Blue Monday

Dziś, 16 stycznia 2017 roku przypada najbardziej, podobno, dołujący dzień w roku – Blue Monday. Dla poprawienia humoru wygrzebałem tekst mojej audycji z nieistniejącego już Radia PIN sprzed dziewięciu lat. Oby każdy wasz Blue Monday był taki, jak tamten mój, w 2008 r.

W ostatni poniedziałek spiker ogłosił rano w radiu, że właśnie zaczyna się najgorszy dzień w roku. Blue Monday. Nie musiałem wyglądać na dwór. Deszcz równomiernie walący o poliwęglanowy daszek nad moim oknem obudził mnie pół godziny wcześniej. Było prawie ciemno, choć na kuchennym zegarze dawno minęła ósma. Blue Monday…, uśmiechnąłem się i ruszyłem na balkon po macerujące się w pozostałym z ostatniej degustacji pinot noir mięso. How does it feel, to treat me like you do nuciła do mnie wołowina, gdy obsmażałem ją, a potem z wolna dusiłem. When you laid your hands upon me, and told me who you are śpiewało siedem butelek, gdy pionizowałem je i doprowadzałem przez cały dzień do odpowiedniej temperatury. Siedem butelek San Leonardo – legendarnego wina z Vallagariny – które kilkanaście miesięcy temu podarował nam ich twórca, Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga. Siedem różnych roczników: 1990, 91, 3, 5 i 7 oraz 2000, 2001 i 3. Tell me how do I feel, Tell me now, how do I feel.

Ze spokojem słuchałem kolejnych informacji o algorytmach, na podstawie których wyliczono, że właśnie 21 stycznia jest owym fatalnym dniem, ze spokojem chodziłem po deszczowym mieście, wiedziałem, że mój Blue Monday 2008 będzie, z degustacyjnego punktu widzenia, jednym z najlepszych dni w roku.
Skąd ta pewność? Markiz Gonzaga to uroczy starszy pan, w którego spokojnym spojrzeniu kryje się życiowa mądrość i spokój. Spokój, który tak łatwo odnaleźć w winie San Leonardo. Pewność, że przynajmniej nie będzie źle i że Blue Monday nie ma tu nic do rzeczy.
Tenuta San Leonardo istnieje od końca XVIII wieku, jednak dopiero za sprawą Carlo wdarła się czołówki włoskich winiarni. W drugiej połowie minionego stulecia Markiz zasadził na piaszczystych glebach Vallagariny swoje ulubione odmiany: cabernet sauvignon, cabernet franc i merlot dające w rezultacie iście bordoski w stylu kupaż.

Fot. Tenuta San Leonardo

Fot. Tenuta San Leonardo

I rzeczywiście do rasowego bordeaux San Leonardo najbliżej, choć nie o porównywanie z pauillakami, czy saint-julienami tu chodzi. Wino Gonzagi jest bowiem swoiste, indywidualne, jedyne w swoim rodzaju. Nie wymaga porównań, dlatego porównywaliśmy tylko roczniki – idąc od najstarszego (ale tylko teoretycznie, bo rocznik 1990 nie okazał się wcale najstarszy na podniebieniu) do ultra młodego, znajdującego się wciąż w fazie embrionalnej 2003. Dominujące nuty caberneta, swoista żelazawość, czasem ziołowość, aromaty wilgotnych liści, cygar i pudełek po cygarach, papryka i skóra, wszystko to pojawiało się na naszych podniebieniach w różnych konfiguracjach i odcieniach. Piliśmy to samo wino w siedmiu różnych odsłonach, piliśmy w istocie siedem kompletnie różnych win, choć za każdym razem czuć było jedną tę samą rękę winiarza, czuć też było spokojne spojrzenie Markiza. Carlo popatrywał na nas zresztą ze zdjęcia, które zrobiłem mu przed rokiem. Choć w ten sposób chcieliśmy zaprosić go do degustacji, której był przecież sprawcą. Raz podobał się nam bardziej 1990, po kilkunastu minutach 95, a po godzinie 2001. 24 godziny później, już sam oszalałem na punkcie pozostałych w butelce resztek 2003.

Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga fot. tpb

Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga fot. tpb

To wszystko miało jednak znaczenie drugorzędne. W ciągu następnych dni wraz z moimi towarzyszami degustacji przyznaliśmy, że trudno będzie powtórzyć sukces poniedziałkowego wieczoru przez kilka następnych miesięcy, zgromadzić wina, które wstrząsną nami tak bardzo. Na szczęście, by pokonać traumę Blue Monday (a przecież z jakiejś tam perspektywy wiele poniedziałków bywa Blue), nie trzeba od razu przeprowadzać pionowej degustacji San Leonardo. Wystarczy czasem jedna dobra butelka wina, przede wszystkim zaś dobry do niej kompan. Wiem o tym dobrze, bo mam takiego poniedziałkowego przyjaciela, z którym od lat skutecznie pokonujemy wszystkie Blue Mondays roku. Now you know… how do I feel.

O tym roczniku nawet jeszcze nie śniliśmy... © 2015 Ronny Kiaulehn - All rights reseved.

O tym roczniku nawet jeszcze nie śniliśmy… © 2015 Ronny Kiaulehn – All rights reseved.

PS. Markiz Carlo Guerrieri Gonzaga to człowiek bardzo szczodry, który lubi się dzielić się swymi winami. Gdy, podróżując we wrześniu 2015 r. z grupą międzynarodowych dziennikarzy po Trentino, spotkałem go zupełnie przypadkiem ponownie, w jednej z lokalnych restauracji, przysłał nam do stołu butelkę San Leonardo. W międzyczasie Tenuta doczekała się też importera w Polsce – to poznańska firma DELiWINA, która ma na składzie:
Tenuta San Leonardo 2010 (249 zł)
Villa Gresti di San Leonardo 2009 (132 zł)
Terre di San Leonardo 2012 (82 zł)
Vette Gresti di San Leonardo (78 zł)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Najbielszy z chłopców żyje (na Sycylii)

Polak z Niemiec robi wino na Sycylii. Na domiar wszystkiego jest basistą i DJem. Rzecz o styczniowej degustacji win Campisi Marcina Öza w stołecznych „Dyletantach”.

Marcin Öz emigrację ma we krwi. Najpierw, tuż po przyjściu na świat opuścił Toruń, potem, w wieku 10 lat rodzice przeprowadzili go do Berlina. Był 1987 r. Marcin dorastał w cieniu walącego się muru, a potem z wolna jednoczącego się miasta. Skończył szkołę średnią i nawet zapisał się na studia. Na polonistykę – bo było fajne ubezpieczenie. Przeznaczenie miał jednak inne – został tym, kim w alternatywnym Berlinie w okresie transformacji być było najfajniej: muzykiem. Jako 19-latek, pod pseudonimem DJ Highfish zaczął grać w berlińskich klubach house i techno. Wkrótce został rezydentem klubu WMF. W 2003 r. odnalazł się w roli basisty w założonym przez Norwega Erlenda Øye zespole The Whitest Boy Alive grającego bardzo oszczędną, melodyjną muzykę spod znaku indie pop. W 2006 r. wydali płytę „Dreams”, trzy lata później nagraną w Meksyku „Rules”. W 2014 r. The Whitest Boy Alive zawiesili działalność. Marcin liczy, że zbiorą się znów latem tego roku, by uczcić jego 40 urodziny. Na Sycylii.

Marcin Oz w "Dyletantach" fot. tpb

Dyletant u „Dyletantów”
Ze swoimi wąsami i kudłatą czupryną wygląda trochę jak młody Boniek. W dodatku mówi z podobnym jak Zibi, dyskretnym akcentem zdradzającym długą nieobecność w kraju. Siedzimy przy stole zastawionym przekąskami i butelkami w warszawskim wine bistro „Dyletanci” przy Rozbrat 44a. Pijemy sycylijskie grillo, nero d’avola i syrah, choć od muzyki uciec nie sposób. Pierwsze nazywa się The Cure (Friday I’m in Love – to ciekawe, bo TWBA brzmią, zwłaszcza na pierwszej płycie bardziej jak Cure z okresu „Three Imaginery Boys”, a i sam Marcin przyznaje się do fascynacji raczej „17 Seconds” niż „Wish” ), drugie Red Red Wine (Just One Thing Makes Me Forget – szczerze nie lubię UB40 i serwowanie tego kawałka jako ilustracja rozmów o winie zawsze mnie uwiera; to na szczęście jedyny zgrzyt tego mroźnego popołudnia), trzecie – Halleluja (You Really Care for Music, Do Ya? – no, Cohen ok., choć w pierwszej chwili słuchając i patrząc na Marcina spodziewałem się bardziej inspiracji ze strony Happy Mondays). Dość jednak o nazwach. Tak naprawdę gadamy o winie. Bo Marcin jest teraz winiarzem.
10 marca 2012 roku przyjechał na Sycylię. Zamieszkał w starej kamienicy w Ortigii, syrakuzańskiej starówce leżącej na połączonej ze stałym lądem mostami wyspie. I się zachwycił. Tu, na południowo-wschodnim krańcu wyspy poznał Sergio i Marco Mazzarę uprawiających fenomenalne cytryny. Pomyślał, że też byłoby nieźle zostać takim fajnym rolnikiem. Tym bardziej, że przeniesienie wytwórni płytowej Bubbles, którą kierował było bardzo proste – wystarczyło postawić stół i otworzyć laptop.
W dodatku nadarzyła się okazja – od ojca braci Mazzara, wraz z nimi przejął 8-hektarową winnicę pod Pachino, bardzo dziś gorącym na Sycylii miejscu, w sercu rosnącej w siłę i coraz modniejszej apelacji Noto (to tu swoje najlepsze wina robi Gulfi, winnice ma też Planeta – pisałem o tym w Magazynie Wino w nr 3/2016). I tak wychowany w Berlinie Polak zajmujący się graniem elektroniki został posiadaczem parceli obsadzonej 15 lat wcześniej krzewami nero d’avola i syrah. Jak sam mówi – pił dużo wina i dużo czytał. Z kumplami kupili trochę sprzętu i wynajęli do pomocy zawodowego enologa, Michele Beàna. Marcin śmieje się, że stanowią niezły duet – Mr. Bean & Czarodziej z Krainy Oz, ale pochodzący z Friuli Michele to uznany zawodowiec. Na Sycylii doradza m.in. Peterowi Wegnerowi i winiarni COS, a z Frankiem Cornelissenem na Etnie prowadzi próby z dojrzewaniem win w amforach, które sam wytwarza. Öz przyznaje, że w tym zestawieniu jest dyletantem.

