Włochy

You are currently browsing the archive for the Włochy category.

Jak się Wam podoba projekt winnego centrum (tutaj i tutaj), które ma powstać w Bordeaux? Podobno „ma odzwierciedlać zmysłową stronę wina”…

Jeśli wybieracie się na wakacje do Turcji i chcielibyście spróbować tam coś dobrego, przeczytajcie co o tureckich winach napisał ostatnio (i wcześniej) Ned Goodwin.

Coś z polskiego podwórka: reportaż z rowerowej wycieczki do Wachau w blogu „Książka i Wino”.

Pamiętacie aferę Bernarda Madoffa, który dwa lata temu został skazany na bodaj 150 lat więzienia za zdefraudowanie kilkudziesięciu miliardów dolarów powierzonych mu przez wielu dość naiwnych inwestorów? Miał on skromną kolekcję win, które ostatnio sprzedano na aukcji, cały z niej dochód przeznaczając dla ofiar jego malwersacji. Podobno na każdą oszukaną przez Madoffa osobę przypadnie z tego po 8 dolarów.

Przywoływany już tu piemoncki winiarz Enrico Rivetto zastanawia się, czy w dzisiejszej Europie bez granic ma jakikolwiek sens gwarantowanie importerom prawa wyłączności w jakimś kraju, wśród przykładów wymieniając Luksemburg i Polskę.

Na koniec coś dla osób zainteresowanych sprawami nieco bardziej technicznymi. W artykule w Drinks Business Sally Easton przygląda się jajom, to znaczy betonowym zbiornikom fermentacyjnym mającym kształt wielkiego jajka, takim jak na przykład to jajo, sfotografowane przeze mnie kilka lat temu w Chablis.

Tags: , , , ,

Pisząc dziś rano „Prasówkę 25” na śmierć zapomniałem o przygotowanych wcześniej tematach, które też chciałem poruszyć. Po kolei:

Argentyńczycy z prowincji La Rioja mają prawo umieszczać nazwę regionu na etykiecie. Sądowa batalia prowadzona przez 12 lat przez winiarzy z hiszpańskiego regionu o tej samej nazwie nie przyniosła oczekiwanego przez nich skutku w postaci zakazu. Przypomniała mi się z tej okazji walka o prawo do używania nazwy własnego miasteczka, którą jak dotąd bezskutecznie prowadzą winiarze z Champagne w Szwajcarii.

Coraz więcej włoskich apelacji DOC dodaje sobie literkę G. Warto przeczytać komentarz Franco Zilianiego.

Tags: , ,

Ucieszyłem się, czytając najnowszy wpis w blogu Neila Pendocka, południowoafrykańskiego dziennikarza, który zwykle zawzięcie krytykuje zarówno swoich miejscowych kolegów po fachu, jak i (a właściwie przede wszystkim) reprezentującą wina z RPA za granicą organizację Wines of South Africa. Tym razem tekst Pendocka dotyczy m. in. niekorzystnego dla eksportu win z RPA kursu randa wobec koszyka głównych walut, do którego poza funtem, euro i dolarem Pendock zaliczył też złotówkę!

Agencja Reutera opublikowała kilka dni temu optymistyczny artykuł o Aliji Lizde, Bośniaku, który podczas wojny domowej był jeńcem wojennym, a dziś wraz z pięcioma Chorwatami i Serbem robi wino w okolicach Mostaru, w ramach projektu finansowanego przez włoskie MSZ i wspieranego przez jedną z włoskich organizacji pozarządowych. Lizde pierwsze zrobione przez nich wino pokazał na zakończonych kilka dni temu targach Vinitaly. Wina mają być przeznaczony na rynek Bośni i Hercegowiny, ale możliwa jest też sprzedaż za granicę, tam gdzie jest spora bośniacka emigracja, przede wszystkim do Niemiec.

