Prasówka 34

Francuzi mają swe champagnes i crémants, Hiszpanie cavy, Włosi franciacorty i prosecca, Niemcy sekty, a Anglicy, coraz bardziej dumni ze swych win musujących, mają … English sparkling wines.  W brytyjskiej prasie rozgorzała ostatnio debata nad najlepszą nazwą własną dla tych win. Zapoczątkował ją Christian Seely, który poza pracą dla grupy AXA Millésimes (kieruje jej działalnością winiarską, obejmującą m. in. Château Pichon-Longueville w Bordeaux, Quinta de Noval w Portugalii i Disznókő w Tokaju) jest też założycielem i współwłaścicielem działającej w Hampshire firmy Coates & Seely. Zaproponował on dla angielskich win musujących (i zastosował ją dla win produkowanych przez własną firmę) nazwę britagne, w pisowni przypominającą champagne, lecz wymawianą „britannia”. Propozycja Seely’ego nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem producentów i natychmiast pojawiła się kontrpropozycja, merret.

Z niczym się Wam ta nazwa nie kojarzy? Mi też się nie kojarzyła, okazuje się jednak, że Christian Merret, lekarz z Gloucester, miał zapisać recepturę produkcji wina (czy też cydru) musującego metodą powtórnej fermentacji w butelce 20 lat wcześniej, niż zrobił to słynny francuski mnich Dom Perignon. Nazwa Merret też nie została przyjęta z aprobatą, dyskusja trwa.

Nie milkną dyskusje o cenach win. Nie tylko w Polsce, także w USA. Jeden z najbardziej cenionych (i świetnie piszących, o jego książce mam zamiar w najbliższym czasie napisać) amerykańskich importerów, Terry Theise, w dwuczęściowym artykule próbuje wyjaśnić amerykańskim konsumentom, skąd się bierze cena wina. Oczywiście rynek polski rządzi się nieco innymi zasadami, przeczytać jednak warto.

Bawią Was notki degustacyjne Magazynu WINO? Notki słynnego Anglika Michaela Broadbenta też kogoś bawiły, w dodatku tak bardzo, że stworzył na ich podstawie operę, oczywiście komiczną, w dodatku podobno udaną.

Opublikowano Degustacja, Historia, Importerzy, Rynek, szampan, USA, Wielka Brytania | Otagowano , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 33

Według badań naukowców z Zurychu picie wina do posiłku może spowolnić trawienie, ale nie powoduje niestrawności, co najmniej gdy jemy serowe fondue.

Resweratrol jest najsłynniejszym ze związków zawartych w czerwonym winie, które od kilkunastu lat są podejrzewane o dobroczynny wpływ na zdrowie spożywających je ludzi. Uczeni z Luizjany i z Nebraski badali wpływ resweratrolu na krążenie w mózgu chorujących na cukrzycę szczurów i stwierdzili, że dzienna dawka 10 mg resweratrolu na kilogram masy ciała pozwala cofnąć negatywne efekty powodowane przez chorobę, podejrzewają też, że i mniejsze dawki mogą mieć korzystny wpływ na funkcjonowanie mózgu. Pytanie, jak małe dawki byłyby równie skuteczne, jest istotne: by otrzymać dawkę, którą dostawały szczury, musiałbym pić blisko 100 kieliszków wina dziennie, wyłącznie czerwonego…

Na cukrzycę (jak dotąd) chory chyba nie jestem, ale wiele godzin dziennie spędzanych przy komputerze sprawia, że jestem bardzo zainteresowany wynikami innych badań, o których ostatnio sporo pisano. Pozbawione aktywności fizycznej myszy, podobnie jak astronauci na orbicie i jak redaktorzy portali, wykazują tendencję do utraty masy kości (co może prowadzić do osteoporozy), a także do powstawania u nich odporności na insulinę (co bywa wstępem do cukrzycy). Myszy karmione resweratrolem nie wykazują negatywnych objawów spowodowanych bezruchem. mam tylko pewne wątpliwości, czy podobne efekty dałyby się zaobserwować u ludzi, gdyż u myszy (czy też szczurów, relacje nie są zgodne, a do źródeł nie dotarłem) symulowano nieważkość wieszając je za ogon.

