włączyłem komputer, Amazon pozwala zwykle obejrzeć niektóre strony sprzedawanych książek, może więc będę mógł sprawdzić, jak to brzmi w oryginale…

Alcohol occurs naturally as a by-product of fermentation…

W porządku, na razie wszystko dobrze….

… – the action of sugar-eating yeasts on fruits.

No tak, wpadka tłumaczki, powinna była napisać o działaniu na owoce konsumujących (spożywających) cukier drożdży. Błąd, zdarza się (ale co robił redaktor?), inteligentny czytelnik powinien zrozumieć o co chodzi, czytam dalej, tym razem jednak z podwyższoną czujnością… I słusznie, na kolejnej stronie znajduję trzy miejsca z wątpliwym przekładem, na następnej jedno, ale tu już nie mam wątpliwości, przekład zmienia sens wypowiedzi:

U autora:

As in the case with the wine of Haji Firuz Tepe, whether this ur-beer was made to stimulate or simply as a kind of food remains a mystery.

Nie wiemy więc, czy to piwo „ur” robiono by stymulowało, czy też jako zwyczajne pożywienie. Tłumaczka pisze jednak:

Tak jak w przypadku wina z Haji Firuz Tepe, także to prapiwo produkowano jako środek pobudzający lub też po prostu jako rodzaj pożywienia, którego charakter pozostanie dla nas tajemnicą.

Drobiazg? Powiedzmy, czytam dalej, kolejna strona (15):

…królowa Puabi, jednocześnie kapłanka Księżyca króla Nanna…

i znów, by zrozumieć, muszę zajrzeć do oryginału:

…Queen Puabi, also priestess of the moon god Nanna…

No, tu już się solidnie zdenerwowałem, przecież „Nanna, bóg Księżyca” to jest jednak coś innego niż „Księżyc króla Nanna”.

I tak z czytelnika dzieła o kulturowej historii alkoholu po raz kolejny stałem się tropicielem błędów w przekładach (pierwszy mój tekst w Magazynie WINO, opublikowany jako list do redakcji, dotyczył beznadziejnego przekładu książki Carlosa Falcó, a po jednym z kolejnych tekstów inny wydawca, co mu się chwali, wycofał tragicznie przetłumaczoną – „w winie mogą się wytrącić nieszkodliwe kryształki cyjanku potasu” – książkę z rynku, by po jakimś czasie opublikować jej nową, poprawioną wersję). Nie było to specjalnie trudne, niemal każda strona, którą losowo otwierałem, dostarczała mi kolejnych przykładów. Już następna strona, 16:

Punkt kulminacyjny takiej uroczystości stanowił ceremonialny publiczny coitus króla Uruk i najwyższej kapłanki świątyni Isztar, bogini prokreacji; wierzono, że powtarzanie tego rytuału przyniesie pożądane skutki działalności Ninkasi, bogini piwa.

Brzmi tajemniczo? Nic dziwnego, oryginał mówi, że

Their highlight was a ceremonial and public act of coitus between the king of Uruk and the high priestess of the temple of Ishtar, goddess of procreation. The union was symbolic as well as real, and the mythical coupling that it reenacted was believed to have resulted in Ninkasi, the beer goddess.

zatem odtwarzano akt, w wyniku którego bogini piwa Ninkasi po prostu przyszła na świat.

No dobrze, historia starożytna jest nam obca, może z czasami nie tak odległymi będzie lepiej. Jak to było w Niemczech po II wojnie światowej?

Pierwszeństwo w zaopatrzeniu w bezpieczną wodę miały odbudowujące się browary i gorzelnie. (str. 506)

Naprawdę? Chyba jednak nie:

The provision of safe water took precedence over the redevelopment of breweries and distilerries.

było więc dokładnie odwrotnie, najpierw bezpieczna woda dla ludzi, dopiero potem browary i gorzelnie, to dlatego odbudowanie przedwojennej produkcji piwa w Zachodnich Niemczech zajęło tyle czasu, czego na podstawie polskiej wersji nie sposób zrozumieć.

