Restauracje

You are currently browsing articles tagged Restauracje.

Tandoor Palace

Na Armii Ludowej tuż przy Marszałkowskiej od wielu lat działa zacna indyjska knajpa Tandoor Palace. Bardzo smaczne są tam dania jarskie, zwłaszcza te z roślin strączkowych, choć na mój gust troszkę za dużo w nich masła. Zresztą indyjskie chleby podawane w Tandoor Palace również są dla mnie zbyt ciężkie i tłuste. Co nie znaczy – niedobre. Mięsa z pieca tandoor dość smaczne, lecz nie jest to nic wielkiego. Wystrój wnętrza i atmosfera przypominają mi mauzoleum, więc wolę zamawiać jedzenie na wynos. Ceny raczej wygórowane.

Balghera

Włoska restauracja o eleganckim wystroju na ulicy Rejtana. W karcie informacja, że nie zawsze można tam dostać ryby, ponieważ kucharz podaje tylko te całkiem świeże. Na wszelki wypadek nie zamówiłem ryby za 100 złotych, tylko roladki z bakłażana z mozzarellą i szynką parmeńską w sosie pomidorowym – poprawne, bez fajerwerków. Ravioli z cielęciną i borowikami miały dobre ciasto i nieciekawy farsz, jakby gotowane mięso zmielono w robocie kuchennym. Zapytałem o wina na kieliszki, wskazując na chianti lub barberę. Kelner nie poinformował mnie, jakie wina są w sprzedaży, tylko przyniósł kieliszek czegoś, co nazwał ,,Toskanią”. Byle jakie chianti w cenie 30 złotych. Mille grazie.

Esencja Smaku

Trochę dalej, bo na Odolańskiej, ale warto się przespacerować z placu Unii do tej uroczej knajpki. Jest to lokalik lokalny co się zowie, a im więcej ich w naszym mieście, tym przyjemniej w nim mieszkać. W menu około 10 dań, zamówiłem pulpeciki na sałatce z kaszy gryczanej, podanej na zimno, z endywią, kawałkami jabłka i koziego sera oraz sosem grzybowym. Świetne danie na słotny dzień jesienny. Karta zmienia się kilka razy w roku, wina są takie, jakie akurat są, ale zawsze sensowne i niedrogie. Wcześniej jadłem tu prosty i smaczny befsztyk z polędwicy oraz wyśmienitą pieczoną kaczkę. Atmosfera sąsiedzka, przyjacielska, nie chce się stamtąd wychodzić.

Tags:

W Krzywym Domu na Monciaku znalazłem restaurację Rucola, o karcie dań bardzo rozległej oraz ciekawym do niej wstępie, w którym właściciele oświadczają, że ich ideałem jest właśnie taka kuchnia, jaką faktycznie spotykamy w Bulaju. Wymieniają z nazwiska osobę, u której zaopatrują się w warzywa i wyrażają nadzieję, że Rucola otrzyma rekomendację Slow Food. Nie wiem, czy w pełni zrozumieli, o co nam, Slowfoodowcom, chodzi, ponieważ większość dań w karcie oparta jest na składnikach z dalekich krajów, siłą rzeczy nie pierwszej świeżości lub mrożonych. Nie oznacza to, że jedzenie w Rucoli jest niesmaczne – przeciwnie, podano mi chyba najlepsze, jakie kiedykolwiek jadłem, carpaccio z jelenia. Przy każdym kęsie czuło się dzikość i naturalność tego mięsa, a skromność dodatków – trzy okrawki parmezanu, odrobina oliwy i pieprz – dobrze świadczyły o wyobraźni kulinarnej kucharza. Stek z tuńczyka był poprawny, nic ponadto, towarzyszące mu warzywa na modłę ratatouille również, lecz był w tym daniu także przebłysk geniuszu w postaci gałązki cytrynowego tymianku, wbitej w rybę. Aromat zioła unosił i tuńczyka, i sos podobny do holenderskiego, i warzywa i ziemniaki wysoko ponad zwyczajność. Karta win skupia się na Nowym Świecie i najprawdopodobniej jednym, lokalnym importerze – te same wina znalazłem w hotelu Sheraton, gdzie przygnał mnie niespodziewany, nocny głód. W hotelowej restauracji zjadłem tylko jedno danie, i ku mojemu zdziwieniu, było naprawdę wyśmienite. Pieczona perliczka, podana na puree z ziemniaków, do którego dodano szpinak i suszone pomidory. Trochę przeszkadzał truskawkowy sos, ale można było go obejść. Karta win, mimo hotelowej marży, jest sensowna i sporo win można dostać na kieliszki. Niestety, nic innego w Sheratonie nie jadłem, ale wrażenia były znacznie lepsze niż po wizytach w warszawskim oddziale tej firmy.

Stanowczo odradzam restaurację hotelu Rezydent. Kotleciki z kraba składały się z ziemniaków i panierki, z ledwie wyczuwalną domieszką kraba. Pasztet z żabnicy niewiele miał wspólnego z rybą, a bardzo wiele z drobiem. Szparagi z przegrzebkami były poprawne, choć przesadnie kwaśne. Ceny wysokie, wnętrze przygnębiająco nowobogackie.