Skorzystam z okazji, by polecić istniejący od kilku tygodni blog The Academic Wino, którego autorka postawiła sobie za cel przybliżanie laikom wyników wybranych prac naukowych dotyczących wina. Mam nadzieję, że starczy jej zapału. Dziś mogę polecić jej artykuł sprzed dwóch tygodni, w którym pisze o badaniach dotyczących osteoporozy i konsumpcji alkoholu, przeprowadzonych tym razem na ludziach (w dodatku za nic ich na czas badań nie wieszano!).

Z tego samego źródła pochodzą kolejne dobre informacje, potwierdzające zresztą moje przypuszczenia: nie tylko czerwone wino jest zdrowe, szampan także, oczywiście konsumowany z umiarem!

Na koniec już nie na temat zdrowia (choć niektórzy powątpiewają w pełnię władz umysłowych osób płacących majątek za pojedyncze butelki wina), pozostaniemy jednak w kręgu szampanów. Pamiętacie historię starych butelek szampana wyłowionych z Bałtyku? Dwie z nich sprzedano miesiąc temu na licytacji, dziś wiadomo, kto je kupił: rosyjska (wszak transport płynął na dwór carski!) restauracja z Singapuru.

Opublikowano Blogi, Nauka, Prasówka, szampan, Szwajcaria, zdrowie | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz

Prasówka 32

Właściciele znanej australijskiej marki win Oxford Landing wpadli na pomysł przeprowadzenia oryginalnej kampanii reklamowej w londyńskim metrze, na stacji Oxford Circus, którą planowano przekształcić w winnicę. Rozmowy z władzami Londynu skończyły się jednak niepowodzeniem, ale sam projekt można obejrzeć tutaj.

Winom różowym odmawia się zwykle prawa do wielkości, szansę na jej osiągnięcie pozostawiając winom białym lub czerwonym. Andrew Jefford w swoim blogu próbuje zrozumieć dlaczego.

Czołowi producenci w Bordeaux ogłaszają w tych dniach ceny win z rocznika 2010, rzadko jednak się mówi, ile mogą być warte same posiadłości, czasem tylko gdy któraś zmienia właściciela, do prasy przedostaje się informacja o zapłaconej kwocie. Brytyjski Liv-Ex oszacował wartość czołówki. Zdaniem ekspertów Liv-Ex posiadłości wartych co najmniej 50 mln. euro jest 53, a najcenniejszą jest dziś Château Lafite-Rothschild, warte 3,7 miliarda euro.

Z kolejnego XIX-wiecznego wraku wyłowiono kilka butelek wina, tym razem w okolicy Bermudów, a pisze o tym Nick Stephens.

Ktoś wpadł na pomysł, by kobietom sprzedawać wino w butelkach wzorowanych na tych używanych do perfum. Ciekawe, czy się przyjmie.

Opublikowano Australia, Blogi, Bordeaux, Historia, Rynek, Wielka Brytania | Otagowano , , , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 31

Pisałem nie tak dawno o decyzji Francisa Forda Coppoli, by odkupić i odbudować klasyczną kalifornijską markę Inglenook. Wracam dziś do tego tematu, gdyż Jancis Robinson zjadła ze słynnym reżyserem kolację, po czym ją opisała w Financial Times i w swym portalu. Warto przeczytać.

Dlaczego południowoafrykański riesling (skądinąd podobno bardzo dobry), na którego etykiecie widnieje napis „Wine of origin Paarl” może całkowicie legalnie być zrobiony z gron zebranych w zupełnie innej części RPA? Przygląda się temu w swym blogu Tim James.

Coś dla miłośników winiarskiej architektury: nowa winiarnia Château Cheval Blanc w St-Emilion.

Mój ulubiony autor satyrycznych rysunków, który zajmuje się zwykle tematyką związaną z naukami ścisłymi i informatyką, tym razem wziął na warsztat winne koneserstwo.

Ze świata restauracji: czasem opłaca się zrezygnować z gwiazdki Michelina.

I jeszcze coś ze świata kulinariów. Blisko rok po ukazaniu się tego artykułu wreszcie go przeczytałem: dlaczego ludzie torturują się jedząc ostre, czasem wręcz szokująco ostre potrawy. Podoba mi się wspomniany na końcu ostry sos z zakraplaczem.

