Umbria kontra Włochy

Winiarska Umbria wciąż szuka tożsamości. Pomóc w tym miała zorganizowana w ramach imprezy Taste Umbria degustacja Face to Face – pojedynek lokalnych producentów z resztą Italii.

Zacznijmy od tego, że Umbrii brak lidera. Arnaldo Caprai, który wydobył z niebytu lokalną odmianę sagrantino uprawianą wokół Montefalco żyje we własnym świecie nie mając ochoty wspierać ani miejscowego consorzio, ani regionu jako takiego, o czym opowiadałem już trzy lata temu.
Ciężaru przywódcy nie bierze na siebie także inna sławna winiarnia umbryjska, Lungarotti, tym razem z Torgiano. Nie dziwi więc, że za promocję tutejszych win wzięli się mniej znani.

Winnice Tabarrinich pod Montefalco fot. tpb

Face to Face została zorganizowana w połowie października przez prywatne konsorcjum pięciu winiarni: producentów sagrantino – Villa Mongali, Tabarrini i Miliziade Antano-Fatorria Colleallodole oraz Cantina Roccafiore z okolic Todi i Madrevite znad jeziora Trazymeńskiego.
Sroce spod ogona winiarze ci nie wypadli. Przyjechałem do Umbrii w weekend, w którym Gambero Rosso wręczało swoje nagrody. Trzy kieliszki (tre bicchieri) przywieźli z Rzymu Mongali (za Montefalco Sagrantino Pozzo del Curato 2009), Miliziade Antano (za Montefalco Sagrantino Colleallodole 2009) oraz Tabarrini (za Montefalco Sagrantino Campo alla Cerqua 2008). Roccafiore zgarnęła cztery razy po due bicchieri, a Madrevite dwa.

Mimo to idea „pojedynku” w założeniu przypominała starcie Dawida z Goliatem, bo z drugiej strony wytoczono działa w rodzaju Ceparello z Isole e Olena, czy Brunello di Montalcino Giulio Salvioniego.
Zasady były proste: degustowaliśmy w dwóch seriach – wina białe i czerwone; mieliśmy listę win, ale nie znaliśmy kolejności ich podawania; zabawa nie polegała na odgadywaniu, a na zobaczeniu win umbryjskich w szerszym, ogólno włoskim kontekście. Twarzą w twarz.

Umbria i reszta świata fot. tpb

Białe

Bianco di Miliziade 2011, Umbria, Miliziade Antano
Spelt 2011, Trebbiano d’Abruzzo, La Valentina
Il Reminore 2011, Umbria, Madrevite
Calicanto Trebbiano Spoletino 2011, Umbria, Villa Mongali
Sylvaner „R” 2011, Alto Adige – Valle Isarco, Köfererhof
Fiorfiore 2010, Todi, Superiore Roccafiore
Foscarino 2010, Soave Classico, Inama
Quota 600 2010, Etna Bianco, Graci
Hérzu 2010, Langhe, Ettore Germano
Vigna delle Oche 2009, Verdicchio dei Castelli di Jesi Classico, Fattoria San Lorenzo
Trebbiano d’Abruzzo 2007, Trebbiano d’Abruzzo, Valentini
Adarmando 2007, Umbria, Tabarrini
Tocai Friulano 2006, Collio, Ronco del Gelso
Greco di Tufo 2006, Greco di Tufo, Pietracupa

