Mistrzostwa Polski Sommelierów: remis ze wskazaniem

Paweł Demianiuk z warszawskiego Amber Roomu jest nowym mistrzem Polski sommelierów. W dzisiejszym finale wygrał o włos z Pawłem Białęckim (InAzia, Hotel Sheraton, Sopot) i Andrzejem Strzelczykiem (La Rotisserie, Hotel Le Regina, Warszawa). Wniosek z tegorocznych MPS jest budujący – mamy zdolną sommelierską młodzież.

Mistrzostwa mają od lat podobny przebieg. W czasie eliminacji uczestnicy piszą rozbudowany test (w tym roku podobno bardzo trudny, oparty na pytaniach z mistrzostw Europy) i biorą udział w konkurencjach praktycznych (dekantacja). Trzech najlepszych przechodzi do finału. Ten odbył się dziś, 5 listopada, w sali Centrum Rozwoju Firm, w warszawskiej siedzibie MAKRO.

Zawodnicy występowali na scenie, przed publicznością – każdy, ok. 45 minut. Pierwsza konkurencja polegała na serwowaniu dwóm „klientkom” restauracji wina musującego. Wszyscy trzej finaliści poradzili sobie z tym doskonale popełniając jedynie drobne błędy.

Kolejne zadanie było już trudniejsze: trzeba było „sprzedać” gościom restauracji menu szefa kuchni i dobrać do niego właściwe wina (sędziowie oceniali nie tylko trafność doboru ale i kontekst cenowy menu i charakter kolacji). Tu było różnie – część uczestników nie wiedziała co to jest ceviche figurujące w karcie jako przystawka, nikt chyba nie wiedział też, co to vacherin. Piszę „chyba”, bo o ile „klientka” restauracji pytała sommeliera wprost co to jest ceviche, o tyle vacherin jedynie figurował w karcie, a niewiedzy domyślaliśmy się ze skonfundowanych twarzy zawodników i tego, że nikt nie wymówił magicznego słowa „ser”. Z wyborem win do grillowanego tuńczyka, udźca wołowego i czekoladowych roladek nie było już większych kłopotów, a finaliści wykazali się sporą oryginalnością.

Trzecia konkurencja to dekantacja wina – wykonana przez wszystkich bardzo sprawnie – odpisywaliśmy punkty tylko za drobne uchybienia. Pewnym utrudnieniem było zdekantowanie butelki magnum.
Jeszcze krótka konwersacja po angielsku (obyło się bez dukania, odpowiedzi były płynne i logiczne) i… zaczęły się schody.

Jedną z najtrudniejszych konkurencji jest opisowa degustacja dwóch win (w tym roku Riesling Delikat SGR 2008 Josefa Chromy’ego z Tasmanii i El Terroir Garnacha Old Vines 2008 z Domaines Lupier z Nawarry ) – o ile z opisaniem win nie było większych problemów to z rozpoznaniem szczepów, zwłaszcza zaś miejsca pochodzenia, kłopoty były spore. Garnachy nie poznał nikt, jeden z zawodników wziął zaś tasmańskiego rieslinga off dry za grüner veltlinera.

Jeszcze więcej problemów przyniosło rozpoznanie pięciu destylatów: Wyborowej Klapsa Pear, beczkowej grappy Dolce Vite, likieru pomarańczowego De Kuyper Triple Sec, burbona Evan Williams i brandy de jerez Sanchez Romate Solera Reserva. Celne strzały były pojedyncze.

Zdecydowanie najtrudniejszym zadaniem okazało się poprawienie najeżonej błędami karty win. W tym roku lista obejmowała wyłącznie wina bordoskie a wśród pomyłek były: zwykłe literówki, braki w nazwach posiadłości, pomieszane apelacje i pozycje w klasyfikacji grand cru classé. Szczytem wyrafinowania organizatorów był jednak przykład Château Haut-Brion 1982. W karcie figurowało jako Pessac-Léognan i rzeczywiście, Haut-Brion to dziś pessac, ale 29 lat temu klasyfikowany był jako Graves. Na 10 win finaliści znaleźli błędy w 3-4.

Mimo to poziom finału był wysoki. Zobaczyłem trzech sprawnych, wygadanych sommelierów, którzy wiele wiedzą o winie, mają wyobraźnię gdy idzie o dobór win do potraw, unikają sztampy. Sędziowałem w MPS po raz trzeci czy czwarty i był to z pewnością najlepszy finał, w jakim brałem udział.
Po podliczeniu punktów wiedziałem też, że odczucia jakie miałem w trakcie oglądania zawodników na scenie potwierdziły się. Różnice były minimalne. Paweł Demianiuk zdobył 200,08 pkt, Paweł Białęcki 197,54, a Andrzej Strzelczyk 194,31. Można więc mówić o „prawie” remisie. Ja znalazłbym przyjemność w byciu obsługiwanym w restauracji przez każdego z finalistów.

