Życie

You are currently browsing the archive for the Życie category.

Co prawda nie dotyczy to wina, ale nie mogę nie odnotować obszernego tekstu mojego ulubionego australijskiego dziennikarza i blogera, Philipa White’a, poświęconego żubrówce.

Niełatwe jest życie winomana w Turcji.

Szczury już mogą dużo wypić nie upijając się. Czas na ludzi?

Znany latający enolog Michel Rolland zajmuje się nie tylko produkcją wina. Znalazł on sposób na to, by robione pod swym kierunkiem wino w RPA zamieniać w wodę dla mieszkańców dotkniętych suszą regionów Etiopii.

Dwa tygodnie temu prasę całego świata obiegła informacja o fałszerstwach, jakich miał się w swych badaniach dotyczących korzystnego wpływu na zdrowie zawartego w czerwonych winach resweratrolu dopuścić Dipak Das, profesor uniwersytetu stanu Connecticut w USA. Artykułów poświęconych temu tematowi pojawiło się w prasie mnóstwo, tu chciałbym zwrócić uwagę na kilka z nich: Toma Mansella i Eriki Szymanski z Palate Press i Larry’ego Hustena z Forbesa.

Tags: , , ,

Nie jestem wielkim fanem różnych przeróbek tej znanej sceny, muszę jednak się przyznać, że poniższa bardzo mi się podoba:

Upadek kultowej winiarni

Tags: , ,

Pewien producent z Nowej Zelandii ma dla swych win markę, która w Polsce może być przyczyną nieporozumień, ale i wywołać zainteresowanie potencjalnych konsumentów, czy też osób szukających oryginalnych prezentów. Używane dla opisania aromatów sauvignon blanc „kocie siki” nabierają w tym kontekście nowego znaczenia.

Czujecie czasem w winie aromat kawy? Okazuje się, że nie zawsze jego pochodzenie da się wyjaśnić złożoną chemią interakcji wina i dobrze wypalonej beczki, czasem źródło może być dużo bardziej prozaiczne: Yvette Naude z wydziału chemii uniwersytetu w Pretorii w jednym z analizowanych przez siebie win znalazła kofeinę

Nie wiem, czy dolewanie kawy do wina powinno się znaleźć się na liście 10 największych winiarskich skandali, którą Rupert Millar opublikował w The Drinks Business.

Bolesne miesiączki to nieprzyjemna przypadłość wielu kobiet. Badania przeprowadzone na szczurach dają pełnoletnim cierpiącym pewną nadzieję: resweratrol zawarty w kilku kieliszkach czerwonego wina może znacznie złagodzić skurcze macicy będące przyczyną bólu.

Zastanawialiście się kiedyś, w którą stronę należy kręcić kieliszek z winem, żeby lepiej wydobyć zapachy? Autor tego tekstu się zastanowił i wyniki swoich przemyśleń opublikował, niestety nie zrobił tego 1 kwietnia, a powinien był.

Highway to Hell Cabernet sauvignon? Tak, AC/DC ma swoje wina. Żadnego nie próbowałem, ale i bez próbowania najbardziej podoba mi się You Shook Me All Night Long Moscato.

Pewien amerykański producent sprzedaje swoje wina w cenie 9,11 dol. Tak, zgadliście, chodzi o upamiętnienie ofiar zamachu na World Trade Center.  Mam wrażenie, że nie jest to najlepszy pomysł.

Tags: , , , , , , ,

Znów kilka linków, by rozluźnić trochę tłok w kolejce. Kolejność właściwie losowa.

Wino może pomóc zwalczyć złe skutki poparzenia słonecznego. Niestety wbrew tytułowi z artykułu wynika, że chodzi raczej o stosowanie zewnętrzne.

Zainspirowany niedawną rekordową ceną butelki wina The Daily Meal przytacza kilka innych winnych rekordów.

W jednym z Fejsbukowych komentarzy do przytoczonej wyżej mojej magazynowej notatki o Château d’Yquem 1811 pojawiła się sugestia, że zainteresowanie winem było tym większe, że  rok 1811 był rokiem komety. O co z tym rokiem chodzi wyjaśnia w swym blogu Nick Stephens.

Technologia satelitarna pomaga w zbiorach winogron we Francji (nie jest to jakaś specjalna nowość, ale przeczytać warto).

Ta wiadomość mi się spodobała: do rady nadzorczej Constellation Brands, wciąż chyba największego producenta wina na świecie, dołączył prezes firmy Harley-Davidson. Do tej pory sądziłem, że harleyowcy preferują piwo.

