48 godzin w Salta

Teoretycznie nie ma nic prostszego niż dostać się do Salty. Samolot z Buenos Aires lata do tego położonego na północnym-zachodzie Argentyny miasta przynajmniej dwa razy dziennie. Lądowanie w Salcie nie oznacza jednak znalezienia się w regionie winiarskim o tej samej nazwie.

Podróżuję po Argentynie na zaproszenie organizacji Wines of Argentina z grupą dziennikarzy winiarskich z Czech, Holandii i Irlandii. Nieduży bus zabiera nas z lotniska w Salcie. Na pokładzie woda i butelki popularnego w Argentynie piwa Quilmes. Na obrzeżach Salty zatrzymujemy się jeszcze przy kiosku, z którego nasz przewodnik przynosi kartonowe pudełka pełne empanadas, gorących pierożków z siekanym mięsem oraz z serem i szynką. Do Cafayate daleka droga – niby tylko 180 km, ale przez góry, a to oznacza 5 godzin jazdy.

Po sennym początku, mniej więcej 100 km za Saltą wjeżdżamy w pasmo czerwonych skał wyżłobionych przez Rio de las Conchas wijącą się wzdłuż drogi nr 68. Rzeka płynie rwącym nurtem. Kilkukrotnie musimy skorzystać z objazdu widząc, jak główna szosa niknie gdzieś w odmętach brunatnej wody. Po drodze kilka atrakcji turystycznych: Garganta del Diablo i El Anfiteatro czyli wyjątkowo malownicze formacje skalne i punkt widokowy na przełęczy „Trzech krzyży”, gdzie spotykam zresztą polskich podróżników (-poczekaj, aż te dziewczyny się odsuną-).

Wreszcie, o zachodzie słońca Cafayate – miasteczko jednopiętrowych domków zbudowanych na siatce prostopadle przecinających się ulic opasującej kwadratowy plac z kilkoma restauracjami, sklepami z „indiańskim” rękodziełem dla turystów i paroma hotelami. Także kilka winotek, bo Cafayate to prawdziwa stolica winiarskiej Salty.

Śpimy kilka kilometrów dalej, pod Tolombón, w niedużym hotelu Alta La Luna otoczonym winnicami, które tutaj podchodzą pod samo pasmo wysokich gór. Kolacja na miejscu – mamy szczęście, bo wina dla hotelu robi sam Jose Luis Mounier, zwany też Señor Torrontés, postać dla Salty, zwłaszcza zaś dla odmiany torrontés, emblematyczna. Jego biała Alta La Luna jest bardzo aromatyczna, pełna nut świeżych winogron, lekko muszkatowa, w swej szczodrości całkowicie wytrawna i świetnie pasująca do pierożków nadziewanych warzywami i mięsem kurczaka.

Rano, jeszcze przed śniadaniem wypuszczam się na krótki spacer do Tolombón. W sam raz by zobaczyć wschód słońca nad pasmem Aconquija – promienie liżą najpierw szczyty leżącej po zachodniej stronie doliny grupy Famatima, potem spływają do winnic niemal całkowicie zajmujących dno Calchaqui – głównej doliny winiarskiej Salty.

Pierwsza wizyta w winiarni Amalaya – w języku Indian znaczy to tyle co czekając na cud, jednak tu na cud nikt nie czeka. O 10:00 zebrane chłodnym świtem owoce torrontésa czekają już w skrzynkach na selekcję. Tutejszy enolog pokazuje w jednej ręce kiść zielonych gron, które mają wnieść do kupażu kwasowość, w drugiej owoce częściowo przejrzałe, zebrane w tym samym czasie, w tej samej winnicy. Jak to możliwe? W Salta nie brak upraw torrontésa puszczonych na pergoli. Odpowiedni sposób przycinania liści sprawia, że część owoców jest bardziej eksponowana na słońce i dojrzewa szybciej dając winu dojrzałe, miodowe aromaty.

Amalaya należy do Donalda Hessa, szwajcarskiego magnata, który kolekcjonuje sztukę i winiarnie (m.in. Hess Collection w Napa Valley, Peter Lehman w Barrosie, Glen Carlou w Paarl). W Salcie, oprócz Amalayi ma też drugą winiarnię, Colomé, w której przerabiane są owoce z wyżej położonych winnic. Wyżej oznacza w Salta ponad 2000 m n.p.m. Rekordowa parcela leży na 3100 m n.p.m. Winnice wokół Cafayate rosną nieco niżej, ok. 1700 m n.p.m. Wysokość sprawia, że tuż przed zbiorami różnica temperatur między dniem, a nocą może sięgnąć nawet 25˚C, co powoduje, że grona zachowują świeżość i są w stanie osiągnąć optymalną dojrzałość. W czasie degustacji porównujemy m.in. torrontésa z Amalaya i z Colomé. Pierwszy jest szczodrym, atrakcyjnym, krągłym i bardzo aromatycznym winem; drugi zachowuje powściągliwość, więcej w nim nut trawiastych niż muszkatowych, gdy jednak zostawić go na pół godziny w kieliszku pokazuje mineralny pazur i większą złożoność.

Kolejny przystanek u jednego z największych argentyńskich producentów – Felix Lavaque, znanego w Polsce z prostych win z serii Quara. Pracuje tu wspomniany już Jose Luis Mounier, a objawieniem degustacji jest jego Felix Torrontés, żywiołowe, zrobione na bogato, ale wciąż eleganckie wino podkręcone nieco dębem (co dziwi nawet argentyńskich winiarzy). Jest w nim nuta jaśminu i miodu, przede wszystkim jednak złożona mineralna struktura – Mounier ma do dyspozycji 95-letnie krzewy torrontésa i potrafi to wykorzystać.

Wieczorem, w restauracji Terruño w Cafayate zamawiamy jeszcze jednego torrontésa J.L. Mouniera, tym razem z jego własnej winiarni, Finca Las Nubes. Wino jest mniej widowiskowe, bardziej prostolinijne od tych, które winiarz robi dla innych – piaskowe, czyste, z typową dla odmiany goryczką znaną z owoców cytrusowych. Niebezpiecznie łatwo gasi pragnienie, a do pomidorów ze świeżym kozim serem z Salty wydaje się wręcz idealne.

Na rynku w Cafayate słychać niemal wyłącznie angielski. Miasteczko pełne jest Amerykanów w średnim wieku odbywających swoją podróż po Argentynie, w której znalazło się miejsce także na ruta del vino. Zupełnie słusznie. Salta, zachowując wszelkie proporcje odnośnie wielkości produkcji, skutecznie wychodzi z cienia Mendozy. Oprócz świetnych torrontésów postaje tu dużo rześkich win czerwonych z malbeka, tannata czy caberneta (napiszę o nich więcej w czerwcowym Magazynie WINO). W dolinie Calchaqui pracuje co najmniej kilku wiodących argentyńskich producentów, inwestorzy chętnie wkładają w region pieniądze – przyszłość przed Saltą rysuje się więc jasna.

Jest świt. Moi towarzysze podróży śpią. Poranne słońce oświetla czerwone skały w dolinie Las Conchas. Jedziemy powoli. Kręta droga pełna jest wertepów i objazdów. Robotnicy naprawiają osuwisko. Rio de las Conchas uparcie podmywa tymczasem kolejny zakręt. Czasem na szosie pojawi się krowa. W Salta czeka samolot do Mendozy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.