PS. Tomasz Kolecki-Majewicz, triumfator trzech ostatnich edycji MPS oddał w tym roku pole kolegom i nie startował. Przygotowuje się do mistrzostw świata w Tokio w 2013 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Mistrzostwa Polski Sommelierów: remis ze wskazaniem

  1. TPB pisze:

    My (sędziowie i publiczność) bawiliśmy się przednio, ale finaliści chyba mniej. Choć w tym roku zdecydowanie mniej było spięcia i sztywniactwa. Naprawdę fajne chłopaki, cała trójka.

  2. wein-r pisze:

    Oprócz (klasycznego już chyba) „zwodu” z Haut – Brion 1982 ciekawe były też Climens jako Sauternes, Duhart – Milon jako 3-cie wino z Mouton czy Montrose z Pauillac. Pomijam już dowcip z Cantemerle 2010, w gorączce zawodów widzieć można było każdy inny, dowolny rocznik :-)! Konkurs konkursem ale czy to przy okazji nie pyszna zabawa? Choćby tak na spokojnie, w domu, bez podglądania :-). Jeszcze raz gratulacje dla Zwycięzców! Było Ich Trzech. Szacunek.

  3. TPB pisze:

    Z tego co wiem, marzący o zwycięstwie w mistrzostwach świata sommelierzy rzeczywiście długie miesiące nie robią nic innego tylko wsparci sponsorami przygotowują się do imprezy.

    A co do obecnego triumfatora praktyka zawsze była taka, że aktualny mistrz Polski startuje w kolejnym roku w Mistrzostwach Europy.

    Myślę, że szczegóły w tej kwestii wyjaśni Stowarzyszenie Sommelierów Polskich. Obiecuję wyjaśnić te zawiłości w artykule o mistrzostwach w grudniowym MW.

  4. ducale pisze:

    „PS. Tomasz Kolecki-Majewicz, triumfator trzech ostatnich edycji MPS oddał w tym roku pole kolegom i nie startował. Przygotowuje się do mistrzostw świata w Tokio w 2013 r.”- ale serio dwa lata trwają przygotowania :-)
    Tak na marginesie to nie nowy triumfator powinien reprezentować stowarzyszenie w Tokio, pytam bez podtekstów po prostu dla mnie to nie logiczne ale może są inne powody

  5. cerretalto pisze:

    A czy jako sporadyczny czytelnik mógłbym też liczyć na objaśnienie pojęcia „sommelier” w warunkach polskich? Bo sądząc z tych pytań ocenia się głównie 3 parametry:

    – wiedzę encyklopedyczną (jak w starej szkole)

    – własności sensoryczne nosa i podniebienia

    – celebrę

    Czyli dla mnie to taka sztuka dla sztuki, nie ujmując nic uczestnikom a zwłaszcza zwycięzcom. W praktyce często widuję nawet w dobrych polskich restauracjach jakąś niebywałą celebrę nawet z butelką wody mineralnej przy myleniu szardone z sawinionem i trudnościach kucharza z przykładowym udkiem kaczym.

    W wielu dobrych restauracjach, by nie uogólniać, to ograniczę się do gwiazdkowych wg Michelina w przykładowym Paryżu, Lyonie i Awinionie – nie spotykałem się z aż taką celebrą, nalepkologią, nabzdyczonymi notkami i językiem opisu win czy brakiem klasycznych win do oferowanych potraw. I w ogóle wygląda na to, że sommelier tam to ktoś kto ma dużo większy wpływ na całość oferty restauratora.

  6. bombino pisze:

    „Sommelierzy” w warunkach polskich zanim zostali ocenieni podczas finału, brali udział w kilkugodzinnym teście sprawdzającym zarówno wiedzę encyklopedyczną jak i dbałość o nalepkologię oraz celebrę.
    Trzy spośród przez Ciebie wymienionych parametrów, czyli wiedza, sensoryka i celebra w dużym uproszczeniu stanowią oprócz kultury osobistej główne cechy przyzwoitego sommeliera.
    Chyba, że byłbys skłonny wymienić co innego. Zawód ten jest ściśle związany z obsługą Gości a restauracja to często faktycznie sztuka dla sztuki w wielu wymiarach. Ale jak rozumiem gastronomię, to właśnie częściowo dla tej sztuki przychodzą ludzie do restauracji.
    Czyż inaczej nie siedzieliby w domu w dresach rozkoszując się podaną w sposób prosty i nienabzdyczony plastikową butelką wody?
    Sommelier TAM (mówisz o Francji)i sommelier TU to faktycznie dwa różne zawody. Również z powodu różnicy Gości przychodzących do przykładowych restauracji w przykładowym Paryżu, Lyonie i Awinionie.
    Dopóki będą się odbywały takie konkursy dopóty odległość do przykładowego Paryża będzie się zmniejszać.

