Pannonhalma: Prolog

Tegoroczna Bormustra zaczyna się w Györ. Tu, nad brzegiem odnogi Dunaju, Mosoni-Duna zebraliśmy się na kolacji, która jednocześnie była degustacją win przywiezionych przez jednego z organizatorów konkursu.
Na pierwszy ogień Egri Leanyka 2007 od winiarni Tibora Gála o dość przyjemnym, lekkim nosie i zaskakująco ciężkich, alkoholowych, brudno miodowych ustach. Raczej falstart. Na szczęście szybko zatopiony w tokajskim klasyku, wytrawnym Furmincie Mandolás 2006 z Oremusa, winie tłustym, o ładnej mineralności, w ustach wciąż dość beczkowym, ale żywym i na pewno dobrym do jedzenia. Pozostajemy w Tokaju. Do kieliszków trafia wytrawny furmint z winnic Betcsek i Palota czyli Selection od Dobogó. Rocznik 2005. Wiek robi z tym, beczkowym za młodu winem cuda. Po czterech latach mamy czystą ekspresję terroir, wapienne, kamienne nuty, świetną strukturę. Dąb praktycznie znika z podniebienia. Kawał wina.
Czas na Somló. Zaczynamy od Hárslevelű 2007 Imre Györgykovácsa – wina metalicznego, surowego, bardzo powściągliwego w nosie, za to w ustach miodowo-owocowego, o świetnej budowie, znakomicie potencjalnego. Jak wygląda ten potencjał przekonujemy się chwilę później degustując rocznik 1999: w nosie pojawia się z początku nuta gotowanego mięsa, zaraz potem jednak klasycznie węgierski aromat jesiennych liści, wszystko zaś na mineralnym tle. Wino nie powiedziało przy tym z pewnością swego ostatniego słowa.
W międzyczasie jeszcze jedno Hárslevelű, tym razem od Béli Feketego, z rocznika 2004. Kapitalne, choć dla wielu być może ekstremalne, surowe, kamienne, nieco smoliste wino o znakomitym potencjale.
Flight win czerwonych rozpoczęła zjawiskowa Kadarka 2007 Zoly’ego Heimanna z Szekszárdu: wino uwodzicielskie, lekkie, gładkie i terroirystyczne zarazem. Fantastyczne antidotum na ciężkie, przesadne butelki z Nowego Świata (i nie tylko).
Zaraz potem Kékfrankos 2007 nowej gwiazdy Sopronu, Eniki Luka: twarde, dobrze owocowe, pełne charakteru wino; posiadłość, którą z pewnością warto obserwować.
O ostatnie wino, Kékfrankos 2007 Sauska z Villány pokłóciłem się z angielską koleżanką. Technicznie perfekcyjne, zrobione ze świetnie soczystych owoców, wino konkursowe. Ale gdzie tu charakter Villány i samego kékfrankosa? Może byłbym mu bardziej przychylny gdyby nie afera z Sauską w Tokaju (firma była partnerem János Árvaya, który wrócił właśnie do swego rodzinnego domu) i nasza jesienna dyskusja z tamtejszym latającym enologiem, Paulem Hobbsem twierdzącym, że okolice nad Cisą to świetne terroir dla sauvignon blanc, a za furmintem nie przepada. Nawet jeśli złośliwie wyolbrzymiam tamtą wypowiedź, jest w Kékfrankosu Sauski coś niebezpiecznego – trend, który może spodobać się na świecie. Niby ok, ale jeśli takie wina z Węgier zaczną sprzedawać się przede wszystkim, wielu winiarzy pójdzie, z powodów ekonomicznych, podobną drogą. A wtedy żegnajcie oryginalne smaki. Villány, czy Hunter Valley – wszystko jedno.
Pocieszałem się wczoraj najpierw przeciekawym Egribikavérem z winnicy Szarkas od Gróf Buttler (2004), świetnie smolistym, czekoladowo-ziołowym, ładnie juz dojrzałym w butelce oraz dwoma tokajami samorodnymi: wytrawnym z zamku Dessewffy (jedna z marek Hétsőlő) z rocznika 2002 – żywym, pełnym nut jabłecznika i kokosa oraz słodkim Oremusa (2000) – kwiatowo-mineralnym, uroczo ułożonym, miękkim, po prostu świetnym.
W sumie przegląd znakomity, pokazujący, że węgierskie winiarstwo, co świetnie wiemy, jest w dobrej kondycji. Teraz czas na konkurs.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.