Początek kombatancki

Kiedy dekadę temu jechałem na łebka do Werony na targi Vinitaly nie przypuszczałem, że kiedyś przyjdzie mi prowadzić winiarski blog. Czasy były ciężkie. Butelki otwierano w mieście rzadko, człowiek kombinował jak wkręcić się na degustację. Za podstawową literaturę służyły felietony Marka Bieńczyka z „Magazynu” Gazety Wyborczej, a ja wczuwałem się w położenie bohatera „Samotności degustatora” – bodaj pierwszego, programowego tekstu tam zamieszczonego. Przemierzałem miasto w poszukiwaniu jakichkolwiek „dużych” kieliszków do wina (tak, wiem – wielu z Was też przeszło przez szkło z IKEi, które łamało się w trakcie wycierania), eksplorowałem półki „Nicolasa” zapisując się u Pana Krzysztofa na jedną z trzydziestu dostarczonych do Polski butelek côtes-du-rhône. Bezskutecznie próbowałem znaleźć drugą flaszkę legendy tamtych lat – bułgarskiego „Dve Mogili”, które niczym meteor, pojawiło się i znikło z warszawskiej sceny winiarskiej pozostawiając mgliste wspomnienia.

Dziś dokonuję pierwszego wpisu na winiarskim blogu Magazynu WINO z poczuciem otwierania nowej ery współczesnej historii kultury wina w Polsce. Kilkanaście dni temu spędziliśmy dzień z wybitnymi tokajami. Przed tygodniem inicjowałem pierwszy w Polsce „Dzień Rieslinga”, który ma wszelkie szanse stać się imprezą cykliczną. Na stołach stały obok siebie butelki od Selbacha-Ostera, St. Urbans Hof, Reichsgraf von Kesselstatt, Domdechant Werner’sches, Schloss Volrads, Georga Breuera, czy Von Buhla. Trzy dni temu po raz kolejny licznie zjechali do Warszawy Hiszpanie z Ruedy, Riojy, Toro, Yecli i Jumilli, La Manchy i Ribery del Duero prezentując dobre dwie setki win.
W ostatnich dziesięciu latach życie winomana w Polsce zmieniło się diametralnie, nawet jeśli nie widać tego w statystykach GUSu i portfelach importerów. Cieszę się, że jako Magazyn WINO jesteśmy trybikiem w tej winiarskiej machinie.

Franz Weninger w winnicach ponad Balf pod SopronemFranz Weninger w winnicach ponad Balf pod Sopronem

Dość patosu. Przyniosłem sobie z piwnicy jedno ze swoich ulubionych win codziennych: Kékfrankosa robionego w Balf, nad jeziorem Fertő przez Franza Weningera. Do sobotniej, domowej kolacji powinno być jak znalazł.
Egesegedre!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.