Chiny

You are currently browsing the archive for the Chiny category.

Mogę się założyć, że czegoś takiego jeszcze nie próbowaliście: wino starzone z meteorytem, pochodzącym z czasów, gdy powstawał Układ Słoneczny.

Bezalkoholowe piwo aromatyzowane wołowiną? Spokojnie, nie dla ludzi, a dla psów, które mogą wreszcie pójść z właścicielem do pubu i też się napić.

Dożywocie za przemyt wina? W Chinach tak.

Chcecie sprawdzić swą wiedzę o winach? Znany brytyjski importer Berry Bros & Rudd udostępnił w swym portalu test (wymagany jest Flash i znajomość angielskiego), który podstawy tej wiedzy sprawdza. Mój jak dotąd najlepszy wynik to 100 na 120 – ważna jest szybkość, precyzja w posługiwaniu się myszą (touchpad, przynajmniej w moim wykonaniu, absolutnie odpada), no i znajomość klasyfikacji zamków z Bordeaux, co nie jest moim mocnym punktem.

Nie wiecie, jak zapisywać swoje notki degustacyjne? Okazuje się, że wygodnym narzędziem może być poczta elektroniczna, a konkretnie Gmail.

Nie pamiętacie, dlaczego umiarkowane picie wina uchodzi za zdrowe? Tu macie osiem różnych argumentów, wybierzcie najbardziej wam odpowiadające.

Tags: , , , , , ,

Witam po długiej przerwie. Głównym bodźcem, który wyrwał mnie z blogowego letargu, był wysyp wiadomości w polskich mediach poświęcony pewnej degustacji, która odbyła się w Chinach, na przykład tutaj: lakonicznie w onet.pl, nieco bardziej szczegółowo w Pulsie Biznesu i w tvn24.pl. W skrócie: Chińczycy pobili Francuzów z Bordeaux i chociaż do degustacji nie stanęły najlepsze wina znad Żyrondy, to jednak anonimowy autor z Onetu napisał, że ”chińskie wina są lepsze od francuskich Bordeaux.” A jak było naprawdę?

Sięgnijmy do agencji Reutera. Rzeczywiście, jakieś wina z Chin pobiły jakieś wina z Bordeaux, ale wszystko kryje się w szczegółach. Do rywalizacji z winami w chińskiej czołówki stanęły wina „z tego samego przedziału cenowego”, co w praktyce oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze Bordeaux reprezentowały wina robione w dużych ilościach przez kupców (negociants) poprzez łączenie win kupowanych luzem od drobnych producentów, po drugie wina znalazły się w tej samej kategorii cenowej dzięki podatkom na importowane wina wynoszącym w Chinach ok. 50%. Najlepszym winem z Bordeaux zostało w tej degustacji uznane Saga Medoc 2009 ze stajni Rothschildów. Nie znajduje go wine-searcher.com, wskazuje tylko tańszą wersję z apelacją Bordeaux AOC, którą można w Europie kupić bez problemu za 8-9 euro, a która w jednym ze sklepów w Chinach – i jest to najtańszy sklep który znalazłem –  kosztuje równowartość 24 euro (rocznik 2005 za 64 zł można kupić w Polsce, w La Passion du Vin). Nie umniejszając więc znaczenia sukcesu win z Chin apelowałbym do redaktorów polskich serwisów informacyjnych o większą powściągliwość. Zresztą chwila googlowania wskazuje stronę jednego z organizatorów całej degustacji, gdzie ciekawych szczegółów jest dużo więcej, jest pełna lista startujących win (z Bordeaux poza wspomnianą Sagą są też Calvet Reserve De L’Estey Medoc 2009, Cordier Prestige Rouge 2008, Kressmann Grande Réserve St-Émilion AOC 2008, Mouton Cadet Reserve Medoc 2009, a więc rzeczywiście wina znanych, dużych kupców).

A skoro już się odezwałem, to kilka zaległych wiadomości.

Spore poruszenie w mediach anglosaskich (np. tutaj) wywołało dopuszczenie do stosowania w Australii do klarowania wina jednego ze składników środków przeczyszczających. Środek ten od dawna jest dozwolony do takiego wykorzystanie tak w Europie, jak i w USA.

O łączeniu wina i jedzenia napisano już chyba wszystko. Przyszedł więc czas na włączenie do gry kolejnego składnika i nie jest to tym razem, jak drodzy Czytelnicy mogliby oczekiwać, woda. Nie, okazuje się, że można (mam jednak pewne wątpliwości) popijać jedzenie jednocześnie winem i… kawą.

