Z archiwum: o Hitlerze i winie słów kilka

Andrzej Daszkiewicz wyłowił w sieci etykietę wina z Adolfem Hitlerem, co przypomniało mi, że kiedyś się tym tematem zająłem. Poniżej tekst jednego z felietonów w Radiu PIN z lutego 2007 r.

Są rzeczy, które budzą mój, może nawet nie tyle sprzeciw, co zdecydowanie niesmak. Światek kolekcjonerów wina obiegła oto wiadomość, jakoby na aukcji w Plymouth w tym tygodniu (luty 2007 r. – przyp. aut.) sprzedane miało być tzw. wino Hitlera. Konkretnie zaś jedna z butelek o wdzięcznej nazwie Führerwein, które Adolf miał rozdawać wysokim oficerom nazitowskiej armii 20 kwietnia 1943 roku z okazji swych 54 urodzin. Zawartość flaszki określana jest dość enigmatycznie jako Schwarzer Tafelwein, a jest po prostu niemieckim stołowym winem czerwonym. Na dobrze zachowanej etykiecie Hitler jak żywy, w krawacie i marynarce. Butelkę wystawia na aukcji kolekcjoner z Devon. Dostał ją od anonimowego znalazcy z Francji. Tamten zaś twierdzi, że odkrył Führerwein w jakimś garażu we Francji. Kolekcjoner z Devon spodziewa się dostać 500 funtów. Czy dostanie? Pewnie tak – świat pełen jest świrów zbierających z dziką satysfakcją wszelkie przedmioty, byleby była na nich swastyka. Wystarczy pojechać na warszawskie Koło, by nabyć talerzyk z gapą na odwrocie. Torcik wedlowski stanąłby mi wprawdzie w gardle, gdybym miał go jeść z nazistowskiego fajansu, ale cóż…
(Ostatecznie flaszka poszła za 3995 funtów – przyp. aut.)

To, że w butelce Führerwein wino jest martwe jest niemal pewne, więc wiadomo, że chodzi o sam fakt, kto tę flaszkę w ręku trzymał! Cała historia nie byłaby funta kłaków warta, gdyby nie przypomniała mi o innej, sprzed kilku lat. We włoskim Friuli niejaki Andrea Lunardelli sprzedaje od 12 lat wino z identyczną nazwą i portretem Hitlera. Zawartość jest już współczesna. Pod hasłem Führerwein można napić się zatem fruliańskiego cabernet franc, czy merlota. Różnych etykiet z Hitlerem jest co najmniej kilkanaście. „Ein Volk, ein Reich, ein Führer”, „Sieg Heil” – to kolejne sympatyczne hasła wypisane poniżej wizerunku srogiego wodza III Rzeszy. Pojawienie się win na rynku wywołało skandal, ale Lunardelli podobno odniósł sukces. Wygrał proces o prawo do używania na etykietach wizerunku masowego mordercy i twierdzi, że robi to wyłącznie dla pieniędzy. W jego tak zwanej „Historycznej kolekcji” widnieją też inne przyjemne postaci: Mussolini, Stalin, Lenin i, jakby dla usprawiedliwienia pseudohistoryczności przedsięwzięcia, pojedyncze flaszki z Churchillem, Marxem, a nawet cesarzową Sissi.

Zastanawiam się jak musi wyglądać wieczór miłośników win Lunardellego: Panowie! Co walimy na początek? Mam na aperitif pyszne prosecco Vom Führer. Jasne polej. A do przekąski walniemy hitlera, czy może stalina? Dawaj hitlera, dobrze wchodzi pod małosolne, tylko ten „Sieg Heil”, bo jakiś taki mniej kwaśny chyba. Masz, popraw „Deutschland über alles”. Jednym zdaniem zabawa na całego. Mało Wam Hitlera? Lunardelli jest winiarzem bardzo wyrafinowanym. W swojej bogatej kolekcji, obok win z gołymi babkami, Che Guevarrą, czy „Krzykiem” Edwarda Muncha ma też prosecco z wizerunkiem picassowskiej Guerniki – kubistycznego obrazu upamietniającego zbombardowanie tego północnohiszpańskiego miasta przez Luftwaffe i włoskie bombowce 26 kwietnia 1937 roku. To w końcu logiczne – wieczór degustacyjny pod hasłem „Twórcy i ich dzieło”. Smacznego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Z archiwum: o Hitlerze i winie słów kilka

  1. Muszę podjąć temat. Zupełnie nie z winem związany. ale a propos Hitlera i jemu podobnych.

    Dla mnie osobiście stwierdzenie „Są rzeczy, które budzą mój, może nawet nie tyle sprzeciw, co zdecydowanie niesmak.” to trochę zbyt mało. Myślę, że dziś grozi nam zwyczajnie znieczulica na zło, zapominamy o historii i jej wadze. Takie podejście (moim skromnym zdaniem) super wpisuje się w politykę oswajania ze złem, w której można dobrze się bawić czytając zabawny tekst o jednym czy drugim ludobójcy.

  2. TPB pisze:

    Trudno mi się nie zgodzić z tym co piszesz. Wygrzebałem ten tekst – może rzeczywiście za lekko traktujący temat – napisany pięć lat temu, bo widząc zamieszczone dziś przez Andrzeja na FB zdjęcie kolejnej butelki z Adolfem zdałem sobie sprawę, że facet (Lunardelli) wciąż ma się dobrze, od bodaj 17 lat. Ktoś reaguje „poważnie”, ktoś ironicznie, a on tłucze co roku swoje podłe winka Sieg Heil, bo widać ma na to rynek. Nie on tylko, co gorsza. Pamiętam, jak stanął nam w gardle z Markiem Bieńczykiem lunch u jakiegoś producenta z Gardy, gdy zobaczyliśmy, że ma też, dla specjalnych klientów, serię win z Duce na etykiecie. W dodatku czuł się w obowiązku wyłożyć nam „podłoże historyczne” i, niestety, w przeciwieństwie do Lunardelliego, nie robił tego chyba dla kasy, a z pobudek ideolo… Dzięki Maćku za ten głos.

  3. docg_ pisze:

    Być może mam stępioną wrażliwość na hitlerowskie emblematy, ale mieszając 50 lat we Wrocławiu, gdzie na każdym kroku spotyka się pamiątki przeszłości, siłą rzeczy niejednokrotnie „okraszone” faszystowskimi znakami, zapewne traktuje się to wszystko nieco inaczej. Historycy prawdopodobnie mieliby dodatkowe argumenty za mniej emocjonalnym traktowaniem niektórych postaci z historii – ludobójcy to nie tylko Hitler i Stalin, ale również wiele innych postaci historycznych, które uważane są przez swoich za wybitnych mężów stanu, a przez innych za katów i oprawców. Wystarczy wspomnieć różnice w traktowaniu niektórych postaci pomiędzy Polską a Ukrainą, czy Polską a Rosją. Nie mówiąc o „odkrywcach Ameryki”, którzy de facto nie byli żadnymi odkrywcami, tylko zwykłymi rzeźnikami, co nie przeszkadza, żeby ich pomniki oraz place i ulice nazwane ich imieniem były w każdym większym mieście Hiszpanii. Ja bym oczywiście wina z podobizną Hitlera nie kupił, ale sugeruję mniej emocjonalne i bardziej refleksyjne podejście do tematu.

  4. @TPB – gdyby był button „like it”, to bym z niego skorzystał :)