Sztuka selekcji

Chłody w czasie kwitnienia, gradobicie i wyjątkowo mokry i zimny sierpień sprawiły, że zbiory 2010 w Niemczech były najmniejsze od ćwierć wieku. Jak podaje Niemiecki Instytut Wina (DWI), produkcję szacuje się jedynie na 7 mln hl, a więc 25% mniej niż w 2009. Informacje te nie napawały mnie zbyt optymistycznie przed wyprawą na tegoroczne targi ProWein w Düsseldorfie (27-29.03.2011). A jednak…

Zbiory 2010 uratowała ładna pogoda jesienią, przede wszystkim jednak ciężka praca winiarzy. I wyrzeczenie. Selekcja w czasie zbiorów musiała być rygorystyczna, tym bardziej, że w tym samym czasie w jednej tylko kiści można było znaleźć winogrona całkowicie zielone i w pełni dojrzałe, zaatakowane pleśnią szarą i szlachetną. Praca przy zbiorach przypominała rzemiosło artystyczne, gdzie z kiści wycinać trzeba było tylko tę zdrową i w pełni dojrzałą część – mówili mi producenci z Frankonii. Starty, w zależności od regionu i poszczególnych parceli sięgały 25, 30, niekiedy nawet 50% średniej. Tylko w pojedynczych przypadkach udało utrzymać się plon na normalnym poziomie – takie szczęście miał np. Robert Eymael prowadzący winiarnię Joh. Jos. Christoffel Erben w Ürzig i robiący ultraczyste wina z siedlisk Ürzig Würzgarten i Erden Treppchen – jak co roku, dodał bez fałszywej dumy Eymael.

Efekty są mimo wszystko świetne – przynajmniej u najlepszych niemieckich winiarzy. W czasie ProWeinu skupiłem się przede wszystkim na regionach Nahe, Franken i Mozeli, w mniejszym stopniu Mittelrhein (na targach było tylko garstka pierwszoligowych winiarzy z tego niewielkiego regionu, któremu poświęcę artykuł w czerwcowym wydaniu Magazynu WINO). Zdecydowaną większość win z 2010 z tych regionów, które udało mi się zdegustować cechowała niesłychana czystość, świetna kwasowość i swego rodzaju powściągliwość, zwłaszcza w porównaniu ze szczodrym rocznikiem 2009. Równowaga bez zarzutu, w wielu przypadkach znakomita ekspozycja mineralności.

Frankonia
Pierwszą odwiedzoną przeze mnie posiadłością na ProWeinie była winiarnia Rainer Sauer z Escherndorfu. Rainer pozostaje zwykle nieco w cieniu innego słynnego Sauera z tej samej wsi, Horsta, ja mam jednak do tutejszych win wielką słabość. Rainer Sauer jest zresztą od lat w ścisłej czołówce frankońskiej, zwłaszcza w opiniach niemieckich krytyków (Gerd Eichelmann). Silvanery z kultowego siedliska Lump objawiły się chłodną, skalną elegancją. Winem znakomitym jest tu w roku 2010 Rainer Sauer L Escherndorfer Lump Silvaner, gdzie L oznacza leidenschaft, czyli „namiętny”, „zrodzony z pasji”: wino skalne, ale ze świetnym owocem, pikantne, pieprzne, bardzo złożone, o wielkim potencjale. Niemal równie dobry jest Riesling Spätese trocken z Lumpa – rasowy i wielowymiarowy. Warto spróbować u Sauera silvanera Ab Ovo (rocznik 2009), fermentowanego w niedużej betonowej kadzi w kształcie jaja (albo ze względu na proporcje przypominającej nieco zrzuconą na Nagasaki bombę „Fat Boy”) – doskonała bogata materia, mnóstwo owocu, świetna kwasowość i skalność.

„Ten słynniejszy” Sauer oczywiście nie próżnował w 2010 r., a w Düsseldorfie pokazał serię świetnych win poczynając od kapitalnego wina tarasowego, przenikliwego i znakomicie odświeżającego Müller Thurgau & Riesling QbA (w Niemczech ok. 6 euro). Dziś nieco lepiej pokazują się rieslingi Horsta Sauera niż jego silvanery, ale na degustację najlepszych win – na razie zamkniętych i niegotowych – jest po prostu za wcześnie. Pewniaki to Escherndorfer Lump Silvaner Spätlese trocken i Escherndorfer Lump Riesling Grosses Gewächs (już teraz znakomity). Silvanera Lump Grosses Gewächs Sauer jeszcze na ProWeinie nie pokazał.

