canaletto

You are currently browsing articles tagged canaletto.

Szef kuchni Olivier Croso wyjaśnia swoje podejście do gotowania w Canaletto następująco: lokalne składniki najwyższej jakości, francuska technika i sznyt. Słuszna to koncepcja. W praktyce wychodzi raz lepiej, raz gorzej: foie gras podał z sałatką z  – w jego mniemaniu – typowo polskich warzyw, czyli papryki i karczocha. Sałatka sama w sobie nie była zła, lecz do pasztetu z gęsiej wątróbki potrzeba czegoś słodkiego, nie kwaśnego – na szczęście mieliśmy bułeczki z rodzynkami. Ale potem było coraz lepiej. Pierś gołębia, sama w sobie wyśmienita, pięknie się komponowała z chutney z buraków i malin ( nie był to żaden chutney, ale pal licho, smakował wybornie, zaś buraki i maliny zostały prawidłowo skojarzone z polską paletą smaków warzywno-owocowych). Zupa z borowików była pyszna, śmietany niewiele, intensywność grzybowego smaku dokładnie taka, jak trzeba.  Jeleń z gęsią wątróbką – bez pudła, a towarzysząca mu czerwona kapusta, duszona w porto z odrobiną miodu, wzbudziła powszechny zachwyt. Plaster polędwiczki cielęcej, jak serce strzałą przebity źdźbłem trawy cytrynowej, zdradzał lekkie ciągoty do kuchni fusion, co nie jest zarzutem smakowym, choć z zaprezentowaną strategią kulinarną – Polska/Francja – troszkę się kłóci.  Nieco zmęczony filecik z żabnicy w sosie borowikowym nie wzbudził entuzjazmu, być może również dlatego, że podano go po dziczyźnie, co z francuskim sznytem w ogóle mi się nie kojarzy. Za to desery naprawdę świetne: cytrynowy creme brulee był mocno cytrynowy, właściwie orzeźwiający, co nie zdarza się prawie nigdy,  zaś tort Sachera o niebo lepszy niż oryginalna wersja, którą pamiętam z kawiarni Sachera w Wiedniu – intensywnie wiśniowe, kwaskowe podbicie wniosło tu całkiem nową jakość. Ceny – jak na pięciogwiazdkowy hotel – umiarkowane. Polecam na wystawną kolację ( w porze lunchu lokal nie działa).

Tags: ,