Jednym z moich ulubionych piszących o winie Australijczyków jest Philip White. W swoim blogu opublikował on nie tak dawno pięć zdjęć, pokazujących różnicę między gronami, z których robi się wina znakomite, bardzo dobre, dobre, przeciętne (ich jest większość) i tanie. Polecam ich analizę.

Tags: , , , ,

Brytyjscy winiarze są zasmuceni, ich wina nie pojawiły się na weselnych stołach, a jedyny ich wkład w imprezę to destylat z brytyjskiego wina, którym jest napędzany historyczny Aston-Martin księcia Karola, w którym nowożeńcy podobno pozowali do zdjęć. Pisze o tym Tom Johnson w swoim świetnym i często przezabawnym blogu Louisville Juice. W jednym z wcześniejszych wpisów pisze o festiwalu wina w miasteczku mającym… 35. mieszkańców. Festiwal odbył się wczoraj i miał trwać 6 godzin.

Tom Johnson napisał też kilka dni temu o sprawie, o której i ja miałem wspomnieć: oddziały prewencji francuskiej policji są oburzone zakazem konsumowania przez funkcjonariuszy wina i piwa podczas lunchu. To ich zdaniem złamanie uświęconej francuskiej tradycji i pozbawienie jednego z podstawowych praw obywatelskich.

Skoro już mowa o winie podawanym do lunchu, muszę zwrócić uwagę na czekający już stanowczo zbyt długo w blogowej poczekalni artykuł Jeannie Cho Li tłumaczący, dlaczego wbrew powtarzanym powszechnie opiniom ciężkie, garbnikowe wina czerwone w naturalny sposób odnajdują się w chińskiej tradycji kulinarnej.

 

Z braku czasu i natłoku interesujących materiałów dziś prasówka w wersji minimax, czyli minimum słów, maksimum linków.

Pierwsze chińskie wina ekologiczne.

Robert Joseph broni ciężkie butelki (a ja się z nim nie zgadzam, ale o tym już chyba pisałem).

Producent win Yellow Tail pozwał do sądu innego producenta, oskarżając go o kradzież pomysłu na etykietę (kilka linków: link pierwszy, link drugi, link trzeci).

Wideo pokazujące jak się zbiera dotknięte szlachetną pleśnią grona na sauternes.

Temat zwalczających ból głowy modyfikowanych genetycznie drożdży był ostatnio dość popularny, z racji dopuszczenia ich do użytku w Kanadzie (np. tutaj, tutaj i tutaj). Tyler Colman, czyli Dr Vino, zbadał to nieco bardziej wnikliwie.

Tags: , , , , , ,

Pisałem już o ogłoszonych w sobotę zmianach w Wine Advocate Roberta Parkera. Oczywiście weekendowe łącza internetowe rozgrzały się do czerwoności. Komentatorzy zwracają uwagę na dość dziwne okoliczności: weekend, w dodatku dla Ameryki wyjątkowy, bo w niedzielę odbył się już 45. Super Bowl, czyli finał ligi futbolu amerykańskiego (wygrali Green Bay Packers, pokonując 31-25 Pittsburgh Steelers, a mecz był zacięty aż do samego końca i dopiero zepsute podanie kilkadziesiąt sekund przed końcem pozbawiło szans goniących swych rywali Stalowców z Pittsburga – w pierwszej połowie przegrywali już 21-3), ponadto informacja została przekazana wyłącznie drogą mailową, bez śladu na stronie erobertparker.com (do chwili obecnej nic się tam nie zmieniło, za wyjątkiem ożywionej dyskusji na tamtejszym forum, do której linku nie podaję, gdyż prowadziłby do strony dostępniej wyłącznie dla subskrybentów). Ponieważ jednak jeszcze bardziej ożywiona dyskusja toczy się na forum wineberserkers.com, grupującym w dużej mierze ludzi, których  zabanowano na forum w erobertparker.com, bądź też którzy z tamtego forum odeszli po objęciu go subskrybcją, link do niej podaję. Temat pojawił się też na wielu innych stronach, na przykład w jednym z czołowych amerykańskich blogów, Vinography Aldera Yarrowa.

Teraz kilka linków do nieco bardziej egzotycznych tematów. Nick Stephens pisze w swym blogu o winie w Indiach, a Tim Atkin opisuje swe pierwsze poważne spotkanie z winami z rdzennej japońskiej odmiany koshu.