Ludwig Knoll z würzburskiej winiarni Am Stein ma już we Frankonii status gwiazdy. W 2010 r, nie zawiódł. Świetne są jego prostsze wina: Helle Freude (müller thurgau, riesling i bachus), a zwłaszcza Muschelkalk Silvaner. Würzburger Stein Silvaner Trocken zapowiada wielkie przeżycia, gdy do sprzedaży trafią najlepsze wina „Z Kamienia”. Z całą pewnością warto będzie poczekać na silvanera Vinz Alte Reben. Konoll pokazał dwa starsze roczniki 2009 i 2006 udowadniając jak pięknie dojrzewają dobre wina z tej iście frankońskiej odmiany.

Winiarnia Glaser Himmelstoss mieści się w Nordheim oddzielonym od sławniejszego Escherndorfu jedynie wąskim nurtem Menu. Monika i Wolfgang Glaserowie gospodarzą tam na 14 ha, a ich najważniejsze siedliska to Nordheimer Vögelein i Dettelbacher Berg-Rondell. W roczniku 2010 z pierwszego na razie najbardziej poruszający jest Riesling Spätlese trocken – jeszcze milczący, zamknięty w kamieniu, ale też ze świetnym owocem, perfekcyjnie skonstruowany, o dużym potencjale. Z Berg-Rondell urzekł mnie natomiast Silvaner Spätlese trocken – skrajnie mineralny, na razie niemal całkowicie zamknięty, ale znakomicie zrównoważony, świetnie kwasowy, o bardzo dobrej materii; wino do odłożenia na lata. Cała gama Glaser Himmelstoss jest zresztą warta poznania – w dodatku za śmieszne pieniądze – ceny wahają się tu bowiem od 6,50 do 17 euro.

Winiarnia Fürst Löwenstein przeniosła się w ostatnich latach do nowej siedziby w zamku w Kreuzwertheim w zachodniej Frankonii. Perłą w koronie jest tu tarasowa, stroma winnica Homburger Kallmuth – położona w zakolu Menu, bardzo ciepła, na podłożu obfitym zarówno w wapień, jaki i czerwony piaskowiec typowy dla tej części regionu. Löwensteinowie uznali, że za wcześnie pokazywać jeszcze wina z rocznika 2010, degustowaliśmy zatem 2009 i 2008. Flagowy Silvaner Grosses Gewächs „Asphodill” 2008 zaprezentował się znakomicie – do nut mineralnych dołączyły aromaty dojrzałego melona, świeżego masła. Wino ma charakterystyczny dla domu zwiewny, niemal koronkowy styl.
Zniewalający jest Riesling L – Sophie Löwenstein Schönhell 2009. Wino pochodzi ze starej, położonej na iłach winnicy w Hallgarten, charakteryzuje je kapitalna owocowa perfuma, świeże nuty kwiatowe, wreszcie subtelna, finezyjna mineralność. Cukier resztkowy na poziomie 13,4 g/l daje mu krągłość jest jednak perfekcyjnie zrównoważony 7,5 g/l kwasu. Wielkie wino.

Na ProWeinie odwiedziłem wreszcie Hugo Brennflecka, który swoje wina robi w Sulzfeld w południowo-wschodniej części winiarskiej Frankonii. Jego czołowe siedlisko to Maustal, z którego pochodzi fenomenalny w 2010 roku Silvaner Spätlese trocken – przenikliwie kamienny, ale podbudowany, jak wszystkie wina Brennflecka, czystym, cytrusowym owocem, pieprzny i już bardzo ekspresyjny. Bardzo podobał mi się też pokazany przez Hugo Riesling Spätlese trocken z Escherndorfer Lump – klasyczny, chłodny, bardzo elegancki. Brennfleck konsekwentnie nie przyłącza się do stowarzyszenia VDP, co może być jednym z powodów zachowania wciąż rewelacyjnych cen. Czołowe wina kosztują w winiarni 10-11 euro. Warto ruszać nad Men.

W kolejnych odsłonach bloga o rieslingach (i nie tylko) z Nahe, Moseli i Mittelrhein.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.