W obronie Drwala

Nie ukrywam, że do Attili Gerego zawsze czułem słabość. Smakowały mi jego podstawowe wina odmianowe z kékfrankosa i portugiesera (ech, gdzie te czasy, gdy w karczmie w Villány zamawiało się je po z grubsza 2000 forintów butelka) – bardzo pijalne, nie nachalne, czyste i na wskroś środkowoeuropejskie; smakowała środkowa półka z zawsze wartym swej ceny Cabernet Sauvignon Barrique, smakowały wreszcie wina drogie z Cabernet Franc Selection (wg mnie najlepszy franc w Villány) i legendarnym Kopárem na czele. Lubiłem ich ekspresję, rzadko popadały w chorobę nadekstrakcji, mimo swej masywności zachowywały elegancję, kusiły oryginalną nutą spod znaku Mitteleuropy.

W czasie zeszłopiątkowego spotkania „Furmint & Friends” w hotelu Le Regina w Warszawie zostawiłem sobie degustację wina z Gere Pincészet na koniec, po świetnych winach somlóńskich, wytrawnych tokajach, naturalizujących (i jakże pysznych) czerwonych winach Franza Weningera z Sopronu… Wczoraj, we wpisie Ewy Wieleżyńskiej znalazłem nazwisko Gere w kontekście opisu „węgierskiej choroby” charakteryzującej się osiąganiem absurdalnych wyżyn alkoholu oraz pławieniem się w zupiastej konsystencji i rozmamłanych garbnikach. Wszystko, tylko nie to!

Jeśli cokolwiek zaskoczyło mnie w winach Drwala z Villány (Attila Gere jest z wykształcenia leśnikiem) to świeżość i zwrot w stronę jeszcze większej pijalności. Athus Cuvée 2009 (kupaż kékfrankosa, caberneta sauvignon i portugiesera) – był pełen owocu, soczysty, z przyjemną nutą ziemisto-jodową. Nieco dziki, nie dojrzewany w nowym dębie, świetny strukturalnie i znów superpijalny okazał się Cabernet Sauvignon 2008. Najbardziej nowoświatowy w zestawie Syrah 2008 to, mimo smolno-czekoladowych nut, wino o świetnej kwasowości, nie-takie-znów-ciężkie, z uroczą perfumą w końcówce. Wreszcie tercet mocarzy: Cabernet Franc Selection 2008 – supereleganckie, skoncentrowane, czyste, pełne odmianowego charakteru wino, żywe, ze znakomitym owocem, napięte i kwasowe, z całkowicie wtopioną beczką i doskonale dojrzałymi taninami; pełne materii, ale zrównoważone. Kopár 2008 (połowa cabernet franka, 40% merlota i 10% cabernet sauvignon) – jeszcze nieco zamknięte (szkoda, że Andrea Gere nie zdecydowała się go zdekantować), ale świetnie kamienne, ułożone i eleganckie, zdominowane przez aromaty „franka”, bardzo rasowe, o skalno-pluszowej strukturze; Kopár 2008 wydał mi się przy tym zdecydowanie „lżejszy” (zachowując kontekst) od wcześniejszych roczników tego wina. Na koniec Solus 2008, a więc czysty merlot, również z siedliska Kopár – w przeszłości miałem sporo kłopotów z tym winem, jeśli któraś butelka Gerego zdradzała symptomy „węgierskiej choroby” to właśnie ta; a jednak w zeszły piątek Solus urzekł mnie po raz pierwszy w życiu swą „prawobrzegową” elegancją, nutami grafitu, żwirowością równoważącą soczysty, świetnej jakości owoc. Klasa!

