Škrlet i inne przypadłości

Škrlet jest jednym z tych win, których prawdopodobnie większość z Was nigdy w życiu nie spróbuje. I da się z tym jakoś żyć.

Po škrlecie bym jakoś szczególnie nie płakał, nie pakował gwałtownie walizek i nie tłukł się kilkanaście godzin najpierw do Zagrzebia, a potem kolejne 80 km do Kutiny, w sercu regionu Moslavina, w apelacji Voloder-Ivanić Grad. Daje i owszem, przyjemnie lekkie wina, które w letnie upały mogą się wydać prawdopodobnie bardzo orzeźwiające, ale takich są na świecie tysiące.
Piszę o škrlecie z innego powodu. Ostatni tydzień listopada spędziłem jeżdżąc wokół stolicy Chorwacji, która to okolica jest paradoksalnie najmniej znanym regionem winiarskim w kraju. Przy tym różnorodnym, na swój sposób ciekawym, choć pod względem jakościowym pozostającym daleko w tyle za Istrią, Dalmacją czy Slawoniją.

Winnice w Zelinie. fot. tpb

Zachodnia część Chorwacji Kontynentalnej obejmuje kilka rozsianych wokół Zagrzebia regionów: Zagorje i Međimurje na północy i północnym-zachodzie to właściwie przedłużenie Styrii, czy jak mówią Słoweńcy – Štajerska; poniżej leży Prigorje-Bilogora, na wschód od stolicy Moslavina, na południe Pokuplje, na zachód od Zagrzebia znajdziemy Pjesivicę.
Przeważają tu odmiany białe, znajdziemy sporo graševiny, choć nie tak esencjonalnej (i dobrej) jak w Kutjevie czy w ogóle na wschodzie kraju. Czerwone wina wydają się chude i kościste, robi się je w dużej mierze z pinot noir (którego najciekawsze wcielenie znalazłem bodaj w winiarni Vuglec-Breg w okolicach Krapiny, gdzie z burgundzkiej odmiany powstaje dobre czerwone wino musujące w stylu off-dry świetnie pasujące do lokalnych wędlin).

A propos czerwonych – winem kuriozum (mniejsza o smak) okazała się Frankovka Tito, którą poczęstowano nas w skansenie w Kumrovcu, obok domu, w którym jugosłowiański przywódca się urodził. Piliśmy ją w towarzystwie sobowtóra Josipa Broz Tity przechadzającego się z cygarem w ustach między wiejskimi domostwami.

Tito wiecznie żywy fot. tpb

Co najmniej kilka regionów próbuje jednoczyć winiarzy pod wspólną marką, która pomogłaby w marketingowych działaniach na lokalnym rynku. Rzecz trudna do wyobrażenia w Chorwacji – kraju skrajnych indywidualistów, a jednak – jakoś tam działa. W Zelinie (Prigorje-Bilogora) piliśmy lekkie, dość neutralne białe wina z odmiany kraljevina, które miejscowi winiarze butelkują używając identycznej etykiety. Podobną rzecz w Međimurju robi się z furmintem, który butelkowany pod wspólną, trochę oldskulową w złym tego słowa znaczeniu etykietą nazywa się lokalnie Pušipel Classic i w porównaniu z winami z Tokaju czy Somló jest wyjątkowo cienki w uszach.

Pod tym względem škrelt z Moslaviny prezentuje się chyba najciekawiej. Lokalni winiarze nie ukrywają, że zależy im przede wszystkim na lekkim, świeżym winie, które sprzedają na pniu turystom, rowerzystom i przybyszom z Zagrzebia. To pod Kutiną spróbowaliśmy najwięcej młodziutkich win z 2012, bo škrlet z 2011 został w większości sprzedany (popularność i związany z nią popyt to jedno, ograniczona produkcja to drugie – światowy areał winnic obsadzonych škrletem wynosi bodaj 60 ha).
Winiarze mają na škrleta swój sposób – ponieważ przetrzymany dłużej na krzewach idzie szybko w alkohol i traci ożywczą kwasowość, od kilku lat zbierają odmianę ok. pięciu dni przed czasem. Szczep zazwyczaj gorzej wypada w rocznikach bardzo gorących. Choć i tu są wyjątki. Najciekawsze wino ze škrletu zrobił moim zdaniem Ivan Kosovec. W swojej liczącej raptem 3 ha ekologicznie prowadzonej winnicy zebrał grona wbrew obowiązującym standardom późno, pozwolił winu wskoczyć na 14% alkoholu, w cudowny sposób nie stracił przy tym równoważącej kwasowości. Uzyskał wino o dobrej strukturze, z ładną nutą mineralną, a w wersji Selekcija macerował nawet 20% moszczu na skórkach przez siedem dni, co dodało winu intrygujących nut aromatycznych i ładnej tanicznej podbudowy.

Winnice w Moslavinie fot. tpb

Winiarze z Moslaviny używają indywidualnych etykiet, mają jednak wspólne dla škrleta logo z baranią głową, bo też kiść winogron tej odmiany ma przypominać głowę rogatego bydlątka. Przejeżdżając przez Chorwację nad morze w przyszłym roku rozejrzyjcie się zatem za barankiem, wina jednak wypijcie na miejscu (okolice Zagrzebia to dobre miejsce na nocleg w długiej podróży nad Adriatyk). Tam będzie smakowało na pewno najlepiej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.