Cukier. Amarcord

Cukier. A właściwie cukier resztkowy, ten nieprzefermentowany w gotowym winie, spędzał mi sen z powiek w czasie kilkudniowego pobytu w Valpolicelli, pod koniec stycznia tego roku.

Werona i okolice to jedno z najlepszych miejsc, w których mógłbym zamieszkać. W zasięgu narty i góry, dwa morza, lotnisko obsługujące loty międzykontynentalne. Do tego szybka kolej i autostrady w cztery strony świata. Miasto nie za duże, ale i nie prowincjonalne: z Areną, gdzie wystąpili wszyscy artyści, którzy byli tego godni, wine barami, osteriami, gwiazdkami Michelina. A na wyciągnięcie dłoni region winiarski dający światu genialną, bezpretensjonalną, codzienną valpolicellę z jednej, i wielkie, potrafiące starzeć się przez dekady, wielokrotnie złożone amarone z drugiej. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie cukier.
Tercet wielkich win włoskich stanowią barolo, brunello i amarone, a to ostatnie w największym stopniu ulega presji rynku. Można było kiedyś prowadzić dysputy nad modernistycznym i tradycyjnym stylem win piemonckich, można się było zastanawiać, które z win z Montalcino rzeczywiście opowiada prawdziwą historię swojego terroir. Trudno jednak nie zauważyć, że w żadnej z tych dwóch apelacji nie ma tak wielu twórców, którzy robią wino pod dyktando rynku, jak pośród producentów amarone. Oczywiście, że między Sant’ Ambrogio, a Illasi pracuje kilka tuzinów winiarzy, których interesuje zrobienie amarone zachowującego wierność siedlisku, wielowymiarowego, harmonijnego, rzeczywiście wielkiego, a nie tylko pretensje do owej wielkości zgłaszającego. Są też jednak setki innych, którzy doskonale wiedzą, że aby wskoczyć na pewne rynki eksportowe wystarczy zostawić w amarone wysoki cukier resztkowy. Takie wino jest smaczne, łatwe, a jednocześnie, poprzez słodycz podbitą dodatkowo wysokim alkoholem i aromatami nowych dębowych baryłek sprawia wrażenie bogatego, choć zazwyczaj jest jedynie potężne. Dla mnie niepijane. Ale to akurat obchodzi niewielu.
valpo1

A przecież lubię cukier. Także w regionie Valpolicella. Bawiąc w winiarni w Negrar, usłyszałem piękną opowieść o recioto, ojcu amarone. To z założenia słodkie wino piło się w dawnych czasach na śniadanie. Dokładnie rzecz ujmując – na drugie śniadanie. Koło dziesiątej chłopi schodzili z pól i winnic do domu na pajdę chleba z sopressą, tłustą, esencjonalną kiełbasą z Veneto i szklankę kalorycznego recioto. Jakże łatwo mi to sobie wyobrazić! Recioto jest winem słodkim, ale nie aż tak, by źle łączyło się ze słoną, tłustą wędliną. Natychmiast wróciły wspomnienia z nieodległego, lombardzkiego Oltrepò Pavese, gdzie do dziś robi się lekko słodkie, a często też subtelnie musujące (tak jak przed laty recioto della valpolicella!) wina z odmiany croatina (nad Padem zwanej niesłusznie bonardą), stworzone do popijania salumi w wiejskich trattoriach. A tamtejsza krew Judasza? Kto pił sangue de juda, słodki kupaż barbery, croatiny, uva rara i vespoliny (z możliwym dodatkiem pinot nero), ten wie, że w połączeniu ze słoną i tłustą wędliną po prostu działa.

Oltrepò Pavese Vigneti

Oltrepò Pavese Vigneti

Wiedział to także, być może zupełnie intuicyjnie, szef kuchni Adam Michalski, który bodaj dekadę temu podał na aperitif przed obiadem wieńczącym dużą degustację win z Roussillon w Warszawie, pumpernikiel grubo posmarowany prawdziwym wiejskim masłem posypanym morską solą. Przekąsce towarzyszył kieliszek słodkiego czerwonego rivesaltesa, a owo sensacyjne połączenie jestem w stanie natychmiast odtworzyć na podniebieniu obudzony w środku nocy. Cukier krzepi! W słodkim winie.

Artykuł z cyklu „Pierwszy łyk” otwiera nowy numer Magazynu Wino (1/2017)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

My name is Lucca

Win z DOC Colline Lucchesi trudno spróbować nawet w samej Lukce. Warto ich jednak poszukać, bo klasa i złożoność niektórych wyjmuje je zdecydowanie poza nawias wakacyjnej ciekawostki.

Lukka to małe miasto. Przybywających tu, jak ja, pociągiem wita kiosk-namiot z kanapkami z mortadelą, grappą i kawą. Kameralny dworzec stoi przy placu Bettino Ricasoliego, jednego z pierwszych premierów Włoch znanego z opracowania nowoczesnej formuły kupażu chianti. Lukka ma jednak innego bohatera. 22 grudnia 1858 r. urodził się tu, przy Corte San Lorenzo, Giacomo Puccini. Z rodzinnego domu do katedry San Martino miał jakieś 7 minut piechotą. Rodzina Puccinich miała w niej dziedziczne prawo do stanowisk organisty i chórmistrza, a małego Giacomo do tej pierwszej roli nawet przyuczano. Przyszły twórca „Toski” miał zresztą w młodych latach – jak pisze S. Jackson w biografii „Monsieur Butterfly. The Story of Puccini” – grać zarówno w kościołach, jak i kasynach zapewniając muzykę klasztorowi i… burdelowi. Śladów Pucciniego jest sporo, zwłaszcza wokół rodzinnego domu – prócz muzeum poświęconego kompozytorowi mamy jego pomnik, hotel Puccini, restaurację Puccini, osterię Tosca i bistro Boheme.

Piazza del Mercato wybudowany na gruzach rzymskiego amfiteatru fot. agriturismoterrarossa.com

Piazza del Mercato wybudowany na gruzach rzymskiego amfiteatru fot. agriturismoterrarossa.com

Starówka otoczona jest liczącymi ponad 4 km murami zbudowanymi na planie wielokąta. Jeszcze przed narodzeniem Pucciniego Maria Luiza de Bourbon kazała przekształcić je w park miejski Dziś szczytem biegnie trasa spacerowa. Być może dlatego ścisłe centrum sprawia wrażenie nieco klaustrofobicznego – otoczone murami, wybudowane na regularnej, ciasnej siatce ulic dawnej rzymskiej kolonii, z jajowatym Piazza del Mercato powstałym w miejscu dawnego amfiteatru. Z lekka prowincjonalny charakter Lukki ma jednak swój urok, zwłaszcza, gdy porówna się go z zatłoczoną turystami nawet w lutym Florencją.

Przyjechałem tu trochę z nudów, trochę z ciekawości w piątkowe popołudnie, półpustym pociągiem ze stolicy Toskanii. Dyskretnie wtopiłem się w tłumek miejscowych rozpoczynających o tej porze niespieszną passeggiatę po ulicach Beccheria, Santa Lucia, Fillungo. Otoczony średniowiecznymi kamienicami Piazza del Mercato świecił za to pustkami, a jedynymi ludźmi byli nieliczni turyści fotografujący się na tle zamkniętych poza sezonem knajp. Wreszcie trafiłem do Bistro e Winebar des Arts przy placu San Giusto – przyjemnie zawalonego szpargałami, bibelotami, dziesiątkami starych zdjęć i pustych butelek ciepłego wnętrza prowadzonego przez parę sympatycznych gospodarzy noszących nie wiedzieć po co, idiotyczne kapelutki nie przystające do wnętrza. Przy marmurowym stoliku obok starsza para piła herbatę. Miałem w zasadzie wszystko, co było mi w tamtej chwili potrzebne do życia z wyjątkiem wina z Lukki.