Nawet ludzie od dziesięcioleci zajmujący się zawodowo winami włoskimi mają problem z systemem apelacji. Amerykański importer i bloger Alfonso Cevola w swym blogu od lat śledzi wszelkie zmiany wśród apelacji DOCG. Ostatnio opublikował zaktualizowaną ich listę doliczając się 59. DOCG, warto też poczytać komentarze.

Badania przeprowadzone na losowo dobranej próbie 575 Szkotów pokazały, że „zwykły człowiek nie jest w stanie wychwycić różnicy między droższymi a tańszymi markami wina”. Ciekawe byłyby wyniki badań nad rozpoznawaniem tanich i drogich whisky przeprowadzone wśród Hiszpanów czy Francuzów.

Minimaksu ciąg dalszy:

Pracujący w Tokio nasz australijski przyjaciel Ned Goodwin (rozmowę z nim zamieściliśmy w jednym z numerów, postaram się, by niedługo pojawiła się w portalu, polecałem też w jednej z prasówek jeden z jego artykułów) swe przeżycia podczas toczącego się w Japonii dramatu opisuje na Twitterze (@rednedwine), a w swoim blogu umieścił ich podsumowanie (odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3). Podczas jednego z wczorajszych wstrząsów wtórnych pił wino i zaraz rozesłał na Twitterze notkę degustacyjną: Cassan Gigondas 06 went well with the tremor: oodles of sweet fruit backed by trembling notes of game & forest fire; hint of radiocativity.

Przy okazji zwrócę uwagę na ciekawy tekst w blogu Neda poświęconym czerwonym burgundom z roczników 2008 i 2009.

Na tysięcznym odcinku Gary Vaynerchuk (o którym pisaliśmy w Magazynie WINO tutaj i tutaj) zakończył działalność Wine Library TV i przeniósł się na komórki (na razie iphone), gdzie wystartował z nowym programem, Daily Grape (dostępnym także w „tradycyjnym” (przestarzałym?) internecie (zwróćcie uwagę na muzykę w tle, czuję zaufanie do sklepów z winem, w których można usłyszeć Patti Smith :-) ).

Mike Steinberger napisał bardzo ciekawy (właściwie nie muszę tego pisać, nie czytałem jeszcze nieciekawego artykułu jego autorstwa) artykuł o winach koszernych.

Miłośników Górnej Adygi może zainteresować informacja o festiwalu poświęconym winom i innym produktom tego regionu, który będzie się odbywać w dniach 2-5 czerwca.

Z cyklu „Prezenty, których nie chcę dostać…”: ciekawy design korkociągu, dla miłośników kultowego serialu s-f.

Tags: ,

Pisałem już o ogłoszonych w sobotę zmianach w Wine Advocate Roberta Parkera. Oczywiście weekendowe łącza internetowe rozgrzały się do czerwoności. Komentatorzy zwracają uwagę na dość dziwne okoliczności: weekend, w dodatku dla Ameryki wyjątkowy, bo w niedzielę odbył się już 45. Super Bowl, czyli finał ligi futbolu amerykańskiego (wygrali Green Bay Packers, pokonując 31-25 Pittsburgh Steelers, a mecz był zacięty aż do samego końca i dopiero zepsute podanie kilkadziesiąt sekund przed końcem pozbawiło szans goniących swych rywali Stalowców z Pittsburga – w pierwszej połowie przegrywali już 21-3), ponadto informacja została przekazana wyłącznie drogą mailową, bez śladu na stronie erobertparker.com (do chwili obecnej nic się tam nie zmieniło, za wyjątkiem ożywionej dyskusji na tamtejszym forum, do której linku nie podaję, gdyż prowadziłby do strony dostępniej wyłącznie dla subskrybentów). Ponieważ jednak jeszcze bardziej ożywiona dyskusja toczy się na forum wineberserkers.com, grupującym w dużej mierze ludzi, których  zabanowano na forum w erobertparker.com, bądź też którzy z tamtego forum odeszli po objęciu go subskrybcją, link do niej podaję. Temat pojawił się też na wielu innych stronach, na przykład w jednym z czołowych amerykańskich blogów, Vinography Aldera Yarrowa.