fot. Vini Campisi

fot. Vini Campisi



Szlacheckie grillo i nero ze stali

Marcin przywiózł do Warszawy swoje robione pod szyldem Vini Campisi debiutanckie wina, czyli rocznik 2015. Wprawdzie na stole była także butelka Halleluja Syrah 2013, ale to wino tłoczył jeszcze ojciec Mazzara i stylistycznie jest bardzo daleko od tego, co dwa lata później zaproponowali młodzi. Winnica jest uprawiana ekologicznie, a nero d’avola i syrah dojrzewają wyłącznie w stalowych kadziach. Portfolio uzupełnia grillo, które przyjeżdża do Pachino aż spod Palermo. Öz kupuje na razie białe owoce od zaprzyjaźnionego szlachcica, Francesco Spadafory. W sumie Campisi produkuje ok. 30 tys. butelek rocznie. Produkcja powinna wzrosnąć w najbliższych latach do ok. 50 tys.
Wina rozpoczynają fermentację spontanicznie, jednak na razie polski winiarz czuje się zbyt mało doświadczony, by prowadzić cały proces wyłącznie na drożdżach nieselekcjonowanych. A efekty?

The Cure Grillo 2015, Terre Siciliane, Campisi (12%)

Cena: 75 zł
Miękki, cytrusowy, czysty, lekko piaskowy nos. Usta dość oleiste, ładnie kwasowe, z wyraźną goryczkową nutą skórki grejpfruta. Niezbyt długie, ale z przyjemną nutą mineralną w końcówce. Świeże i bardzo smaczne. (bardzo dobre)

2017-01-05-17-37-24

Red Red Wine Nero d’Avola 2015, Terre Siciliane, Campisi (13%)
Cena: 81 zł
Pieprzny, lekki, ziemisty, może bardziej żwirowy nos. Soczysty, wiśniowy, mineralny. Usta znakomicie zrównoważone, lekkie, śliwkowo-wiśniowe, z dobrą nutą kwasową. Napięte, mineralne, pełne oddechu, świeże, eleganckie wino. (bardzo dobre/znakomite)

2017-01-05-16-56-36

Halleluja Syrah 2015, Terre Siciliane, Campisi (13,5%)
Cena: 90 zł
Świeże, owocowo-żwirowe, soczyste i bardzo radosne wino. Usta pikantne, pieprzne, swoiście lekkie, żywe, ze znakomitą kwasowością. Nasycone owocem, przestrzenne, długie i młodzieńczo urocze. Klasa. (znakomite)

2017-01-05-17-12-20

Wszystkie wina Marcina Öza cechuje niebywała pijalność i otwartość. Nero i syrah to dobrzy reprezentanci stylu Nowej Sycylii, naturalizującej, lekkiej, robionej bez beczki, z dużą dbałością o świeżość owocu, nieprzesadnie ekstrahowanej. Jest w nich nastrój, jaki odnajduję w piosenkach TWBA. Jedno jest pewne – na kolejny rocznik Campisi trzeba czekać tylko rok, na nowe nagrania najbardziej białego z chłopców pewnie dużo dłużej.

Importerem win Vini Campisi jest Winoblisko.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Pierwszy łyk: w ciemno raz!

Nie znoszę degustacji w ciemno. Tak, wiem, to duża część mojego zawodowego życia. Nie ma innej szansy na sprawiedliwe ocenienie win na konkursach czy podczas paneli degustacyjnych. Trudno o obiektywizm, gdy znamy producenta i choćby podświadomie kierujemy się przy ferowaniu wyników sympatią bądź antypatią wobec winiarza, apelacji lub regionu.

Wielokrotnie przekonywałem się o zasadności degustacji w ciemno. Wiele lat temu, w czasie panelu degustacyjnego Magazynu Wino gościliśmy pewnego znanego wówczas importera win. Ten zastrzegał się, że jego obecność w czasie próby nie ma sensu, bo doskonale zna wszystkie swoje wina i rozpozna je – w ciemno czy w jasno. Mylił się zawsze o jedną butelkę, wychwalając konkurencję i mieszając z błotem własne flaszki. Pewnego razu wyznający zasadę blind tasting never lies Wojtek Bońkowski podał nam bez uprzedzenia, najpierw w jasno, a potem w ciemno jedno z czołowych i ukochanych przez nas win portugalskich. Efekt był przewidywalny: achy i ochy w jasno, sporo powściągliwości w ciemno. A degustowaliśmy to samo wino, z tej samej butelki, obie próby dzieliła zaś może godzina. No i co? Dalej degustacji w ciemno nie znoszę.

fot. tpb

Wino zawsze jest dla mnie częścią szerszego kontekstu. Lubię skojarzyć fakty, odczytać charakterystyczne (albo zaskakujące, oryginalne) smaki w odniesieniu do lokalizacji winnicy, typowości regionu czy apelacji, wreszcie – temperamentu winiarza. To część pewnej układanki, w której sam zapach i smak są tylko elementami, które należy czytać pamiętając o pozostałych.
A jednak – dałem się namówić. W doborowym, choć przypadkowym gronie degustatorów, w dniu swych urodzin, wziąłem udział w organizowanych przez zacny francuski tytuł La Revue du Vin de France Mistrzostwach Świata w Degustacji w Ciemno. I tak jakoś wyszło, że… wraz z kilkoma kompanami reprezentowałem Polskę.

Akcja filmu toczy się na Lazurowym Wybrzeżu, październikowe słońce błyska w odległym morzu. Wokół świetnie przygotowane, zgrane zespoły, nierzadko w narodowych barwach, zawczasu przygotowanych jednolitych trykotach. W teamie francuskim sami mistrzowie kraju, do drużyny szwedzkiej aplikowało podobno kilka tysięcy osób. Są przedstawiciele niemal wszystkich najważniejszych krajów produkujących wino. My widzimy się w pełnym składzie może raz trzeci w życiu i choć wszystkie te trzy razy polegały na miłym piciu dobrych win, trudno mówić o jakimkolwiek profesjonalnym treningu. Biało-czerwona powiewa na stoliku, a doświadczony sommelier nalewa już pierwszą z dwunastu próbek. Na każdą mamy ok. 20 minut. Rozstrzał propozycji jest z początku potężny. A trzeba rozpoznać odmianę, kraj, apelację, region i, jak się da, producenta. Idzie nam dobrze z rieslingiem i sangiovese, nie potrafimy jednak pozbyć się bagażu wiedzy i kontekstu – jesteśmy na południu Francji, może zatem jakiś bandol, a jeśli tak, to stary; wino wygląda rzeczywiście na co najmniej 15 lat, choć Zbyszek obstawia nawet 20 (potem okaże się, że flaszka miała zaledwie kilka lat, ale ewidentnie była źle przechowywana – czy inni dostali to samo wino w podobnej kondycji – tego nigdy się nie dowiemy).

fot. tpb

A potem już szampan na tarasie i, po kilkudziesięciu minutach, wyniki. Na ostatnim, 21. miejscu Monako – fajna ekipa, dobrze się bawią i nie wyglądają na zmartwionych. Jurorzy wymieniają kolejne kraje, a nas wciąż nie ma. Przy jedenastym wiadomo, że będziemy w pierwszej dziesiątce. W końcu jest – dziewiąte miejsce! Właściwie sukces – pokonaliśmy Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Węgrów, Szwajcarów, a więc specjalistów od wina; a także bardzo mocnych przed rokiem, wytrenowanych Szwedów. Ale apetyt rósł. Przez głupie kalkulacje straciliśmy punkty, które pozwoliłyby zepchnąć Finów z siódmej pozycji. Na drugim miejscu Francja, zwyciężają… Chińczycy! Koniec świata.

To trzeba było rozpoznać... fot. tpb

W czasie zawodów takich jak te, degustator staje przed całą swoją wiedzą i niewiedzą. Chwyta się skrawków pamięci, ulega autosugestii, albo sugestii kolegów z drużyny. Nie ma prostych rozwiązań i encyklopedycznych aromatów (choć trzeba przyznać, że organizatorzy trzymali się kręgu odmian i regionów raczej znanych), zawsze są jakieś skazy i nieoczywistości. W takiej sytuacji łatwiej przypomnieć sobie zapach u rzeźnika na Świerczewskiego w 1978, niż to jak pachnie grenache. Ale zabawa jest, muszę przyznać, przednia. No właśnie – zabawa. Dalej nie znoszę degustacji w ciemno.