Chcielibyście w swym domu, ogródku czy piwnicy mieć prawdziwą baryłkę po winie? Znany doskonale w Polsce piemoncki producent Enrico Rivetto pokazuje w swym blogu, jak można to zrobić, na przykładzie baryłki po swej barberze, która wylądowała (dosłownie, par avion) w Stambule.

Na koniec Chiny, do których ostatnio często tu wracam, tym razem w aspekcie prawno-kryminalnym. Wina lodowe, przede wszystkim z Kanady, prawdopodobnie głównie z racji na swą cenę są w Chinach popularnym prezentem, który ma na obdarowanym zrobić wrażenie. W artykule opublikowanym w portalu Wine Spectatora możemy znaleźć trochę informacji na ten temat, a wśród nich ostrożne podobno szacunki, że 80% tych win na chińskim rynku jest podrabianych.

Dodane później: jak dotąd najciekawszy znany mi tekst o zmianach w Wine Advocate napisał winiarski felietonista San Francisco Chronicle Jon Bonné, naprawdę polecam.

Tags: , , , , , , , , ,

Lafite? Nie,  Lafitte – Nick Stephens pisze o pewnym prawnym sporze w Bordeaux, zrozumiałym zwłaszcza w kontekście popularności marki Lafite w Azji.

Chińczycy kupują w Bordeaux, tym razem jednak nie osoby prywatne, a firma, której właścicielem jest państwo. Decanter też o tym pisze.

Jak wynika z badań, konsumenci nie mają zbyt wielkiego zaufania do blogerów i preferują inne źródła wiadomości o winach, przynajmniej w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Tylko co piąty kupujący wino w tych krajach opiera się na poradach niezależnych blogerów, a aż połowa korzysta z porad sprzedawców.

Matt Kramer z Wine Spectatora ogłosił właśnie, że terroir jest już passé, dziś wino musi być narrative, musi coś opowiadać. Pójdę więc posłuchać, co ma  mi dziś do powiedzenia otwarta wczoraj butelka arneis (Roero Arneis 2009, Pescaja) – nie byłem wczoraj wystarczająco uważny, a może muzyka grała zbyt głośno.

Tags: , , , , ,

Dziś przede wszystkim o winach, których raczej nie pijamy.

Wina legendarnego producenta z Burgundii, Domaine de la Romanée-Conti, trafiają na rynek w tak niewielkich ilościach, że jak słusznie pisze w swoim blogu Jamie Goode, nawet jeśli kogoś na nie stać, to nie tak łatwo dopchać się do początku kolejki, by coś kupić. Stałem kiedyś przed lodówką, w której leżała sobie butelka La Tâche za „jedyne” 500 euro i zaczynałem już montować grupę, która by się na nią zrzuciła, ale zawahaliśmy się, a teraz sobie w brody plujemy, pocieszając się, że na pewno była korkowa. Dziś o takich cenach trudno marzyć, butelka z roku 2008 kosztuje w Londynie ponad 500 funtów jeszcze bez podatków i możemy sobie co najwyżej poczytać, co o dzisiejszej londyńskiej degustacji całego portfolio DRC piszą Tim Atkin i Jamie Goode.

Do win których nie pijamy należy też słynny Château Pétrus. Amerykański dziennikarz Mike Steinberger, który publikuje w internetowym dzienniku Slate (i którego winopisanie gorąco polecam), napił się Pétrusa ze słynnego rocznika 1947. To znaczy napił się, ale nie jest do końca pewien, czy to naprawdę był to Pétrus i czy rzeczywiście z tego rocznika. Rzecz w tym, że okazja do otwarcia butelki była nietypowa. Steinberger w czerwcu ub. r. opublikował świetny artykuł o głośnych wówczas (a i niedawno przypomnianych przez media za sprawą pewnej sądowej ugody) oskarżeniach grupy kupców i kolekcjonerów rzadkich win o ich fałszowanie i sprzedawanie jako oryginałów. Nie będę wchodził w szczegóły, polecam oryginalny artykuł z ub. roku i jego nieoczekiwaną kontynuację, w której Steinberger opisuje kolację, podczas której siedział obok jednego z nie całkiem pozytywnych bohaterów swego zeszłorocznego artykułu.

