decanter

You are currently browsing articles tagged decanter.

Czytanie wszystkich ciekawych poświęconych winu wiadomości w internecie, nawet w tych niewielu językach, które jako tako rozumiem, to zajęcie na więcej niż jeden etat. Pisanie tu o wybranych to etat kolejny, a to nie koniec zajęć, które powinienem wykonywać, żeby zarobić na moje codzienne wino (trudno zresztą zarobić na cokolwiek ograniczając się jedynie do czytania, niestety). Jeśli zaś te inne zajęcia zajmują mnie na kilka dni w sposób totalny, liczba ciekawych linków do wrzucenia rośnie w sposób niemal astronomiczny. Dziś więc selekcja będzie z konieczności ostrzejsza niż zwykle.

Christchurch, największe miasto na nowozelandzkiej Wyspie Południowej, już po raz drugi w ciągu pół roku zostało dotknięte przez silne trzęsienie ziemi. Niestety w przeciwieństwie do trzęsienia z września, 22 lutego było wiele ofiar, mówi się, że ich liczba może sięgnąć 240. W przeciwieństwie do trzęsienia z września, którego epicentrum znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie winnic regionu North Canterbury i które dokonało pewnych zniszczeń w winiarniach, tym razem wydaje się, że ani w North Canterbury, ani w położonym kilkadziesiąt kilometrów na północ od Christchurch regionie Waipara, żadnych większych zniszczeń nie odnotowano. Pisze o tym Rebecca Gibb w portalu decanter.com, informacje w dużej mierze potwierdza Alan Lodge w thedrinksbusiness.com. Oczywiście nie zapominam o tym, że wino to tylko drobny fragment świata, zniszczenia w Christchurch i sąsiadującym z nim Lyttelton są duże i pełna odbudowa obu miast będzie wymagała dużych środków – dziś mówi się o co najmniej 15 mld. dolarów. W pomoc włączyli się winiarze z innych regionów Nowej Zelandii, na przykład Nigel Greening, właściciel słynnej posiadłości Felton Road z Central Otago, ogłosił, że wszystkie przychody ze sprzedaży win Felton Road znajdujących się obecnie w Wielkiej Brytanii zostaną przekazane na odpowiedni fundusz nowozelandzkiego Czerwonego Krzyża (o Felton Road napiszę więcej w jednym z kolejnych odcinków mojego cyklu poświęconego winom Nowej Zelandii).

Aktywnym sejsmicznie regionom winiarskim swój pierwszy artykuł w portalu decanter.com poświęcił Andrew Jefford, który do tej pory co dwa miesiące pisał felieton do wydania papierowego, a teraz dołączył do zespołu Decantera jako stały współpracownik i ma pisać co tydzień! Jefford jest jednym z najciekawszych autorów piszących dziś o winie (nie tylko zresztą o winie, swego czasu pisałem o jego książce poświęconej whisky z Islay), czytam wszystko, co spływa z jego klawiatury, ciesze się więc, że pojawia się kolejne miejsce, gdzie jego pisanie będzie można znaleźć.

Słyszeliście o koshu, lub też, jak chce Ned Goodwin, koushu? O tej charakterystycznej dla Japonii (choć z pochodzenia prawdopodobnie europejskiej) odmianie winorośli Jancis Robinson pisała jakiś czas temu, niespełna miesiąc temu do tematu koshu wrócił Tim Atkin. Oba te artykuły są ciekawe, dla mnie jednak prawdziwym odkryciem był artykuł Neda Goodwina, Australijczyka mieszkającego od wielu lat w Japonii, doświadczonego sommeliera (o swych dalekowschodnich doświadczeniach opowiedział czytelnikom Magazynu WINO w numerze 2/2007) i świeżo upieczonego Master of Wine. Polecam lekturę całej wypowiedzi Neda, tu zacytuję tylko fragment: In Japan the food on the plate is not designed to be enhanced, augmented or altered in any way with wine, or other accoutrements. Perfection is reached when nothing more can be removed from a dish, rather than through manipulations and / or additions. (W Japonii danie na talerzu nie jest projektowane tak, by mogło być wzbogacane czy też modyfikowane za pomocą wina czy innego przybrania. Doskonałość osiąga się tu, gdy niczego więcej nie można z dania wyeliminować, a nie poprzez manipulacje czy też dodatki.) W Japonii wino towarzyszy zwykle kuchni importowanej, europejskiej, a nie kuchni japońskiej. Warto o tym pamiętać jedząc w japońskiej restauracji.