Opublikowano Bez kategorii, Blogi, Bordeaux, Kulinaria, Restauracje, RPA, USA | Otagowano , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Prezydencja i wino

Już kilka godzin po opublikowaniu w internetowej prasie (np. tutaj) informacji o tym, że podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej promowane będą wina z Węgier, a nie wina polskie, pojawiło się w sieci, choćby na Facebooku, kilka komentarzy, czy też uwag typu „bez komentarza”. Nie mogę skomentować słów ministra Sikorskiego dotyczących jakości polskich win, które próbował, gdyż nie wiem, jakie to były wina, chciałbym jednak sprowadzić na ziemię tych wszystkich, którzy marzyli o tym, by podczas oficjalnych imprez organizowanych przy okazji tej prezydencji podawano tylko polskie wina.

Kończący się właśnie półroczny okres prezydencji węgierskiej był pod względem winiarskim wyjątkowy, gdyż po raz pierwszy miał on swego oficjalnego sommeliera, a właściwie sommelierkę, panią Helgę Gál. W ciągu ostatnich kilku miesięcy co najmniej dwa razy odwiedziła ona Warszawę, by w ambasadzie Węgier przedstawić wybór z pełnego zestawu win, które podawane są podczas oficjalnych imprez półrocznej prezydencji. Byłem na jednej z tych degustacji, niestety nie udało mi się dotrzeć na drugą, znam jednak zdecydowaną większość win prezentowanych przez panią Gál. Zanim jednak napiszę coś o samych winach, przytoczę kilka liczb. Podczas półrocznej prezydencji Węgrzy organizują 35 galowych obiadów i ok. 220 innych imprez, podczas których podaje się wino. Są wśród nich spotkania eksperckie i różnego rodzaju przyjęcia. By to wszystko obsłużyć, Węgrzy wybrali 52 wina podzielone na różne kategorie, w zależności od charakteru imprez, na których miały być podawane.

W relacjach z zakończonego właśnie Konwentu Polskich Winiarzy w Zielonej Górze można przeczytać, że ktoś przywiózł na konwentową degustację ostatnią butelkę świetnego wina, które wyprodukował. Bohater najgłośniejszego co najmniej medialnie debiutu ostatniego roku, Mike Whitney z Winnicy Adoria powiedział niedawno w wywiadzie, że całą zeszłoroczną produkcję sprzedał w tydzień. Być może dałoby się znaleźć w Polsce kilka win, których dostępny zapas wystarczyłby na podanie po jednym z nich podczas kilku mniejszych imprez w charakterze bardzo smacznej ciekawostki, pozbawilibyśmy się jednak na rok możliwości ich picia!

A jakie wina wybrali Węgrzy? Szukali przede wszystkim wśród producentów wybieranych na winiarzy roku, dbali też o równomierną reprezentację ważniejszych regionów. Ostateczną selekcję przeprowadzono podczas degustacji w ciemno, w których jurorami byli co prawda hobbyści, ale wyedukowani, będący absolwentami organizowanych na Węgrzech kursów brytyjskiej organizacji WSET.

Wśród wybranych win znalazły się butelki tak znanych producentów jak nasz człowiek minionego roku István Szepsy (Tokaji Cuvée 2007), węgierskie gwiazdy Attila Gere (Kopár 2007) i Vilmos Thummerer (Vili Papa Cuvée 2006), a także Legli, Szeremley i Figula znad Balatonu, Béres, Arvay, Patricius, Disznókő i Degenfeld z Tokaju, Györgykovács z Somló i Weninger z Sopronu oraz wielu innych. Nie wiem jak będą wybrane wina na Polską prezydencję, mam jednak nadzieję, że Węgrzy dobrze się do tego przyłożą (w końcu zależy im na promocji własnych win), a nasi winiarze swą szansę wykorzystają podczas następnej okazji, gdy rzeczywiście będą gotowi do ofensywy w Europie. Dziś, choćby z uwagi na kiepską ostatnio pogodę i mizerne zbiory, jeszcze chyba nie są.

Dodane później: Pracami węgierskiego jury, wybierającego wina na węgierską prezydencję, kierowała Gabriella Mészáros, sama Helga Gál nie mogła być w to zaangażowana, choćby z racji na rodzinne powiązania z branżą (jest siostrą nieżyjącego już Tibora Gála).