Słówko w obronie bankiera-masarza

Nie było też wcale źle przy stoliku Zoly’ego Heimanna z Szekszárdu, ex-bankiera, a prywatnie wytwórcę świetnych wędlin z mangalicy. Dobrze „piło się” jego bardzo (jak na odmianę) kwasowe Viognier 2011. Boromissza 2010 (kupaż merlota z kadarką, cabernet frankiem i kékfrankosem) okazał się charakternym, prostolinijnym, owocowo-ziemistym winem na co dzień (w Polsce 43 zł, ale na Węgrzech już tylko 1600 ft). Poważniejszy Birtokbor 2008 (CF/ME/KF) przy dość potężnej materii nie stracił nic z „pijalności” lżejszych win Zoly’ego. Barbar 2009 (ME/CF/tannat) robił karierę wśród części publiczności (pan z badżem „Wine Lover” wychylił przy mnie trzy kieliszki, po czym na koniec imprezy wrócił po kolejny) – to wino skoncentrowane, mocne i ciężkie, ale wciąż bardzo dobrze kwasowe i z pewnością nie karykaturalne.

Na „Furmint & Friends” pokazały się Węgry takie, jakie lubimy najbardziej: poszukujące i zarazem czerpiące z bogatej tradycji. Cieszę się, że zaraz po świętach ruszam nad Balaton i do Egeru. Piątkowa degustacja zaostrzyła apetyt.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „W obronie Drwala

  1. Przyznaję, nie jesteś Tomku jedyną zaskoczoną osobą… Przeczytawszy wypowiedź P. Ewy poczułem się, jakbym znał i kochał zupełnie inne Węgry, niż ona opisuje, a przecież mówimy/piszemy o dokładnie tych samych butelkach. I pewnie wieczorem otworzę małe conieco od drwala Gerego, by wczuć się w nastrój i napiszę nieco dłuższy komentarz.
    Tu i teraz dwie krótkie uwagi do tego co napisałeś.
    Caberneta Fr. 2008 pierwszym słowem zdefiniowałeś. Superelegancki. I – jako importer tego wina – wcale się tak bardzo znowu nie cieszę. Mniej elegancki 2007 zdawał mi się być zwyczajnie lepszy i bardziej zrównoważony, mimo masy samego wina. Wogóle butelki z napisem 2007 żegnam z dużym żalem, bo dla mnie był to wzorcowy rocznik, nienadmiernie gorący, podkreślający właśnie równowagę i znakomitą kwasowość.
    Co do Solusa – uwaga podobna. Wszak to Solus spod znaku „ciężkiej artylerii”, czyli 2000 i 2003 pobił Petrusa i parę innych super-hiper flaszek z wielkimi nazwiskami w tle… Wchodzący 2008 znowu zdaje się być znakomity pod każdym względem, ale tylko wtedy, jeśli nie pamięta się 2007…
    Na koniec krótka konkluzja.
    Chwilę temu Austriacy pokazali jak należy zrobić porządną imprezę promocyjną, teraz zaś Węgrzy dorzucili swoje 3 grosze. Przepraszam, 3 forinty. Modlę się, by wzorem Austrii była to impreza cykliczna, coroczna. Może otworzy się trochę rynek na te nietypowe, ale jakże „nasze” wina…
    Gratulacje dla Panów Nemesa i Kato z In Vino !!!
    I za pomysł, i za wykonanie…

  2. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Przyznaję, Panowie, że przesadziłam, wrzucając Gerego i Heimanna do jednego worka z Sauską i Taklerem. Niemniej, wydaje mi się, że jest w nich odrobinę za dużo dojrzałości (biorę poprawkę na to, że to południe) i zwłaszcza wina Gerego zbyt są wypolerowane (supereleganckie, jak to określił Tomek) czy pluszowe, co przykrywa terroir. Ale wrócę do nich na spokojnie.