Godzina spędzona najpierw z fragmentami z Amazona, a potem z Google Books, pozwoliła mi stwierdzić, że czytanie polskiego przekładu wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Moja wersja angielska jest już w drodze (i już na podstawie przeczytanych fragmentów naprawdę ją polecam), a ja wrócę jeszcze do pierwszego zdania wstępu do książki:

Moją babcię pijącą po raz pierwszy w życiu alkohol zobaczyłem podczas jej setnych urodzin, gdy wysączyła szklaneczkę szampana.

Mocne, problem w tym, że autor takiego zdania nie napisał, napisał za to:

The first time I ever saw my grandmother drink alcohol was when she accepted a small glass of champagne on her hundredth birthday.

Nie potępiam przekładu Anny Kunickiej w czambuł, spore jego fragmenty czyta się dobrze i wiernie oddają sens oryginału, ja jednak książkę Gately’ego przeczytam po angielsku, szkoda mi czasu na dociekanie na podstawie przekładu co autor miał na myśli. Na szczęście kilka innych interesujących mnie książek w imponującym katalogu wydawnictwa Aletheia przełożyli ludzie, do których mam większe zaufanie.

Opublikowano Historia, Książki, Literatura, Media | Otagowano , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 59

Po długiej przerwie postanowiłem wrócić do moich prasówek, na próbę, zobaczymy jak to pójdzie. Tak naprawdę spróbowałem już w marcu, ale wtedy entuzjazmu starczyło mi na odnotowanie jednego artykułu, zapisałem szkic notki i już do niego nie wróciłem. Szkic jednak pozostał, artykuł wciąż jest aktualny, więc gdy dziś rano przeczytałem kilka kolejnych tekstów wartych odnotowania, postanowiłem przywołać i tamten.

Andrew Jefford napisał świetny tekst o białych winach robionych w miejscach kojarzonych zwykle z winami czerwonymi, w tym o białych winach z Douro (ależ znamy, znamy!) i z Cahors, gdzie mają długą tradycję, lecz dziś niestety muszą być robione poza apelacją (z nimi u nas niestety trudniej – ktoś gdzieś coś może widział?).

Brytyjski krytyk Neal Martin, który zaczynał kilkanaście lat temu jako autor własnej strony internetowej Wine Journal, a dziś pisze dla Wine Advocate i eRobertParker.com, w dwuczęściowym wywiadzie dla portalu Live-Ex opowiada m. in. o swoich początkach w czasach, gdy winiarskich blogów jeszcze niemal nie było. Pewne czasy już nie wrócą: „I remember that somebody asked me if I was going to publish my Excel spreadsheet notes and I said I wouldn’t until I’d tasted all the 1982 First Growths. It took three or four years. (…) On the first day of Wine-Journal I had a serious database of 3,000 notes, which at that time, not many had”. Część pierwsza wywiadu, część druga.

Jamie Goode zastanawia się nad tym, czy przedłużona maceracja win białych, np. w amforach, maskuje terroir.

A skoro już przy terroir jesteśmy, polecam ciekawy artykuł o podstawach geologii w blogu Gargantuan Wine, który to blog odkryłem kilka miesięcy temu i od tej pory czytam go z dużym zainteresowaniem.

Opublikowano Bez kategorii, Blogi, Francja, Ludzie, Media, Nauka, Portugalia, Winnica | Otagowano , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Z Lidlem na Węgry

