ceny

You are currently browsing articles tagged ceny.

Francuzi mają swe champagnes i crémants, Hiszpanie cavy, Włosi franciacorty i prosecca, Niemcy sekty, a Anglicy, coraz bardziej dumni ze swych win musujących, mają … English sparkling wines.  W brytyjskiej prasie rozgorzała ostatnio debata nad najlepszą nazwą własną dla tych win. Zapoczątkował ją Christian Seely, który poza pracą dla grupy AXA Millésimes (kieruje jej działalnością winiarską, obejmującą m. in. Château Pichon-Longueville w Bordeaux, Quinta de Noval w Portugalii i Disznókő w Tokaju) jest też założycielem i współwłaścicielem działającej w Hampshire firmy Coates & Seely. Zaproponował on dla angielskich win musujących (i zastosował ją dla win produkowanych przez własną firmę) nazwę britagne, w pisowni przypominającą champagne, lecz wymawianą „britannia”. Propozycja Seely’ego nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem producentów i natychmiast pojawiła się kontrpropozycja, merret.

Z niczym się Wam ta nazwa nie kojarzy? Mi też się nie kojarzyła, okazuje się jednak, że Christian Merret, lekarz z Gloucester, miał zapisać recepturę produkcji wina (czy też cydru) musującego metodą powtórnej fermentacji w butelce 20 lat wcześniej, niż zrobił to słynny francuski mnich Dom Perignon. Nazwa Merret też nie została przyjęta z aprobatą, dyskusja trwa.

Nie milkną dyskusje o cenach win. Nie tylko w Polsce, także w USA. Jeden z najbardziej cenionych (i świetnie piszących, o jego książce mam zamiar w najbliższym czasie napisać) amerykańskich importerów, Terry Theise, w dwuczęściowym artykule próbuje wyjaśnić amerykańskim konsumentom, skąd się bierze cena wina. Oczywiście rynek polski rządzi się nieco innymi zasadami, przeczytać jednak warto.

Bawią Was notki degustacyjne Magazynu WINO? Notki słynnego Anglika Michaela Broadbenta też kogoś bawiły, w dodatku tak bardzo, że stworzył na ich podstawie operę, oczywiście komiczną, w dodatku podobno udaną.

Tags: , , , , , ,

Tydzień temu pisałem o otwarciu nowego sherry-baru w Londynie. Teraz Jancis Robinson pisze o prawdziwej eksplozji sherry-and-tapas barów w Londynie.

Jancis Robinson poruszyła kilka dni temu w swym portalu temat roli krytyków w dorocznych kampaniach en primeur w Bordeaux. Ma ona wrażenie, że krytycy są wykorzystywani przez producentów do pompowania cen i zastanawia się, czy nie poczekać z publikacją swoich ocen konkretnych win do chwili, gdy producenci ogłoszą ich ceny. Dyskusja, do której włączyli się także dziennikarze Decantera i Wine Spectatora, a także Robert Parker,  początkowo toczyła się w płatnej części jej portalu, jednak później Jancis Robinson opublikowała jej fragmenty w części darmowej.  Dyskusję skomentowali m.in. Gabriel Savage z The Drinks Business i Dr. Vino. Na temat kampanii wypowiedział się też wpływowy francuski krytyk Michel Bettane, który zaprotestował przeciwko miękkiej polityce producentów, którzy pozwalają niektórym krytykom (wymienił m.in. Jamesa Sucklinga) na wcześniejsze degustacje i publikowanie swych opinii już teraz, podczas gdy innych obowiązuje zakaz publikacji do 4 kwietnia, kiedy rozpoczynają się degustacje oficjalne. Bettane zagroził bojkotem całej kampanii w kolejnych latach, jeśli polityka producentów nie ulegnie zmianie. Kierująca Union des Grands Crus de Bordeaux Sylvie Cazes odpowiedziała, że problem przedwczesnych publikacji ma „marginalne” znaczenie.

Dwa lata temu pisałem o planowanej budowie gigantycznego mostu, który miał prowadzić przez jedne z najcenniejszych winiarsko miejsc doliny Mozeli. Po sukcesie Zielonych w lokalnych wyborach w Nadrenii-palatynacie i w Badenii-Wirtembergii wydaje się, że rozpoczęta już inwestycja zostanie na dobre przerwana.

W Chinach na potęgę fałszują wina, okazuje się jednak, że nie tylko z czołowych zamków bordoskich. W londyńskich sklepach znaleziono kilkaset pochodzących z Chin butelek fałszywych win znanej i raczej taniej australijskiej marki Jacob’s Creek.

Czy ten korkociąg nie wygląda podejrzanie?

Polacy lubią się spierać, także o wino. Tym razem na nowojorskim Greenpoincie, gdzie części polskiej społeczności marzy się wino podawane do pierogów, lecz nie wszystkim pomysł się podoba.

Tags: , , , , , , ,

Koledzy prowadzący sąsiedni „blog ojcowski„  niecierpliwie czekają na publikację pierwszych cen najważniejszych win z Bordeaux z rocznika 2009, ja natomiast mam coś dla osób zastanawiających się, czy w ogóle warto kupować en primeur, czy nie lepiej poczekać kilka lat i kupić ciekawe wina po być może bardziej okazyjnych cenach.  W swoim blogu newbordeaux.blog.co.uk dziennikarka Decantera Jane Anson przytacza wyniki analizy dokonanej przez handlowców z Liv-Ex (The London International Vintners Exchange), którzy porównali ceny en primeur z cenami po trzech latach dla blisko stu najważniejszych win z Bordeaux w rocznikach 2000-2010.  Pełne dane są dostępne tylko dla subskrybentów, ale dwadzieścia win, które zanotowały średnio najwyższy wzrost cen można znaleźć i u Jane Anson i w blogu Liv-Ex. Ja przytoczę tylko pierwszą piątkę:

1 Carruades de Lafite 133.3%
2 Ausone 70.7%
3 Latour 59.7%
4 Lafite Rothschild 54.9%
5 Forts de Latour 49.0%

w której są aż dwa drugie wina najwyżej sklasyfikowanych posiadłości z Medoc, przy czym przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej najlepszą inwestycją jest ostatnio Carruades de Lafite, drugie wino Château Lafite Rotschild, cieszące się wielkim powodzeniem głównie na rynku azjatyckim. Trudno oczywiście przewidzieć jak rynek będzie wyglądał za kilka miesięcy i za kilka lat.

A skoro już o drugich winach mowa, portal decanter.com pozwolił sobie w tym roku na żart primaaprilisowy, którego żywot trwał jednak tylko kilka godzin: wśród aktualności ze świata napisano tam, że całą produkcję Forts de Latour 2009 kupił … reżim północnokoreański. Prezydent Château Latour Frederic Engerer osobiście zadzwonił do redakcji i podobno bardzo ponurym głosem powiedział, że to wcale nie jest śmieszne …

Tags: ,