  3. Cieszę się z refleksji Pani Ewy na temat Gerego, a pewnie jeszcze niejedna okazja się trafi, by (wspólnie?) siąść nad jego butelkami, z naciskiem na „siąść”, nie w warunkach targowych…
    Ale temat sam w sobie jest ciekawy, zaś Pani uwagi (podobnie jak sporo wcześniejszy artykuł WB na ten sam temat) – cóż… zupełnie trafne, niestety…
    Tyle, że dla mnie czołowym przykładem tych przerysowanych win jest L.Bukolyi/Groff Buttler. Tam alkohol jest już zupełnie „po bandzie”, do tego stopnia, że nie bardzo wierzę w wartości podane na etykietach. A znając niektóre z tych win z fazy przed zabutelkowaniem wierzę w te wartości jeszcze mniej… Masa tych win zbliża się niebezpiecznie do wartości masy krytycznej, po przekroczeniu której wino wybuchnie, a nad Egerem uniesie się parokilometrowy grzyb.
    Druga strona wygląda zaś tak: te wina zupełnie nieźle się sprzedają (czyt. są akceptowane przez odbiorcę). Wprowadziliśmy je do PL właśnie z intencją posiadania w portfolio czegoś zupełnie skrajnego, a tymczasem okazało się, że Laszlo & Marcell mają całkiem niezły wynik finansowy… Sami jesteśmy nieco zdumieni…
    Ale, jak każda moneta, tak i ta ma trzecią stronę: wina są akceptowane, bo najzwyczajniej w świecie są pierońsko smaczne… Nie sądzę, by ludzie, którzy je kupują poświęcali mnóstwo czasu na rozważanie niuansów terroir na Nagy Eged. Po prostu piją, bo dobre…
    Ale zostawmy na chwilę wina w stylistyce Schwarzenegera, bo jak widać z powyższego nie za bardzo różnimy się w ocenie tego problemu.
    Słowo chciałbym wrzucić na temat prezentowanych na Furmint & Friends win z Somlo. Jak dla mnie największe rozczarowanie całej imprezy. Spodziewałem się, że spróbuję znowu jednych z moich ulubionych win, a tymczasem przywieziono butelki z napisem 2009. Za ciepło. Za owocowo. Kwasowość popłynęła… Słynna kamienna nuta przytłoczona taką ilością owocu, że momentami było aż mdło – co dla win z TEGO miejsca jest już chyba zniewagą ostateczną… Sytuację ciut ratowała jedna-jedyna butelka z (kiepskiego!) 2010 u Kreinbachera, która pozwala mi myśleć, że wulkan nie przewrócił się ze starości, i sytuacja wróci do normy w nieco mniej perfekcyjnie-chilijsko-gorących rocznikach…
    Z innych dziwnych wydarzeń na F&F zastanawia mnie też ciągle „problem Kiralyudvar”. Na tle win Domokosa i Molnara wypadają blado, ale to akurat nic dziwnego. Dziwne jest to, że z takim uznaniem wypowiadają się o nich dziennikarze i krytycy, wreszcie to, że znajdują się w portfolio Terroir Club (którego wszystkie pozostałe wybory nie budzą najmniejszego zdziwienia). Jeśli idzie o wzorcowe oddanie tokajskiego terroir, to wiele różnych nazwisk/winnic przychodzi mi do głowy. Jeśli idzie o najgłębszą pomyłkę interpretacyjną w całym Tokaju, nieodmiennie do głowy przychodzi mi jedna nazwa: Kiralyudvar właśnie… Jak dla mnie ta próba robienia loarskiego wina w Tokaju z założenia skazana jest na niepowodzenie, a zawartość butelek tą tezę potwierdza. Zrenacjonalizować w imię wyższego dobra, a potem oddać za 1 HUF komuś, kto umie tokaj zrobić…
    I oto jak bardzo można się różnić w szczegółowych ocenach, mimo że pewnie wszyscy tutaj powiemy zgodnym chórem: „zarąbista degustacja”!!!
    Ukłony!