W poniedziałek 2 lutego na winnych półkach sieci sklepów Lidl pojawią się wina z nowej tematycznej oferty: 24 wina z Węgier, w cenach nie przekraczających 30 zł. Kilka tygodni temu miałem okazję zapoznania się z większością tej oferty, spróbowałem 19 z tych win (pozostałe nie dotarły jeszcze wówczas do Polski) i muszę przyznać, że moje zaskoczenie było spore i to z co najmniej dwóch powodów. Pierwszym z nich są producenci, wśród których znalazło się kilka węgierskich gwiazd i znanych nazwisk, jak Takler, tokajska Dereszla czy Tibor Gál (do których trzeba dodać producentów mniej widocznych na etykietach, jak Gabor Orosz stojący za Bodvinem czy Gróf Degenfeld kryjący się za marką Chateau Tarcal, a także tych, których win podczas prasowej degustacji nie przedstawiono, ale mają się pojawić w sklepach, zwłaszcza Royal Tokaji), a nie ma tego, czego się najbardziej obawiałem, czyli dużych przemysłowych kombinatów. Kolejne zaskoczenie to roczniki: aż cztery wina (dwa białe i dwa różowe) pochodziły z najnowszego rocznika 2014, więc do Polski trafiły zapewne prosto z linii do butelkowania i nie są to żadne spady nie sprzedane gdzie indziej, z drugiej strony zaś najciekawsze moim zdaniem wino w tym zestawie, półsłodki furmint z Tokaj Classic (ciekawy, nieznany mi dotąd producent, więcej o nim napisał tokajski specjalista Gabriel Kurczewski w swojej relacji z degustacji) z rocznika 2009, znajdujące się chyba w szczytowym momencie rozwoju.

Zdecydowanie najlepiej w tej ofercie wypadają wina białe, tak wytrawne, ja i te słodsze. Właściwie tylko do dwóch miałem poważniejsze zastrzeżenia. Teoretycznie ciekawym winem powinno być Ezerjó winiarni Maurus z mało znanego regionu Mór (leży na zachód od Budapesztu, na północ od północno-wschodniego brzegu Balatonu. Ezerjó to lokalna odmiana z Mór, cechująca się przede wszystkim wysoką kwasowością, w tym jednak przypadku poza kwasowością przypominającą płynny koncentrat witaminy C nic innego w winie już właściwie nie pozostało. Próbowaliśmy chyba rocznik 2012 (moje notatki są tu niestety niekompletne), ale wg materiałów Lidla w sklepach ma też być dostępny rocznik 2011, być może lepszy, ale nie sądzę – w przypadku tego typu win rok więcej to jednak sporo. Jeśli ktoś chciałby zaryzykować próbę, musi zapłacić 28 zł bez grosza – to jedno z najdroższych win tej oferty.

Nie jestem też fanem tokajskiego muszkatu (Tokaji Muscat Blanc) z rocznika 2012 z Chateau Tarcal (17,99 zł), za którym kryje się znany producent Gróf Degenfeld. To prościutkie wino, z niewielką zawartością cukru, za to sporą dawką goryczki. Lepiej dopłacić dwa złote i kupić wytrawny muszkat Mátrai Sarga Muskotály 2014 z winiarni Bárdos, albo zaoszczędzić trzy złote kupując przyjemny, lekki, odświeżający i aromatyczny Irsay Olivier 2014 z Sopronu, zrobiony przez winiarnię Taschner, oba wina raczej do wypicia wiosną i latem, nie później, bo mogą stracić młodzieńczą świeżość.

Z białych wytrawnych win na szczególną uwagę zasługuje Tokaji Furmint 2013 made by Dereszla (tak brzmi informacja na etykiecie). Za 19,99 zł dostaniemy żywego, dobrze kwasowego i całkiem dobrze zbudowanego furminta, którego na pewno dobrze się będzie piło przez najbliższy rok.

Przebojem wiosny może być bardzo świeże i całkiem intensywne różowe Szekszárdi Cuvée „Rozi” 2014 z winiarni Bodri za jedyne 16,99 zł. Bardziej kontrowersyjne jest drugie wino różowe z tej oferty, Rosé Cuvée 2014 z regionu Duna-Tisza (położonego na południe od Budapesztu i na wschód od Dunaju, a na zachód od Cisy, obejmującego m. in. mniejszy i trochę lepiej znany region Kunsag) winiarni Frittmann (też 16,99). Mi się podobało, a odnotowaną przez innych degustujących pewną nieczystość aromatów złożyłbym na karb bardzo młodego wieku, to są raczej aromaty fermentacyjne, które zanikną po jakimś czasie, wraz z początkiem lata wszystko powinno być już w porządku.

