Jeszcze trochę o kwasiorach

Wojtek Bońkowski w swej niemal bezpośredniej relacji z degustacji rieslingów Grosses Gewächs w Wiesbaden podsumował rocznik 2008 właściwie kompletnie i trudno się z nim generalnie nie zgodzić. Przyznaję, że gdy WB stukał dzielnie w klawisze komputera, ja leczyłem nadgryzione przez nadmierną kwasowość zeszłorocznych rieslingów (nigdy nie przypuszczałbym, że spod mojej ręki wyjdą takie słowa…) piwem nad brzegiem Renu w Rüdesheim. Minął tydzień i to już najwyższy czas by przedstawić listę swoich faworytów z degustacji VDP.
Nad Mozelą faworyta mam jednego: Ürziger Würzgarten Dr. Loosena. W przeciwieństwie do WB bardzo lubie styl Ernsta Loosena i to we wszystkich odcieniach, a Würzgarten jest jednym z moich ulubionych siedlisk między Traben-Trarbach, a Bernkastel. Wino jest przenikliwe i pikantne, ultraczyste i bezkompromisowe.
Rheingau rozczarowało i mnie i właściwie jedynym winem (z prezentowanych), na które chciałbym wysupłać pieniądze byłby Gräfenberg Roberta Weila, świetnie skonstruowane, przy tym szczodre, ale piekielnie konsekwentne.
We Frankonii najbardziej urzekł mnie tym razem świetnie owocowy, a przy tym konsekwentnie mineralny riesling Pfülben Juliusspital. Ogólnie silvanery wypadły lepiej niż rieslingi, ale nie znalazłem pośród nich win ewidentnie znakomitych. Na uwagę zasługują z pewnością wina z siedliska Lump zarówno od Horsta Sauera, jak i z Juliusspital (ta wielka firma z Würzburga pokazała chyba najbardziej konsekwentną, szeroką i dobrą ofertę z Frankonii) oraz Schlossberg Fürstlich Castell’sches Domänenamt.
Trzeci rok z rzędu uważam, że najlepsze niemieckie rieslingi klasy GG pochodzą z Nahe. Grupa kilku fenomenalnych winiarzy mających w dodatku winnice w zróżnicowanych siedliskach potrafi wyrobić markę całemu regionowi. O ile Dönnhoff pokazał wina ewidentnie eleganckie, zrównoważone i stonowane, nie kipiące mineralnością i kwasem, ale wymagające i dla cierpliwych (świetne Dellchen, jeszcze lepsze Hermanshöhle), o tyle moimi prywatnymi gwiazdami rocznika są Emrich-Schönleber i Schäfer-Fröhlich. Ten ostatni robi z pewnością wina bardziej krzykliwe, choć mówię tu o potężnej ekspresji ostrej, bezkompromisowej mineralności. Pierwszy prezentuje zimną kamienność swych win w sposób bardziej powściągliwy, opanowany. Moi faworyci to Kupfergrube Schäfer-Fröhlicha i Frühlingsplätzchen Emrich-Schönlebera. Tuż za nimi wyprodukowane przez obie winiarnie i pięknie różniące się w detalach stylu wina z Halenbergu. Kolejne dwa wina Schäfer-Fröhlicha, Felseneck i Felsenberg również zasługują wg mnie na oceny znakomite.
Jestem też mniej krytyczny wobec Armina Diela. Lubię jego wina od lat i uważam, że w 2008 r. dopełnia kwartet ?Wielkich? z Nahe zwłaszcza dzięki rieslingom z Burgbergu i Pittermännchen.
Degustację win z Hesji Nadreńskiej zaczęła długa seria równych, choć nie wybitnych, w sumie udanych win. Muszę przychylić się do komplementów dla rieslingów od Kühling-Gillot (zaiste świetny Pettenthal), smakują mi od zeszłego rocznika, wcześniej bywało różnie. Z pewnością duża w tym zasługa Olivera Spaniera, męża Caroliny Gillot, który pracuje też we własnej winiarni Battenfeld-Spanier, dla mnie ? czarnego konia heskiej części degustacji. Oba rieslingi Spaniera, Frauenberg i w nieco mniejszym stopniu Hohen-Sülzener Kirchenstück są perfekcyjnie skonstruowane i do cna mineralne.
Chwalony przez Wojtka Bońkowskiego Kirchspiel Kellera, za który w poprzednich rocznikach gotów byłem dać się pokroić, w moim kieliszku tym razem milczał. Był ultrasurowy, świetnie zintegrowany, harmonijny, ale potwornie zamknięty. Nie mogłem określić go w ogólnej ocenie inaczej, niż jako ?kontrowersyjny?. Problemów tych nie miałem przy wszystkich trzech winach Wittmanna, elegancko krynicznych, skalnych i jakże przyjemnych: Kirchspiel, Brunnenhäuschen, a zwłaszcza Morstein.
I wreszcie Palatynat. W ciepłych rocznikach często zbyt dla mnie pełny, za mało skalny, w chłodniejszym 2008 dał całą baterię kapitalnych win. Mam dużą słabość do nielubianych przez WB win Steffena Christmanna (A. Christmann). W 2008 połączył w sposób fantatstyczny chłodną mineralność z hedonistyczną wręcz owocowością i ekspresją. To są wina do picia (choć w piwnicy przetrwają z łatwością lata), radosne, a przy tym kapitalnie złożone, zróżnicowane i jedyne w swoim rodzaju. Na czele Idig, zaraz potem Mandelgarten i Reiterpfad, tuż za nimi Langenmorgen. Kupić, pić, czekać, pić, czekać…
Zeszły, trudny rok pokazał też klasę starych palatyńskich wyjadaczy określanych jak 3xB. Będąca w świetnej formie winiarnia Reichsrat von Buhl pokazała serię świetnych, ekspresyjnych win z Forst: Jesuitengarten, Pechstein i Kirchenstück oraz pikantnym, cytrusowo-skalnym, opanowanym Paradiesgarten z Deidesheim . Bassermann-Jordan zrobił w 2008 r. bodaj najlepsze wino na Pechsteinie i znakomite w Kirchenstück i w Hohenmorgen. Bürklin-Wolf zasłużył zaś na najwyższe słowa uznania za czyste, eleganckie, delikatne Kalkofen.
Do tego towarzystwa dodałbym jeszcze Georga Mosbachera za sprawą jego jesienno-skalnego, powściągliwego rieslinga Pechstein. Co za terroir!
Last but not least dwaj znakomici producenci z południowego Pfalzu, czyli zawsze lubiany Ökonomierat Rebholz ze swoimi szczodrymi, mineralno-owocowymi rieslingami Im Sonnenschein (także w wersji „Ganshorn”) oraz Kastanienbusch. Drugi to oczywiście Dr. Wehrheim robiący nieco bardziej surowe, ale równie eleganckie i zrównoważone rieslingi Kastanienbusch i Kastanienbusch „Koeppel”.
Przy najbliższej okazji dorzucę kilka uwag o niemieckim pinot noir AD 2007 degustowanych w Wiesbaden obok rieslingów. Tym bardziej, że kierunek od 200-procentowej nowej beczki do większej ekspresji spätburgunderowego owocu wydaje się bardzo sensowny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.