Côtes de Bourg czyli pijmy bordeaux

Stephen Brook w „Bordeaux – People, Power and Politics” z 2002 r. twierdzi, że wielu ludzi uważa, iż regiony takie jak Bourg czy Blaye leżą gdzieś w Dolinie Rodanu. Dziesięć lat później mam głębokie przekonanie, że niewiele się w tej kwestii zmieniło. A szkoda.

Podczas gdy świat (a przynajmniej Chińczycy) gotów jest płacić za czołowe butelki znad Żyrondy i Dordogne setki euro, satelickie apelacje Bordeaux pozostają właściwie nieznane. Gdy w ostatnią środę mknęliśmy rankiem z St. Émilion na zachód przecinając winnice AOC Fronsac, mój towarzysz podróży zajmujący się polskim rynkiem w wielkiej rodzinnej firmie winiarskiej Castel potwierdził inne słowa Brooka sprzed ponad dekady – Fronsac? Bardzo dobra jakość i gigantyczne problemy ze sprzedażą. Pytany o powody mówił o złej strategii, o młodym pokoleniu, które widząc niskie ceny win produkowanych przez rodziców z rzadka chce się dalej bawić w winiarstwo. Zamknięte koło.

Château du Bousquet

Smutne, choć piękne Fronsac zostało za plecami. Dotarliśmy do Bourg, do Château du Bousquet. I to akurat historia ze szczęśliwym zakończeniem. Jej początki sięgają XVI wieku, kiedy nad Dordogne przybyła rodzina Boucaud. Z dzisiejszego punktu widzenia najbardziej istotna data do rok 1960, kiedy posiadłość została kupiona przez Pierre’a Castela. Transakcja miała prywatny podtekst. Ojciec Pierre’a pracował w Bousquet jako zwykły najemny robotnik po tym, jak uciekł do Akwitanii z frankistowskiej Hiszpanii. W 1949 r. Pierre Castel założył firmę winiarską, która 60 lat później miała być największą rodzinną firmą działającą w tym sektorze w Europie. W 1957 r. Castelowie kupili swą pierwszą posiadłość w Bordeaux, Château de Goëlane, trzy lata później wzbogacili się o zamek w Côtes du Bourg (dziś tylko w Bordeaux mają 17 châteaux).

Château du Bousquet jest dziś największą posiadłością w AOC Côtes du Bourg i z pewnością jedną z nielicznych, które odnoszą sukces. Nietrudno domyśleć się, że stoi za nim potężna machina dystrybucyjna grupy Castel, choć byłoby niesprawiedliwe nie docenienie samego wina. Pochodzące z łagodnych wzgórz otaczających posiadłość owoce merlota (dwie trzecie kupażu), caberneta i malbeca (ledwie 4%, ale w Bousquet deklarują powrót do tej wiodącej niegdyś w Bordeaux odmiany) dają wino nawiązujące do bordoskiej tradycji: średnio zbudowane, z dobrym owocem, taniczne, ale ładnie zaokrąglone, stworzone do jedzenia. We Francji kosztuje nieco poniżej 10 euro (w Polsce ok. 54 zł), co czyni je bardzo przyzwoitym winem codziennym.

Takich win – bardzo użytecznych, rasowych, klasycznych, do codziennego picia, kosztujących kilka-kilkanaście euro – jest w Côtes de Bourg zdecydowanie więcej (by wymienić za Hugh Johnsonem czołówkę apelacji: Brûlesécaille, Bujan, Civrac, Falfas, Fougas, Guerry, Haut-Guiraud, Haut-Maco, Haut Mondésir, Macay, Mercier, Nodoz, Roc de Cambes, Rousset czy Sociondo). Na polskie (przy czym nie jesteśmy tu jakimś szczególnym wyjątkiem) stoły trafiają bardzo rzadko i trudno się dziwić, bo ich zdobycie wymaga od winopijcy zazwyczaj wyprawy do Francji (komu z kolei chce się targać w walizce, choćby i bardzo smaczne, wina codzienne?). Warto zatem, by poszukujący cenowych okazji importerzy zajrzeli do Côtes du Bourg, Fronsac i wielu innych satelickich apelacji bordoskich. Perełek starczy dla wszystkich.

Dużo więcej o Bordeaux w drukowanym Magazynie WINO jesienią. Tymczasem polecam artykuł Agnieszki Kumor o Côtes du Bourg w portalu Vinisfera.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.