Wytrawne wina czerwone trochę mnie znudziły, nie ma wśród nich win wyrazistych, choć też nie ma specjalnych porażek. Najlepsze wrażenie zrobiły na mnie dwa bikavery: egerski Ferenca Tótha 2011 (19,99 zł, lekki, ale dość bogaty, wiśniowy i dymny) i szekszardzki Weklera 2012 (24,99, też dość lekki, świeży i całkiem elegancki). Bikaver Tótha najchętniej wypiłbym do kiełbasy pieczonej przy ognisku, wino Weklera sprawdzi się z drobiem i wieprzowiną. Dobry był też Kékfrankos Nycolas es Fia Borház 2012 z Egeru (19,99), rozczarował mnie zaś wodnisty Egri Bikavér 2011 Tibora Gála (24,99). Rozczarowały mnie też dwa merloty, egerski Juhásza z rocznika 2011 (22,99 zł) i szekszardzki, najdroższy w całej stawce (29,99 zł), Taklera z roku 2012. W obu miałem wrażenie przesadnej ekstrakcji z nie najlepszych gron, choć Takler wypadł jednak wyraźnie lepiej od Juhásza.

Na koniec wina półsłodkie i słodkie. Poza osobliwym słodkim Pinot Noir „Töpszli” 2013 Varga Pincészet z Badacsony (13,99), dla którego nie potrafię sobie wyobrazić zastosowania, pozostałe wina, już białe, z tej kategorii wypadają naprawdę nieźle, a w co najmniej dwa z nich chętnie się zaopatrzę (będę też wypatrywał wina z Royal Tokaji, którego nie miałem okazji spróbować).

To przede wszystkim wspomniany już wcześniej Tokaji Furmint 2009 z Tokaj Classic, wino w starym stylu, nieco utlenione, bogate, orzechowe, za jedyne 21,99, a także Tokaji Cuvée Nagyon Édes 2011, pod marką Dorombor robione przez winiarnię Chateau Dereszla (17,99). Tokaji Cuvée 2013 Bodvin (Gabor Orosz; 24,99) i Tokaji Cuvée Nem Szaraz 2013 Dorombor (Dereszla; 19,99) też są bardzo smaczne, choć mniej skoncentrowane i mniej złożone niż wcześniej wymienione wina, co zresztą w pewnych sytuacjach może być zaletą.

W węgierskiej propozycji Lidla podoba mi się przede wszystkim to, że zwłaszcza jeśli chodzi o wina białe i słodkie, są w niej wina znacznie lepsze niż to wszystko, co dotąd zwykło okupować węgierski sektor dolnych półek polskich supermarketów, jest więc szansa, że co odważniejsi klienci po spróbowaniu kilku butelek przekonają się do dobrych win węgierskich. Gorzej może być po zakończeniu tej akcji, bo nie bardzo widzę, gdzie będą się mogli skierować po podobne wina w podobnych, czy może tylko nieco wyższych, wciąż jednak codziennych cenach, zwłaszcza jeśli nie mają pod ręką dobrych sklepów specjalistycznych. Najważniejszy jest jednak ten pierwszy krok. Do zobaczenia w poniedziałek!

Opublikowano Supermarket, Węgry | Otagowano , , | 5 komentarzy

Lidl po iberyjsku

Już w poniedziałek 28 lipca w sklepach sieci Lidl pojawi się nowa, tym razem iberyjska, letnia oferta produktów spożywczych. Towarzyszyć jej będzie 30 win z Hiszpanii i Portugalii, wszystkie w „letnich” cenach – najdroższe butelki będą kosztować w jej ramach po 24,99 zł, zdecydowana jednak ich większość mieści się poniżej 20 zł. Dziewiętnaście z tych win spróbowałem podczas prezentacji poprowadzonej w nowej warszawskiej restauracji śródziemnomorskiej Dwie Trzecie (gotuje tu Marcin Jabłoński, który reprezentował Polskę na znanym konkursie kulinarnym Bocuse d’Or Europe w roku 2012)  przez współpracującego z Lidlem znanego sommeliera Michała Jancika, który brał też czynny udział w dobieraniu win do tej oferty.