W Polsce nie można reklamować wina w TV, spójrzmy jednak jak się to robi(ło) gdzie indziej.

Szwajcaria kojarzyła mi się dotąd raczej z miniaturyzacją, okazuje się jednak, że przynajmniej w kwestii wina Helweci wolą duże formaty.

Nie dość, że francuscy winiarze muszą martwić się o pogodę podczas zbiorów, to jeszcze mają na głowie nielichą biurokrację, regulującą na przykład kwestię toalet dla zbieraczy.

No dobrze, na dziś wystarczy.

Tags: , , , , , , , , ,

Minimaksu ciąg dalszy:

Pracujący w Tokio nasz australijski przyjaciel Ned Goodwin (rozmowę z nim zamieściliśmy w jednym z numerów, postaram się, by niedługo pojawiła się w portalu, polecałem też w jednej z prasówek jeden z jego artykułów) swe przeżycia podczas toczącego się w Japonii dramatu opisuje na Twitterze (@rednedwine), a w swoim blogu umieścił ich podsumowanie (odcinek 1, odcinek 2, odcinek 3). Podczas jednego z wczorajszych wstrząsów wtórnych pił wino i zaraz rozesłał na Twitterze notkę degustacyjną: Cassan Gigondas 06 went well with the tremor: oodles of sweet fruit backed by trembling notes of game & forest fire; hint of radiocativity.

Przy okazji zwrócę uwagę na ciekawy tekst w blogu Neda poświęconym czerwonym burgundom z roczników 2008 i 2009.

Na tysięcznym odcinku Gary Vaynerchuk (o którym pisaliśmy w Magazynie WINO tutaj i tutaj) zakończył działalność Wine Library TV i przeniósł się na komórki (na razie iphone), gdzie wystartował z nowym programem, Daily Grape (dostępnym także w „tradycyjnym” (przestarzałym?) internecie (zwróćcie uwagę na muzykę w tle, czuję zaufanie do sklepów z winem, w których można usłyszeć Patti Smith :-) ).

Mike Steinberger napisał bardzo ciekawy (właściwie nie muszę tego pisać, nie czytałem jeszcze nieciekawego artykułu jego autorstwa) artykuł o winach koszernych.

Miłośników Górnej Adygi może zainteresować informacja o festiwalu poświęconym winom i innym produktom tego regionu, który będzie się odbywać w dniach 2-5 czerwca.

Z cyklu „Prezenty, których nie chcę dostać…”: ciekawy design korkociągu, dla miłośników kultowego serialu s-f.

Tags: ,

Ostatnio pisałem o winach których raczej nie pijamy, nie sądziłem jednak, że tak szybko będę miał okazję wrócić do tego tematu, a to za sprawą ciekawej relacji z imprezy, podczas której piją je za nas inni. Dziennikarz Reuters Felix Salmon poszedł na party w Davos (a podobno, zdaniem prezydenckiego ministra, Davos to nudy), gdzie 100-punktowe wina lały się strumieniami, po czym opisał swe wrażenia z imprezy.

Skoro już o 100-punktowych winach mowa, Tom Wark, amerykański bloger, który zawodowo zajmuje się winnym PR-em, przyjrzał się winom, którym 100 punktów dał Robert Parker.

Chateau d’Yquem bez wątpienia jest najsłynniejszym producentem słodkich win na świecie. I choć wino z roku 1996 nie jest, zdaniem Roberta Parkera, winem 100-punktowym (na tę ocenę zasłużyły jego zdanie, roczniki 1811, 1847 i 2001, a 1996 uzyskał od amerykańskiego krytyka tylko skromne 95 punktów), nie sądziłem, że łatwo będzie je spróbować. Okazuje się, że wystarczy w tym celu polecieć do Londynu, gdzie w jednej z restauracji wino będzie sprzedawane na kieliszki.

Na zakończenie coś dla fanów łączenia wina i muzyki, zwłaszcza zaś dla fanów shiraza i brytyjskiej grupy Motörhead. Nie musicie, moi drodzy, manifestować swej miłości do zespołu w taki sposób, wystarczy że zainwestujecie w gustowne kieliszki.

Tags: , , ,

Dziś przede wszystkim o winach, których raczej nie pijamy.

Wina legendarnego producenta z Burgundii, Domaine de la Romanée-Conti, trafiają na rynek w tak niewielkich ilościach, że jak słusznie pisze w swoim blogu Jamie Goode, nawet jeśli kogoś na nie stać, to nie tak łatwo dopchać się do początku kolejki, by coś kupić. Stałem kiedyś przed lodówką, w której leżała sobie butelka La Tâche za „jedyne” 500 euro i zaczynałem już montować grupę, która by się na nią zrzuciła, ale zawahaliśmy się, a teraz sobie w brody plujemy, pocieszając się, że na pewno była korkowa. Dziś o takich cenach trudno marzyć, butelka z roku 2008 kosztuje w Londynie ponad 500 funtów jeszcze bez podatków i możemy sobie co najwyżej poczytać, co o dzisiejszej londyńskiej degustacji całego portfolio DRC piszą Tim Atkin i Jamie Goode.

Do win których nie pijamy należy też słynny Château Pétrus. Amerykański dziennikarz Mike Steinberger, który publikuje w internetowym dzienniku Slate (i którego winopisanie gorąco polecam), napił się Pétrusa ze słynnego rocznika 1947. To znaczy napił się, ale nie jest do końca pewien, czy to naprawdę był to Pétrus i czy rzeczywiście z tego rocznika. Rzecz w tym, że okazja do otwarcia butelki była nietypowa. Steinberger w czerwcu ub. r. opublikował świetny artykuł o głośnych wówczas (a i niedawno przypomnianych przez media za sprawą pewnej sądowej ugody) oskarżeniach grupy kupców i kolekcjonerów rzadkich win o ich fałszowanie i sprzedawanie jako oryginałów. Nie będę wchodził w szczegóły, polecam oryginalny artykuł z ub. roku i jego nieoczekiwaną kontynuację, w której Steinberger opisuje kolację, podczas której siedział obok jednego z nie całkiem pozytywnych bohaterów swego zeszłorocznego artykułu.

Zejdźmy teraz na ziemię, ale nie polską, a chińską. Za kilka dni rozpoczyna się chiński Nowy Rok i będzie to rok Królika (podobno nie jest to zwykły królik, ale nie będę wchodził w szczegóły, na których i tak się nie znam). Brytyjski dziennikarz Nick Stephens wytropił kilkanaście win z królikami związanych i napisał o nich w swoim blogu. Jeśli macie chińskich przyjaciół, ta wiedza może się Wam przydać. A piszę o tym przede wszystkim dlatego, że w tym samym blogu, ale dzień wcześniej, ukazał się artykuł Stephensa o winach chińskich (już bez królików), a także o rynku win w Chinach.

Gary’ego Vaynerchuka czytelnikom Magazynu WINO nie trzeba przedstawiać (tu i tu). Warto jednak przeczytać jak sam Gary pisze o swoim tygodniu pracy.

Zmęczonych klikaniem i czytaniem odsyłam natomiast na stronę National Geographic, gdzie można podziwiać nieskończenie głębokie zdjęcie. Niezależnie od tego, co sądzimy o amerykańskich winach, parków narodowych możemy Amerykanom naprawdę zazdrościć.

Tags: , , , ,

Wiele się mówi o korzystnym wpływie konsumpcji wina (oczywiście umiarkowanej) na różne aspekty zdrowia. Informacja, którą właśnie przeczytałem, może nie wnosi wiele nowego do tego zagadnienia, może mieć jednak pewien związek ze zdrowiem społeczeństwa mierzonym jakością jego instytucji naukowych i edukacyjnych. Nasze najlepsze uniwersytety plasują się w różnych rankingach na odległych miejscach, a o takiej metodzie naprawy tej smutnej sytuacji chyba nikt jeszcze nie pomyślał. W czym rzecz?

Jedna z najlepszych uczelni świata, wchodzące w skład uniwersytetu w Cambridge Trinity College, ma pewien zapas wina, używanego dla potrzeb zarówno profesorów, a także ich gości oraz, w pewnych sytuacjach, studentów. Uczonych (tzw. fellows) nie ma w Trinity College zbyt wielu, ich liczba nie przekracza 200. Studentów też nie ma tam tłumów, łącznie z doktorantami jest ich niewiele ponad 1000.  Do dyspozycji mają piwnicę, której wartość właśnie podliczono i wyszło tego, bagatela, 1,67 miliona funtów.