Teraz kilka linków do nieco bardziej egzotycznych tematów. Nick Stephens pisze w swym blogu o winie w Indiach, a Tim Atkin opisuje swe pierwsze poważne spotkanie z winami z rdzennej japońskiej odmiany koshu.

Chcielibyście w swym domu, ogródku czy piwnicy mieć prawdziwą baryłkę po winie? Znany doskonale w Polsce piemoncki producent Enrico Rivetto pokazuje w swym blogu, jak można to zrobić, na przykładzie baryłki po swej barberze, która wylądowała (dosłownie, par avion) w Stambule.

Na koniec Chiny, do których ostatnio często tu wracam, tym razem w aspekcie prawno-kryminalnym. Wina lodowe, przede wszystkim z Kanady, prawdopodobnie głównie z racji na swą cenę są w Chinach popularnym prezentem, który ma na obdarowanym zrobić wrażenie. W artykule opublikowanym w portalu Wine Spectatora możemy znaleźć trochę informacji na ten temat, a wśród nich ostrożne podobno szacunki, że 80% tych win na chińskim rynku jest podrabianych.

Dodane później: jak dotąd najciekawszy znany mi tekst o zmianach w Wine Advocate napisał winiarski felietonista San Francisco Chronicle Jon Bonné, naprawdę polecam.

Tags: , , , , , , , , ,

Lafite? Nie,  Lafitte – Nick Stephens pisze o pewnym prawnym sporze w Bordeaux, zrozumiałym zwłaszcza w kontekście popularności marki Lafite w Azji.

Chińczycy kupują w Bordeaux, tym razem jednak nie osoby prywatne, a firma, której właścicielem jest państwo. Decanter też o tym pisze.

Jak wynika z badań, konsumenci nie mają zbyt wielkiego zaufania do blogerów i preferują inne źródła wiadomości o winach, przynajmniej w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Tylko co piąty kupujący wino w tych krajach opiera się na poradach niezależnych blogerów, a aż połowa korzysta z porad sprzedawców.

Matt Kramer z Wine Spectatora ogłosił właśnie, że terroir jest już passé, dziś wino musi być narrative, musi coś opowiadać. Pójdę więc posłuchać, co ma  mi dziś do powiedzenia otwarta wczoraj butelka arneis (Roero Arneis 2009, Pescaja) – nie byłem wczoraj wystarczająco uważny, a może muzyka grała zbyt głośno.

Tags: , , , , ,

Pojawił się wczoraj w Warszawie Andrea Franchetti, właściciel toskańskiej Tenuta di Trinoro i sycylijskiej posiadłości Passopisciaro.  Przywiózł  sześć roczników swego flagowego toskańskiego wina i prezentując je podczas przedpołudniowego spotkania z grupą dziennikarzy i importerów opowiadał o pracy w winnicy, o winifikacji, o drożdżach, o błędach które popełniał, o nowych pomysłach, wsłuchiwał się w opinie o winach.  Otwarty, uśmiechnięty, może nawet zrelaksowany, chyba polubił Warszawę (pokryta maskującym brud śniegiem w słoneczny dzień wyglądała rzeczywiście nieźle) i już zapowiedział kolejną wizytę, tym razem z winami z Etny.

Był to mój pierwszy bezpośredni kontakt z jego winami, do tej pory tylko o nich czytałem i próbując je przeżyłem spore zaskoczenie. Spodziewałem się ekstremalnej ekstraktywności, znalazłem wina co prawda skoncentrowane, ale bardzo eleganckie.  Oczekiwałem uderzenia beczką, znalazłem tylko delikatne nuty dębowe. Nie są to może wina z mojej bajki, nie tylko z uwagi na ich ekstremalne ceny (od 150 euro za najmłodszy sprzedawany dziś rocznik 2007), ale nie mogę odmówić im dużej klasy i winiarskiej kultury.