  4. Ewa Wieleżyńska pisze:

    To ciekawe, że jako przykład przerysowanych win podaje Pan Groffa Buttlera. Ja zawsze miałam wrażenie, że w większości jego win jest ładna „rodańska” równowaga. Wydają mi się dobrym przykładem na to, że wino przy soczystym, świetnej jakości owocu, który zawsze mnie u Buttlera uderzał, może być idealnie harmonijne nawet przy braku wysokiej kwasowości. Jedynym winem, w którym wystaje alkohol jest moim zdaniem Viognier. Ale być może nie piłam najnowszych roczników i coś się zmieniło. Tak jak jednak te wina pamiętam i jak przeglądam notatki, sprzed roku i wcześniej, owszem są to wina miękkie, ciepłe, szczodre , ale o lekkiej, bardzo pijalnej materii i, zwłaszcza gdy pochodzą z Nagy Eged, ze wspaniałym mineralnym podkładem i pikantnym finiszem, który nie pozwala im popaść w oklapłość. Bardzo zawsze podobało mi się Pinot Noir z Nagy Eged, które choć uderzało w ugotowane tony w nosie, miało mnóstwo kwasu w ustach. Świetna, lekka i sprężysta, pełna żurawinowego kwasu jest Buttlerowa Kadarka. Owszem, ciut za dużo słodyczy miały zawsze Bikavery, nawet ten z Egedu. A podstawowy faktycznie kilka razy mnie rozczarował. W izraelsko-australijskich tonach gra też jego Cabernet Sauvigon. Syrahy, włącznie z Phantomem – bardzo lubię, Kekfrankosa też, Portugieser jest pełen kwasu i żywości. Myślę, że podstawowy problem z Buttlerem jest zupełnie inny niż przerysowanie, te wina nie zawsze są równe. Laszlo zdaje się wszystko robić na czuja i wiedziony swoimi kaprysami, choć czuja ma świetnego – jest w tych winach coś czarnoksięskiego. I nie dziwi mnie, że się dobrze sprzedają, bo to bardzo przyjemnościowe, wręcz hipnotyczne wina.

    Myślę, że z prezentowanymi na degustacji winami z Somló było podobnie: świetna równowaga, pomimo nie tak wysokiej kwasowości – w przypadku Kreinbachera i Hollovaru płynąca właśnie ze świetnej kamiennej ramy, nie miałam poczucia przytłoczenia owocem, to wina zbudowane raczej na mineralności niż na owocu.

    Wreszcie Kiralyudvar, do którego, nie ukrywam, mam słabość, to są jak to mówią Francuzi prawdziwe vin de soif ; jest w nich pewna łatwość i prostota, które można też definiować jako genialną pijalność. Są obłędnie owocowe, lekkie, a słodycz jest w nich wspaniale równoważona kwasem i słonością.

    Najwyraźniej trzeba usiąśc wspólnie i nad Gerem, i nad Buttlerem:)

  5. Butelkę tego viogniera z najwyższą przyjemnością dla Pani otworzę, bo jak dla mnie ze wszystkich win Bukolyich to właśnie jest najlepsze…
    Nieskończone są spory magów, jak to słusznie zauważył któryś z Mistrzów z Wyspy Roke…

  6. Kindofpaul pisze:

    Ja przepraszam, że nie tak do końca na temat, ale jak zwykle chciałbym zapytać o słowa, poza głównym wątkiem. Pisze Pani o:

    „ładna ?rodańska? równowaga. Wydają mi się dobrym przykładem na to, że wino przy soczystym, świetnej jakości owocu, który zawsze mnie u Buttlera uderzał, może być idealnie harmonijne nawet przy braku wysokiej kwasowości. ”

    – czy o rodańskiej równowadze będziemy mówili wtedy właśnie, gdy przy soczystym owocu wino znajduje równowagę, mimo braku wysokiej kwasowości? Odkryłem właśnie , że w odniesieniu do różnych regionów, będziemy mówili o różnej równowadze(innej relacji elementów harmonii), dlatego Pani zdanie wychwyciłem…

    pozdrawiam

  7. Ewa Wieleżyńska pisze:

    Tak właśnie.

    Pozdrowienia,