Między schilcherem a blaufränkischem

Bad Gleichberg to nieduży kurort w Południowo-Wschodniej Styrii, tuż przy granicy węgierskiej. Odpoczywamy tu po pierwszej setce win zdegustowanych wczoraj i dziś w czasie podróży z cyklu „Wine Summit” zorganizowanej przez Austrian Wine. Brak aktywności blogowej nie wynika z lenistwa, ale z niesamowitego tempa, jakie narzucili organizatorzy. Zaczęliśmy we środę wieczorem w Grazu otwartą degustacją kilkunastu styryjskich win, niejako na rozgrzewkę. I choć nie znalazłem w tym pierwszym zestawie win wielkich, miałem nieodparte wrażenie, że chciałbym mieszkać w kraju, w którym na wyciągnięcie ręki są całe zastępy gelber muskatellerów, welschrieslingów, sauvignon blanc, czy morillon (chardonnay) za kilka euro flaszka – świeżych, krystalicznie czystych, nierzadko ładnie mineralnych win codziennych.

We czwartek rano ruszyliśmy do Styrii Zachodniej słynącej z potężnie kwasowego schilchera, jednego z najlepszych i najbardziej użytkowych win różowych świata, pod warunkiem, że kochamy wysoką kwasowość, albo umiemy odpowiednio dobrać do wina potrawy. Degustacja tuzina schilcherów odbyła się malowniczo położonym zamku Steinz, a poprowadził ją jeden z najbardziej znanych austriackich krytyków winiarskich, Peter Moser z magazynu „Falstaf”. Peter przyznał, że jeszcze 20 lat temu o schilcherze nie słyszano nie tylko poza Austrią, ale i poza Weststeiermarkiem. Gdy zapanowała moda na wina różowe, schilcher wrócił do łask. Do tego stopnia, że próbowano podrabiać go w innych regionach. Zdaniem Mosera jest to niemożliwe z dwóch względów: bazaltowego siedliska Zachodniej Styrii i wyjątkowej odmiany blauer wildbacher, z której powstaje to specyficzne wino. Pośród degustowanych win najbardziej podobało mi się Engelweingarten Alte Reben 2008 od Reiterera i Langegg 2008 Friedricha. Oba soczyste, nerwowe, pełne owocowych nut, idealne do letniej kuchni.

Kitzeck to jedno z centrów winiarskich Południowej Styrii. To także wieś słynąca z hodowanych metodami slow foodowymi kapłonów. Te smakowite kuraki stanowiły danie główne lunchu w restauracji Kappel, a towarzyszył mu zastęp południowostyryjskich win z odmian burgundzkich (pinot blanc, chardonnay, pinot gris). Do kapłona najlepszy okazał się Weissburgunder ze znanej winnicy Grassnitzberg (2008) z winiarni Primus Polz oraz Morillon Ratsch 2008 Stefana Potzingera.

Poobiednia degustacja win z odmian burgundzkich została podzielona na cztery „flighty”. W pierwszej degustowaliśmy pinot blanc i tu najlepszy okazał się Weissburgunder Kittenberg 2007 Grossa, wino klasycznie kwaitowe, miękkie i eleganckie w nosie, w ustach zaś pikantne, mineralne, pełne południowostyryjskiej osobowości. W dwóch kolejnych seriach poświęconych morillon/chardonnay moim prywatnym zwycięzcą okazał się Morillon Obegg Grosse Lage STK 2006 Polza. To wino, które przywraca mi wiarę w chardonnay, pokazuje jak potwornie ta potencjalnie znakomita odmiana została zwulgaryzowana i co można z niej uzyskać mając odpowiednie siedlisko i umiejętności winiarskie. Obegg to bez wątpienia jedno z najlepszych styryjskich terroirs. Bracia Polz robią tam czyste, strukturalne wino o wielkim potencjale, inteligentnie potraktowane dębem, który ma wszelkie szanse całkowicie wtopić się w to wielkie morillon. Niech żyje chardonnay! Zawsze dziwie się sobie, gdy wypisuje takie rzeczy, ale z pokorą chylę głowę przed wielkim styryjskim siedliskiem.

W serii pinot gris nie było już win tak spektakularnych, choć Grauburgunder Reserve Schlosskogel Erste Lage STK 2007 od Winklera-Hermadena smakował przednio. To wino pikantne, mineralne, potężne, z niewątpliwym potencjałem rozwoju w butelce.

A teraz już przerywam relację, bo autobus czeka. Wieczór zatytułowany „Styria spotyka Burgenlandię” ma obfitować w blaufränkische, co cieszy po 110 białych winach w ostatnich dwóch dobach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Między schilcherem a blaufränkischem

  1. Andrzej Daszkiewicz pisze:

    A jak styryjskie krajobrazy? Dla mnie fenomenalne, nieco piemonckie w charakterze, jednak bardziej dramatyczne, bardziej spektakularne, może dlatego, że mam je wciąż przed oczami, południową Styrię żegnałem ledwie cztery doby temu.