W krótkiej karcie win na kieliszki była nawet valpolicella, brakło jednak choćby jednej flaszki sygnowanej DOC Colline Lucchesi czy leżącej po sąsiedzku apelacji Montecarlo, pal sześć, niechby i nieodległej Chianti Montalbano. Musiałem zaspokoić się bicchiere wcale zgrabnego, choć dość anonimowego (IGT Toscana) kupażu sangiovese i merlota, do którego na szczęście podano całkiem obfite przekąski w postaci oliwek, pane toscano i kilku plasterków finocchiony, aromatyzowanej koprem włoskim wieprzowej kiełbasy. Za 4 euro to zupełnie dobry zestaw.

Colline Lucchesi fot. Tenuta di Valgiano

Colline Lucchesi fot. Tenuta di Valgiano

Opuszczałem jednak Lukkę niespełniony. I nie chodziło nawet o to, że w słuchawkach zabrakło mi akurat choćby kilku arii z „Manon Lescaut” czy „Turandota” (nie mówiąc o niechby menuecie innego syna tego północnotoskańskiego miasta, starszego o ponad sto lat od Pucciniego Luigi’ego Boccheriniego). Nie miałem wielkich oczekiwań po Colline Lucchesi, a jednak chciałem się przekonać co bliskość morza, oparcie w Apeninie Toskańskim i odmienny niż w środkowej części regionu klimat robią tu z sangiovese. A może po prostu miałem ochotę postawić ptaszek przy kolejnej mikroapelacji z adnotacją: zaliczone.

Udało się już następnego dnia, choć dopiero we Florencji. Doroczna degustacja nowych roczników Anteprime Toscane rozpoczynała się, jak zawsze, od próby win z pomniejszych toskańskich DOC, takich jak Bianco di Pitigliano, Sovana, Elba, Maremma, Morelino di Scansano, Val d’Arno di Sopra czy Cortona. Nie zabrakło wśród nich 17 flaszek ze Wzgórz Lukkańskich, dzięki którym moja eskapada z poprzedniego dnia nabrała zupełnie nowego znaczenia.

Na dzień dobry dostałem się w ręce Laury di Collobiano stojącej za winami Tenuta di Valgiano. Winiarka pokazała mi wszystkie dostępne w czasie Anteprimy wina z okolic Lukki – zaczęliśmy od białych, wśród których uwagę zwracały słonawy kupaż chardonnay, vermentino i trebbiano Bianco dell’ Oca 2015 od Colle di Bordocheo, przede wszystkim jednak dwa czyste vermentino z 2015 r.: surowy, wodorostowo-skalny Vermignon z Tenuta Lenzini i jego zupełne przeciwieństwo – Palistorti di Valgiano Bianco z Tenuty di Vagliano, wino o aromacie dojrzałych jabłek, mirabelek, ale też morskie, słone, mineralne.

Laura di Collobiano fot. Tenuta di Valgiano

Laura di Collobiano fot. Tenuta di Valgiano

Prawdziwa jazda zaczęła się jednak przy winach czerwonych. W moich opisach powtarzają się nawiązania do chrupkiej czereśni, świeżej, soczystej wiśni. Degustowane przeze mnie wina z okolic Lukki charakteryzuje niezwykła pijalność, są lżejsze niż większość chianti classico, mają za to ciekawszą materię i, przede wszystkim, aromaty niż poważna część „zwykłych” chianti. To wina swoiście lekkie, pachnące, radosne, stworzone do biesiady. Jedno z najpoważniejszych, I Pampini 2013 od Fubbiano łączyło aromaty wiśni i fiołków, miało strukturę przypominającą poważne nebbiolo, wapienny posmak, było złożone i wyraziste. Nawet kupaż merlota i caberneta sauvignon Rosso Flora 2013 z La Badiola miał oryginalny, w jakiś sposób nawiązujący do pozostałych, opartych na sangiovese win.
Warto wspomnieć o wspólnym projekcie trzech producentów, Colle di Bordocheo, Fattoria Maionchi i Fattoria Sardi, którzy wyprodukowali wspólnie przeciekawe Mille 968 kupażując wina z trzech różnych siedlisk wokół Lukki. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak wino z Fabbrica di San Martino, kupaż sangiovese z ciliegiolo, canaiolo i colorino, skoncentrowany, aromatyczny i jednocześnie o burgundzkiej niemal zwiewności.

Najlepszy... fot. Fabbrica di San Martino

Najlepszy… fot. Fabbrica di San Martino

Pijąc wszystkie te wina wiedziałem, że wrócę. Może nawet nie tyle do samej Lukki, co nad brzegi opływającej miasto rzeki Serchio, do Pescii, Villa Basilica, Capannori i Porcari wyznaczającej granice wschodniej strefy DOC Colline Lucchesi i do Pescaglii i Massarosy na zachodzie. Wrócę na spotkanie z Laurą i innymi winiarzami z gliniasto-żwirowych winnic u stóp Apeninów, twórców win doskonale pijalnych i nieznanych chyba nawet w samej Lukce.

11 godnych uwagi win z okolic Lukki

Colline Lucchesi 2013, Fabbrica di San Martino
I Pampini 2013, Toscana, Fubbiano
Rosso Flora 2013, Toscana, La Badiola
Mille 968 2013, Colline Lucchesi, Colle di Bordocheo/Fattoria Maionchi/Fattoria Sardi
Palistorti di Valgiano Rosso 2015, Colline Lucchesi, Tenuta di Valgiano
Sebastiano 2014, Colline Lucchesi, Fattoria Sardi
Arcipressi 2015, Colline Lucchesi, Fabbrica di San Martino
Bordocheo Rosso 2015, Colline Lucchesi, Colle di Bordocheo
Casa e Chiesa Merlot 2014, Colline Lucchesi, Tenuta Lenzini
Villa Sardini 2015, Colline Lucchesi, Pieve Santo Stefano
Palistorti di Valgiano Bianco 2015, Toscana, Tenuta di Valgiano

Tymczasem, z braku win z Lukki na półkach polskich sklepów posłucham Pucciniego…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Pocztówki z amarone

2013 to bardzo dobry rok dla amarone. Swoje wina znajdą w nim zarówno zwolennicy elegancji i terroir, jak i miłośnicy podbitych cukrem resztkowym i nową baryłką monsterów. Jedno jest pewne – zanim powiesz, że lubisz amarone, odpowiedz sobie na pytanie, co dokładnie masz na myśli.

Nie ma we Włoszech drugiego takiego wina, które pretendując do gry w światowej ekstraklasie byłoby jednocześnie tak podatne na wpływy rynku. O ile bowiem istnieje oczywiście istotna i całkiem liczna grupa producentów, którym przyświeca idea robienia win wynikających z siedliska, o tyle bardzo liczna jest też w Valpolicelli rzesza winiarzy, którzy doskonale wiedzą co się świetnie sprzedaje w Skandynawii, Kanadzie czy na Dalekim Wschodzie. A tam, bardzo często chcą potężnych (często ponad 17 % alc.) win o soczystym, słodkim owocu, z cukrem resztkowym dochodzącym pod 10 g/l, nikłą kwasowością, pełnych dodatkowo słodkich budyniowo-waniliowych aromatów nowych baryłek. Ja tego nie kupuję. I co z tego? Mój portfel i zdanie ważą w tej grze wyjątkowo niewiele.

Na szczęście w 2013 zadowoleni będą jedni i drudzy. Terroiryści osiągnęli zamierzony efekt i w tych zdecydowanie za młodych do degustacji, o piciu nie wspominając, winach czuć niebywałą równowagę, zapowiedź pięknych aromatów, elegancji, wierność siedlisku. Monstery zaś są, jak na monstery przystało – monsterskie: Czesi ukuli by na to na pewno jakiś zgrabny skrócik w rodzaju alko-cukro-dąb. Komu się miało podobać spodoba się na pewno.

Tymczasem pozwalam sobie na publikację swojej czołówki, przy czym proszę pamiętać, że cukier to ja najbardziej lubię w millefoglie wg Giovaniego Battisty Perbelliniego. Wina degustowałem w czasie dorocznej degustacji nowego rocznika Anteprima Amarone, 28 stycznia 2017 r. w Palazzo Gran Guardia w Weronie, gdzie tradycyjnie nie podaje się win tzw. Rodzin Amarone. O wydarzeniu, amarone, recioto, ripasso i tzw. zwykłej, choć często niezwykłej valpolicelli napiszę już wkrótce w Magazynie Wino.

Piętnaście amarone’13, które warto śledzić:

Vigneti di Ravazzol, Amarone della Valpolicella Classico, Ca’ la Bionda
Amarone della Valpolicella Classico, Le Marognole
Amarone della Valpolicella Classico, La Dama
Punta Tolotti, Amarone della Valpolicella, Ca’ Rugate
Amarone della Valpolicella, Marco Mosconi
Corte Vaona, Amarone della Valpolicella Classico, Novaia
Amarone della Valpolicella Classico, Secondo Marco
Amarone della Valpolicella Classico, Zymé
Cuslanus, Amarone della Valpolicella Classico, Albino Armani
Amarone della Valpolicella Classico, Corte Antica Benedetti
Campo Leòn, Amarone della Valpolicella, Latium Morini
Morar, Amarone della Valpolicella, Valentina Cubi
Amarone della Valpolicella Classico, Santa Sofia
Amarone della Valpolicella Classico, Selun di Luigi Marconi
Valmezzane, Amarone della Valpolicella, Corte Sant’ Alda

A na okrasę garść pocztówek z zimowej Valpolicelli

Winnice w Marano di Valpolicella fot. tpb

Pergola wciąż w użyciu fot. tpb

Przednówek fot.tpb

Corvina czy corvinone? fot.tpb

W Mezzane fot. tpb

Suszenie gron na amarone zakończyło się w tym sezonie wyjątkowo wcześnie fot. tpb

Tu powstaje eksperymentalne pomarańczowe chardonnay fot. tpb

Jago fot. tpb

Madonna w San Vito fot. tpb

Beton wraca do łask fot. tpb

San Vito fot. tpb

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Trufle i bergerac

François występuje na reklamowym zdjęciu ze świnią na smyczy. To dla niepoznaki – twierdzi jego córka Alys – nie można pokazać zdjęcia psa, bo zaraz by go ukradli. A psy w Périgord są w cenie, oczywiście te, które potrafią szukać trufli.

O truflach z Périgord i trudnej sztuce przyuczania psów do zawodu rozmawiamy w wine barze Roberta Mielżyńskiego na warszawskim Czerniakowie. Styczeń to miesiąc, w którym czarne, aromatyczne grzyby pojawiają się na krótko w menu praktycznie od roku, gdy Mielżyński otworzył swój pierwszy przybytek w stolicy. Zwykle przywozi je Luc Conti, właściciel Tour des Gendres, winiarni w Bergerac, akwitańskim regionie sąsiadującym od południowego-wschodu z Bordeaux.

Tym razem do Warszawy przyjechał sam François Bonetti, sąsiad Conti’ego, który swoją farmę ma raptem sześć kilometrów od winiarni Luca. Trzyma w niej zwierzęta, uprawia rośliny strączkowe, przede wszystkim jednak (przynajmniej z naszego punktu widzenia) zajmuje się uprawą trufli. Dziś około połowy sprzedawanych co roku francuskich trufli pochodzi właśnie z kontrolowanych upraw. Nie oznacza to jednak, że grzybów nie trzeba szukać, najlepiej oczywiście z wyszkolonym psem.

François Bonetti i jego trufle fot. tpb

François Bonetti i jego trufle fot. tpb

Alys brała udział w kształceniu młodego psiaka. Przyszły tropiciel trufli dostawał już w pierwszych dniach życia mleko aromatyzowane olejkiem truflowym. Potem cała jego dieta była konstruowana tak, by z łatwością rozpoznać charakterystyczny zapach. Mimo specjalizacji, „polowanie” na trufle nie może trwać w jednej sesji dłużej niż godzinę-półtorej. Po tym czasie pies najnormalniej w świecie głupieje od nadmiaru aromatów.

François i Alys przywieźli do Warszawy wykopane spod dębów kilka dni wcześniej naręcza czarnych bulw wielkości może dwóch pięści. Gdy dotarłem na Czerską leżały w suchym ryżu oddając część wilgoci i aromat pod przyszłe risotto. My zaspokoiliśmy się menu najprostszym z możliwych, jedynym sensownym w przypadku świeżej trufli o zniewalającym aromacie. Były zatem grzanki z truflami, jajecznica z truflami, makaron z truflami i ziemniaczane purée, oczywiście z truflami. W końcu kawałek wołowiny – z drobnymi płatkami trufli. Nic, co zabiłoby lub choćby zniekształciło charakterystyczny zapach, za który ludzie skłonni są płacić majątek. Przyjemność prosta, choć kosztowna…

WINA

Piliśmy do tego wina Luca Conti, a więc dobrze znane butelki z Bergerac: aromatyczny biały kupaż Cuvée de Conti 2014 zdominowany przez nuty beczkowego sauvignon; cytrusowy, oleisty, głęboki (49,50 zł); Château Tour de Gendres 2014 czyli czyste muscadelle – wino o kwiatowym, zwiewnym nosie, z lekką nutą pietruszki, a po chwili gruszkowym akcentem dębu, na podniebieniu kwiatowo-gruszkowe, lekkie, zrównoważone i dojrzałe, chyba najlepiej radzące sobie z truflami (98 zł); Bergerac Rouge 2014, czyli kupaż malbeka z merlotem – dobry, twardy, pestkowy, pachnący wiśniami, o krzepkich, dobrze kwasowych i soczystych ustach (39,50 zł) i w końcu La Gloire de mon Père 2012 (dwa cabernety, merlot i malbec) – wino ładnie dojrzałe, z wciąż słodką nutą dębu, ale i dojrzałego owocu, na podniebieniu tęgie, beczkowo-wiśniowe, żywe, wciąż młode, bogate, będące raczej parą dla wołowiny, niż samych trufli (69,50 zł).

Muscadelle i trufle to jest to! fot. Mielżyński

Muscadelle i trufle to jest to! fot. Mielżyński

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Możliwość komentowania Trufle i bergerac została wyłączona

Blue Monday

Dziś, 16 stycznia 2017 roku przypada najbardziej, podobno, dołujący dzień w roku – Blue Monday. Dla poprawienia humoru wygrzebałem tekst mojej audycji z nieistniejącego już Radia PIN sprzed dziewięciu lat. Oby każdy wasz Blue Monday był taki, jak tamten mój, w 2008 r.

W ostatni poniedziałek spiker ogłosił rano w radiu, że właśnie zaczyna się najgorszy dzień w roku. Blue Monday. Nie musiałem wyglądać na dwór. Deszcz równomiernie walący o poliwęglanowy daszek nad moim oknem obudził mnie pół godziny wcześniej. Było prawie ciemno, choć na kuchennym zegarze dawno minęła ósma. Blue Monday…, uśmiechnąłem się i ruszyłem na balkon po macerujące się w pozostałym z ostatniej degustacji pinot noir mięso. How does it feel, to treat me like you do nuciła do mnie wołowina, gdy obsmażałem ją, a potem z wolna dusiłem. When you laid your hands upon me, and told me who you are śpiewało siedem butelek, gdy pionizowałem je i doprowadzałem przez cały dzień do odpowiedniej temperatury. Siedem butelek San Leonardo – legendarnego wina z Vallagariny – które kilkanaście miesięcy temu podarował nam ich twórca, Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga. Siedem różnych roczników: 1990, 91, 3, 5 i 7 oraz 2000, 2001 i 3. Tell me how do I feel, Tell me now, how do I feel.

Ze spokojem słuchałem kolejnych informacji o algorytmach, na podstawie których wyliczono, że właśnie 21 stycznia jest owym fatalnym dniem, ze spokojem chodziłem po deszczowym mieście, wiedziałem, że mój Blue Monday 2008 będzie, z degustacyjnego punktu widzenia, jednym z najlepszych dni w roku.
Skąd ta pewność? Markiz Gonzaga to uroczy starszy pan, w którego spokojnym spojrzeniu kryje się życiowa mądrość i spokój. Spokój, który tak łatwo odnaleźć w winie San Leonardo. Pewność, że przynajmniej nie będzie źle i że Blue Monday nie ma tu nic do rzeczy.
Tenuta San Leonardo istnieje od końca XVIII wieku, jednak dopiero za sprawą Carlo wdarła się czołówki włoskich winiarni. W drugiej połowie minionego stulecia Markiz zasadził na piaszczystych glebach Vallagariny swoje ulubione odmiany: cabernet sauvignon, cabernet franc i merlot dające w rezultacie iście bordoski w stylu kupaż.

Fot. Tenuta San Leonardo

Fot. Tenuta San Leonardo

I rzeczywiście do rasowego bordeaux San Leonardo najbliżej, choć nie o porównywanie z pauillakami, czy saint-julienami tu chodzi. Wino Gonzagi jest bowiem swoiste, indywidualne, jedyne w swoim rodzaju. Nie wymaga porównań, dlatego porównywaliśmy tylko roczniki – idąc od najstarszego (ale tylko teoretycznie, bo rocznik 1990 nie okazał się wcale najstarszy na podniebieniu) do ultra młodego, znajdującego się wciąż w fazie embrionalnej 2003. Dominujące nuty caberneta, swoista żelazawość, czasem ziołowość, aromaty wilgotnych liści, cygar i pudełek po cygarach, papryka i skóra, wszystko to pojawiało się na naszych podniebieniach w różnych konfiguracjach i odcieniach. Piliśmy to samo wino w siedmiu różnych odsłonach, piliśmy w istocie siedem kompletnie różnych win, choć za każdym razem czuć było jedną tę samą rękę winiarza, czuć też było spokojne spojrzenie Markiza. Carlo popatrywał na nas zresztą ze zdjęcia, które zrobiłem mu przed rokiem. Choć w ten sposób chcieliśmy zaprosić go do degustacji, której był przecież sprawcą. Raz podobał się nam bardziej 1990, po kilkunastu minutach 95, a po godzinie 2001. 24 godziny później, już sam oszalałem na punkcie pozostałych w butelce resztek 2003.

Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga fot. tpb

Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga fot. tpb

To wszystko miało jednak znaczenie drugorzędne. W ciągu następnych dni wraz z moimi towarzyszami degustacji przyznaliśmy, że trudno będzie powtórzyć sukces poniedziałkowego wieczoru przez kilka następnych miesięcy, zgromadzić wina, które wstrząsną nami tak bardzo. Na szczęście, by pokonać traumę Blue Monday (a przecież z jakiejś tam perspektywy wiele poniedziałków bywa Blue), nie trzeba od razu przeprowadzać pionowej degustacji San Leonardo. Wystarczy czasem jedna dobra butelka wina, przede wszystkim zaś dobry do niej kompan. Wiem o tym dobrze, bo mam takiego poniedziałkowego przyjaciela, z którym od lat skutecznie pokonujemy wszystkie Blue Mondays roku. Now you know… how do I feel.

O tym roczniku nawet jeszcze nie śniliśmy... © 2015 Ronny Kiaulehn - All rights reseved.

O tym roczniku nawet jeszcze nie śniliśmy… © 2015 Ronny Kiaulehn – All rights reseved.

PS. Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga to człowiek bardzo szczodry, który lubi się dzielić się swymi winami. Gdy, podróżując we wrześniu 2015 r. z grupą międzynarodowych dziennikarzy po Trentino, spotkałem go zupełnie przypadkiem ponownie, w jednej z lokalnych restauracji, przysłał nam do stołu butelkę San Leonardo. W międzyczasie Tenuta doczekała się też importera w Polsce – to poznańska firma DELiWINA, która ma na składzie:
Tenuta San Leonardo 2010 (249 zł)
Villa Gresti di San Leonardo 2009 (132 zł)
Terre di San Leonardo 2012 (82 zł)
Vette Gresti di San Leonardo (78 zł)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Blue Monday została wyłączona

Najbielszy z chłopców żyje (na Sycylii)

Polak z Niemiec robi wino na Sycylii. Na domiar wszystkiego jest basistą i DJem. Rzecz o styczniowej degustacji win Campisi Marcina Öza w stołecznych „Dyletantach”.

Marcin Öz emigrację ma we krwi. Najpierw, tuż po przyjściu na świat opuścił Toruń, potem, w wieku 10 lat rodzice przeprowadzili go do Berlina. Był 1987 r. Marcin dorastał w cieniu walącego się muru, a potem z wolna jednoczącego się miasta. Skończył szkołę średnią i nawet zapisał się na studia. Na polonistykę – bo było fajne ubezpieczenie. Przeznaczenie miał jednak inne – został tym, kim w alternatywnym Berlinie w okresie transformacji być było najfajniej: muzykiem. Jako 19-latek, pod pseudonimem DJ Highfish zaczął grać w berlińskich klubach house i techno. Wkrótce został rezydentem klubu WMF. W 2003 r. odnalazł się w roli basisty w założonym przez Norwega Erlenda Øye zespole The Whitest Boy Alive grającego bardzo oszczędną, melodyjną muzykę spod znaku indie pop. W 2006 r. wydali płytę „Dreams”, trzy lata później nagraną w Meksyku „Rules”. W 2014 r. The Whitest Boy Alive zawiesili działalność. Marcin liczy, że zbiorą się znów latem tego roku, by uczcić jego 40 urodziny. Na Sycylii.

Marcin Oz w "Dyletantach" fot. tpb

Dyletant u „Dyletantów”
Ze swoimi wąsami i kudłatą czupryną wygląda trochę jak młody Boniek. W dodatku mówi z podobnym jak Zibi, dyskretnym akcentem zdradzającym długą nieobecność w kraju. Siedzimy przy stole zastawionym przekąskami i butelkami w warszawskim wine bistro „Dyletanci” przy Rozbrat 44a. Pijemy sycylijskie grillo, nero d’avola i syrah, choć od muzyki uciec nie sposób. Pierwsze nazywa się The Cure (Friday I’m in Love – to ciekawe, bo TWBA brzmią, zwłaszcza na pierwszej płycie bardziej jak Cure z okresu „Three Imaginery Boys”, a i sam Marcin przyznaje się do fascynacji raczej „17 Seconds” niż „Wish” ), drugie Red Red Wine (Just One Thing Makes Me Forget – szczerze nie lubię UB40 i serwowanie tego kawałka jako ilustracja rozmów o winie zawsze mnie uwiera; to na szczęście jedyny zgrzyt tego mroźnego popołudnia), trzecie – Halleluja (You Really Care for Music, Do Ya? – no, Cohen ok., choć w pierwszej chwili słuchając i patrząc na Marcina spodziewałem się bardziej inspiracji ze strony Happy Mondays). Dość jednak o nazwach. Tak naprawdę gadamy o winie. Bo Marcin jest teraz winiarzem.
10 marca 2012 roku przyjechał na Sycylię. Zamieszkał w starej kamienicy w Ortigii, syrakuzańskiej starówce leżącej na połączonej ze stałym lądem mostami wyspie. I się zachwycił. Tu, na południowo-wschodnim krańcu wyspy poznał Sergio i Marco Mazzarę uprawiających fenomenalne cytryny. Pomyślał, że też byłoby nieźle zostać takim fajnym rolnikiem. Tym bardziej, że przeniesienie wytwórni płytowej Bubbles, którą kierował było bardzo proste – wystarczyło postawić stół i otworzyć laptop.
W dodatku nadarzyła się okazja – od ojca braci Mazzara, wraz z nimi przejął 8-hektarową winnicę pod Pachino, bardzo dziś gorącym na Sycylii miejscu, w sercu rosnącej w siłę i coraz modniejszej apelacji Noto (to tu swoje najlepsze wina robi Gulfi, winnice ma też Planeta – pisałem o tym w Magazynie Wino w nr 3/2016). I tak wychowany w Berlinie Polak zajmujący się graniem elektroniki został posiadaczem parceli obsadzonej 15 lat wcześniej krzewami nero d’avola i syrah. Jak sam mówi – pił dużo wina i dużo czytał. Z kumplami kupili trochę sprzętu i wynajęli do pomocy zawodowego enologa, Michele Beàna. Marcin śmieje się, że stanowią niezły duet – Mr. Bean & Czarodziej z Krainy Oz, ale pochodzący z Friuli Michele to uznany zawodowiec. Na Sycylii doradza m.in. Peterowi Wegnerowi i winiarni COS, a z Frankiem Cornelissenem na Etnie prowadzi próby z dojrzewaniem win w amforach, które sam wytwarza. Öz przyznaje, że w tym zestawieniu jest dyletantem.

fot. Vini Campisi

fot. Vini Campisi



Szlacheckie grillo i nero ze stali

Marcin przywiózł do Warszawy swoje robione pod szyldem Vini Campisi debiutanckie wina, czyli rocznik 2015. Wprawdzie na stole była także butelka Halleluja Syrah 2013, ale to wino tłoczył jeszcze ojciec Mazzara i stylistycznie jest bardzo daleko od tego, co dwa lata później zaproponowali młodzi. Winnica jest uprawiana ekologicznie, a nero d’avola i syrah dojrzewają wyłącznie w stalowych kadziach. Portfolio uzupełnia grillo, które przyjeżdża do Pachino aż spod Palermo. Öz kupuje na razie białe owoce od zaprzyjaźnionego szlachcica, Francesco Spadafory. W sumie Campisi produkuje ok. 30 tys. butelek rocznie. Produkcja powinna wzrosnąć w najbliższych latach do ok. 50 tys.
Wina rozpoczynają fermentację spontanicznie, jednak na razie polski winiarz czuje się zbyt mało doświadczony, by prowadzić cały proces wyłącznie na drożdżach nieselekcjonowanych. A efekty?

The Cure Grillo 2015, Terre Siciliane, Campisi (12%)

Cena: 75 zł
Miękki, cytrusowy, czysty, lekko piaskowy nos. Usta dość oleiste, ładnie kwasowe, z wyraźną goryczkową nutą skórki grejpfruta. Niezbyt długie, ale z przyjemną nutą mineralną w końcówce. Świeże i bardzo smaczne. (bardzo dobre)

2017-01-05-17-37-24

Red Red Wine Nero d’Avola 2015, Terre Siciliane, Campisi (13%)
Cena: 81 zł
Pieprzny, lekki, ziemisty, może bardziej żwirowy nos. Soczysty, wiśniowy, mineralny. Usta znakomicie zrównoważone, lekkie, śliwkowo-wiśniowe, z dobrą nutą kwasową. Napięte, mineralne, pełne oddechu, świeże, eleganckie wino. (bardzo dobre/znakomite)

2017-01-05-16-56-36

Halleluja Syrah 2015, Terre Siciliane, Campisi (13,5%)
Cena: 90 zł
Świeże, owocowo-żwirowe, soczyste i bardzo radosne wino. Usta pikantne, pieprzne, swoiście lekkie, żywe, ze znakomitą kwasowością. Nasycone owocem, przestrzenne, długie i młodzieńczo urocze. Klasa. (znakomite)

2017-01-05-17-12-20

Wszystkie wina Marcina Öza cechuje niebywała pijalność i otwartość. Nero i syrah to dobrzy reprezentanci stylu Nowej Sycylii, naturalizującej, lekkiej, robionej bez beczki, z dużą dbałością o świeżość owocu, nieprzesadnie ekstrahowanej. Jest w nich nastrój, jaki odnajduję w piosenkach TWBA. Jedno jest pewne – na kolejny rocznik Campisi trzeba czekać tylko rok, na nowe nagrania najbardziej białego z chłopców pewnie dużo dłużej.

Importerem win Vini Campisi jest Winoblisko.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Możliwość komentowania Najbielszy z chłopców żyje (na Sycylii) została wyłączona

Pierwszy łyk: w ciemno raz!

Nie znoszę degustacji w ciemno. Tak, wiem, to duża część mojego zawodowego życia. Nie ma innej szansy na sprawiedliwe ocenienie win na konkursach czy podczas paneli degustacyjnych. Trudno o obiektywizm, gdy znamy producenta i choćby podświadomie kierujemy się przy ferowaniu wyników sympatią bądź antypatią wobec winiarza, apelacji lub regionu.

Wielokrotnie przekonywałem się o zasadności degustacji w ciemno. Wiele lat temu, w czasie panelu degustacyjnego Magazynu Wino gościliśmy pewnego znanego wówczas importera win. Ten zastrzegał się, że jego obecność w czasie próby nie ma sensu, bo doskonale zna wszystkie swoje wina i rozpozna je – w ciemno czy w jasno. Mylił się zawsze o jedną butelkę, wychwalając konkurencję i mieszając z błotem własne flaszki. Pewnego razu wyznający zasadę blind tasting never lies Wojtek Bońkowski podał nam bez uprzedzenia, najpierw w jasno, a potem w ciemno jedno z czołowych i ukochanych przez nas win portugalskich. Efekt był przewidywalny: achy i ochy w jasno, sporo powściągliwości w ciemno. A degustowaliśmy to samo wino, z tej samej butelki, obie próby dzieliła zaś może godzina. No i co? Dalej degustacji w ciemno nie znoszę.

fot. tpb

Wino zawsze jest dla mnie częścią szerszego kontekstu. Lubię skojarzyć fakty, odczytać charakterystyczne (albo zaskakujące, oryginalne) smaki w odniesieniu do lokalizacji winnicy, typowości regionu czy apelacji, wreszcie – temperamentu winiarza. To część pewnej układanki, w której sam zapach i smak są tylko elementami, które należy czytać pamiętając o pozostałych.
A jednak – dałem się namówić. W doborowym, choć przypadkowym gronie degustatorów, w dniu swych urodzin, wziąłem udział w organizowanych przez zacny francuski tytuł La Revue du Vin de France Mistrzostwach Świata w Degustacji w Ciemno. I tak jakoś wyszło, że… wraz z kilkoma kompanami reprezentowałem Polskę.

Akcja filmu toczy się na Lazurowym Wybrzeżu, październikowe słońce błyska w odległym morzu. Wokół świetnie przygotowane, zgrane zespoły, nierzadko w narodowych barwach, zawczasu przygotowanych jednolitych trykotach. W teamie francuskim sami mistrzowie kraju, do drużyny szwedzkiej aplikowało podobno kilka tysięcy osób. Są przedstawiciele niemal wszystkich najważniejszych krajów produkujących wino. My widzimy się w pełnym składzie może raz trzeci w życiu i choć wszystkie te trzy razy polegały na miłym piciu dobrych win, trudno mówić o jakimkolwiek profesjonalnym treningu. Biało-czerwona powiewa na stoliku, a doświadczony sommelier nalewa już pierwszą z dwunastu próbek. Na każdą mamy ok. 20 minut. Rozstrzał propozycji jest z początku potężny. A trzeba rozpoznać odmianę, kraj, apelację, region i, jak się da, producenta. Idzie nam dobrze z rieslingiem i sangiovese, nie potrafimy jednak pozbyć się bagażu wiedzy i kontekstu – jesteśmy na południu Francji, może zatem jakiś bandol, a jeśli tak, to stary; wino wygląda rzeczywiście na co najmniej 15 lat, choć Zbyszek obstawia nawet 20 (potem okaże się, że flaszka miała zaledwie kilka lat, ale ewidentnie była źle przechowywana – czy inni dostali to samo wino w podobnej kondycji – tego nigdy się nie dowiemy).

fot. tpb

A potem już szampan na tarasie i, po kilkudziesięciu minutach, wyniki. Na ostatnim, 21. miejscu Monako – fajna ekipa, dobrze się bawią i nie wyglądają na zmartwionych. Jurorzy wymieniają kolejne kraje, a nas wciąż nie ma. Przy jedenastym wiadomo, że będziemy w pierwszej dziesiątce. W końcu jest – dziewiąte miejsce! Właściwie sukces – pokonaliśmy Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Węgrów, Szwajcarów, a więc specjalistów od wina; a także bardzo mocnych przed rokiem, wytrenowanych Szwedów. Ale apetyt rósł. Przez głupie kalkulacje straciliśmy punkty, które pozwoliłyby zepchnąć Finów z siódmej pozycji. Na drugim miejscu Francja, zwyciężają… Chińczycy! Koniec świata.

To trzeba było rozpoznać... fot. tpb

W czasie zawodów takich jak te, degustator staje przed całą swoją wiedzą i niewiedzą. Chwyta się skrawków pamięci, ulega autosugestii, albo sugestii kolegów z drużyny. Nie ma prostych rozwiązań i encyklopedycznych aromatów (choć trzeba przyznać, że organizatorzy trzymali się kręgu odmian i regionów raczej znanych), zawsze są jakieś skazy i nieoczywistości. W takiej sytuacji łatwiej przypomnieć sobie zapach u rzeźnika na Świerczewskiego w 1978, niż to jak pachnie grenache. Ale zabawa jest, muszę przyznać, przednia. No właśnie – zabawa. Dalej nie znoszę degustacji w ciemno.

Tekst ukazał się w numerze 6/2017 Magazynu Wino

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania Pierwszy łyk: w ciemno raz! została wyłączona

30 lat Czerwonej Krewetki

Wydawany przez Gambero Rosso słynny przewodnik po włoskich winach Vini d’Italia obchodzi właśnie 30-lecie istnienia. O tym, że to wciąż najbardziej wpływowa publikacja winiarska Italii mogłem przekonać się w sobotę, 29 października stając oko w oko z ponad czterema setkami producentów, którzy przyjechali do Rzymu odebrać nagrody Tre Bicchieri (trzy kieliszki) przyznane przez Gambero czołowym winom Włoch.

To duża przyjemność zobaczyć w jednym miejscu tak wiele znajomych twarzy, nawet jeśli na dłuższą rozmowę, w chaosie towarzyszącym wielkiej imprezie, brakuje czasu. Ceremonia wręczenia nagród miała miejsce w Auditorium del Massimo położonym w kompleksie EUR, który pod koniec lat 1930. Benito Mussolini kazał wybudować z myślą o wystawie światowej w 1942, a który po II wojnie światowej przekształcono w biznesowe centrum stolicy Włoch na wzór paryskiej La Défence.

vini-italia-2017-del-gambero-rosso-bellavista-cantina-dell-anno

Do Rzymu przyjechałem w skromnym gronie kilku zagranicznych dziennikarzy by wziąć udział w specjalnych degustacjach zorganizowanych przy okazji obchodów rocznicy przewodnika, ale też by wręczyć nagrody specjalne, jakie oprócz Tre Bicchieri przyznaje Gambero Rosso. I tak, przyszło nam spędzić półtorej godziny na scenie, w świetle reflektorów, twarzą w twarz z tuzami włoskiego winiarstwa. Przypadł mi w udziale honor wręczenia nagrody dla Najlepszego Winogrodnika Roku, którym został Aimone Vio z liguryjskiej winiarni BioVio, przy okazji zdobywca trzech kieliszków za swoje Pigato Bon I Da Bon 2015. Skłoniło mnie to do refleksji, którą podzieliłem się z zebranymi w audytorium gośćmi: Vini d’Italia był dla mnie zawsze przede wszystkim przewodnikiem po mniej znanych regionach winiarskich Włoch. Wiedza o tym, kto robi najlepsze wina w Piemoncie, Toskanii czy Veneto jest powszechnie dostępna. O kogo jednak pytać w Kalabrii, Molise czy choćby w Ligurii? Podpowiedzi czerwonej krewetki były tu zwykle niezawodne.

Zespół Gambero Rosso w komplecie fot. Dmitry Macleod-Fedotoff

Po ceremonii wręczenia nagród przenieśliśmy się do pobliskiego hotelu na maraton degustacyjny wszystkich (!) 429 win, które uzyskały najwyższą ocenę w tym roku – wspomniane trzy kieliszki. Wybrano je z olbrzymiego grona 22 tysięcy zdegustowanych przez krytyków przewodnika win.
Już w czasie poprzedzającego degustację lunchu z winiarzami miałem okazję spróbować wyróżnionych tre bicchieri rzadkich win jak Madre 2014 Italo Cescona z niecieszącej się przecież wielką sławą krzyżówki Manzoni czy kalabryjskie pecorello z Val di Noto Grisara od Ceraudo (o kilku rewelacyjnych fiano z Kampanii nie wspominając). Potem trzeba było dokonać selekcji. Udało się spróbować może 20 proc. wystawionych do degustacji win, co i tak kosztowało mnie mnóstwo zdrowia. Na szczęście poprzedzające rozdanie nagród dwa dni w towarzystwie redakcji Gambero Rosso obfitowały w prowadzone dużo spokojniej i dogłębniej degustacje. Napiszę o nich już wkrótce.

Z tą opaską można było spróbować 429 najlepszych włoskich win fot. tpb

Tymczasem szykujcie się na spotkanie z najlepszymi winami włoskimi – w piątek, 25 listopada Gambero Rosso zawita ze swoim dorocznym Road Show także do Warszawy (16:00 – 19:00, Hotel Bristol).

Nagrody specjalne przewodnika Vini d’Italia 2017

Czerwone wino roku
Muro Sant’Angelo Contrada Barbatto Primitivo 2013, Gioia del Colle, Chiaromonte

Białe wino roku
Misco 2015, Verdicchio dei Castelli di Jesi Classico Superiore, Tenuta di Tavignano

Wino musujące roku
Giustino B. 2015, Valdobbiadene Extra Dry, Ruggeri

Wino słodkie roku
Tal Lùc Cuvée Speciale, Lis Neris

Winiarnia roku
Bellavista (Franciacorta)

Najlepsza relacja jakości do ceny
Pecorino 2015, Tiberio

Winogrodnik roku
Aimone Vio – BioVio (Liguria)

Wschodząca gwiazda
Istine (Chianti Classico)

Nagroda za prowadzenie winogrodnictwa zrównoważonego
Roccafiore (Umbria)

Gambero Rosso pojawił się po raz pierwszy 16.12.1986 r. jako 8-stronicowy dodatek do dziennika Il manifesto, a wydał go Stefano Bonilli ze środowiska protoplastów ruchu Slow Food. Nazwa (czerwone krewetka) nawiązywała do karczmy z powieści „Pinokio”, w której spotykali się Lis i Kot.
W 1987 r. Gambero Rosso wydało pierwszy przewodnik po winach włoskich, „Vini d’Italia”. Do 2010 r. przewodnik był publikowany pod szyldem Slow Food. W roku 1990 wydano pierwszy przewodnik GR po restauracjach, w 1999 r. powstał kanał telewizyjny, a w 2002 otwarto w Rzymie Città del gusto (Miasto smaku), kompleks obejmujący studia TV, szkołę gotowania, wine bar i centrum edukacyjne. Dziś na terenie Włoch działają cztery Miasta smaku: w Rzymie, Neapolu, Katanii i Palermo.
Vini d’Italia wydawany w języku włoskim, angielskim i niemieckim przedstawia co roku oceny wyselekcjonowanych ponad 20 tysięcy win od blisko 2,5 tysiąca producentów. Już samo znalezienie się w przewodniku jest wyróżnieniem. Wina dostają jedną trzech ocen: jeden kieliszek (dobre), dwa (bardzo dobre) i trzy (znakomite, światowej klasy). Wina ocenione na dwa kieliszki w kolorze czerwonym to te, które kandydowały do ścisłego finału (redaktorzy przyznają nieoficjalnie, że wiele win nie otrzymuje najwyższej oceny nie ze względu na gorszą jakość, ale brak dostępności).

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania 30 lat Czerwonej Krewetki została wyłączona

300. urodziny Chianti (Classico)

24 września 1716 r. Wielki Książę Florencji Kosma III podpisał edykt o wytyczeniu granic czterech regionów: Chianti, Pomino, Carmignano i Val d’Arno di Sopra. Tę symboliczną datę uznaje się za początek czterech apelacji winiarskich. Najsłynniejsza z nich to oczywiście Chianti Classico.

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Rzecz jasna, gdy Kosma składał swój brzemienny w skutki podpis, nie było jeszcze mowy o klasycznej strefie Chianti. W zamyśle władcy należało jednak objąć ochroną wina produkowane między Florencją a Sieną, konkretnie zaś wokół Raddy, Gaiole i Castelliny tworzących Lega di Chianti (Ligę Chianti), związek polityczno-wojskowy założony w XIV w. przez Republikę Florencką, oraz, częściowo także wina powstałe wokół Greve, włączając te z Panzano. Od tamtej pory nazwa chianti przysługiwała tylko winom pochodzącym z obszaru określonego edyktem smutnego księcia.
Dziś są to (z grubsza) tereny DOCG Chianti Classico – serca winiarskiej Toskanii, z którego płyną w świat z jednej strony wina najbardziej użyteczne i przyjazne stołowi, z drugiej – długowieczne, złożone, stanowiące jedną z najlepszych ekspresji odmiany sangiovese.

ryc. chianticlassico.com

ryc. chianticlassico.com

Dlaczego smutny? Przedostatni z dynastii Medyceuszy, zasiadający na książęcym tronie Florencji aż 53 lata Kosma III nie zapisał się w historii rodu ani miasta złotymi zgłoskami. Przestał uśmiechać się publicznie w wieku 17 lat (dożył osiemdziesiątki), był uznawany za bigota i antysemitę, przede wszystkim jednak za jego rządów Toskania stała się biedną i niewiele znaczącą w Europie krainą. Dziś przypisuje mu się tak naprawdę tylko jedną zasługę – stworzenie zrębów przyszłej winiarskiej apelacji Chianti Classico.

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Czym jest dziś chianti classico?

Status: DOCG (od 1984 r.)

Terytorium: wzgórza między Florencją i Sieną obejmujące całe gminy Castellina in Chianti, Gaiole in Chianti, Greve in Chianti oraz Radda in Chianti oraz część gmin Barberino Val d’Elsa, Castelnuovo Berardenga, Poggibonsi, San Casciano Val di Pesa i Tavarnelle Val di Pesa.

Powierzchnia winnic:
7200 ha

Roczna produkcja: 35 mln butelek

Liczba członków Consorzio Chianti Classico:
580 (w tym 376 butelkuje własne wino)

Odmiany: sangiovese (co najmniej 80%) oraz szczepy lokalne takie jak canaiolio czy colorino, ale też międzynarodowe, jak cabernet sauvignon czy merlot

Typy win


chianti classico
(może trafić na rynek w pierwszym roku po zbiorach)

chianti classico riserva (dojrzewa co najmniej 24 miesiące, w tym min. 3 miesiące w butelkach)

chianti classico gran selezione (wino z gron pochodzących z pojedynczej winnicy bądź selekcji owoców o szczególnych cechach; dojrzewa co najmniej 30 miesięcy, w tym min. 3 miesiące w butelkach)

Więcej o 300. urodzinach Chianti Classico przeczytacie już wkrótce w nowym numerze Magazynu Wino. Opowiadam też o tym w JemRadio.pl (premiera 23.06.2016 o 13:00)

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania 300. urodziny Chianti (Classico) została wyłączona

Sycylijski suplement

W najnowszym Magazynie Wino (3/2016) znajdziecie mój tekst od podróży wzdłuż wschodniego i południowego wybrzeża Sycylii – od Faro, po Marsalę. Tu doradzam co na Sycylii (i z Sycylii) pić.

W kwietniu br. pod Sciakką odbyła się kolejna edycja dorocznej imprezy Sicilia En Primeur. W ciągu trzech dni mieliśmy okazję zdegustować kilkaset win ze wszystkich zakątków wyspy. Skupiłem się, jak zawsze, na szczepach endemicznych i poniżej zamieszczam swoją selekcję, ułożoną właśnie odmianami bądź kupażami.
Tradycyjnie, z białych win sycylijskich najwięcej charakteru pokazuje uprawiane na zboczach Etny carricante. Pośród czerwonych najlepiej wypadły również wina z Etny, ale także wiele nero d’Avola – samo w sobie i w kupażach (zwłaszcza z frappato w DOCG Cerasuolo di Vittoria).
Rocznik 2014 był na Sycylii, jak na Włochy, zupełnie udany, dużo ciekawszy w każdym razie, niż dalej na północy kraju. Innymi słowy – jest co pić. A ja zapraszam także do lektury reportażu w papierowym wydaniu MW.