Michał Jancik

Michał Jancik prezentuje wino | fot. Lidl

 

Zanim napiszę szczegółowo o wybranych winach, tych, które sam piłbym tego lata z przyjemnością, kilka słów wstępu. Nie będę ukrywał, że pijam wina z „dyskontów”, coraz częściej znajduję tam butelki, które z powodzeniem otwieram podczas szybko przygotowywanych prostych obiadów w środku tygodnia, gdy od wina oczekuję przede wszystkim świeżości i tego, by było po prostu smaczne i zgrabnie towarzyszyło posiłkowi. W dyskontach też kupuję zwykle wina do gotowania, pamiętając przy tym o ważnym przykazaniu: nie gotuj z winem, którego nie chciałbyś pić (ważnym choćby z tego względu, że nie zawsze cała butelka ląduje w daniu…). Win, które mógłbym pić z przyjemnością, w nowej ofercie Lidla na szczęście nie brakuje.

 

Ma ktoś ochotę na bąbelki? Ze spokojnym sumieniem mogę polecić cavę Arestel Extra Brut 2011, co prawda prostą, ale intensywną, jabłkową, bardzo orzeźwiającą i po prostu smaczną, w dodatku za jedyne 24,99 zł. W ofercie Lidla jest też słodsza wersja „semi seco”, jej jednak nie próbowałem.

 

Arestel 2011

Paco do Bispo 2013

Obecny od dawna w Polsce za sprawą zasłużonego dla win portugalskich w Polsce importera Atlantika (importer roku 2006 Magazynu WINO) producent z półwyspu Setúbal, Casa Ermelinda Freitas, autor m. in. „kultowego” kiedyś w pewnych kręgach wina Quinta de Mimosa, ma w letniej ofercie Lidla dwa swoje dużo prostsze wina, białe Paço do Bispo 2013 z apelacji Palmela (14,99 zł) i czerwone Rosário 2013 z szerszej apelacji regionalnej Península de Setúbal (13,99 zł). Białe jest muszkatowo aromatyczne, orzeźwiające i całkiem smaczne, a czerwone, ze słodkim owocem (ale jest wytrawne!) i całkiem sporym garbnikiem, świetnie się sprawdzi podczas letniego grillowania.

Pyrene Chardonnay  2013Pyrene Crianza  2009

Inny producent, który z przerwami bywał w Polsce dostępny, to Viñas del Vero z położonej u stóp Pirenejów apelacji Somontano w Aragonii. Lidl proponuje dwa wina tego producenta z (nieobecnej na stronie producenta, więc być może butelkowanej tylko dla Lidla) serii Pyrene: Pyrene Chardonnay 2013 (16,99 zł) i czerwone Pyrene Crianza 2009 (kupaż tempranillo i cabernet sauvignon, 19,99), oba smaczne, typowe dla odmian, z których je zrobiono, przy czym o ile chardonnay w kontekście innych udanych białych win z tej oferty Lidla wydaje mi się dość banalne, to już Pyrene Crianza jest winem całkiem poważnym.

Alvarinho 2013Uvas Douradas Branco 2013

Dwa moim zdaniem najlepsze, a już na pewno najciekawsze białe wina z iberyjskiej oferty Lidla pochodzą z Portugalii. Alvarinho Nobre Colheita 2013 z Quintas de Melgaço z apelacji Vinho Verde to po atlantycku słone, masywne i całkiem poważne wino, które po drugiej stronie granicy, w hiszpańskim Rías Baixas, kosztowałoby pewnie co najmniej dwa razy tyle. W cenie 18,99 to naprawdę okazja! Uvas Dourada Branco 2013 z Bairrady to może i dość prosty, ale czysty i po prostu porządny kupaż lokalnych odmian bical, maria gomes i arinto, za który 16,99 zł wydaje się być dobrą ceną.

Różowa rioja Cepa Rebrel Rosado 2013 (13,99) ze swym truskawkowo-malinowym owocem, dobrą kwasowością i bez zbędnej słodyczy powinna zaspokoić podstawowe potrzeby miłośników win różowych.

Torre de Ferro 2010Tirant lo Blanch Vendimia Oro 2011Wśród win czerwonych mam dwa ulubione, a jedno z nich muszę wyróżnić za świetną cenę. Torre de Ferro Reserva 2010 znanego producenta Dão Sul to bardzo soczyste, dość lekkie, kwiatowo-dymne wino z apelacji Dão, kupaż tourigi nacional, alfrocheiro i – jak chce producent – tempranillo, choć w tej części Portugalii tę wszechobecną iberyjską odmianę nazywa się zwykle tinta roriz. To naprawdę bardzo dobre wino kosztuje jedynie 12,99 zł i jest to dla mnie, obok alvarinho, prawdziwy hit tej oferty. Porównywalną jakość na dla mnie Tirant Io Blanch „Vendimmia Oro” 2011 z apelacji Valencia (z bardzo nie hiszpańskim składem odmianowym: syrah, merlot, cabernet sauvignon i cabernet franc), ale kosztuje 24,99 (i jest, obok cavy, jednym z dwóch najdroższych win tej oferty).

Chcącym głębiej poeksplorować mogę jeszcze polecić katalońskie czerwone Barceliño 2012 (14,99), Monte Plogar Gran Reserva 2007 z apelacji Cariñena za 19,99 zł (ale Reservę 2008 można sobie darować) i smaczną rioję Castillo de Albai Crianza 2011 (też 19,99), a miłośnikom bezpiecznych, sprawdzonych marek dwa wina samego Miguela Torresa: białego klasyka Viña Sol 2013 i równie klasyczne czerwone Sangre de Toro 2013 (tego ostatniego wina nie degustowałem, a rekomendację opieram na wcześniejszych doświadczeniach), oba w chyba dobrej cenie 19,99 zł.

 

Opublikowano Hiszpania, Portugalia, Supermarket | Otagowano | Komentarze są wyłączone

Prasówka 58

Dzisiejsza prasówka ma lżejszy charakter, mamy w końcu lato i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie teraz czytał mądrych artykułów o mineralności, o terroir, czy o chemii fermentacji w baryłce. Do tego typu spraw wrócę później, teraz proponuję nalać sobie do kieliszka vinho verde czy – tak jak ja to za chwilę zrobię – sherry fino, udać się pod sosnę na leżak i zagłębić w niezobowiązującą lekturę. Można na przykład kliknąć w poniższe odnośniki.

Libański producent Château Musar ogrodził swe winnice, by chronić je przed kradzieżami. Łupem rabusiów nie padały jednak winogrona, a… liście grenache, cenione w lokalnej kuchni. W portalu wine-searcher.com pisze o tym Rebecca Gibb.

Nie tak dawno pisałem w Magazynie o pladze dewastacji i kradzieży w winiarniach. Plaga trwa - jak informuje Jane Anson w portalu decanter.com, tym razem łupem złodziei padło 380 małych butelek Château d’Yquem, wartych ok. 125 tys. euro. Tyler Colman, znany bardziej jako Dr Vino, zestawił z tej okazji w swym blogu listę 12 kradzieży wina z ostatnich kilku lat i porównał wartość zrabowanych butelek.

Były już wina pachnące popcornem (głównie beczkowe chardonnay), czas na popcorn smakujący winem (podobno jednak bezalkoholowy, więc w sam raz do letniego kina samochodowego).

Na koniec kilka rad jak NIE otwierać butelki wina.

Opublikowano Blogi, Bordeaux, Historia, Liban, Nowa Zelandia, Prawo, Sherry, Technologia | Otagowano , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 57

W. Blake Gray pisze w swym blogu o najgorzej zaprojektowanej winiarni świata. W innym świetnym wpisie pisze on, dlaczego Wine Spectator powinien przy ocenianiu sake, co się temu pismu niedawno zdarzyło, zastosować 100-punktową skalę ocen, używaną przez WS do oceniania wina.

Chińczycy może nie kupują już tyle bordeaux, jednak coraz częściej kupują w Bordeaux, ostatnio jedną posiadłość na miesiąc, jak pisze w Decanterze Adam Lechmere.

Robert Joseph w portalu Tima Atkina pisze o tym jak mógłby wyglądać świat zorganizowany na wzór dzisiejszego świata wina.

Na zakończenie coś dla miłośników wina, którzy nie stronią od lżejszej literatury. W portalu wine-searcher.com Rose Hoare pisze o powieściach kryminalnych, których akcja toczy się wśród winnic i wokół wina.

Opublikowano Blogi, Bordeaux, Chiny, Japonia, Książki, Literatura, Prasówka, Technologia | Otagowano , , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 56 czyli rzecz o unijnych absurdach

1 lipca pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej stanie się Chorwacja. Nie wiem, co o tym myślą chorwaccy winiarze, wiem jednak, że nie ze wszystkich wiążących się z tym spraw mogą być zadowoleni. Słowenia chce zabronić im używania na etykietach nazwy odmiany teran, gdyż zastrzegła ją dla swoich win z Krasu (napisał o tym m. in. portal thedrinksbusiness.com), dotyczy to jednak tylko niewielkiej grupy winiarzy z chorwackiej części Istrii, więc może nie odbić się  aż tak szerokim echem jak inna sprawa, o której poinformowała kilka dni temu agencja Associated Press, a napisał o niej m. in. brytyjski Independent. Narodowym skarbem Chorwatów jest słodkie wino prošek, robią je niemal wszyscy, którzy w ogóle robią jakiekolwiek wina (czyli w takiej Dalmacji naprawdę wszyscy, na swój prywatny, domowy użytek, ale i na sprzedaż, choćby na przydrożnym straganie, obok arbuzów, miodu i lawendy). Od 1 lipca nazwa prošek będzie w Chorwacji nielegalna, gdyż za bardzo przypomina zastrzeżoną nazwę włoskiej apelacji prosecco i robionego w niej wina. Chorwaci próbują zwracać uwagę na to, że historia ich proška jest dużo dłuższa niż historia włoskich bąbli, niestety na razie bezskutecznie.

Opublikowano Chorwacja, Prasówka, Prawo, Unia Europejska, Życie | Otagowano , , , | 3 komentarzy

Prasówka 55

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy istnieją wina doskonałe? Na liście przygotowanej przez portal Wine Searcher są wszystkie wina, którym Robert Parker dał maksymalną ocenę 100 punktów.

Kto pamięta, ile się jesienią roku 2003 mówiło o winach tego rocznika w Bordeaux. O tym, jak wyglądają po blisko 10 latach przeczytacie w fantastycznym tekście Sarah Abbott opublikowanym w portalu Tima Atkina.

W roku 1960 największym eksporterem wina na świecie była… Algieria. O historii winiarstwa w Algierii w portalu wine-searcher.com pisze Diana Goodman.

Mówi coś Wam nazwisko Rudy Kurniawan? O tym bohaterze jednej z największych afer związanych z fałszowaniem wina napisał w Vanity Fair Mike Steinberger. Ten znakomity artykuł nie jest najświeższy, ale został właśnie wyróżniony doroczną dziennikarską nagrodą James Beard Foundation w kategorii „Wine, Spirits, and Other Beverages”. Polecam go nie tylko dlatego, naprawdę jest świetny!

Fundacja Jamesa Bearda co roku przyznaje nagrody za działalność dziennikarską, publicystyczną i wydawniczą w zakresie szeroko pojętej sztuki kulinarnej, tu można znaleźć pełną listę laureatów z roku 2013 (plik pdf). Książką roku w kategorii „Napoje” została (oczywiście) księga „Wine Grapes” Jancis Robinson, Julii Harding i José Vouillamoza, o której pisałem jesienią w Magazynie WINO.

Opublikowano Algieria, Bordeaux, Historia, Książki, Ludzie, Media, Prasówka, Prawo | Otagowano , , , , , | Komentarze są wyłączone