Liczba ta wydaje się astronomiczna, a w każdym razie spora, ale chwila zastanowienia (wspartego, jeśli komuś nie chce się liczyć, kalkulatorem) pokazuje, że profesorowie Trinity College nie oddają się rozpasanej konsumpcji w czasach, gdy reszta kraju (i duża część świata) zaciska pasa. Nie mam niestety danych o rocznym budżecie przeznaczanym na odświeżanie zawartości piwnicy, załóżmy więc przypadek skrajny, w którym profesorowie postanawiają całą tę zawartość po prostu wypić i przeznaczają na to rok. By sprostać temu zadaniu każdy z nich musiałby codziennie wypić wino o wartości ok. 22 funtów. Ponieważ jednak tylko drobna część zawartości piwnicy jest konsumowana na bieżąco, faktyczna wartość pitego każdego dnia wina jest dużo mniejsza. Zastanawia mnie tylko, jak w podobnej statystyce wypadliby profesorowie polskich uniwersytetów oraz to, czy nie należałoby obowiązku zbudowania przez nasze uczelnie choćby i skromnych piwniczek wpisać do przygotowywanej właśnie reformy polskiej nauki. Studentom taki pomysł bardzo by się pewnie spodobał.

Zdumiała mnie ostatnio wypowiedź Oliviera Bernarda, przytoczona w opublikowanym przez decanter.com krótkim artykule poświęconym jego najbliższym planom związanym z zakupioną właśnie działką ziemi w pobliżu zarządzanych przezeń posiadłości Domaine de Chevalier i Château Domaine de la Solitude w Pessac-Leognan w Bordeaux. Wspomina on tam o problemach ze sprzedażą białych win: podczas gdy rocznik 2008 białego Domaine de Chevalier jest wciąż „sprzedawalny”, to wino z rocznika 2005 jest już „zbyt stare, by dało się je sprzedać”. Moje zdumienie bierze się stąd, że przecież „wszyscy powinni wiedzieć”, że Domaine de Chevalier robi jedne z najlepiej starzejących się białych win świata, w Magazynie WINO pisał o tym kiedyś  Marek Bieńczyk, a jeśli jego nawet opinia Marka nie jest w winnym świecie powszechnie znana, to choćby zdaniem Roberta Parkera wina te starzeją się lepiej niż wina czerwone i „najlepsze roczniki win białych z tej posiadłości są niemal nieśmiertelne” (cytat z książki Parkera „Bordeaux”). Widocznie jednak nie wiedzą, a pieniądze wolą wydawać na absurdalnie drogie wina czerwone z bordoskiej ekstraklasy.

Kilka miesięcy temu otworzyłem z przyjaciółmi kupioną w Berlinie, więc już z pewną historią, butelkę z roku 1992, a więc z rocznika raczej pogardzanego.


Mimo 18 lat na karku (z czego 16 pod korkiem) wino było świetne, tak dobre, że pustą butelkę zachowałem, żałując, że nie mam w zapasie kolejnych.

W najbliższą sobotę o 17:00 program II TVP wyemituje zrealizowany dwa lata temu przez angielską dziennikarkę Jane Moore film zatytułowany „Czy wiesz, co pijesz?”, poświęcony ukrywanym zdaniem autorki przed konsumentami „nagannym” metodom i zwłaszcza dodatkom stosowanym podczas produkcji wina. Film ten zaraz po emisji na antenie brytyjskiego Channel 4 wywołał żywą dyskusję, specjaliści zarzucali autorce liczne błędy, pogoń za tanimi sensacjami i doszukiwanie się nieprawidłowości tam, gdzie ich nie ma (jak na przykład sprawę „dosładzania” szampanów, znanego wszystkim je pijącym jako dosage, czy też „odkrycie”, że do klarowania wina używa się jajek i żelatyny). Faktem jest, że wino pozostaje jednym z nielicznych produktów spożywczych dopuszczonych do obrotu, w którym nie podaje się zawartości (niektórzy producenci, jak choćby opisywany w Magazynie WINO przy kilku okazjach kalifornijski enfant terrible Randall Grahm, taką listę składników zaczęli umieszczać na kontretykiecie). Dla niektórych konsumentów informacja o tym, czy na przykład podczas produkcji wina użyto produktów pochodzenia zwierzęcego, może być bardzo istotna. Z drugiej strony producenci zwykle bronią wyłączenia wina z powszechnego nakazu umieszczania na etykiecie wszystkich informacji o zawartości butelki, nawet jeśli będzie to tylko zawartość śladowa.

Temat jest niewątpliwie ważny, emisja filmu w polskiej telewizji może wywołać dyskusję, zwłaszcza wśród mniej zorientowanych widzów i choćby dlatego sądzę, że warto go obejrzeć. Zapowiedź filmu opublikowała Rzeczpospolita, a krytyczne jego omówienie można znaleźć w blogu Jamiego Goode’a. Autorka filmu przed jego brytyjską emisją opublikowała w The Sun artykuł prezentujący jego główne tezy.

« Older entries