A.E.I.O.U

Cały świat podwładny jest Austrii. Ta właśnie (jedna z trzech sugerowanych) interpretacji starej habsburskiej dewizy wydawała się zupełnie na miejscu, gdy cały winiarski świat przybył w ostatni weekend do wiedeńskiego Hofburga pokłonić się nowym rocznikom austriackich win.

VieVinum to cykliczna, odbywająca się co dwa lata impreza w czasie, której wszyscy bez wyjątku liczący się austriaccy winiarze prezentują swoje nowe (choć nie tylko) wina w salach cesarskiego pałacu. Impreza ze wszech miar demokratyczna – bez względu na sławę, zasobność portfela, miejsce w rankingu wszyscy dysponują takim samym stołem przykrytym białym obrusem i przestrzenią równą pół stronicy w katalogu. Nie ma fortyfikacji i VIP-owskich loży, które w czasie innych targów winiarskich budują co majętniejsi producenci.

Choć statystycznie Austria jest jednym z najmniejszych producentów wina na świecie, do Hofburga zjeżdżają tłumy (w tym roku 14,500 gości) z całego świata: od Polaków, Czechów i Rosjan, przez Skandynawów, Izraelczyków po Azjatów. W tym roku szczególnie widoczni byli liczni kupcy ze Stanów Zjednoczonych (jeszcze nigdy w czasie VieVinum nie słyszałem tylu próśb o gelber muskatellera – wszak muszkat robi za oceanem oszałamiającą karierę).

muszkat muszkatem, a wiadomo, że w Austrii rządzi... fot.tpb

Zostawmy jednak w spokoju tłumy gości. Do Wiednia pojechałem przekonać się, czy Austria wciąż jest częścią Europy Środkowej, w której tak znakomicie wypadł rocznik 2011. Intensywną degustację rozpocząłem od Wachau. Gorący sierpień i długie babie lato pozwoliło dojrzeć gronom w sposób znakomity. Interpretacje tego stanu w naddunajskich piwnicach bywają jednak od lat różne i w takich szczodrych rocznikach niejeden z winiarzy pozwala sobie robić wina gęste i alkoholowe, że chciałoby się zacytować klasyka – zalepiste.
Tragedii jednak nie ma. Kilku winiarzy zrobiło niemal idealne rieslingi i grüner veltlinery. W swojej piwnicy chętnie znalazłbym smaragdy 2011 rodziny Knoll, Rudiego Pichlera, Pragera i oczywiście Alzingera. Wśród nieco ociężałych win Hirtzbergera perełką w 2011 jest Singerriedl Riesling Smaragd – czysta emanacja winiarskiej swobody.

Rocznik pokazał, że do bardzo dobrej formy wracają uznane firmy takie jak Domäne Wachau i Jamek. Świetni są outsiderzy działający poza stowarzyszeniem Vinea Wachau – jedne z najciekawszych win rocznika, zdecydowanie po stronie mineralności, a nie przesadnej koncentracji zrobili Pichler-Krutzler i Veyder-Malberg. Moje tegoroczne odkrycia to z kolei Martin Muthenthaler, Reiner Wess i Machherndl.

Sala balowa w Hofburgu - pełna winiarzy z Burgenlandii i gości fot. tpb

Na tle gorącego Wachau, chłodniejsze Kremstal zaprezentowało się niemal idealnie. 2011 przejdzie do historii w winiarniach takich jak Salomon-Undhof (Lindberg Grüner Veltliner, Vom Stein Grüner Veltliner, Pfafenberg Riesling Reserve), Nigl, Geyerhof i tradycyjnie już zarządzane przez Fritza Miesbauera Stadt Krems i Stift Göttweig.

Liderzy Kamptal nie zawiedli. Rieslingi Steinmassl i Heiligenstein Loimera to jedne z ciekawszych białych win austriackich w 2011 r. Świetna jest Lyra Riesling W. Bründlmayera (oraz Lamm Grüner Veltliner). Pozycje w czołówce obronili Schloss Gobelsburg (Heiligenstein Riesling), Jurtschitsch i Hirsh (Heiligenstein Riesling Reserve). Mam też wielką słabość do winiarek ze Strass, sióstr Michaeli i Birgit, które prowadzą winiarnie – odpowiednio – Allram i Eichinger, a swoje najciekawsze rieslingi i veltlinery tworzą z gron zebranych na siedlisku Gaisberg. Także w tym roku zrobiły rewelacyjne wina.

Austria to oczywiście nie tylko Wachau, Kremstal i Kamptal. O innych regionach i świeżych winach już wkrótce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „A.E.I.O.U

  1. Mario Crosta pisze:

    Trzy tygodnie temu, na miejscu tam nad Dunajem, piłem Grunera Veltlinera z Karl-a Holzapfel-a 2011, 2009, 2007 i 2003. Sprawdziłem co będzie się z nim działo przez lata, skoro teraz już jest tak pyszne. Zaszokowany byłem za wspaniałą, nieoczekiwalną kwasowość. Za młode dużo owoców, (zwłaszcza białych). Trochę dojrzałe wino jest bardziej mineralne a dojrzałe jest super kwiatowe, dużo owoców w spiritusie. Wachau jest miejscem bohaterskiego winiarstwa (bardzo strome boki). Rieslingi z Wachau tych roczników też piłem (nie tylko degustowałem, ja nie wpluję…) i mogę pić bardzo przyjemnie. Wszyscy wiecie, że uważam Williego Bryndlmayera za najlepszego producenta austriackich rieslingów, natomiast gust włoski, który od urodzenia mam, woli raczej Rieslingi z Wachau. Weissburgunder to było dla mnie niespodzianka. 100/100 bez żadnego problemu. Gratuluję tym plantator oraz winiarzom.