2011.hu!

Sprawiedliwość musi być! Po kiepskim (a dla wielu czerwonych win – bardzo kiepskim) roczniku 2010 , 2011 wydaje się na Węgrzech znakomity.

Swój entuzjazm opieram na degustacjach odbytych w ciągu ostatnich dwóch weekendów nad Balatonem i w Egerze. Nad „węgierskim morzem” spróbowaliśmy kilkudziesięciu (często już zabutelkowanych i wypuszczonych na rynek) młodych win – przede wszystkim białych, ale nie tylko. Rześkość i mineralny trop niektórych były powalające, podobnie jak świetna struktura, należyta kwasowość i – zachowując proporcje należne młodziutkim winom – spora kompleksowość. Królewski wydaje się na tym etapie olaszrizling (bardzo eleganckie Lőczedombi Jásdiego; tłuste, aromatyczne, dobrze kwasowe białe Loliense Konyári’ego, gdzie 40% olasza wspomagane jest przez sauvignon blanc i chardonnay), choć nie tylko. Bardzo ładnie, prostolinijnie, ale z mineralnym niuansem prezentuje się Ottonel Muskotály Endre Szászi’ego (napiszemy o nim więcej w czerwcowym Magazynie WINO). Z tej samej, niewielkiej piwnicy pod Badacsony zainspirowało nas także w roczniku 2011 kamienne, zdyscyplinowane, przywodzące na myśl nieco rieslinga wino z uprawianej na wulkanie św. Jerzego odmiany rózsakő (krzyżówka kéknyelű i budai), przede wszystkim zaś zjawiskowe, subtelne, bardzo kwiatowe kéknyelű.

Winnice w Badacsony fot. tpb

Po trzech dniach w Warszawie wróciłem na Węgry, tym razem do Egeru, by razem z Tomkiem Kurzeją sędziować w kolejnej edycji Aranytőke – kameralnego konkursu poświęconego wyłącznie olaszrizlingom, przede wszystkim z Węgier (głównie Eger, Balaton i Somló), ale też ze Słowacji i Czech (usilne namowy Lajosa Gála i György’ego Lőrincza poskutkują za dwa lata, mam nadzieję, doproszeniem producentów chorwackiej graševiny). Gros próbek pochodziło z rocznika 2011 i kilka znalazło się nawet wśród medalistów imprezy.

Wiosna w Egerze fot. tpb

Lajos Gál tłumaczy redaktorowi Kurzeji zawiłości olaszrizlinga

Największy entuzjazm wobec rocznika 2011 na Węgrzech wzbudziły jednak dwie degustacje próbek beczkowych w piwnicach wspomnianych już Lajosa Gála i György’ego Lőrincza (St. Andrea). Ich białe wina zwalają z nóg (u Gála przede wszystkim olaszrizling; w St. Andrei degustowaliśmy potencjalne składniki kupażu Örökké). Czerwone, mimo młodego wieku, są ujmujące. Próbki Lőrinczowskich pinotów z siedlisk Paptag, Ferenchegy i Hangács urzekają żelazną strukturą i finezją aromatów; kékfrankose są hedonistyczne i nawet na tak wczesnym etapie chce się je połykać. Nie inaczej rzecz ma się ze zmysłowymi cabernetami franc.
Podobnie rzecz miała się u Lajosa Gála, gdzie cmokaliśmy nad kolejnymi składnikami jego przyszłych bikavérów: słodko-mineralną kadarką czy muskularnym kékfrankosem, oddawaliśmy hołd radosnemu menoir, cieszyliśmy się pełną dojrzałością cabernet franc.

Z tych parceli pochodzą jedne z najlepszych win egerskich

Obaj winiarze uśmiechali się do swoich win AD 2011 bez fałszywej skromności. Natura wynagrodziła im straty poprzedniego rocznika. W najbliższych miesiącach i latach będziemy mogli przekonać się, jak wina te smakują już po zabutelkowaniu i leżakowaniu w piwnicy. Czekam na te próby z dużą ufnością.

Olaszrizling 2002 z prywatnej rezerwy Lajosa Gála pachniał jak nie przymierzając rasowy puligny-montrachet, ale to już zupełnie inna historia...

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.