Zejdźmy teraz na ziemię, ale nie polską, a chińską. Za kilka dni rozpoczyna się chiński Nowy Rok i będzie to rok Królika (podobno nie jest to zwykły królik, ale nie będę wchodził w szczegóły, na których i tak się nie znam). Brytyjski dziennikarz Nick Stephens wytropił kilkanaście win z królikami związanych i napisał o nich w swoim blogu. Jeśli macie chińskich przyjaciół, ta wiedza może się Wam przydać. A piszę o tym przede wszystkim dlatego, że w tym samym blogu, ale dzień wcześniej, ukazał się artykuł Stephensa o winach chińskich (już bez królików), a także o rynku win w Chinach.

Gary’ego Vaynerchuka czytelnikom Magazynu WINO nie trzeba przedstawiać (tu i tu). Warto jednak przeczytać jak sam Gary pisze o swoim tygodniu pracy.

Zmęczonych klikaniem i czytaniem odsyłam natomiast na stronę National Geographic, gdzie można podziwiać nieskończenie głębokie zdjęcie. Niezależnie od tego, co sądzimy o amerykańskich winach, parków narodowych możemy Amerykanom naprawdę zazdrościć.

Tags: , , , ,

Lista czekających w kolejce znalezionych w internecie tekstów do przeczytania rośnie u mnie w sposób zatrważający. Czytam mniejszą ich część, większość odkładam „na później” (a więc „na nigdy”), lub wręcz usuwam, choć na pierwszy rzut oka wydawały się na tyle interesujące, by na tę listę trafić. Nawet jednak gdy tekst przeczytam, nie mam zwykle czasu ani okazji by coś później z nim zrobić, by zdobytą wiedzę wykorzystać, a że pamięć coraz krótsza (mimo zbawiennego wpływu jaki według niektórych badań wywiera na nią odpowiednio częste picie wina), o większości po prostu zapominam. Żeby z tego mojego czytania i magazynowania był jakiś większy pożytek, postanowiłem choć część tej wiedzy gromadzić w tym blogu, może kiedyś komuś na coś jakiś okruch się przyda.

Na początek sprawa chińska. O wpływie Chin na ceny czołowych win z Bordeaux pisaliśmy już wiele razy, niestety dla nas pojawiają się coraz częstsze sygnały, że nie tylko produktów Château Lafite problem będzie dotyczyć. Kilka chwil temu mój czytnik Google zarejestrował pojawienie się w portalu decanter.com korespondencji Guy Woodwarda z Burgundii, gdzie odbywała się doroczna aukcja w Hospices de Beaune. Czytając ją przypomniałem sobie o zarejestrowanej kilka dni wcześniej przez mą pamięć bardzo krótkoterminową innej wiadomości, też z Decantera i też o Hospices de Beaune. W skrócie: Burgundia dostrzegła potencjał rynku chińskiego i zazdroszcząc sukcesu Bordeaux chce powtórzyć chiński sukces tego ostatniego (sukces przejawiający się nie tylko w postaci astronomicznych cen lafitów, ale i w rosnącej sprzedaży na Daleki Wschód butelek po 3 euro). Przypomniałem też sobie o czekającym w kolejce artykule Tima Atkina, który analizuje rynek chiński i radzi, by zacząć się uczyć języka mandaryńskiego. To mi z kolei przypomniałe o przeczytanej kilka dni temu, nie pamiętam już gdzie, uwadze, że rocznik 2009 może być ostatnim rozsądnie wycenionym rocznikiem w Burgundii.

Beaujolais było tematem wielu artykułów i dyskusji w winnym internecie, na jedną z nich chciałbym zwrócić tu uwagę. Rzecz zahacza o beaujolais nouveau, lecz jej główny wątek zapoczątkował w swym blogu Thomas Matthews z Wine Spectatora, który komentując serię artykułów o znaczeniu, jakie dla budowania reputacji Beaujolais miał zmarły w ubiegłym miesiącu Marcel Lapierre, zwrócił uwagę, by nie zapominać o głównym twórcy rynkowego sukcesu Beaujolais, którym jego zdaniem jest Georges Duboeuf. Warto prześledzić dyskusję pod wpisem, a jeśli ktoś ma więcej czasu, polecam lekturę odpowiedzi, jaką Matthewsowi dał w swoim blogu Thor Iverson (blog Iversona gorąco polecam, choć z racji na długość tekstów nie jest specjalnie user-friendly).

Tyle na dziś, ciąg dalszy nastąpi.