Ekstremalność Franchettiego przejawia się przede wszystkim w winnicy, leżącej w toskańskiej Val d’Orcia. Cabernet franc, merlot, cabernet sauvignon i petit verdot (w tej kolejności wchodza zwykle w kupaż głównego wina) są prowadzone z niewiarygodnie małą wydajnością. Pięć kiści na krzak, każda po 60 g.  Nie chciałem w to uwierzyć, ale kolejna liczba, 300 g owoców z krzaka, potwierdza wcześniejsze. Duży udział mają tu bardzo późne zbiory (czasem zbyt późne, jak przyznał Franchetti), a także specjalny dobór podkładek korzeniowych, dodatkowo ograniczających wigor krzewów.  Swą metodę prowadzenia winorośli Franchetti porównuje do japońskich bonsai.

Krótko o samych winach. 2008 (jeszcze czekające na butelkowanie) i 2007 były zdecydowanie zbyt młode, bym mógł coś bardziej sensownego o nich napisać, poza wrażeniem słodyczy, która zdaniem autora win za kilka lat zniknie, a także stosunkowej miękkości obu win.  Zdecydowanie za młode jest też bardzo masywne i taniczne wino z roku 2006 (10% petit verdot), ale dużą klasę pokazuje już dziś. Dość szybko ewoluuje wino z rocznika 2003, które chyba niedługo osiągnie szczyt swych możliwości, może nie tak wysoki jak w innych rocznikach, ale budzący respekt, jeśli się wspomni trudną, hipergorącą pogodę tamtego lata.

Dwa najlepsze wina degustacji to dla mnie bez wątpienia wina najstarsze. To z rocznika 2001 uderzyło mnie intensywną nutą herbacianą, zdecydowanie największą koncentracją, która jednak nie obezwładnia, kwasowość zapewnia świetną równowagę, taniny zaczynają się układać. W roczniku 1999 pogoda zdaniem Franchettiego też była trudna, ale w zupełnie inny sposób niż w roku 2003: dużo deszczy, stała groźba zniszczenia zbiorów przez pleśń.  Powstało wino stosunkowo szybko ewoluujące, wydawało się dużo bardziej dojrzałe niż rocznik 2001, w ciemno trudno byłoby zgadnąć, że dzielą je tylko dwa lata. To niewątpliwie najbardziej  dziś złożone wino degustacji zbliża się chyba do swego szczytu, zaczynają się pojawiać aromaty win naprawdę dojrzałych, choć świeżość wciąż w nim jest i można mu przepowiadać długie życie.

Napisawszy to wszystko muszę szczerze przyznać, że nie do końca mnie te wina przekonały,  ultradojrzałość (granicząca z przejrzałością) owoców nie jest dla mnie w winie najważniejsza.  Z drugiej strony, wysoka zawartość alkoholu (sięgająca czasem 16%) w ogóle mi w tych winach nie przeszkadzała, a biorąc pod uwagę młody wiek winnic (pierwsze posadzono w roku 1992, więc starsze degustowane roczniki zrobiono z bardzo młodych krzewów)  i młody wiek win zrobionych z nieco starszych krzewów z ciekawością będę czekał na kolejne okazje do degustacji.  Na pewno nie będę tych win kupował, ale (choć nie miałem okazji spróbować) skuszę się dużo tańszym Le Cupole di Trinoro (zwykle ok. 20 euro), które jest niemal równie wysoko oceniane.

Wszystkie wina degustowaliśmy z butelek magnum.

Tags:

Joško Gravner, jeden z najbardziej osobliwych winiarzy naszych czasów, bohater mojego artykułu sprzed kilku lat (już wkrótce w portalu), od ośmiu lat swe wina robi w amforach.  Dzięki YouTube (i dzięki blogowi The Wine Digger, w którym po raz pierwszy filmy ujrzałem) sam Gravner opowiada nam dziś o swych amforach (po włosku, z napisami po angielsku).