Tags: ,

Moją ulubioną restauracją w Sopocie jest Bulaj, dzieło Artura Moroza, który założył tę uroczą knajpkę przy plaży 3 lata temu. Odwiedziłem go wówczas i przekonałem się, że to, co o nim mówią koledzy z polskiego Slow Foodu, nie jest przesadą: sam robi zakupy na lokalnych targowiskach, wszystko ma świeże i wysokiej jakości. Kosztowałem wtedy kilku prostych i świetnych dań. Na początek carpaccia z piersi gęsi, wyjątkowo miękkiego i soczystego dzięki długotrwałemu marynowaniu. Podobnej procedurze poddawany jest tu pieczony węgorz, który po tygodniu leżenia w marynacie wytwarza naturalną galaretę z wydobywającej się z ości i skóry żelatyny. Solidność węgorza łączy się z eterycznością galarety w sposób niepowtarzalny i cudowny – osiągnięty jednak najprostszą z możliwych metodą. Pierogi nadziewane mięsem pieczonego dzika były perfekcyjne: cienkie, elastyczne ciasto zawierało dobrze doprawioną, posiekaną pieczeń o mrocznym, leśnym smaku. Do żeberek wieprzowych podano pieczone ziemniaki i muszę przyznać, że od lat nie jadłem ziemniaków z taką przyjemnością. Nie były to jednak zwyczajne ziemniaki – czyli byle co z hurtowni – tylko hodowane w niedużym gospodarstwie rolnym, o smaku ziemniaka, nie tektury. Pieczone przez kilka godzin w ciemnym piwie Koźlak żeberka rozpływały się w ustach. W ragout z jelenia przeszkadzała nadmierna słodycz suszonych śliwek, dodanych do sosu, lecz mięso było wyśmienite. Złowiona tego dnia flądra, obtoczona w mące i usmażona, była znacznie lepsza niż wyszukane dania rybne, które często spotyka się w nadmorskich restauracjach – niestety, przyrządzane z ryb mrożonych. Starzony przez cztery miesiące kozi ser z Bytowa był świetnym zwieńczeniem posiłku.

Wróciłem do Bulaja w czerwcu br., i zastałem tylko jedną zmianę. Wcześniej, zmieniające się z dnia na dzień menu było wypisane kredą na tablicy. Teraz jest karta dań na papierze, która zawiera około 15 pozycji, lecz dania dnia, jak dawniej, wypisane są na tablicy. Niestety, kiedy przyszedłem około 20 na miejsce, ryby dnia, czyli turbota, już nie było. Artur zaproponował marynowaną ikrę z turbota, której nigdy przedtem nie jadłem. Ikra nie przypomina kawioru – są to spore grudy szarej masy, z której nie indywidualizują się jajeczka. Marynowana na kwaśno i podana z czerwoną cebulą miała urok lokalnego kolorytu i autentyczności. Królik duszony w śmietanowym sosie również posiadał te zalety. – Chodzi o to, żeby jedzenie było zwyczajne i proste, mówi Artur Moroz, i otwiera butelkę mołdawskiego wina – wytrawnego! I całkiem dobrego. Wybór win w Bulaju jest niezły, dość eklektyczny, raczej skupiony wokół ofert lokalnych importerów oraz La Passion du Vin.

Następnego dnia miały być podroby, lecz poza móżdżkiem, którego nie jadam, była tylko grasica. Drobno pocięta, podsmażona z dodatkiem wina, czerwonej cebuli i odrobiny śmietany, była rewelacyjna. Potem pojawił się smażony, świeżuteńki filet ze śledzia, doskonały w swej prostocie. Daniem głównym była młoda polędwica wołowa od zaprzyjaźnionego hodowcy bydła (pora wspomnieć, że Artur jest przewodniczącym Trójmiejskiego Convivium Slow Food Polska). Ostatnim razem tak znakomitą wołowinę jadłem w Piemoncie, w bardzo ekskluzywnej restauracji. U Artura kosztowała około 40 złotych, w Piemoncie – tyleż euro. Piliśmy egri bikaver od producenta o nazwisku, którego nie jestem w stanie powtórzyć, rocznik 2002, trochę już wysuszony, mocno garbnikowy, dobrze dopasowany do wołowiny.

Odwiedziłem Bulaj raz jeszcze, delektując się śledziem w oleju, pieczonym turbotem i tortem bezowym z kremem porzeczkowo-malinowym, sztandarowym deserem tej restauracji. Na pewno o czymś zapomniałem, lecz tak być musi. Atmosfera w Bulaju jest cudowna, wszyscy są nader rozmowni, obsługa prowadzi rozmowy z gośćmi bezustannie, jest przy tym i dowcipna, i grzeczna. Takie szczegóły, jak nazwy win i producentów po prostu umykają, o właśnie, zapomniałbym przecież o fantastycznej zupie ze świeżego szczawiu, którą jadłem przed grasicą, i szpinakowym kremie, również świetnym. A wszystko proste, bez zadęcia, niedrogie … Skarb narodowy. www.bulaj.pl

Tags: ,