  7. cerretalto pisze:

    „Chyba, że byłbys skłonny wymienić co innego.” – tak, to trochę więcej niż myślisz, na przykład:

    – dopasowanie win do kuchni i w mniejszym stopniu kuchni do win oraz kształtowanie całości oferty wraz z szefem kuchni zamiast polegania na nalepkologii związanej z tym co właściciel ustalił z jedynym dostawcą, bo ten zafundował lodówki i butelki na krechę

    – posiadanie w ofercie w miarę ciekawych win w dobrej cenie „na kieliszki” (zdarza się, ale niezbyt często)

    – poznawanie i edukowanie klientów bardziej metodą praktyczną niż encyklopedyczną czy „wykuwania na pamięć”

    „Czyż inaczej nie siedzieliby w domu w dresach rozkoszując się podaną w sposób prosty i nienabzdyczony plastikową butelką wody?” – nie, a to co napisałeś słabo świadczy o Twoim podejściu do klientów i umiejętności czytania ze zrozumieniem. Ludzie przychodzą do restauracji z różnych powodów, miedzy innymi by dobrze zjeść. A jeśli nie mogą dobrze popić, to ograniczają swoje wybory co działa przeciw sommelierowi i przeciw restauracji.

    „Również z powodu różnicy Gości przychodzących do przykładowych restauracji” – to może lepiej się dostosować do realiów i pozostawić taką celebrę restauracjom dla bardzo bogatych lub takim z 2-3 gwiazdkami Michelina? :)

    „Dopóki będą się odbywały takie konkursy dopóty odległość do przykładowego Paryża będzie się zmniejszać.” – nie, ale to znacznie prostsze niż myślisz – jeśli ta różnica się zmniejsza, to głównie dzięki temu, że ludzie bywają w restauracjach w przykładowym Paryżu :)

  8. bombino pisze:

    Napisałeś:
    „dopasowanie win do kuchni i w mniejszym stopniu kuchni do win oraz kształtowanie całości oferty wraz z szefem kuchni zamiast polegania na nalepkologii związanej z tym co właściciel ustalił z jedynym dostawcą, bo ten zafundował lodówki i butelki na krechę
    – posiadanie w ofercie w miarę ciekawych win w dobrej cenie „na kieliszki” (zdarza się, ale niezbyt często)
    – poznawanie i edukowanie klientów bardziej metodą praktyczną niż encyklopedyczną czy „wykuwania na pamięć”

    A propos czytania ze zrozumieniem które byłeś tak łaskaw nadmienić – żadna z wymienionych przez Ciebie rzeczy ani nie jest cechą sommeliera, ani czymś co jest związane z jego umiejętnościami, które były sprawdzane podczas ww konkursu. Wymieniłeś rzeczy które obejmują codzienne obowiązki sommeliera (dobór karty win do potraw i odwrotnie, wybieranie win na kieliszki i edukacja Gości). Proponuję zatem również dokładne czytanie wpisów.

    A o moim rozumieniu potrzeb Gości – może w Twoim rozumieniu przychodzą do restauracji TYLKO dobrze zjeść, albo może Ty tylko z tego powodu odwiedzasz francuskie restauracje z gwiazdkami Michelin? Celebra, oczywiście nie przesadzona, jest moim zdaniem bardzo istotna z punktu widzenia Gościa, kropka. Ty uważasz inaczej i nie ma co drzeć szat na tym ołtarzu.
    W praktyce restauracyjnej, i podejściu do Gości które znam wg Ciebie tak słabo nie używam terminu „klient”. Rezerwuję go dla sklepów osiedlowych.