Tekst ukazał się w numerze 6/2017 Magazynu Wino

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Skomentuj

30 lat Czerwonej Krewetki

Wydawany przez Gambero Rosso słynny przewodnik po włoskich winach Vini d’Italia obchodzi właśnie 30-lecie istnienia. O tym, że to wciąż najbardziej wpływowa publikacja winiarska Italii mogłem przekonać się w sobotę, 29 października stając oko w oko z ponad czterema setkami producentów, którzy przyjechali do Rzymu odebrać nagrody Tre Bicchieri (trzy kieliszki) przyznane przez Gambero czołowym winom Włoch.

To duża przyjemność zobaczyć w jednym miejscu tak wiele znajomych twarzy, nawet jeśli na dłuższą rozmowę, w chaosie towarzyszącym wielkiej imprezie, brakuje czasu. Ceremonia wręczenia nagród miała miejsce w Auditorium del Massimo położonym w kompleksie EUR, który pod koniec lat 1930. Benito Mussolini kazał wybudować z myślą o wystawie światowej w 1942, a który po II wojnie światowej przekształcono w biznesowe centrum stolicy Włoch na wzór paryskiej La Défence.

vini-italia-2017-del-gambero-rosso-bellavista-cantina-dell-anno

Do Rzymu przyjechałem w skromnym gronie kilku zagranicznych dziennikarzy by wziąć udział w specjalnych degustacjach zorganizowanych przy okazji obchodów rocznicy przewodnika, ale też by wręczyć nagrody specjalne, jakie oprócz Tre Bicchieri przyznaje Gambero Rosso. I tak, przyszło nam spędzić półtorej godziny na scenie, w świetle reflektorów, twarzą w twarz z tuzami włoskiego winiarstwa. Przypadł mi w udziale honor wręczenia nagrody dla Najlepszego Winogrodnika Roku, którym został Aimone Vio z liguryjskiej winiarni BioVio, przy okazji zdobywca trzech kieliszków za swoje Pigato Bon I Da Bon 2015. Skłoniło mnie to do refleksji, którą podzieliłem się z zebranymi w audytorium gośćmi: Vini d’Italia był dla mnie zawsze przede wszystkim przewodnikiem po mniej znanych regionach winiarskich Włoch. Wiedza o tym, kto robi najlepsze wina w Piemoncie, Toskanii czy Veneto jest powszechnie dostępna. O kogo jednak pytać w Kalabrii, Molise czy choćby w Ligurii? Podpowiedzi czerwonej krewetki były tu zwykle niezawodne.

Zespół Gambero Rosso w komplecie fot. Dmitry Macleod-Fedotoff

Po ceremonii wręczenia nagród przenieśliśmy się do pobliskiego hotelu na maraton degustacyjny wszystkich (!) 429 win, które uzyskały najwyższą ocenę w tym roku – wspomniane trzy kieliszki. Wybrano je z olbrzymiego grona 22 tysięcy zdegustowanych przez krytyków przewodnika win.
Już w czasie poprzedzającego degustację lunchu z winiarzami miałem okazję spróbować wyróżnionych tre bicchieri rzadkich win jak Madre 2014 Italo Cescona z niecieszącej się przecież wielką sławą krzyżówki Manzoni czy kalabryjskie pecorello z Val di Noto Grisara od Ceraudo (o kilku rewelacyjnych fiano z Kampanii nie wspominając). Potem trzeba było dokonać selekcji. Udało się spróbować może 20 proc. wystawionych do degustacji win, co i tak kosztowało mnie mnóstwo zdrowia. Na szczęście poprzedzające rozdanie nagród dwa dni w towarzystwie redakcji Gambero Rosso obfitowały w prowadzone dużo spokojniej i dogłębniej degustacje. Napiszę o nich już wkrótce.

Z tą opaską można było spróbować 429 najlepszych włoskich win fot. tpb

Tymczasem szykujcie się na spotkanie z najlepszymi winami włoskimi – w piątek, 25 listopada Gambero Rosso zawita ze swoim dorocznym Road Show także do Warszawy (16:00 – 19:00, Hotel Bristol).

Nagrody specjalne przewodnika Vini d’Italia 2017

Czerwone wino roku
Muro Sant’Angelo Contrada Barbatto Primitivo 2013, Gioia del Colle, Chiaromonte

Białe wino roku
Misco 2015, Verdicchio dei Castelli di Jesi Classico Superiore, Tenuta di Tavignano

Wino musujące roku
Giustino B. 2015, Valdobbiadene Extra Dry, Ruggeri

Wino słodkie roku
Tal Lùc Cuvée Speciale, Lis Neris

Winiarnia roku
Bellavista (Franciacorta)

Najlepsza relacja jakości do ceny
Pecorino 2015, Tiberio

Winogrodnik roku
Aimone Vio – BioVio (Liguria)

Wschodząca gwiazda
Istine (Chianti Classico)

Nagroda za prowadzenie winogrodnictwa zrównoważonego
Roccafiore (Umbria)

Gambero Rosso pojawił się po raz pierwszy 16.12.1986 r. jako 8-stronicowy dodatek do dziennika Il manifesto, a wydał go Stefano Bonilli ze środowiska protoplastów ruchu Slow Food. Nazwa (czerwone krewetka) nawiązywała do karczmy z powieści „Pinokio”, w której spotykali się Lis i Kot.
W 1987 r. Gambero Rosso wydało pierwszy przewodnik po winach włoskich, „Vini d’Italia”. Do 2010 r. przewodnik był publikowany pod szyldem Slow Food. W roku 1990 wydano pierwszy przewodnik GR po restauracjach, w 1999 r. powstał kanał telewizyjny, a w 2002 otwarto w Rzymie Città del gusto (Miasto smaku), kompleks obejmujący studia TV, szkołę gotowania, wine bar i centrum edukacyjne. Dziś na terenie Włoch działają cztery Miasta smaku: w Rzymie, Neapolu, Katanii i Palermo.
Vini d’Italia wydawany w języku włoskim, angielskim i niemieckim przedstawia co roku oceny wyselekcjonowanych ponad 20 tysięcy win od blisko 2,5 tysiąca producentów. Już samo znalezienie się w przewodniku jest wyróżnieniem. Wina dostają jedną trzech ocen: jeden kieliszek (dobre), dwa (bardzo dobre) i trzy (znakomite, światowej klasy). Wina ocenione na dwa kieliszki w kolorze czerwonym to te, które kandydowały do ścisłego finału (redaktorzy przyznają nieoficjalnie, że wiele win nie otrzymuje najwyższej oceny nie ze względu na gorszą jakość, ale brak dostępności).

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania 30 lat Czerwonej Krewetki została wyłączona

300. urodziny Chianti (Classico)

24 września 1716 r. Wielki Książę Florencji Kosma III podpisał edykt o wytyczeniu granic czterech regionów: Chianti, Pomino, Carmignano i Val d’Arno di Sopra. Tę symboliczną datę uznaje się za początek czterech apelacji winiarskich. Najsłynniejsza z nich to oczywiście Chianti Classico.

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Rzecz jasna, gdy Kosma składał swój brzemienny w skutki podpis, nie było jeszcze mowy o klasycznej strefie Chianti. W zamyśle władcy należało jednak objąć ochroną wina produkowane między Florencją a Sieną, konkretnie zaś wokół Raddy, Gaiole i Castelliny tworzących Lega di Chianti (Ligę Chianti), związek polityczno-wojskowy założony w XIV w. przez Republikę Florencką, oraz, częściowo także wina powstałe wokół Greve, włączając te z Panzano. Od tamtej pory nazwa chianti przysługiwała tylko winom pochodzącym z obszaru określonego edyktem smutnego księcia.
Dziś są to (z grubsza) tereny DOCG Chianti Classico – serca winiarskiej Toskanii, z którego płyną w świat z jednej strony wina najbardziej użyteczne i przyjazne stołowi, z drugiej – długowieczne, złożone, stanowiące jedną z najlepszych ekspresji odmiany sangiovese.

ryc. chianticlassico.com

ryc. chianticlassico.com

Dlaczego smutny? Przedostatni z dynastii Medyceuszy, zasiadający na książęcym tronie Florencji aż 53 lata Kosma III nie zapisał się w historii rodu ani miasta złotymi zgłoskami. Przestał uśmiechać się publicznie w wieku 17 lat (dożył osiemdziesiątki), był uznawany za bigota i antysemitę, przede wszystkim jednak za jego rządów Toskania stała się biedną i niewiele znaczącą w Europie krainą. Dziś przypisuje mu się tak naprawdę tylko jedną zasługę – stworzenie zrębów przyszłej winiarskiej apelacji Chianti Classico.

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Czym jest dziś chianti classico?

Status: DOCG (od 1984 r.)

Terytorium: wzgórza między Florencją i Sieną obejmujące całe gminy Castellina in Chianti, Gaiole in Chianti, Greve in Chianti oraz Radda in Chianti oraz część gmin Barberino Val d’Elsa, Castelnuovo Berardenga, Poggibonsi, San Casciano Val di Pesa i Tavarnelle Val di Pesa.

Powierzchnia winnic:
7200 ha

Roczna produkcja: 35 mln butelek

Liczba członków Consorzio Chianti Classico:
580 (w tym 376 butelkuje własne wino)

Odmiany: sangiovese (co najmniej 80%) oraz szczepy lokalne takie jak canaiolio czy colorino, ale też międzynarodowe, jak cabernet sauvignon czy merlot

Typy win


chianti classico
(może trafić na rynek w pierwszym roku po zbiorach)

chianti classico riserva (dojrzewa co najmniej 24 miesiące, w tym min. 3 miesiące w butelkach)

chianti classico gran selezione (wino z gron pochodzących z pojedynczej winnicy bądź selekcji owoców o szczególnych cechach; dojrzewa co najmniej 30 miesięcy, w tym min. 3 miesiące w butelkach)

Więcej o 300. urodzinach Chianti Classico przeczytacie już wkrótce w nowym numerze Magazynu Wino. Opowiadam też o tym w JemRadio.pl (premiera 23.06.2016 o 13:00)

fot. chianticlassico.com

fot. chianticlassico.com

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania 300. urodziny Chianti (Classico) została wyłączona

Sycylijski suplement

W najnowszym Magazynie Wino (3/2016) znajdziecie mój tekst od podróży wzdłuż wschodniego i południowego wybrzeża Sycylii – od Faro, po Marsalę. Tu doradzam co na Sycylii (i z Sycylii) pić.

W kwietniu br. pod Sciakką odbyła się kolejna edycja dorocznej imprezy Sicilia En Primeur. W ciągu trzech dni mieliśmy okazję zdegustować kilkaset win ze wszystkich zakątków wyspy. Skupiłem się, jak zawsze, na szczepach endemicznych i poniżej zamieszczam swoją selekcję, ułożoną właśnie odmianami bądź kupażami.
Tradycyjnie, z białych win sycylijskich najwięcej charakteru pokazuje uprawiane na zboczach Etny carricante. Pośród czerwonych najlepiej wypadły również wina z Etny, ale także wiele nero d’Avola – samo w sobie i w kupażach (zwłaszcza z frappato w DOCG Cerasuolo di Vittoria).
Rocznik 2014 był na Sycylii, jak na Włochy, zupełnie udany, dużo ciekawszy w każdym razie, niż dalej na północy kraju. Innymi słowy – jest co pić. A ja zapraszam także do lektury reportażu w papierowym wydaniu MW.

Winnice wokół Vittorii fot. tpb

Winnice wokół Vittorii fot. tpb

Winiarskie zakupy na Sycylii w 2016 r.

Carricante
Archieri 2015, Etna Bianco, Pietradolce
Il Musmeci 2013, Etna Bianco Superiore, Tenuta di Fessina
Pietradolce 2015, Etna Bianco, Pietradolce
Pietra Marina 2012, Etna Bianco, Benanti
Nerina 2015, Etna Bianco, Girolamo Russo
Carjcanti 2012, Sicilia, Gulfi
Contrada Calderara 2014, Etna Bianco, Cottanera
A ‚Puddara, 2013 Etna Bianco, Tenuta di Fessina
Etna Bianco Superiore 2015, Barone di Villagrande
Etna Bianco 2015, Barone di Villagrande
Etna Bianco 2015, Cottanera
Cavanera Ripa di Scorciavacca 2014, Etna Bianco, Firriato
Arcurìa 2014, Etna Bianco, Graci
Etna Bianco 2015, Graci

Valle dell' Acate fot. tpb

Valle dell’ Acate fot. tpb

Grillo
Zagra Grillo 2015, Sicilia, Valle dell’Acate
Bianco Maggiore 2014, Sicilia, Rallo
Grillo 2015, Sicilia, Feudo Arancio
Grillo 2013, Terre Siciliane, Spadafora
Mozia 2015, Sicilia, Tasca d’Almerita
Lacuba 2014, Sicilia, Rallo
Peloro Bianco 2015, Terre Siciliane, Le Casematte

Marsala
Soleras Vergine Riserva 20 Anni, Rallo
Donna Franca, Florio
Baglio Florio 2000, Florio

Marsala fot. tpb

Marsala fot. tpb

Frappato
Il Frappato 2014, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti
Terre di Giumara Frappato Nerello Mascalese 2014, Terre Siciliane, Caruso & Minini
Il Frappato 2015, Vittoria, Valle dell’Acate
Carolina Marengo Frappato 2012, Terre Siciliane, Feudi di Pisciotto
Belsito Frappato 2014, Vittoria, Terre di Giurfo
Uniku Frappato Passito 2014, Terre Siciliane, Terre di Giurfo
Belsito Frappato 2015, Vittoria, Terre di Giurfo

Nero d’Avola
Neromaccarj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerobaronj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerosanlore’2010, Sicilia, Gulfi
Nerobufaleffj 2010, Sicilia, Gulfi
Nerojbleo 2010, Sicilia, Gulfi
Siccagno 2013, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti
Kuntàri 2014, Sicilia, Terre di Giurfo
Il Moro 2013, Sicilia, Valle dell’Acate
Versace 2012, Terre Siciliane, Feudi dei Pisciotto
Schietto 2011, Sicilia, Spadafora
Lazisa 2013, Sicilia, Rallo
Harmonium 2013, Sicilia, Firriato
Deliella 2013, Sicilia, Principi di Butera

Na wschód od Trapani fot. tpb

Na wschód od Trapani fot. tpb

Cerasuolo di Vittoria
Cerasuolo di Vittoria Classico 2013, Gulfi
Maskaria 2012, Cerasuolo di Vittoria, Terre di Giurfo
Maskaria (dwie twarze) 2012, Cerasuolo di Vittoria, Terre di Giurfo
Cerasuolo di Vittoria Classico 2013, Valle dell’Acate
Grotte Alte 2012, Cerasuolo di Vittoria Classico, Arianna Occhipinti
Giambattista Valli 2012, Cerasuolo di Vittoria, Feudi di Pisciotto

Nero d’Avola w kupażach
Mille e Una Notte 2011, Sicilia, Donnafugata
Doppiozeta 2012, Noto, Zisola
Martiniano 2010, Sicilia, Tenuta Gatti
C’D’C’ Rosso 2015, Terre Siciliane, Baglio del Christo di Campobello
Rosso del Conte 2012, Contessa Entellina, Tasca d’Almerita
Hedonis 2008, Sicilia, Feudo Arancio
Sedàra 2014, Sicilia, Donnafugata
Noà Tenuta Presti e Pegni 2013,Sicilia, Cusumano

Principi di Butera fot. tpb

Principi di Butera fot. tpb

Nerello mascalese & nerello capucio
Barbabecchi 2013, Sicilia, Graci
San Lorenzo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Feudo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Rovitello 2012, Etna Rosso, Benanti
Feudo di Mezzo 2014, Etna Rosso, Graci
Vigna Barbagalli 2013, Etna Rosso, Pietradolce
Reseca 2010, Sicilia, Gulfi
Nerello Mascalese 2013, Etna Rosso, Benanti
Arcurìa 2014, Etna Rosso, Graci
Faro 2014, Le Casematte
Feudo di Mezzo 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Cavanera Rovo delle Coturnie 2012, Etna Rosso, Firriato
Archineri 2013, Etna Rosso, Pietradolce
Il Musmeci 2011, Etna Rosso Riserva,Tenuta di Fessina
Nerello Cappuccio 2013, Terre Siciliane, Benanti
Alta Mora 2014, Etna Rosso, Cusumano
Làvico 2012, Sicilia, Duca di Salaparuta
Mofete 2012, Etna Rosso, Palmento Costanzo
Erse 2014, Etna Rosso, Tenuta di Fessina
Cratere 2011, Sicilia, Terrazze dell’Etna
a Rina 2014, Etna Rosso, Girolamo Russo
Peloro Rosso 2014, Terre Siciliane, Le Casematte

Na zboczach Etny fot. tpb

Na zboczach Etny fot. tpb

Nocera
Sicè 2012, Terre Siciliane, Tenuta Gatti

Perricone
Perric.One 2013, Sicilia, Castellucci Miano
Ribeca 2012, Terre Siciliane, Firriato
Sachia Perricone 2014, Terre Siciliane, Caruso & Minini
Maravita 2010, Sicilia, Castellucci Miano
Perricone-Guaranccio 2014, Sicilia, Tasca d’Almerita

Zibibbo
Ben Ryé 2013, Passito di Pantelleria, Donnafugata
Alcova 2008, Passito di Pantelleria, Coste Ghirlanda
Kabir 2015, Moscato di Pantelleria, Donnafugata
Hekate 2012, Terre Siciliane, Feudo Arancio

Heroiczna uprawa zibibbo na Pantellerii fot. tpb

Heroiczna uprawa zibibbo na Pantellerii fot. tpb

Inne
Brut Rosé 2012, Sicilia, Donnafugata (pinot noir)
SP68 Bianco 2014, Terre Siciliane, Arianna Occhipinti (albanello/moscato)
Vigna di Gabri 2014, Sicilia, Donnafugata (ansconica/sauvignon/viognier)
Bidis Chardonnay 2013, Sicilia, Valle dell’Acate
Chiarandà 2012, Contessa Entellina, Donnafugata (chardonnay)
Pinò 2012, Terre Siciliane, Gulfi (pinot noir)
Leterno Pinot Nero 2013, Terre Siciliane, Feudi di Pisciotto
Tancredi 2011, Sicilia, Donnafugata (cabernet/nero/tannat)

Selekcja na podstawie degustacji Sicilia En Primeur w Sciacce, w kwietniu 2016 r.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Sycylijski suplement została wyłączona

Słońce nad Janowcem

Święto Wina w Janowcu to od lat jedna z najlepiej zorganizowanych imprez z polskim winem jako tematem przewodnim. I tym razem nie było inaczej. W czasie degustacji 31 lokalnych win siedmiu z nich przyznaliśmy Kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły.