Opublikowano Polska, Unia Europejska, Węgry, Wiadomości | Otagowano | 15 komentarzy

Prasówka 30

Zatrzymanie kobiety, która próbowała kupić wartą 2300 euro butelkę Pétrusa za 2,50 euro naklejając wcześniej kartkę z ceną z taniej butelki, nie jest może wiadomością aż tak bardzo sensacyjną, by o tym pisać (choć podało ją wiele winiarskich serwisów informacyjnych). Ja wspominam o niej tylko ze względu na sklep, gdzie do tego doszło: supermarket Leclerc. Zastanawiam się, ile win kosztujących 10 zł będą musieli w zbiorowym trudzie wypić Polacy, zanim dostaną szansę choćby popatrzenia na Pétrusa w supermarkecie.

Oryginalne zastosowanie dla korków znalazł pewien Czech: okleja nimi swój dom. Do tej pory zużył ich 180 000, teraz pracuje nad czwartą ścianą. Na szczęście to nie ofiarności swojej wątroby (ani też portfela) te korki zawdzięcza.  Gdyby ograniczył spożycie wina do maksymalnej akceptowanej przez większość lekarzy porcji pół butelki dziennie, potrzebowałby 1000 lat, lub rocznego wsparcia miasteczka z dorosłą populacją 1000 osób…

Pisałem już wcześniej o rosnącej wśród części konsumentów i krytyków frustracji spowodowanej przez zbyt ciężkie butelki. W kanadyjskim stanie Ontario detaliczną sprzedaż wina prowadzi stanowy monopol Liquor Control Board of Ontario (LCBO). Ogłosił on ostatnio, że od 1 stycznia 2013 nie będzie sprzedawał win o cenie przekraczającej 15 dol. kanad., jeśli waga netto butelki będzie przekraczała 420 g, a przy droższych winach producenci oferujący lżejsze butelki będą mieli większe szanse dostać się do stanowych sklepów.

Szampana można zrobić tylko z pinot noir, pinot meunier i chardonnay? Nie, gdyż lista dozwolonych odmian, o czym się często zapomina, obejmuje aż siedem pozycji, a do wymienionych wcześniej dochodzą pinot blanc, pinot gris, petit meslier i arbane (zajmują one ok. 0,27% powierzchni winnic w Szampanii, nic więc dziwnego, że zwykle się je pomija). Ostatnio rośnie jednak wśród producentów zainteresowanie tymi egzotycznymi odmianami, pisze o tym w swoim blogu Nick Stephens.

Opublikowano Bordeaux, Czechy, Polska, Prawo, Rynek, szampan | Otagowano , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 29

Dziś zacznę od kolejnego odcinka cyklu „Prezenty, których nie chcę dostać…”. Bo tego nie chcę (podpatrzone u Dr Vino).

Okazuje się, że nie tylko Lafity dobrze sprzedają się w Chinach.

W Genewie też kupują, tym razem jednak głównie Amerykanie.

W swym blogu w Decanterze Andrew Jefford zastanawia się nad losami kampanii en primeur dla win z Bordeaux z rocznika 2010. Wina podobno są świetne, ale wielkiego zainteresowania nie widać, także wśród ludzi traktujących wino jako inwestycję. Wina z rocznika 2009 podobno wcale nie chcą drożeć, a rocznik 2010 ma być jeszcze droższy.

Sezon szparagowy w pełni, wiele osób pilnie poszukuje najlepszych połączeń winno-szparagowych, a Brooklynguy zastanawia się, dlaczego właściwie nikt nie poleca do szparagów win czerwonych.  Jemu połączenie zielonych szparagów z trousseau z Jury się udało.

Na koniec artykuł, którego tytuł mnie przeraził: „Wypij osiem butelek czerwonego wina i cios Mike’a Tysona ci nie zaszkodzi”. Na szczęście to tylko tytuł, artykuł zapowiada poważne badanie ochronnego działania resweratrolu zawartego w czerwonych winach na stan mózgu u bokserów. Nie będą ich jednak poić winem ani przed walką (żaden sierpowy nie byłby wówczas potrzebny) ani po niej, będą im za to dawać duże dawki samego resweratrolu. Ja wolę jednak nie dać się trafić, a za to napić się dobrego wina, może być czerwone. Do szparagów oczywiście.