Tags: , , , , , , ,

Przez wiele lat docierały do nas bardzo pesymistyczne wiadomości o sytuacji na rynku koniaków, potem na kilka lat zapadła cisza (albo ja nie słuchałem uważnie). Z tym większym zaskoczeniem przeczytałem właśnie o znakomitych wynikach sprzedaży  w roku 2010. Wartość w porównaniu w rokiem 2009 wzrosła o niemal 30% i wyniosła 1,86 mld euro. Wzrost objętości był mniejszy, tylko o 18%. To nie jest jeszcze takie dziwne, bardziej zaskoczył mnie inny fragment wiadomości opublikowanej przez www.wein-plus.com: 70% koniaku kończy z lodem, w drinkach i koktajlach. Jak widać przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia traktowana kilka lat temu z przymrużeniem oka polityka marketingowa przyniosła jednak efekt.

Kilka informacji na tematy pozornie nie związane ze sobą, ale w istocie bardzo sobie bliskie:

  • śmierć francuskiego plantatora została oficjalnie połączona z pestycydami używanymi w winnicy,
  • jednorodność genetyczna uprawianych na świecie odmian winorośli szlachetnej jest większa, niż do tej pory sądzono:
  • zapowiadanie poważne ograniczenia w stosowaniu środków chemicznej ochrony roślin mogą wymusić zastosowanie metod inżynierii genetycznej, by uprawianym dziś, a bezbronnym odmianom winorośli wszczepić geny dające im odporność na choroby i szkodniki

(do tego tematu na pewno wrócimy na łamach Magazynu).

Zachwycona ostatnio degustowanymi australijskimi chardonnay ekipa Decantera zachęca czytelników brytyjskiego miesięcznika do skierowania uwagi na antypody, a niektórzy z degustatorów sugerują wręcz odwrócenie się od białych win z Burgundii z ich problemami w rodzaju przedwczesnego utleniania się i starzenia.

Na koniec coś lżejszego. Pisaliśmy już o odnalezieniu na dnie Bałtyku dobrze zachowanych butelek starych szampanów. Okazuje się, że oprócz zidentyfikowanych już win domów Clicquot i Juglar, w ładowni statku znajdowały się też butelki firmy Heidsieck i są to najstarsze znane szampany tej firmy zachowane do dziś. Pisze o tym w swym blogu Essi Avellan, fińska master of Wine specjalizująca się w szampanach.

Tags: , , , , , , ,

Biodynamice poświęciliśmy nie tak dawno dużą część numeru Magazynu WINO (4/2009, wkrótce w portalu), a w samym portalu publikujemy od jakiegoś czasu kalendarz biodynamiczny Marii Thun, który zdaniem osób przekonanych decyduje o tym, jak odbieramy wino degustowane, czy pite w danym dniu i o danej godzinie. Znany brytyjski miesięcznik Decanter przygotował eksperyment, mający wyjaśnić, czy  daje się dostrzec wpływ „sytuacji biodynamicznej” na doznania degustacyjne. Czytelnicy Decantera będą mogli w swych domach towarzyszyć degustatorom podczas degustacji, oczywiście o ile będą mieli dostęp do tych samych win.

Mając spore zastrzeżenia do metodologicznej strony całego „eksperymentu” piszę o nim, gdyż być może czytelnicy Magazynu WINO zechcą wziąć w nim udział. Szczegóły można znaleźć tutaj.

Tags: ,