Widok na rozległą Dolinę Wisły z wapiennej skarpy górująca nad Janowcem jest dla mnie od lat wystarczającym powodem, by pod koniec maja, jeśli tylko mogę, pojawić się w tym zakątku południowo-wschodniego Mazowsza (nawet, jeśli dziwnym trafem administracyjnie ten skrawek ziemi na lewym brzegu Wisły należy do Lubelskiego). Z dala od zatłoczonego, ocierającego się o kicz Kazimierza, po drugiej stronie rzeki, w dosłownie romantycznych ruinach zamku Firlejów odbywa się huczna winiarska fiesta. Raz zagra Voo Voo, raz zaśpiewa koło gospodyń wiejskich, wszystko to jednak pozostaje wyłącznie tłem dla spotkania z lokalnymi winiarzami. Większość z setek przyjeżdżających do Janowca gości to świadomi winopijcy, którzy wiedzą po co tu są. I traktowani są poważnie.

Zamek Firlejów, czyli romantyczna sceneria Święta Wina w Janowcu fot. tpb

Zamek Firlejów, czyli romantyczna sceneria Święta Wina w Janowcu fot. tpb

W tym roku w Święcie udział wzięło dziewięć lokalnych (z Małopolskiego Przełomu Wisły, jak nazywa się region winiarski miedzy Annopolem, a Kozienicami) winiarni: Bochotnica, Las Stocki, Maja, Małe Dobre, Mały Młynek, Modła, Oblassy Księże, Rzeczyca, Solaris i Wieczorków. Zabrakło ewidentnej gwiazdy, Domu Bliskowice, co było sporym rozczarowaniem, zwłaszcza wobec świetnej prasy, jaka ma ich najnowsze wino Johanniter Ultra 2015 i w ogóle wina z ostatniego rocznika. Nie było też Dworu Sanna i kilku innych winiarzy – szkoda, bo MPW jawił się zawsze jako najlepiej zintegrowany region winiarski w Polsce.

Nie było też win Wojciecha Włodarczyka z winnicy Pańska Góra z Podgórza. Nieobecny jest jednak usprawiedliwiony. Winnica na kamienistym płaskowyżu ponad Podgórzem jest w gruntownej przebudowie. Po latach eksperymentów pionier MPW postawił na Vitis viniferę, co jest nad Wisłą swoistym znakiem czasu. Nam pozostaje poczekać kilka lat na pierwsze wina ze świeżo posadzonej winnicy.

Konwersja na viniferę staje się w MPW faktem fot. tpb

Konwersja na viniferę staje się w MPW faktem fot. tpb

Na sukces odbywającej się od 2009 r. imprezy składa się wiele czynników, z których najważniejszy to niesłabnący zapał producentów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły i jego twórcy i prezesa, wspomnianego wyżej Wojciecha Włodarczyka. Niezwykłe jest oczywiście miejsce – dziedziniec ruin Firlejowskiego zamku i wspomniana przeze mnie na początku skarpa. Wreszcie sam region. Gdy blisko dekadę temu, na jednym z pierwszych Konwentów Polskich Winiarzy ktokolwiek pokazywał wina, które miały jakiś regionalny rys, byli to właśnie producenci z okolic Kazimierza i Janowca.

Z drugiej jednak strony, jeśli w czasie tegorocznego Święta Wina w Janowcu czegoś zabrakło, to właśnie regionalnego rysu w degustowanych winach. Miałem przyjemność i honor udziału w komisji, której zadaniem było przyznanie Karty Winnic MPW. Co to takiego? Znaczenie Karty dobrze wyjaśnia preambuła: Mając za cel tworzenie jak najlepszego wina oddającego charakter gleby i klimatu naszego regionu, członkowie Stowarzyszenia Winiarzy Małopolskiego Przełomu Wisły przyjęli 22.11.2008 roku na Zamku w Janowcu poniższą Kartę jako zbiór zasad określających charakter
produkowanych przez siebie win i standardy ich jakości. […]Jest to pierwszy krok w kierunku uzyskania dla tych win chronionego oznaczenia geograficznego lub chronionej nazwy pochodzenia, zgodnie z przepisami UE w sprawie wspólnej organizacji rynku wina.

Tymczasem pośród 31 przedstawionych do oceny win było wszystko, ale nie wspólny mianownik, zespół kilku choćby cech wspólnych dla większej części próbek. Być może zadanie jest zbyt ambitne. Region rozpościera się na odcinku ponad 100 km, obejmuje różne typy gleb, jeśli zaś chodzi o odmiany, winiarze mają wybór od Sasa do Lasa: hybrydy i vinifery, białe i czerwone, takie, śmakie, owakie. Wraz z Izą Kamińską i Wojciechem Bońkowskim z Winicjatwy mieliśmy więc zadanie trudne i ostatecznie skupiliśmy się raczej na jakości win, niż ich typowości, o której trudno po prostu mówić. (Swoją drogą warto podkreślić fakt, że winiarze z MPW oddają przyznanie Kart niezależnej komisji degustacyjnej spoza regionu).

Winnica Modła & Przyjaciele cieszą się z trzech Kart Winnic MPW fot. tpb

Winnica Modła & Przyjaciele cieszą się z trzech Kart Winnic MPW fot. tpb

W czasie degustacji zdecydowaliśmy się ostatecznie przyznać Kartę Małopolskiego Przełomu Wisły dziewięciu winom, których listę przedstawiam poniżej. Ich różnorodność oddaje charakter degustacji. Mamy wśród wybrańców wina całkowicie wytrawne i otwarcie zaokrąglone cukrem resztkowym, a wręcz półsłodkie. Są hybrydy i vinifery (tych coraz więcej), świetny, bladziutki świeży różowy zweigelt trochę w stylu prowansalskim i zupełnie niezłe, szczere, nastawione na owoc i świeżość wina czerwone (lżejszy Roesler, bardziej skoncentrowane Cuvée z Modły).
Gwiazdą tegorocznego Święta Wina w Janowcu została Winnica Modła założona w 2010 r. przez Tomasza Stolę w Ostrowcu Świętokrzyskim, a więc poza głównym szlakiem MPW (ponad 30 km na zachód od Wisły). Kartę Winnic dostały aż trzy wina i to we wszystkich kolorach – wszystkie zrobione z odmian Vitis vinifera: aromatyczne półsłodkie białe bouvier, różowy zweigelt i czerwony kupaż caberneta sauvignon, merlota, blaufränkischa i pinot noir z ledwie domieszką hybrydy léon millot. Wydaje się, że przejście na viniferę to ważna tendencja w MPW, a sukcesy win z odmian szlachetnych pokazują, że kierunek to słuszny.
Modła wystąpiła wsparta przez grupę blisko 30 ubranych w błękitne, firmowe koszulki przyjaciół, którzy wspierają właścicieli w zbiorach i produkcji.

Wina, które otrzymały Kartę Winnic MPW 2016 fot. tpb

Wina, które otrzymały Kartę Winnic MPW 2016 fot. tpb

Sam czekam na kolejne wina znad Wisły, część z nich chętnie odłożyłbym do piwnicy, bo pozakonkursowe próby bardziej dojrzałych win pokazały, że jest w MPW taki potencjał. Za rok zaś zrobię wszystko, by do Janowca znów dotrzeć. Spotykamy się 27 maja 2017 r.

Kartę Winnic Małopolskiego Przełomu Wisły otrzymały:

Wina białe:
Seyval Blanc 2015, Oblassy Księże
Pinot Blanc 2015, Maja
T[raminer] 2015, Rzeczyca
Buwjer półsłodkie 2015, Modła
Muscaris półsłodkie 2015, Solaris

Wino różowe:
Młody Cfajgeld 2015, Modła

Wina czerwone:
Roesler 2015, Maja
Cortez 2015, Solaris
Cuvée czerwone 2015, Modła

Tymczasem nad Wisłą... fot. tpb

Tymczasem nad Wisłą… fot. tpb

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Słońce nad Janowcem została wyłączona

Pietras znów mistrzem

Piotr Pietras obronił tytuł Mistrza Polski Sommelierów. Champion nie miał jednak łatwo.

Wydawało się, że po kwietniowym sukcesie w Mendozie, gdzie Pietras zdobył jako pierwszy w historii Polak zaszczytne 10. miejsce w Mistrzostwach Świata Sommelierów, triumf na krajowym podwórku będzie czystą formalnością. I rzeczywiście, Piotr wygrał sobotnie mistrzostwa zdecydowanie, jednak nie przyszło mu to łatwo, a jego największym przeciwnikiem zdawał się być on sam.

Młoda fala
To były rekordowe mistrzostwa – zarówno jeśli chodzi o liczbę uczestników (24), rozbudowaną formę finału, ale też zainteresowanie jakie wzbudziły. W sali balowej hotelu Regent w Warszawie zebrało się w sobotnie popołudnie 14 maja grubo ponad 100 osób, które śledziły na żywo toczący się na scenie finałowy pojedynek.