Winnice wokół Vittorii fot. tpb

Winnice wokół Vittorii fot. tpb

Winiarskie zakupy na Sycylii w 2016 r.

Carricante
Archieri 2015, Etna Bianco, Pietradolce
Il Musmeci 2013, Etna Bianco Superiore, Tenuta di Fessina
Pietradolce 2015, Etna Bianco, Pietradolce
Pietra Marina 2012, Etna Bianco, Benanti
Nerina 2015, Etna Bianco, Girolamo Russo
Carjcanti 2012, Sicilia, Gulfi
Contrada Calderara 2014, Etna Bianco, Cottanera
A ‚Puddara, 2013 Etna Bianco, Tenuta di Fessina
Etna Bianco Superiore 2015, Barone di Villagrande
Etna Bianco 2015, Barone di Villagrande
Etna Bianco 2015, Cottanera
Cavanera Ripa di Scorciavacca 2014, Etna Bianco, Firriato
Arcurìa 2014, Etna Bianco, Graci
Etna Bianco 2015, Graci

Valle dell' Acate fot. tpb

Valle dell’ Acate fot. tpb

Grillo
Zagra Grillo 2015, Sicilia, Valle dell’Acate
Bianco Maggiore 2014, Sicilia, Rallo
Grillo 2015, Sicilia, Feudo Arancio
Grillo 2013, Terre Siciliane, Spadafora
Mozia 2015, Sicilia, Tasca d’Almerita
Lacuba 2014, Sicilia, Rallo
Peloro Bianco 2015, Terre Siciliane, Le Casematte

Marsala
Soleras Vergine Riserva 20 Anni, Rallo
Donna Franca, Florio
Baglio Florio 2000, Florio

Marsala fot. tpb

Marsala fot. tpb

Frappato
Il Frappato 2014, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti
Terre di Giumara Frappato Nerello Mascalese 2014, Terre Siciliane, Caruso & Minini
Il Frappato 2015, Vittoria, Valle dell’Acate
Carolina Marengo Frappato 2012, Terre Siciliane, Feudi di Pisciotto
Belsito Frappato 2014, Vittoria, Terre di Giurfo
Uniku Frappato Passito 2014, Terre Siciliane, Terre di Giurfo
Belsito Frappato 2015, Vittoria, Terre di Giurfo

Nero d’Avola
Neromaccarj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerobaronj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerosanlore’2010, Sicilia, Gulfi
Nerobufaleffj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerojbleo 2010, Sicilia, Gulfi
Siccagno 2013, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti
Kuntàri 2014, Sicilia, Terre di Giurfo
Il Moro 2013, Sicilia, Valle dell’Acate
Versace 2012, Terre Siciliane, Feudi dei Pisciotto
Schietto 2011, Sicilia, Spadafora
Lazisa 2013, Sicilia, Rallo
Harmonium 2013, Sicilia, Firriato
Deliella 2013, Sicilia, Principi di Butera

Na wschód od Trapani fot. tpb

Na wschód od Trapani fot. tpb

Cerasuolo di Vittoria
Cerasuolo di Vittoria Classico 2013, Gulfi
Maskaria 2012, Cerasuolo di Vittoria, Terre di Giurfo
Maskaria (dwie twarze) 2012, Cerasuolo di Vittoria, Terre di Giurfo
Cerasuolo di Vittoria Classico 2013, Valle dell’Acate
Grotte Alte 2012, Cerasuolo di Vittoria Classico, Arianna Occhipinti
Giambattista Valli 2012, Cerasuolo di Vittoria, Feudi di Pisciotto

Nero d’Avola w kupażach
Mille e Una Notte 2011, Sicilia, Donnafugata
Doppiozeta 2012, Noto, Zisola
Martiniano 2010, Sicilia, Tenuta Gatti
C’D’C’ Rosso 2015, Terre Siciliane, Baglio del Christo di Campobello
Rosso del Conte 2012, Contessa Entellina, Tasca d’Almerita
Hedonis 2008, Sicilia, Feudo Arancio
Sedàra 2014, Sicilia, Donnafugata
Noà Tenuta Presti e Pegni 2013,Sicilia, Cusumano

Principi di Butera fot. tpb

Principi di Butera fot. tpb

Nerello mascalese & nerello capucio
Barbabecchi 2013, Sicilia, Graci
San Lorenzo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Feudo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Rovitello 2012, Etna Rosso, Benanti
Feudo di Mezzo 2014, Etna Rosso, Graci
Vigna Barbagalli 2013, Etna Rosso, Pietradolce
Reseca 2010, Sicilia, Gulfi
Nerello Mascalese 2013, Etna Rosso, Benanti
Arcurìa 2014, Etna Rosso, Graci
Faro 2014, Le Casematte
Feudo di Mezzo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Cavanera Rovo delle Coturnie 2012, Etna Rosso, Firriato
Archineri 2013, Etna Rosso, Pietradolce
Il Musmeci 2011, Etna Rosso Riserva,Tenuta di Fessina
Nerello Cappuccio 2013, Terre Siciliane, Benanti
Alta Mora 2014, Etna Rosso, Cusumano
Làvico 2012, Sicilia, Duca di Salaparuta
Mofete 2012, Etna Rosso, Palmento Costanzo
Erse 2014, Etna Rosso, Tenuta di Fessina
Cratere 2011, Sicilia, Terrazze dell’Etna
a Rina 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Peloro Rosso 2014, Terre Siciliane, Le Casematte

Na zboczach Etny fot. tpb

Na zboczach Etny fot. tpb

Nocera
Sicè 2012, Terre Siciliane, Tenuta Gatti

Perricone
Perric.One 2013, Sicilia, Castellucci Miano
Ribeca 2012, Terre Siciliane, Firriato
Sachia Perricone 2014, Terre Siciliane, Caruso & Minini
Maravita 2010, Sicilia, Castellucci Miano
Perricone-Guaranccio 2014, Sicilia, Tasca d’Almerita

Zibibbo
Ben Ryé 2013, Passito di Pantelleria, Donnafugata
Alcova 2008, Passito di Pantelleria, Coste Ghirlanda
Kabir 2015, Moscato di Pantelleria, Donnafugata
Hekate 2012, Terre Siciliane, Feudo Arancio

Heroiczna uprawa zibibbo na Pantellerii fot. tpb

Heroiczna uprawa zibibbo na Pantellerii fot. tpb

Inne
Brut Rosé 2012, Sicilia, Donnafugata (pinot noir)
SP68 Bianco 2014, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti (albanello/moscato)
Vigna di Gabri 2014, Sicilia, Donnafugata (ansconica/sauvignon/viognier)
Bidis Chardonnay 2013, Sicilia, Valle dell’Acate
Chiarandà 2012, Contessa Entellina, Donnafugata (chardonnay)
Pinò 2012, Terre Siciliane, Gulfi (pinot noir)
Leterno Pinot Nero 2013, Terre Siciliane, Feudi di Pisciotto
Tancredi 2011, Sicilia, Donnafugata (cabernet/nero/tannat)

Selekcja na podstawie degustacji Sicilia En Primeur w Sciacce, w kwietniu 2016 r.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Sycylijski suplement została wyłączona