Moją ulubioną restauracją w Sopocie jest Bulaj, dzieło Artura Moroza, który założył tę uroczą knajpkę przy plaży 3 lata temu. Odwiedziłem go wówczas i przekonałem się, że to, co o nim mówią koledzy z polskiego Slow Foodu, nie jest przesadą: sam robi zakupy na lokalnych targowiskach, wszystko ma świeże i wysokiej jakości. Kosztowałem wtedy kilku prostych i świetnych dań. Na początek carpaccia z piersi gęsi, wyjątkowo miękkiego i soczystego dzięki długotrwałemu marynowaniu. Podobnej procedurze poddawany jest tu pieczony węgorz, który po tygodniu leżenia w marynacie wytwarza naturalną galaretę z wydobywającej się z ości i skóry żelatyny. Solidność węgorza łączy się z eterycznością galarety w sposób niepowtarzalny i cudowny – osiągnięty jednak najprostszą z możliwych metodą. Pierogi nadziewane mięsem pieczonego dzika były perfekcyjne: cienkie, elastyczne ciasto zawierało dobrze doprawioną, posiekaną pieczeń o mrocznym, leśnym smaku. Do żeberek wieprzowych podano pieczone ziemniaki i muszę przyznać, że od lat nie jadłem ziemniaków z taką przyjemnością. Nie były to jednak zwyczajne ziemniaki – czyli byle co z hurtowni – tylko hodowane w niedużym gospodarstwie rolnym, o smaku ziemniaka, nie tektury. Pieczone przez kilka godzin w ciemnym piwie Koźlak żeberka rozpływały się w ustach. W ragout z jelenia przeszkadzała nadmierna słodycz suszonych śliwek, dodanych do sosu, lecz mięso było wyśmienite. Złowiona tego dnia flądra, obtoczona w mące i usmażona, była znacznie lepsza niż wyszukane dania rybne, które często spotyka się w nadmorskich restauracjach – niestety, przyrządzane z ryb mrożonych. Starzony przez cztery miesiące kozi ser z Bytowa był świetnym zwieńczeniem posiłku.
Wróciłem do Bulaja w czerwcu br., i zastałem tylko jedną zmianę. Wcześniej, zmieniające się z dnia na dzień menu było wypisane kredą na tablicy. Teraz jest karta dań na papierze, która zawiera około 15 pozycji, lecz dania dnia, jak dawniej, wypisane są na tablicy. Niestety, kiedy przyszedłem około 20 na miejsce, ryby dnia, czyli turbota, już nie było. Artur zaproponował marynowaną ikrę z turbota, której nigdy przedtem nie jadłem. Ikra nie przypomina kawioru – są to spore grudy szarej masy, z której nie indywidualizują się jajeczka. Marynowana na kwaśno i podana z czerwoną cebulą miała urok lokalnego kolorytu i autentyczności. Królik duszony w śmietanowym sosie również posiadał te zalety. – Chodzi o to, żeby jedzenie było zwyczajne i proste, mówi Artur Moroz, i otwiera butelkę mołdawskiego wina – wytrawnego! I całkiem dobrego. Wybór win w Bulaju jest niezły, dość eklektyczny, raczej skupiony wokół ofert lokalnych importerów oraz La Passion du Vin.
Następnego dnia miały być podroby, lecz poza móżdżkiem, którego nie jadam, była tylko grasica. Drobno pocięta, podsmażona z dodatkiem wina, czerwonej cebuli i odrobiny śmietany, była rewelacyjna. Potem pojawił się smażony, świeżuteńki filet ze śledzia, doskonały w swej prostocie. Daniem głównym była młoda polędwica wołowa od zaprzyjaźnionego hodowcy bydła (pora wspomnieć, że Artur jest przewodniczącym Trójmiejskiego Convivium Slow Food Polska). Ostatnim razem tak znakomitą wołowinę jadłem w Piemoncie, w bardzo ekskluzywnej restauracji. U Artura kosztowała około 40 złotych, w Piemoncie – tyleż euro. Piliśmy egri bikaver od producenta o nazwisku, którego nie jestem w stanie powtórzyć, rocznik 2002, trochę już wysuszony, mocno garbnikowy, dobrze dopasowany do wołowiny.
Odwiedziłem Bulaj raz jeszcze, delektując się śledziem w oleju, pieczonym turbotem i tortem bezowym z kremem porzeczkowo-malinowym, sztandarowym deserem tej restauracji. Na pewno o czymś zapomniałem, lecz tak być musi. Atmosfera w Bulaju jest cudowna, wszyscy są nader rozmowni, obsługa prowadzi rozmowy z gośćmi bezustannie, jest przy tym i dowcipna, i grzeczna. Takie szczegóły, jak nazwy win i producentów po prostu umykają, o właśnie, zapomniałbym przecież o fantastycznej zupie ze świeżego szczawiu, którą jadłem przed grasicą, i szpinakowym kremie, również świetnym. A wszystko proste, bez zadęcia, niedrogie … Skarb narodowy. www.bulaj.pl
Najnowsze komentarze