Podniebna piwnica czyli co pić w samolocie

Muszę przyznać, że – z miłości do wina – coraz częściej sięgam na pokładzie samolotu po piwo, niż po „red” lub „white”. Podróżuję na ogół klasą ekonomiczną, a tu wybór jest raczej skromny i, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, nudny jak flaki z olejem.

Owszem, zdarzają się wyjątki. W jednej z sublinii latających nad Alpami w czasie porannego rejsu można ciągle załapać się na świeżą focaccię i kieliszek (szklany) niezłego prosecco. Niekiedy dobrotliwa stewardesa zaproponuje sama z siebie butelkę świetnej cavy (zdarzyło się to nam raz w czasie wieczornego lotu do Warszawy – powodem było ogłoszenie, że z powodu złej pogody prawdopodobnie wylądujemy w Katowicach, siedzieliśmy w ostatnim rzędzie, tuż obok „baru”, a cava była trochę na pocieszenie). Takie wydarzenia mają jednak miejsce wyjątkowo rzadko.

Tym chętniej przyjęliśmy zaproszenie do udziału w panelu degustacyjnym win podawanych na pokładach samolotów startujących z Warszawy. Zaproszenie wystosował wydawca magazynu Business Traveller, Robert Grzybowski, który degustację zorganizował w gościnnych progach Polskiej Rady Biznesu i restauracji Amber Room w Warszawie.

Żartowaliśmy, że panel powinien odbyć się w samolocie, na wysokości 10 km nad ziemią i przynajmniej wina z klasy ekonomicznej powinniśmy próbować z plastikowych kubków. Wszystko to ma wszakże znaczenie.

Wina do panelu zgłosiło kilkanaście kluczowych linii latających do i z Warszawy. Było ich w sumie 84, z czego tylko mniej niż 25% podawanych jest w klasie ekonomicznej. Szkoda, bo to przecież największe wyzwanie dla kupców i konsultantów linii – wybór win do klasy business i first wydaje się nieco łatwiejszy, choć i tu na osoby odpowiedzialne za zakupy czyha sporo pułapek.

Podobało nam się wiele win musujących (w przeważającej części – szampanów). Znaleźliśmy wiele świetnych (w tym kilka zasługujących na ocenę „znakomite”) win białych. Z czerwonymi sytuacja była trudniejsza. Teoretycznie bowiem bez kłopotu można kupić znane (co z pewnością ma znaczenie przy wyborze win do klasy biznes) i wysoko ocenione wino czerwone – zazwyczaj jednak w chwili zakupu nie bardzo nadaje się ono do picia, a notkom degustacyjnym towarzyszy uwaga: „odłożyć na kilka lat do piwnicy” lub „przelać do karafki na kilka godzin”. W warunkach lotu – niewykonalne. Koniec końców udało się jednak wyłonić zwycięską piątkę także i w tej kategorii.

Najgorzej prezentowała się kategoria win słodkich. W niej tylko cztery próbki, z czego jedna naprawdę dobra i jedna – nazwijmy to, sympatyczna.

Embargo zobowiązuje mnie do zachowania wyników degustacji w tajemnicy do 30.03.2011. Następnego dnia opublikujemy listę zwycięzców na stronie www.magazynwino.pl; pełne wyniki wraz z omówieniem znajdziecie zaś w czerwcowym, drukowanym numerze naszego pisma.

Tymczasem zachęcam do dyskusji: jakie dobre i jakie złe wina piliście ostatnio na pokładzie samolotu (i jakich linii)?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Podniebna piwnica czyli co pić w samolocie

  1. tpb pisze:

    W związku z przełożeniem ceremonii wręczenia nagród przez Business Traveler musimy wstrzymać się z ogłoszeniem zwycięzców do 11.04. Przepraszam i proszę o cierpliwość.