Opublikowano Bordeaux, Kuchnia, Nauka, Technologia, zdrowie | Otagowano , , , , | Komentarze są wyłączone

Prasówka 28

Jak się Wam podoba projekt winnego centrum (tutaj i tutaj), które ma powstać w Bordeaux? Podobno „ma odzwierciedlać zmysłową stronę wina”…

Jeśli wybieracie się na wakacje do Turcji i chcielibyście spróbować tam coś dobrego, przeczytajcie co o tureckich winach napisał ostatnio (i wcześniej) Ned Goodwin.

Coś z polskiego podwórka: reportaż z rowerowej wycieczki do Wachau w blogu „Książka i Wino”.

Pamiętacie aferę Bernarda Madoffa, który dwa lata temu został skazany na bodaj 150 lat więzienia za zdefraudowanie kilkudziesięciu miliardów dolarów powierzonych mu przez wielu dość naiwnych inwestorów? Miał on skromną kolekcję win, które ostatnio sprzedano na aukcji, cały z niej dochód przeznaczając dla ofiar jego malwersacji. Podobno na każdą oszukaną przez Madoffa osobę przypadnie z tego po 8 dolarów.

Przywoływany już tu piemoncki winiarz Enrico Rivetto zastanawia się, czy w dzisiejszej Europie bez granic ma jakikolwiek sens gwarantowanie importerom prawa wyłączności w jakimś kraju, wśród przykładów wymieniając Luksemburg i Polskę.

Na koniec coś dla osób zainteresowanych sprawami nieco bardziej technicznymi. W artykule w Drinks Business Sally Easton przygląda się jajom, to znaczy betonowym zbiornikom fermentacyjnym mającym kształt wielkiego jajka, takim jak na przykład to jajo, sfotografowane przeze mnie kilka lat temu w Chablis.

Opublikowano Austria, Blogi, Bordeaux, Polska, Rynek, Technologia, Turcja, Włochy | Otagowano , , , , | 5 komentarzy

Prasówka 27

Tim Atkin pisze o brytyjskim rynku wina.

Andrew Jefford podsumowując degustację w ciemno czołowych pinot noir z całego świata dochodzi do wniosku, że tym, co różni wina z Europy od win z Nowego Świata, są taniny.

Również Andrew Jefford, tym razem o biodynamice i realizmie magicznym w literaturze południowo amerykańskiej.

Hill of Grace Stephena Henschke jest jednym z najsłynniejszych czerwonych win Australii. Od kilku lat wszystkie butelki zamykano zakrętką, jednak połowa butelek z rocznika 2008 otrzyma inne zamknięcie, popularny zwłaszcza w Austrii i w Niemczech Vino-Lok.

Vino-Lok
Opublikowano Australia, Rynek, Technologia, Wielka Brytania | Otagowano , , | 1 komentarz

Torbreck w Warszawie

Gdy w pierwszym tegorocznym numerze Magazynu publikowaliśmy artykuł Stuarta George’a o Australijczyku Davidzie Powellu i jego winiarni Torbreck z Barossy, nie przypuszczaliśmy (choć wyznawcy teorii spiskowych pewnie i tak w to nie uwierzą), że tak szybko wina Torbreck trafią do Polski. Na zaproszenie firmy Wines United, która buduje coraz ambitniejsze portfolio win z Australii i Nowej Zelandii, przywiózł je do Warszawy Andrew Tierney, dyrektor eksportu Torbreck. Przedstawił je w minioną środę podczas kameralnej degustacji w La Fromagerie.

Andrew Tierney

Andrew Tierney

O firmie Torbreck i jej właścicielu nie będę pisał, odeślę do artykułu Stuarta George’a (MW 1/2011 – niedługo powinien w całości pojawić się w portalu), tu zaś skupię się na winach. Torbreck koncentruje się na odmianach rodańskich (syrah, grenache, mourvedre, roussanne, marsanne i viognier), wyjątek czyniąc dla semillon. Degustację otworzyły dwa wina białe.

Woodcutter’s Semillon 2009. Intrygujący kamienno-ozonowy nos, w ustach dużo materii owocowej delikatnie tylko dotkniętej beczką, dobra kwasowość. Bardzo dobre.

Roussanne Marsanne Viognier 2009. Choć wino pachnie bardzo atrakcyjnie (owoce, głównie brzoskwinie, z lekkim akcentem beczki), niemal cała jego siła tkwi w ustach, fantastycznie kwasowych, skoncentrowanych, pieprznych, z bardzo długą końcówką. Znakomite!

