Wino z bezludnej ziemi

Gdzieś w środku Bałkanu, u styku granic bułgarskiej, tureckiej i greckiej leży skrawek Polski. Warto dodać – bardzo międzynarodowy.

No dobrze, gdyby nie nazwisko właściciela i biało-czerwona na maszcie, tej Polski za bardzo się nie czuje. W ogóle trudno zdefiniować, gdzie się wylądowało. Punktów odniesienia brak. Ostatni to granatowa przydrożna tablica z białym napisem „Greece 2”. Potem z lekka zdezelowany drut kolczasty, który przez dziesięciolecia wydzielał szeroki na parę kilometrów, bezludny pas przygranicznej ziemi dzielący dwa systemy ekonomiczne i wojskowe. Za nim, z początku chaszcze, potem już rzędy winorośli – od horyzontu po horyzont.

Zasieki dawnego no man's land wokół Katarzyna Estate fot. tpb

Wreszcie druga, wewnętrzna brama i kamienny postument z napisem Katarzyna. Jeszcze tylko zakręt przy dawnej stanicy pograniczników i rozległa, wtopiona w łagodne wzgórze posiadłość. Gdzie ja to już widziałem? Na Sycylii? W Somontano? Colchagua, Salta czy Alexander Valley? Katarzyna Estate mogłaby stać w każdym z tych miejsc, podobnie jak w każdym z tych miejsc mogłyby rodzić się wina, które tu powstają – tu, czyli w Tracji, w południowej Bułgarii.

Winiarnia to projekt i własność Krzysztofa Trylińskiego, mieszkającego na co dzień w Burgundii prezesa Grupy Belvedere, do której należy m.in. wódka Sobieski, przede wszystkim zaś (z punktu widzenia winopijców) Domain Menada, producent takich marek jak Sakar, Menada czy Tcherga. O ile jednak tak obrandowane wina zajmują niższe półki supermarketów, Katarzyna pomyślana jest szerzej – od win, które sprzedaje się w sklepach wielkopowierzchniowych (choć zdecydowanie nie na najniższych półkach) po klasę premium. Inwestycję liczy się w milionach euro. Wg zapewnień gospodarzy, najdroższe wina z portfolio mogą być w zasadzie w całości zaabsorbowane przez bogatych winomanów z Sofii. Ambicje są jednak szersze.

Katarzyna Estate fot. tpb

Stąd zabiera się gotowe butelki fot. tpb

A w środku stal i komputery fot. tpb

Grubo ponad 300 ha (na razie) obsadzonych winoroślą. Niemal wszystkie najważniejsze międzynarodowe odmiany (i tylko jedna miejscowa, mavrud, która trafia zresztą jedynie do podstawowej linii win, Mezzek). Winnicami i winami opiekuje się młoda francuska winiarka, Cécile Paillé – pochodzi z Saint Émilion, gdzie jej rodzina ma maleńkie château i 8 ha winnic.
O międzynarodowym charakterze win z Katarzyny już opowiadałem, po tym jak Cécile przywiozła je ostatniej zimy do Warszawy. W czasie wizyty w winiarni mogłem swój pogląd nieco zweryfikować. Głównie za sprawą pionowej degustacji trzech marek Katarzyny z segmentu premium: Encore Syrah, Question Mark Gold i Katarzyna Reserve.

Oczywiście, w przypadku tak młodej winiarni, gdzie nasadzenia nie mają nawet dekady trudno jest mówić o obiektywnym porównaniu roczników poszczególnych win ze względu na ewolucję, bo 2010 będzie się zmieniał zupełnie inaczej niż 2006 z młodziutkich krzewów. Niemniej czas sprzyja winom z Katarzyny, nowoświatowe, beczkowo-alkoholowe nuty dominujące w rocznikach 2010 i 2009 są niemal zupełnie nieobecne w bardzo zrównoważonym i bodaj najlepszym dotąd roczniku 2008. W starszych winach czuć już wyraźną ewolucję, ale też sporo elegancji, finezji. Szkoda, że Sofia wypija te wina duszkiem, bo rok, dwa w piwnicy producenta wyszłoby tym flaszkom ewidentnie na dobre.

Mówienie o cechach terroir w winach pochodzących z kilkuletnich parceli mija się z celem. Mamy obiektywne warunki klimatyczno-geologiczne i pewną dość jasną wizję tworzenia win. Paillé stawia przede wszystkim na jakość owocu, która to wartość przez lata była w Bułgarii często ignorowana. Działa bez kontekstu, bo to nie Węgry i wokół po prostu nie ma miejscowych Szepsych, Gálów czy Tiffánów, którzy przetrwawszy komunę mogą dziś z najlepszych skrawków ziemi wyłuskiwać prawdziwe perły. Jedyny punkt odniesienia to to, co robią inne, podobne w zamierzeniu bułgarskie winiarnie, własne doświadczenie i możliwości siedliska. To zaś jest bardzo szczodre. Krzysztof Tryliński deklaruje, że natury poprawiać nie będzie. Wina naprawdę powstają na no man’s land i choć kiedyś oczywiście i w tym zakątku Tracji uprawiano winorośl, trudno mówić o jakiejkolwiek sensownej tradycji.

Winnice Katarzyny ciągną się po horyzont. Kończą się dopiero na granicy z Grecją. fot tpb

Po takim roczniku jak 2011 (degustowałem już zabutelkowane wina białe i różowe oraz beczkowe próbki win czerwonych) Katarzyna skazana jest na sukces. Jeśli za kilka miesięcy podstawowa seria Mezzek zachowa dzisiejszą owocowość, nerw, a w przypadku kilku czerwonych win także swoistą rustykalność (nomen omen bardzo daleką od nowoświatowego klimatu) – będzie w swojej kategorii cenowej (ok. 25 pln) wymiatać. W przypadku win klasy premium wskazana jest zaś najzwyczajniej w świecie cierpliwość.

Klimat miejsca ma bez wątpienia wpływ na postrzeganie projektów takich jak Katarzyna Estate. A klimat ten jest bez wątpienia ciepły. Nie ukrywam, że bez względu na charakter win i ich indywidualne oceny poczułem się dobrze, wiedząc że za całością stoi polski spiritus movens.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wino z bezludnej ziemi

  1. Ela pisze:

    Poszukuję wina Katarzyna Encore Syrah 2010. Gdzie można je kupić? Pozdrawiam serdecznie.
    Elzbieta

  2. TPB pisze:

    Wina Katarzyny sprowadza do Polski Domain Menada/Sommelier

    Pzdr