W czasie degustacji siedziałem obok Stefano Inamy, który nawet nie próbował rozpoznać swojego soave pośród innych win. W mojej prywatnej klasyfikacji wygrało Hérzu od Ettore Germano (przyznaję bez bicia – nie znałem tego wina i nie miałem pojęcia, że to riesling, stąd całkowite zaskoczenie nad naftowym, owocowo-miodowym, niemal mozelskim nosem tego wina; Germano uprawia je wysoko, w Dogliani i jest to doprawdy bardzo rasowy przedstawiciel odmiany). Nie mniejszym zaskoczeniem była niemal równie wysoka w rankingu pozycja Adarmando 2007 – to czyste trebbiano spoletino pite poprzedniego wieczora (bieżący rocznik 2009) wydało mi się potwornie pretensjonalne i przesadzone. Dwa lata starsze, w czasie degustacji w ciemno z początku męczyło wprawdzie wciąż gęstą, niemal tłustą nutą cytrusowo-waniliową, jednak po kilku minutach pokazało terroirystyczną naturę, otworzyło się, ujmowało równowagą. Ambitny i udany projekt w kategorii ciężkich białych win z dużym potencjałem. Wypadło zresztą bardzo ciekawie pite tuż po legendarnym Trebbiano d’Abruzzo Valentini z tego samego rocznika – wina, przy którym w pierwszym momencie trudno było nie pomyśleć o aromatycznej mieszance resztek jedzenia i benzyny, a które podobnie jak Adarmando ewoluowało w kieliszku w stronę fenomenalnej mineralności. Oba pokazują niezwykły potencjał drzemiący w tak łatwo odsądzanej od czci i wiary odmianie trebbiano.
Pozostałe białe wina umbryjskie wypadły również bardzo dobrze – same w sobie i na tle gościnnych butelek. Il Reminore to kolejne trebbiano spoletino – pieprzne, pikantne, skalne i bardzo dobrze ułożone. Następne trebbiano spoletino to Calicanto z Villa Mongali – znów cięższe w ataku, w ustach zaś ewoluujące w stronę skalnej czystości. Bianco di Miliziade 2011 to z kolei kupaż pinot grigio, trebbiano spoletino, chardonnay i friulano – wino stalowe, strzeliste, chłodne w swej naturze, rozwijające z czasem nuty jabłek i gruszek; smaczne i długie.

Sagrantino "się suszy" fot. tpb

Czerwone

Antheos 2011, St. Magdalener Classico, Tenuta A. Waldgries
Sabbie di Sopra il Bosco 2010,Terre del Volturno, Nanni Copè
Passopissciaro 2010, Sicilia, Passopisciaro
Ceparello 2009, Toscana, Isole e Olena
Titolo 2009, Aglianico del Vulture, Elena Fucci
Prova d’Autore 2008, Umbria, Roccafiore
San Lorenzo 2008, Etna, Girolamo Russo
Primitivo Old Vines 2008, Puglia, Morella
Paleo Rosso 2008, Toscana, Le Macchiole
Brunello di Montalcino 2006, Salvioni (La Cerbaiola)
Bussia 2008, Barolo, Giacomo Fenocchio
Sfursat di Valtellina 2008, Aldo Rainoldi
Colleallodole 2008, Montefalco Sagrantino, Miliziade Antano
Bellovedere 2007, Montepulciano d’Abruzzo Riserva, La Valentina
Capofoco 2007, Umbria, Madrevite
Campo alla Cerqua 2007, Montefalco Sagrantino, Tabarrini
Brunello di Montalcino Riserva 2006, La Fornace
Della Cima 2006, Montefalco Sagrantino, Villa Mongali
Ambrosan 2006 , Amarone della Valpolicella Classico, Nicolis

Ależ to była degustacja! Co chwila ktoś uderzał w kieliszek by uciszyć narastającą wrzawę – Włosi nie byli jednak w stanie zapanować nad emocjami przekrzykując się podejrzeniami co też im właśnie nalano. Najbardziej ewidentne były początek i koniec. Schiavę i amarone trudno pomylić z czymkolwiek. Reszta była mniej oczywista. Nieco milkliwie wypadły Ceparello 2009 i Brunello 2006 Salvioniego (przyznaję, że pomyliłem je z fantastycznym Brunello Riserva La Fornace, które miało swój dzień i – dla mnie – było bodaj najlepszym winem w zestawie).
Pięknie zaprezentowały się czyste nerello mascalese od Passopissciaro oraz San Lorenzo (też mascalese, ale z odrobiną cappuccio) od Girolamo Russo. Paleo Rosso 2008 z Le Macchiole, czyli czysty cabernet franc z Bolgheri to świetne wino, rewelacyjna ekspresja odmiany, choć może nie dla konserwatystów z Prawego Brzegu. Bussia 2008 od Giacomo Fenocchio – czego tam nie było: owoc i sól, potężne taniny i świetna kwasowość, soczystość i kamienność – wybuchowe, młodzieńcze barolo z wielką przyszłością. W gronie moich faworytów znalazło się też montepulciano Bellovedere 2007 z La Valentiny – z początku nowoczesne, nieco beczkowe, im dalej tym bardziej dzikie, nieokiełznane, kwasowe, z żelazną jednak strukturą.