Wcześniej, w eliminacjach wszyscy zawodnicy zmagali się z degustacją w ciemno win i destylatów, łączeniem wina z potrawami, obsługą gości i jak zawsze arcytrudnym testem teoretycznym. Do finału awansowało trzech najlepszych: Maciej Sokołowski z wine baru Roberta Mielżyńskiego w Poznaniu, Marek Przyborek pracujący na co dzień w renomowanej restauracji Northcote w hrabstwie Lancashire w północno-zachodniej Anglii oraz obrońca tytułu z 2015 r. Piotr Pietras, head sommelier w gwiazdkowej restauracji Launceston Place, w londyńskim South Kensington.

Piotr Pietras serwuje szampana fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Piotr Pietras serwuje szampana fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Zanim o finale, najpierw o tych co odpadli. Tym razem nie udało się wedrzeć do czołowej trójki kilku najlepszym polskim sommelierom, byłym triumfatorom Mistrzostw Polski, bądź ich finalistom. Trudno mieć im to za złe – ci najlepsi święcą zawodowe sukcesy w restauracjach, w których pracują. Sukcesy okupione ciężką pracą, czego najlepszym przykładem jest Paweł Demianiuk, kilkukrotny triumfator i finalista imprezy, który w ciągu zaledwie paru ostatnich miesięcy otworzył, rozkręcił i wywindował na szczyt warszawskie wine bistro Kieliszki na Próżnej. Być może na pełne przygotowanie do mistrzostw zabrakło już czasu.

Ważne, że do konkursu przystąpiła duża grupa niekiedy bardzo młodych ludzi (szkoda, że tylko, bodaj, dwie kobiety) parających się na co dzień sommelierką. Odbieram to jako dobry znak rosnącego zainteresowania zawodem. Udział w mistrzostwach wymusza pogłębianie wiedzy teoretycznej i praktycznej. Daje otrzaskanie, doświadczenie, które przyda się nie tylko w kolejnych bojach na scenie, ale przede wszystkim w codziennej pracy. Jest zatem szansa, że w coraz większej liczbie polskich restauracji będziemy mogli liczyć na rzeczową pomoc, gdy przyjdzie wybrać wino do kolacji.

Ojciec chrzestny i wąsy
W finale sommelierzy musieli zaserwować w 10 minut szampana z butelki magnum szóstce gości, których głównym zadaniem było wybijanie ich z rytmu, a to prośbami o przygotowanie dodatkowych koktajli, a to zagadywaniem o trzygwiazdkowe restauracje w Lyonie (Wojtek Bońkowski pytał ich o to po angielsku – choć przynajmniej dla pracujących na co dzień w Anglii Przyborka i Pietrasa konwersowanie w tym języku było raczej ułatwieniem niż utrudnieniem). W efekcie wszyscy zaczynali na luzie, kończyli dość spięci. W tej konkurencji najbardziej podobał mi się Marek Przyborek, który mimo kilku drobnych błędów zachował humor i w ciepły, choć nie przekraczający granic prywatności i dobrego smaku sposób poradził sobie z butlą Gosseta Grande Réserve.

Marek Przyborek degustuje fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Marek Przyborek degustuje fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Kolejne, typowo sommelierskie zadanie polegało na znalezieniu kulinarnych par dla siedmiu wyjątkowej jakości win z Kalifornii oraz zaproponowanie gościom francuskich odpowiedników tychże butelek. O ile raczej łatwo wymyślić ekwiwalent dla musującego Kalifornijczyka czy rieslinga to już rozpoznanie i mówienie o wzmacnianym winie z odmiany mission wymagało nie lada wiedzy. W tej konkurencji najlepszy był Pietras znajdujący nie tylko ciekawe zamienniki dla win ze Słonecznego Stanu, ale też proponujący do nich świetne dania.

Dekantacja czerwonego wina to stały element finału mistrzostw sommelierów, tym razem jednak zawodnicy musieli otworzyć butelkę riojy 2008 przy użyciu wąsów – zamiennika klasycznego trybuszona używanego do starych, rozmiękłych, ryzykownych korków. Piotr Pietras zrobił to błyskawicznie, jakby wąsy stosował codziennie; Przyborek trochę się z tym nietypowym sprzętem męczył, przede wszystkim jednak dał się wkręcić w rozmowę o wodzie mineralnej z sędziami, w konsekwencji czego nie wyrobił się w czasie i nie zdążył przelać wina do karafki.

Tym też można otworzyć butelkę wina fot. westwing.pl

Tym też można otworzyć butelkę wina fot. westwing.pl

Kolejny klasyk to poprawienie błędów w karcie win. Tu znów klasę pokazał Pietras, który nie dał się podpuścić i wiedział, że Johannes Selbach robi nad słynącą z rieslinga Mozelą pinot blanc, a rodzina Knollów Chardonnay Smaragda w Wachau (oba wina ultranietypowe). Odnalazł też większość błędów.
Przyborek sprawił się doskonale w konkurencji, w której spośród trzech podanych w ciemno win czerwonych trzeba było rozpoznać jedno niepasujące do pozostałych – trafnie wyczuł dwa nebbiolo i nieprzystające do nich pinot noir. Jako jedyny wiedział też z jakich składników robi się koktajl Godfather (szkocka whisky i likier amaretto) i doskonale go przyrządził. (Maciej Sokołowski wybrnął z ambarasu proponując gościom alternatywnie koniaczek)
W degustacji w ciemno obaj „angielscy” sommelierzy jednak się pomylili zgodnie twierdząc, że kalifornijskie pinot noir to… rioja. Prościzna? Stańcie na scenie i zmierzcie się ze stresem, czasem, publicznością.

Pietras jak Lewy
Po podliczeniu punktów ostatecznie zwyciężył Piotr Pietras. Miał sporą przewagę nad Markiem Przyborkiem. Trzeci Maciej Sokołowski nie ma powodu do narzekań – pokonał całą krajową czołówkę, a ulec świetnym kolegom z Anglii to żaden dyshonor.

Startując w mistrzostwach po raz pierwszy w 2015 r. Pietras namieszał w światku polskich sommelierów. Pokazał, że praca w renomowanych zagranicznych restauracjach daje doświadczenie i obycie, którego nie sposób przecenić. Analogia do piłkarzy z ekstraklasy i tych szlifujących swój talent w najlepszych ligach Europy (i to na znaczących, niekiedy czołowych pozycjach) nasuwa się sama przez się.
Piotr zwyciężył mimo potwornych nerwów. Od początku widać było, że bardzo chciał wygrać – pokazać, że tytuł sprzed roku nie był przypadkowy, podobnie jak 10. miejsce w Mistrzostwach Świata (Pietras jest pierwszym Polakiem, który awansował do półfinału tej imprezy). W dodatku zwycięstwo w Warszawie to bilet na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy, na które sommelier z Launceston Place ma – widać to wyraźnie – wielki apetyt. Ten przymus sprawił, że niekiedy trzęsły mu się ręce, nie do końca panował nad ekspresją głosu – najważniejsze jednak, że panował nad głową i mimo potwornych emocji mógł korzystać ze swej ogromnej winiarskiej wiedzy. Chapeau-bas.

Maciej - a może koniaczku? - Sokołowski fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Maciej – a może koniaczku? – Sokołowski fot. Jacek Taranko winoioliwa.com

Kilkanaście lat temu horyzont polskiego sommeliera wyznaczała najdroższa butelka w restauracji, w której pracował. A że była to knajpa Orbisu, to i horyzont niezbyt szeroki. Dziś o Mistrzostwo Polski biją się młodzi ludzie dowodzący bardzo poważnymi kartami win w bardzo poważnych lokalach o światowej renomie. Sam wciąż bardzo kibicuję chłopakom z naszego podwórka – z czystego egoizmu. Po prostu lubię, gdy w restauracji zajmuje się mną łebski człowiek doskonale znający zasoby piwnicy i pomysły szefa kuchni, zdejmujący ze mnie konieczność dokonywania wyboru i odkrywający niekiedy zupełnie nowe połączenia kulinarno-winiarskie. A zdarza mi się to w Polsce szczęśliwie coraz częściej.

Mistrzostwa Polski Sommelierów zostały zorganizowane 14.05.2016 r. w hotelu Regent w Warszawie przez Stowarzyszenie Sommelierów Polskich. Magazyn Wino był partnerem medialnym imprezy.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Możliwość komentowania Pietras znów mistrzem została wyłączona

TOP 2015: dwanaście wspomnień

Top to nie najszczęśliwszy tytuł. Bo choć opisany poniżej tuzin win należał do mojej prywatnej czołówki mijającego roku, w tym tekście bardziej chodzi o ludzi, miejsca i okoliczności towarzyszące degustacji.