    „to może lepiej się dostosować do realiów i pozostawić taką celebrę restauracjom dla bardzo bogatych lub takim z 2-3 gwiazdkami Michelina?”
    właśnie codziennie dostosowuję się do tych realiów właśnie w ten sposób, który opisałeś, w takiej restauracji jaką opisałeś. Celebra tam jest często bardziej doceniana niż same potrawy. Nie mam świecących koszyków do wina ani błyszczącego tastevinu, który mi dynda rozkosznie na szyi, ale procedury celebry były i są niezmiernie ważne.
    Wielu ludzi ich nie zauważa, bo to naturalne. W zespole też tylko słychać perkusistę dopiero jak się pomyli. Wcześniej jest anonimowy i schowany.

    Jeżeli uważasz że nalepkologia jest bez sensu, wytłumacz miliardowe interesy słynnych Chateau z Chinami i słynne notoryczne podrabianie pierwszej Piątki. Nalepkologia.

    Bywanie w restauracji w Paryżu nie zmniejsza naszego dystansu do francuskiej gastronomii ponieważ nie nauczy to właścicieli restauracji traktować i szkolić swoich pracowników z takim zaangażowaniem jak w Paryżu. Będąc w przykładowym Lyonie, czy właściciel restauracji czy Gość, moze chciec narzucić zwyczaje tam zaobserwowane zapominając, że wymaga to lat nauki i inwestowania w ludzi. A przenoszenie wszystkiego tu zaraz i teraz kończy się najczęściej katastrofą.

  9. cerretalto pisze:

    Potwierdzasz tylko moje wątpliwości – takie konkursy są najwyraźniej dla dość wąskiego grona obsługującego także dość wąskie grono majętnych ludzi. 5 restauracji w Warszawie? Może 10. Celebra jest oczywiście konieczna, trochę jak z S-klasse, Bentley czy Ferrari. Ale rzadziej spotykana w takim wymiarze TAM niż TU. Za to TAM wina tańsze i lepszy ich wybór – może mniej wydają na celebrę? :) Nalepkologia w dobie internetu? :)

    No dobrze, na zdrowie, nie mam nic przeciw, sam nawet lubię zjeść czasem w niektórych z nich, rzadziej wypić, ale co może wyniknąć dla tańszych restauracji z tak zaawansowanych, trudnych i moim zdaniem abstrakcyjnych konkursów? A tu właśnie jest duży potencjał dla rynku win czyli także dla sommelierów.

    Skąd taka pogarda dla określenia „klient”? Z „celebry”? Uważasz, że Twoi Goście nie bywają klientami innych Twoich Gości? :)

    Chińczycy nie kupują z powodu nalepkologii, czyli pseudonauki związanej z odcyfrowywaniem i głaskaniem nalepek, ale z tego powodu, że sądzą, że warto inwestować w dobre marki. Często słusznie. Czy sommelier to ktoś kto ma wykrywać podróbki nalepek zwłaszcza jeśli rzadko decyduje o tym co kupować? :)

    Z perkusistą to się chyba zatrzymałeś w którejś z poprzednich epok, bo od co najmniej 40 lat perkusja ciągnie i to coraz częściej na pierwszym planie, także pod względem głośności :). To powrót do źródeł czyli do rytmu. Z winami jest podobny powrót do źródeł – coraz częściej wolimy popijać smaczną zawartość butelki niż wyznawać nalepkologię(*) czy szczepologię(**). Takie czasy :).

    (*) Szczytem wyrafinowania organizatorów był jednak przykład Château Haut-Brion 1982. W karcie figurowało jako Pessac-Léognan i rzeczywiście, Haut-Brion to dziś pessac, ale 29 lat temu klasyfikowany był jako Graves.

    (**) […] o ile z opisaniem win nie było większych problemów to z rozpoznaniem szczepów, zwłaszcza zaś miejsca pochodzenia, kłopoty były spore. Garnachy nie poznał nikt […]

  10. bombino pisze:

    KOnkursy są faktycznie dla wąskiego grona, choc grono członków SSP jest większe niż faktyczna ilość osób biorących udział w konkursie ( nie wspominając, że część osób biorących udział jest spoza SSP).

    Jako że ta ilość od wielu lat się zasadniczo nie zmienia wypada chyba stwierdzić ostrożnie, że póki co rynek się nasycił, ponieważ przy braku popytu następuje nieuchronnie brak podaży. Choć przykre że rynek nasyca się również ludźmi, którzy w konkursach udziału nie biorą.

    Nie jest to obligatoryjne, ale smutne i również daje nam informacje o realiach rynku.

    Co do perkusji to faktycznie się zatrzymałem w której z poprzednich epok, ale dobrze mi z tym, za to co obserwuję obecnie – dziękuję bardzo.

  11. Pingback: Zawód sommelier « Wojciech Bońkowski

  12. Pingback: (Nie)oczekiwana zmiana miejsc | Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego