Vlado i jego graševina

Wszystko zaczęło się blisko dekadę temu, w starym porcie w Dubrowniku, w późno kwietniowe popołudnie. Usiedliśmy z M. w knajpie Lokanda-Peskarija by z zazdrością przyglądać się pojawiającym się na sąsiednich stołach półmiskom z kamenicami. Zazdrość trwała zresztą tylko chwilę, bo zaraz i przed nami pojawił się tuzin świeżych, adriatyckich ostryg. A jednak to nie mięczaki, a towarzyszące im wino stało się bohaterem popołudnia.

Właściwie nic nie trzymało się kupy. Najodpowiedniejszym winem do kamenicy w Dubrowniku wydawał się korczulański pošip, ale – o zgrozo! – na kieliszki go w Lokandzie nie mieli, a na całą flaszkę nie było po prostu czasu. Na kieliszki była za to graševina. Picie welschrieslinga ze Slawonii do ostryg w Dubrowniku zalatywało zdradą, ale nie byliśmy w nastroju ortodoksyjnym, lód pod muszlami zaczynał się topić, a nam zaschło w gardłach.

Lokanda Peskarija w starym porcie w Dubrowniku

Świeżutka kamenica, pewnie z hodowli w zatoce Malostonskiej, była znakomita, jednak w krzesło wmurował mnie naprawdę pierwszy łyk graševiny – niezwykle intensywnej, aromatycznie-mineralnej, soczystej i dyskretnie słodkiej (wino było ewidentnie z późnego zbioru). Nazwisko producenta, Krauthaker, nie opuściło mnie już do końca tamtej, dalmackiej przecież, podróży.

Wina Krauthakera kupowałem w czasie kolejnych pobytów w Chorwacji, próbowałem regularnie na targach Prowein, wreszcie, w listopadzie 2010 r. udało mi się dotrzeć do Kutjeva w pobliżu granicy Slawonii, Baranji i Podrawia i odwiedzić winiarnię Vlado Krauthakera. Niestety, długą degustację win odbyłem pod nieobecność gospodarza. Tymczasem, tuż przed majowym weekendem producent najlepszej chorwackiej graševiny, a być może i w ogóle najlepszy winiarz w kraju zawitał do Warszawy. Spotkaliśmy się w miłej chorwacko-bośniackiej knajpce Ćevap, której właściciel, Slavko jest jednocześnie skromnym importerem win Krauthakera do Polski.

Vlado Krauthaker

Próbowaliśmy nowych slavońskich win z rocznika 2011, który najwyraźniej udał się nie tylko na Węgrzech. Młode sauvignon, pinot blanc, wreszcie graševina nosiły w sobie znakomitą świeżość, przede wszystkim jednak ową chropawą mineralność, która przed laty tak znakomicie zagrała w zestawieniu z ostrygami.

Vlado Krauthaker sprawia wrażenie człowieka niezwykle skromnego choć dziś jego firma to prawdziwa instytucja na miarę nie tylko Slawonii czy Chorwacji, ale i Europy Środkowej. Zaczynał od liczącej jeden hektar winnicy, by dziś pracować na 29 ha własnych parceli i kolejnych 55 ha dzierżawionych.
Winnice leżą w dolinie Požega, na stokach pasma Krndija, częściowo w parku przyrodniczym Papuk. Vlado podkreśla, że to ta sama – 45,3º – szerokość geograficzna co Istria, Piemont, Dolina Rodanu, Bordeaux i Oregon. Dlatego w jego winnicach oprócz traktowanej na specjalnych prawach graševiny (63% nasadzeń) znajdziemy zarówno sauvignon blanc i chardonnay, pinot gris i reński riesling, merlot i pinot noir czy cabernet sauvignon i syrah. Krauthaker wskrzesił też zapomnianą w Slawonii (i po prawdzie wypartą w dużej mierze przez graševinę) odmianę zelenac, z której robi świetne wina słodkie.

Spotkanie z Vlado w ursynowskiej knajpce miało zaskakująco kameralny charakter. Większość gości stanowili mieszkający w Warszawie Chorwaci, którzy podochoceni Krauthakerowskimi winami gromko śpiewali pieśni intonowane przez tenora z opery w Puli, który przybył do Warszawy razem z winiarzem. Przypominało to trochę tajne spotkanie dla wtajemniczonych. Przywiodło też na myśl artykuł o chorwackim winiarstwie, który napisałem w 2004 r. Nazwałem go Za sebe a prijatelje, bo w czasie tamtej podróży miałem nieodparte wrażenie, że największe skarby Chorwaci chowają dla siebie i najbliższych przyjaciół. Takim skarbem jest bez wątpienia Vlado Krauthaker i to już najwyższa pora, by nasi chorwaccy przyjaciele podzielili się nim ze światem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.