Berg Schlossberg Riesling 2014, Rheingau, Georg Breuer
Umawiając się na spotkanie z Theresą Breuer w Rüdesheim zastrzegłem, że tym razem bardzo chciałbym zobaczyć winnice słynnej rodziny z Rheingau. Młoda winiarka chętnie się zgodziła – przynajmniej pies będzie miał spacer. (Pies był w tej historii ważny; przyjaźnił się ze mną w aucie, choć zająłem jego miejsce, a potem okazało się, że Theresa dostała go od swoich polskich pracowników, po tym, jak umarł pies poprzedni). Ruszyliśmy w górę pod linią przedpotopowego wyciągu wwożącego turystów z miasteczka nad Renem na otoczone parkiem krajobrazowym Niederwald wzgórze zwieńczone figurą Germanii symbolizującej zjednoczenie Niemiec (to z 1871 r.). Przemierzaliśmy słynne winnice: Bischofsberg, Rottland, Roseneck, Kaisersteinfels, wreszcie stromy Berg Schlossberg – symbol Rüdesheim i całego Rheingau. Pół godziny później miałem już Schlosberg w kieliszku – za młody, zamknięty, a przecież fascynujący, choć pachnący głównie chłodnym, mokrym kamieniem. Za to struktura… Ja w każdym razie będę wyczekiwał tej butelki, bo w sierpniu nie była jeszcze na sprzedaż.

Theresa Breuer na Schlossbergu fot. tpb

Theresa Breuer na Schlossbergu fot. tpb

Dézaley Grand Cru 2014, Domaine Antoine Bovard
Wypiłem to chasselas jako jedno z ostatnich znakomitych win w 2015, w centrum winiarskim regionu Lavaux „Vinorama” poniżej Rivaz, nad jeziorem Lemańskim. Z pewnością było najlepszym winem z tej odmiany jakie w życiu piłem, ale też – bądźmy szczerzy – kontaktów z chasselas zbyt częstych nie miewam. Traktowałem ten popularny szwajcarski szczep jako źródło dość miękkich, zwykle neutralnych win, którymi można popić fondue. Rodzina Bovard robi swoje chasselas w grand cru Dézaley, które ma status osobnej apelacji. Mineralność wynagradza w nim niską kwasowość i już po pierwszym nosie czuć, że otwierając 2014 dokonaliśmy dzieciobójstwa. Tym bardziej, że dwie godziny później, już w Cully, u innego winiarza dane mi było spróbować chasselas z 2009…
To był dobry dzień – zaczął się na maleńkiej stacji kolejowej Chexbres, z której klucząc między pełnymi winnic tarasami wyciosanymi w opadającym ku Lac Léman, po drogach, schodkach, ścieżkach doszedłem do sennego Rivaz, a potem wspomnianej Vinoramy. Tam czekały już kolejne wcielenia chasselas: Villette, Epesses, Calamin, St. Saphorin, wreszcie Dézaley. Więcej o Szwajcarii i Lavaux napiszę już w lutowym numerze Magazynu Wino.

Winnice powyżej Rivaz, Lavaux fot. Montreux Riviera

Winnice powyżej Rivaz, Lavaux fot. Montreux Riviera

Oxana-Karafa Sauvignon Blanc 2007, Jižní Morava, Dobrá Vinice
Piwniczkę Petra Nejedlika łatwo przeoczyć wyjeżdżając z Šaldorfu pod Znojmem w stronę austriackiej granicy. Wygląda jak jeden z wielu w okolicy, wydłubanych w ziemi domowych sklípków. Nietuzinkowa jest natomiast zawartość piwnicy, przede wszystkim jednak jej gospodarz. Piszę dużo o Nejedliku – nauczycielu wielu morawskich autentystów, człowieku zorientowanym przede wszystkim na swoje wina – w najnowszym numerze Magazynu Wino. Dzieli wina na „pijalne” i „niepijane” określając pieszczotliwie tym drugim epitetem wszelkie dzikusy, które wychodzą spod jego rąk. Taka jest przypominająca sherry, a może bardziej vin jaune, Oxana-Karafa, wino, jakiego po Morawach trudno by się spodziewać. Trzymane pod florem, owocowo-cebulowe, złożone, supermineralne, genialne.

Vinothekfuellung Smaragd Grüner Veltliner 2005, Wachau, Knoll

Wine Summit powrócił po kilku latach przerwy, za to w jakim stylu! Ta organizowana z rozmachem duża impreza mająca promować winiarstwo austriackie wśród międzynarodowych krytyków i dziennikarzy miała swój finał w wiedeńskim Pałacu Dolnej Austrii, gdzie w imponującej Landtagssal odbyła się w czerwcu degustacja grüner veltlinerów. Najważniejszą odmianę Austrii pokazano w wielu odsłonach, od młodych prostolinijnych odświeżających win, po strukturalne, dojrzałe, z najlepszych siedlisk. Miałem wielu faworytów, ale prawdziwie wielkim GV okazał się tamtego dnia nie taki znów stary (wszak piliśmy tamtego popołudnia wina nawet z lat 1980.) smaragd rodziny Knoll – po 10 latach wciąż świeży, kamienno-łąkowy, gotowy na kolejną dekadę dojrzewania.

Bunkry wśród nerello w Faro, Sycylia fot. tpb

Bunkry wśród nerello w Faro, Sycylia fot. tpb

Faro 2013, Le Casematte
Gianfranco Sabbatino zbiera swoje winogrona nerello w położonej na wysokim wzgórzu winnicy otaczającej stare masywne bunkry. Ich lokalizacja nie dziwi – jesteśmy w DOC Faro, na samym czubku Punta del Faro, wysuniętego najdalej na północny wschód kawałka Sycylii. Widać stąd jak na dłoni Cieśninę Mesyńską, a owoce przeglądają się w falach mórz Tyrreńskiego i Jońskiego. I choć nerello daje tu nieco inne rezultaty niż na nieodległej Etnie, wciąż jest winem ujmującym, kwasowo-tanicznym, o pięknej budowie – zwłaszcza, jeśli zrobił je Gianfranco. Do kupażu obu nerello dodał po dziesiątej części nocery i nero d’Avola uzyskując faro niezwykle harmonijne i eleganckie. Piliśmy je na wysokim tarasie jego nowoczesnej, choć wciąż garażowej winiarni, patrząc na długie, przedwieczorne cienie jakie rzucała winorośl i marząc, o tym by zostać tu jak najdłużej.

Pinot Noir 2013, Trakijskata Nizina, Ross-idi

Gdy Edward Kourian pojawił się ponad rok temu w Warszawie w swym jadowicie zielonym garniturze, butach w szpic i gęstą, zaczesaną ponad czoło czarną grzywą wziąłem go za członka świty Wolanda. Ponownie spotkaliśmy się w Bułgarii, gdzie razem z Ivo Varbanovem wiózł mnie przez winnice przyjaciół i znajomych niezależnych winiarzy od Melnika, aż po Sliven. Tu, na podmiejskich terenach przemysłowych otworzył boczne drzwi średniej wielkości hali, gdzie kątem wynajmuje kawałek przestrzeni by robić swe finezyjne wina. Jest w Ross-idi miejsce na fermentację w betonowym jaju i subtelną starą beczkę. Nic zatem dziwnego, że Edwardowy pinot to wino wyraziste, napowietrzone, odmianowe i bardzo eleganckie. Siedziałem w słabo oświetlonym rogu hali, piłem pinota, słuchałem punka bułgarskiego winiarstwa, w jakiego przeistoczył się Kourian i było mi dobrze.

Edward w garażu pod Slivenem fot. tpb

Edward w garażu pod Slivenem fot. tpb

Titi Pinot Noir Selection 2005, Eger, Tibor Gál
Titi dał mi tę butelkę wiele lat temu. Na początku lata siedzieliśmy w jego piwniczce w Egerze degustując kolejne bikavéry i pinoty. Moje dzieci rżnęły obok w karty na tyle zajęte, bym się nie przejmował płynącym czasem i przedłużającą się wizytą. Pinot był bohaterem popołudnia, bo w tej samej piwnicy, wiele lat wcześniej, pod nieobecność taty Titi’ego (on sam nie był wtedy chyba nawet w liceum), degustację blisko 30 beczkowych próbek pinot noir zafundował mi inny uczeń Gála seniora, Zsolt Liptai (od lat kierujący winiarnią w opactwie w Pannonhalmie).
Rocznik 2005 był jednym z pierwszych, jakie Tibor junior zrobił i przyznaję, że trochę zapomniałem, że gdzieś w czeluściach piwnicy tę flaszkę mam. Otworzyliśmy ją w trzeci dzień ostatnich świąt, a jakże, do pieczonej gęsi. Pinot był eteryczny, aksamitny, dojrzały, gotowy. Życzyłbym każdemu młodemu winiarzowi, by zaczynał z takiego pułapu.

Alte Reben Kékfrankos 2012, Szekszárd, Heimann

Jeśli chodzi o Węgry ten rok należał jednak do Szekszárdu. A jeśli myślę Szekszárd – myślę Zoltán Heimann. Uśmiechnięta, okolona srebrną grzywą twarz i najbardziej gościnne miejsce w południowych Węgrzech – rodzinna winiarnia Heimannów ponad Iván-völgy, z zawieszonym nad winnicami tarasem z bezkresnym widokiem panońskiej niziny, gdzie kékfrankos smakuje najlepiej na świecie. Ze starych krzewów Zoli potrafi wydobyć siłę i delikatność; w kieliszku dojrzałe, mocne taniny sąsiadują z nutami kwiatowo-owocowymi, żwir z aksamitem, a wszystko w pełnej harmonii. Potem wchodzi Agi, żona Zoltána, a jej coq-au-vin zostawia nieśmiertelne ślady na mojej koszuli, przede wszystkim jednak w głowie.