Przedstawione na degustacji wina czerwone to dwa kupaże typu GSM, dwa shirazy i trzy shirazy z domieszką viognier.

Cuvée Juveniles 2009 podobało się Stuartowi George’owi, ale mi podobało się chyba jeszcze bardziej. Nie mający kontaktu z drewnem kupaż grenache (60%), syrah i mourvèdre (po 20%) wprost eksploduje czystym, świetnie kwasowym, malinowo-śliwkowo-jeżynowym owocem, w długiej końcówce przechodząc w czarne jagody z ładną nutą korzenną i pikantną domieszką pieprzu. Może brak mu nieco złożoności, ale pije się rewelacyjnie. Znakomite!

The Steading 2008 jest beczkową wersją poprzedniego wina. Nie robi aż takiego wrażenia, przede wszystkim z powodu rocznika, który był dużo trudniejszy z powodu upałów, które nastały w Barossie w kluczowym dla dojrzewania okresie. Owoc jest tu przetworzony, konfiturowy, wciąż ma jednak sporo świeżości. Bardzo dobre.

Woodcutter’s Shiraz 2010 jest chyba najprostszym winem całego zestawu, to klasyczny shiraz z Barossy, skoncentrowany i nieco dżemowaty, ale zachowuje dużo soczystości i jest całkiem elegancki. Bardzo dobre.

The Struie 2008 to także czysty shiraz, kulturystyczny, ale całkiem elegancki, w fakturze niemal oleisty, ale z dobrą kwasowością, która równoważy słodki, nieco dżemowy owoc i utrzymuje świeżość aż do końca. Mocna ocena bardzo dobra.

The Factor 2006 to shiraz na modłę północno-rodańską robiony z kilkuprocentową domieszka viognier, choć stylistycznie nie próbuje win z doliny Rodanu naśladować. Potężny, ale świeży i bardzo czysty owoc, dojrzałe taniny, dobra, „elektryzująca” kwasowość. Owoce pochodzą z winnicy liczącej sobie, bagatela, 140 lat, z hektara zbiera się ich około jednej tony (więc kilka razy mniej, niż z typowej młodej winnicy). Jeśli czasem mam wątpliwości, czy „bomba owocowa” (to jeden z ulubionych terminów Parkera) może być elegancka (znów użyłem tego słowa, ale to chyba klucz do tajemnicy sukcesu tych win), to w tym przypadku z pewnością jest. Znakomite.

Descendant 2007 również jest shirazem z niewielką (w tym roczniku 7%) domieszką viognier. Dłużej niż poprzednie wino dojrzewa w beczkach, robi jednak wrażenie jeszcze świeższego, co być może jest wpływem rocznika. Opinie na temat tego, które z dwóch ostatnich win jest lepsze, będą pewnie podzielone, ja skłaniam się ku The Factor, ale i tu muszę dać ocenę Znakomite.

RunRig 2006 też zawiera domieszkę viognier, jednak w przeciwieństwie do poprzednich win, w których na sposób rodański obie odmiany fermentują razem, tutaj 2% viognier zostało dodane już po selekcji najlepszych baryłek z dojrzewającym winem. To pierwsze wino w całym zestawie, w którym ujawniają się cechy aromatyczne zwykle przypisywane winom z Australii, a mianowicie wyraźna nuta mentolowa wpadająca w eukaliptus, nie dominuje ona jednak złożonego, intensywnego zapachu wina. Koncentracja jest tu potężna, nie czuć jednak ani odrobiny przesady, pije się to wino świetnie, choć nie jest to przyjemność tania. Ten kieliszek wypiłem, ze świeżo ukruszonym kawałkiem parmezanu był jeszcze lepszy. Znakomite.

Importer zapewnia, że ceny polskie będą bliskie cenom detalicznym w Australii, co oznacza 60-70 zł w przypadku kilku etykiet tańszych, 100-150 zł dla win ze środka stawki i ok. 700 zł dla RunRig. Zależy to oczywiście od kursów walut (i pewnie od wielu innych czynników), proszę więc traktować te dane jako bardzo orientacyjne.

Degustacja win Torbreck nie była jedyną, jaka się tego dnia w Warszawie odbyła, o kolejnej napiszę w następnym wpisie.

Opublikowano Australia, Degustacja | Otagowano | 2 komentarzy