Krajobraz po bitwie fot. tpb

Jak na tym tle wypadła Umbria? Sagrantino Campo alla Cerqua oceniłem równie wysoko co La Fornace. Wino miało swoje pięć minut – było słodko-słone, z kapitalnym szwungiem, skoncentrowane, ale nie ściśnięte, pięknie otwierające się w kieliszku, mineralne i znakomicie zbudowane. Nie tak ekspresyjnie, ale wciąż znakomicie pokazało się w czasie Face to Face Colleallodole. To precyzyjne sagrantino ze znakomitym kwasowym kręgosłupem, z wziętymi w karby garbnikami, elegancko-rustykalne, gęste, ale pięknie zrównoważone. Pite dzień wcześniej „w jasno” wydało mi się najlepszym winem wyjazdu (ma jedną wadę – kosztuje 50 euro). Złego słowa nie dam powiedzieć o świetnie dojrzewającym Della Cima, nieco już ewoluowanym sagrantino z Villa Mongali o głębokim, owocowym nosie i soczystych ustach.
Tylko odrobinę gorzej wypadły wina spoza kręgu Montefalco. Prova d’Autore, kupaż sangiovese, sagrantino i montepulciano to wino wielowątkowe, z nutami warzywnymi i owocowymi, wciąż dojrzewające, z dobrą taniną i smaczne do jedzenia, o czym przekonaliśmy się dwa dni wcześniej pijąc je do kolacji w winiarni pod Todi. Z kolei Capofoco, kupaż gamay del Trasimeno (jak nazywa się w tej części Umbrii grenache noir), merlota i montepulciano pachniał słodkim, lekko spieczonym owocem; sporo w nim było nut lukrecji, ziół, lasu. Bardzo dobre, ale nie aż tak jak pozostali Umbryjczycy.

Tymczasem w pobliskiej Bevagnii... fot. tpb

Face to Face miało w sobie więcej z charakteru spotkania starych kumpli niż zawodów winiarsko-sportowych. Wielu winiarzy przyjechało osobiście, by wymienić tylko Giulio Salvioniego, Paolo de Marchi czy Nicolę Crognaletiego. Stojący za całym wydarzeniem prostolinijny Giampaolo Tabarrini pełnił rolę gospodarza i organizatora, zbierał komplementy za swoje wina. Umbria potrzebuje ludzi takich jak on – liderów skłonnych pociągnąć za sobą innych i pokazać światu, że w sagrantino, ale też innych umbryjskich odmianach drzemie potencjał, który trudno przecenić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Umbria kontra Włochy

  1. Mario Crosta pisze:

    Bardzo mądry artykuł, gratulacje! O Giampaolo Tabarrini pisałeś, ze pełnił rolę gospodarza i organizatora i Umbria potrzebuje ludzi takich jak on – liderów skłonnych pociągnąć za sobą innych i pokazać światu, że w sagrantino, ale też innych umbryjskich odmianach drzemie potencjał, który trudno przecenić. Było 60 pisarzy o winie (m.in. Ty) a to nie mało. Warto.

  2. kasia ms pisze:

    Oj, zazdroszcze tej super degustacji. Mialam jechac i teraz, po lekturze Twojego tresciwego tekstu, naprawde zaluje. Umbryjskie wina sa niecodzienne i owiane mgielka tajemnicy, jak cala Umbria. Goraco polecam.

  3. Mario Crosta pisze:

    Uwaga! Te umbryjskie wina sa niecodzienne i owiane mgielka tajemnicy. Umbria produkuje tez inne przyzwoite wina codzienne, bez tajemnicy, a niestety takze szikacze za 9,99 zlotych w diskontach, jak cale Wlochy. Radze wam mniej poezji a wiecej poczucia rzeczywistosci.