Część pierwsza:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=16dSa99sKk4]

i część druga:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=6-A1A4GNRNk]

Tags: ,

Otworzyłem wczoraj butelkę furminta Istenhegy dűlő 2006 Jánosa Árvaya i po pierwszym łyku nieco się przestraszyłem. Z czym ja to wino wypiję i czy w ogóle wypiję? Alkohol za wysoki, sporo niezbyt ciekawej goryczki, owoc ledwo się tli, kieliszek może wysączę, ale co zrobić z resztą? Rozejrzałem się dookoła. W pustej lodówce podsychał (o)scypek przywieziony tydzień temu z Beskidów, który kilka dni temu tak pięknie połączył się z CB Fino z andaluzyjskiej bodegi Alvear. Na stole stała napoczęta niedawno butelka toskańskiej oliwy z Isole e Olena, miałem też kilka plastrów szynki szwarcwaldzkiej i żadnych innych pomysłów. Ukroiłem kilka plastrów oscypka, szynkę zwinąłem w ruloniki, wszystko polałem oliwą, wziąłem do ust, popiłem … Z szynką efekt był niezły, ale z naoliwionym oscypkiem wino zaśpiewało! Zniknął alkohol, schowała się gdzieś goryczka, na pierwszy zaś plan wysunął się niewidoczny dotąd, soczysty, słodki owoc. Spróbowałem oscypka bez oliwy, było OK, ale bez emocji. Oliwa z chlebem i winem – nie bardzo. Ser, oliwa i wino – fantastyczne!

Nie do końca rozumiem co się tak naprawdę stało, nie wiem też, czy towarzysząca mi wówczas muzyka Milesa Davisa (też fusion!) miała jakikolwiek wpływ na wyniki (zdaniem niektórych mogła mieć). Nie wiem, czy inny ser by się sprawdził (pecorino?), czy też inna oliwa, w każdym razie Polska, Węgry i Toskania połączyły się wczoraj na moim podniebieniu w piękną, harmonijną całość.

Tags: , ,

Jest takie słynne wino z Sardynii, „Turriga„.  Kilka razy miałem okazję je próbować, niestety nigdy nie byłem w stanie się nim naprawdę cieszyć, gdyż zawsze butelka była otwierana zdecydowanie za wcześnie.  Nawet gdy zrzuciliśmy się kiedyś z kolegami, moje pragnienie by pozostawić kupioną wówczas butelkę na kilka lat w spokoju musiało ustąpić ich żądzy spróbowania sardyńskiej legendy.  Spróbowaliśmy, „dostrzegliśmy potencjał”, spojrzeliśmy po sobie, każdy z nas mentalnie wzruszył ramionami i sięgnęliśmy po kolejną, też raczej zbyt młodą butelkę.

To trochę tak, jakby obcowanie z muzyką ograniczać do uczestniczenia w koncertach szkolnych, gdy po roku nauki grupa młodych adeptów sztuki gry na skrzypcach prezentuje swój potencjał. Owszem, rodzice i krewni są zwykle zachwyceni, ale przecież nie da się tego słuchać!  Niestety w przeciwieństwie do melomanów, którzy bez problemu mogą dziś pójść na koncert dojrzałego wirtuoza, miłośnik wina nie ma zwykle dostępu do dojrzałych roczników najlepszych win, no chyba, że odziedziczył dobrze zaopatrzoną piwnicę, lub też sam jest już dojrzały i dał szansę dojrzenia jakimś butelkom.

Dlaczego piszę o tym właśnie dziś?  Otóż dotarła do mnie właśnie wiadomość z Sardynii: kilka dni temu zmarł Antonio Argiolas, twórca Turrigi.  Żył 102 lata, miał więc zapewne niejedną okazję spróbowania naprawdę dojrzałych win, nawet tych zrobionych przez siebie.  Ja sam wina nie robię, ale przy najbliższej dobrej okazji kupię butelkę Turrigi i odłożę ją na czas, którego naprawdę potrzebuje.  Nie będę musiał osiągnąć pięknego wieku Antonio Argiolasa, by się nią cieszyć, jest więc szansa, że doczekam.

Tags:

« Older entries