Iván-völgy, Szekszárd fot. tpb

Iván-völgy, Szekszárd fot. tpb

Vinha Pan 1998, Bairrada, Luis Pato
Luisa Pato spotykałem kilkukrotnie w Warszawie, w kwietniu w końcu przyszła pora na rewizytę. Dzień w Bairradzie, dzień bagi uczciliśmy popołudniową wizytą w winiarni ambasadora tej iście portugalskiej, porównywanej często niebezzasadnie do pinot noir odmiany. Było demokratycznie, bo Luis jest w końcu szefem Baga Friends, stowarzyszenia winomaniaków, którzy bez bagi po prostu nie mogą. Próbowaliśmy win kilku członków BF, ale i tak dzień skradła imponująca flaszka legendarnej Vinha Pan przyniesiona przez Luisa na kolację. Dla takich chwil warto lecieć 3 tysiące kilometrów. Notatek nie robiłem – zostałem zniewolony.

Vigna Rionda 2008, Barolo, Anselma
Wszystko już zostało napisane. Czerwone Wino Roku Magazynu Wino. Bohater kilku degustacji i prywatnych wieczorów. Tej jesieni nigdy nie zawiodło. Pisałem w MW o swojej prywatnej historii z rodziną Anselma. Tu dopiszę więc tylko, że cieszyłem się jak dziecko mogąc siedzieć z Marią i Franco w Warszawie w czasie naszej Gali Grand Prix. Nawet jeśli akurat tego wieczora Riondy nie piliśmy nawet spod stołu.

Don P.X. Convento Selección 1929, Montilla-Morilles, Toro Albalá
Montilla-Morilles przypomniała mi o sobie w czasie zeszłorocznego festiwalu w Merano, gdy zamiast tłoczyć się po kieliszek lagreina w Domu Zdrojowym nad Passirio wybrałem kameralną degustację starych PX-ów z domu Toro Albalá na drugim brzegu rzeki. Tam doszliśmy w degustacji pionowej do 1910 r. (Don P.X. Reserva Especial Ginés Liébana Pedro Ximénz) – to wino oraz Don P.X. Pedro Ximénez Marques de Poley Reserva Especial 1945 uznałem wtedy za absolutne. Podobnego uniesienia doznałem jesienią w Warszawie degustując inny zestaw roczników pedro ximénezów z Toro Albalá, szczególnie zaś 1929 – wino elektryczne (w końcu robi się je i dojrzewa w dawnej elektrowni), pachnące skórką pomarańczową, kandyzowanymi owocami, kawą, a jednocześnie niemal kamienne na podniebieniu, napięte, ultradługie i mimo swych 86 lat bardzo świeże.

Quinta da Covada, Douro fot. tpb

Quinta da Covada, Douro fot. tpb

Nielegalne Tawny, Quinta da Covada (Pinalta)
Dotarcie na szczyt zbocza powyżej zakola Douro, zaraz na wschód od Pinhão wymaga prócz samochodu o wysokim zawieszeniu i napędzie na cztery koła żelaznego żołądka. Trzęsie niemiłosiernie – do tego stopnia, że wina sygnowane Pinalta butelkowane są w Vila Nova de Gaia, bo butelki nie przetrwałyby prawdopodobnie transportu z historycznej quinty. Pinalta słynie z tęgich czerwonych win wytrawnych. Jednak, gdy po długiej degustacji przyszedł czas na chwilę odpoczynku, na gapienie się w jedyny taki pejzaż Douro, na proste portugalskie przekąski, w naszych kieliszkach nieoczekiwanie pojawiło się tawny. Stare. Jak stare nikt już nie pamięta, bo beczka wciśnięta między kamienną ścianę winiarni, a lagar do wyciskania nogami winogron jest tam przecież od zawsze. Rodzina sprzedaje grona na wino wzmacniane do jednego z wielkich domów porto w Vila Nova. Oficjalnie. Nieoficjalnie bowiem, na potrzeby domu i zbłąkanych gości powstaje wspomniane tawny ilegal. Składa się z klasycznej mieszanki odmian rosnących w okolicznych winnicach z dodatkiem pewnej dozy rodzinnej fantazji i szczypty wrażeń, jakie człowiek ma pijąc je kilkaset metrów powyżej lustra Douro. Dla mnie – porto roku.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | Możliwość komentowania TOP 2015: dwanaście wspomnień została wyłączona

Subiektywny winiarski przewodnik wigilijny

W Wigilię jestem konserwatystą – zarówno jeśli chodzi o menu, jak i dobrane do niego wino.

Jeszcze kilkanaście lat temu łatwo było w supermarkecie zorientować się, że nadchodzi Wigilia. (Teraz oczywiście też wiadomo, że się zbliża – już od początku listopada, gdy tylko z promocji znikają znicze nagrobne, a z głośników zaczyna płynąć magia świąt.) Dział winiarski zapełniał się osobami, których w normalnych miesiącach nigdy się tam nie widywało, w koszykach pojawiały się zaś całkiem liczne butelki białego – wiadomo, w Ten Dzień ryba, a do ryby białe (choć zbyt często – mam wrażenie – to białe było jednak semi sweet).

Dziś, gdy nasze światy pozornie rozszerzając się kurczą i widzimy głównie to, co ugotują/wypiją bliżsi i dalsi fejsbukowi (nie)znajomi możemy odnieść wrażenie, że Wigilia i Święta winem stoją – w dodatku winem nie byle jakim, często ze starych roczników, odłożonym na tę specjalną okazję i dobrze dobranym do tego, co znajdzie się na talerzach. Wigilia i Boże Narodzenie to dni, gdy nasze akwarium winolubów i enomaniaków pełne jest rad, pomysłów, deklaracji.

fot. vinepair.com

fot. vinepair.com

I bardzo dobrze. A. wyznał, że w Wigilię w ogóle nie pije się u niego w domu alkoholu – bardzo to szanuję. Są tacy, którzy bezpiecznie podają do wszystkiego zimną wódkę (ryzyko nietrafionego połączenia zredukowane niemal do zera), inni wciąż pozostają przy białym półsłodkim. Jeszcze inni, którzy się 24 grudnia sushi, ceviche i krewetkami – czego nawet nie próbuję zrozumieć – i piją do tego Bóg wie co. Ja mam swój zestaw – ani dobry, ani zły, za to ulubiony i zamierzam się nim właśnie podzielić. To nie rady (bo jedyna moja rada na Wigilię to: jedzcie i pijcie tego dnia to co lubicie najbardziej, niechby sashimi z półwytrawnym CR), a jedynie wykaz tego co lubię.

1. Śledzie: czytałem, eksperymentowałem, ale moje podniebienie mówi stanowczo NIE. Śledzie w oleju z cebulą i te po wileńsku i wszystkie inne po prostu z winem mi się nie łączą. Pozostaje opcja A. czyli nic, względnie opcja polska – wódka czysta. (Przyciśnięty do muru sięgam po bardzo wytrawny szampan albo lekkiego, kwasowego rieslinga)

2. Karp w galarecie: delikatny smak, miękka faktura, nutki warzywne – lubię w parze oleistą graševinę, friulano, pełniejsze pinot bianco z północy Włoch.

3. Ryba po grecku: ta, którą lubię ma sporo nut słodkich i nieco umami – lubię napić się do niej dość obfitego wytrawnego rieslinga kabinett lub spätlese.

4. Zupa grzybowa: temat wałkowany od lat – jeśli to tylko możliwe, pijamy przy zupie; pijamy wytrawne sherry amontillado lub oloroso; pijamy ze smakiem, choć małymi łyczkami, bo to wciąż początek kolacji…

5. Karp smażony: chablis! Proste lub premier cru (grand cru to jednak ciut za dużo). Albo wytrawny furmint

6. Pierogi ruskie: ciągle biała Burgundia, choć raczej już nie chablis. A ponieważ danie ma w sobie sporo rustykalności sięgam raczej po prostsze apelacje: Côte Chalonnaise, Mâcon, Puilly.

7. Pierogi z kapustą i z grzybami: na biało oczywiście furmint lub riesling, obfity, dojrzały, spätlese trocken albo smaragd z Wachau; to jednak ten moment kolacji, gdy bezpiecznie można przejść już na czerwone, gdy kluczem doboru stają się grzyby w kapuście – kékfrankos, nebbiolo, pinot noir, nerello z Etny… to mój klucz.

8. Kapusta z grochem: nie kombinujemy – pozostajemy przy tych samych winach, które towarzyszyły pierogom z kapustą.

9. Babka drożdżowa: kolejna odsłona rieslinga, tym razem spätlese (ale już nie trocken), auslese, subtelnie słodkie wina z Europy Środkowej (grüner veltlinery, traminery) i Alzacji.

10. Keks: czyli gdzie jest moje toskańskie vin santo? Gdyby się nie znalazło, zawsze pamiętam, gdzie trzymam tokaje aszú

11. Tort makowy/czekoladowy: lubię, gdy makowi towarzyszy czekolada, a wtedy przesiadam się na czerwone wina wzmacniane: porto, rivesaltesy, banyulsy, maury. Życie staje się jeszcze piękniejsze.

12. Kompot z suszu: najlepiej wchodzi z… kompotem z suszu, a po nim… kieliszek dojrzałego koniaku lub armaniaku.

I jakkolwiek kuriozalnie to nie zabrzmi wobec tej długiej listy… zachowajmy umiar.

Wesołych Świąt!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Możliwość komentowania Subiektywny winiarski przewodnik wigilijny została wyłączona