Sflaczały osiłek

Anteprima Amarone przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Na temat rocznika 2009, kondycji amarone i całego konsorcjum, przede wszystkim zaś o sens organizowania podobnych degustacji.

Sukces został odtrąbiony zanim jeszcze impreza się zaczęła. Komunikaty prasowe mówiły o znakomitym 2009., który mieliśmy degustować w Weronie w czasie dorocznego przeglądu nowego rocznika amarone della valpolicella wchodzącego właśnie (teoretycznie) na rynek. Gorąco, bogato i świetnie. Podobne tezy podano na poprzedzającej degustację konferencji prasowej, choć nieśmiało przyznano, że w tak upalnych latach jak 2009 irygacja winnic w Valpolicelli jest absolutnie konieczna i że wyżej położone siedliska radzą sobie nieco lepiej, niż te u podnóża wzgórz wyrastających ponad Weroną.

Winnice Valpolicelli w niedzielę, 27.01.2013 fot. tpb

Winnice Valpolicelli w niedzielę, 27.01.2013 fot. tpb

Uzbrojony w tę wiedzę zasiadłem do degustacji pięćdziesięciu ośmiu amarone 2009 i… odpadłem. Poziom aromatów budyniowych, waniliowych, ospałej słodyczy i wszechwładnego alkoholu (z dużą dawką świeżo heblowanego drewna) był nie do zniesienia. Obfite, przesłodzone, zajeżdżające owocową nalewką wina przypominały sflaczałego osiłka, który chciał uchodzić za napakowanego kulturystę, ale powietrze zeszło z niego zanim zdążył napiąć mięśnie. Gorący rocznik przełożył się na obniżoną kwasowość, co dodatkowo pogrążyło wiele win. Dla odmiany, w niektórych czuć było wyraziste nuty warzywne, jakby części winiarzy puściły nerwy i zebrali niedojrzałe owoce. Gwoli sprawiedliwości – było też i kilka win, które nawet na tym, wczesnym etapie wydały się zrównoważone i znakomite, a przynajmniej bardzo dobre – wymieniam je na końcu.

Czy rocznik 2009 należy zatem w czambuł potępić? Jestem jak najdalszy od tak skrajnego wyroku. Powodów jest co najmniej kilka. Pierwszy to nieszczęśliwa pora anteprimy. Konsorcjum Valpolicelli organizuje swoją prezentację najwcześniej z ważnych regionów winiarskich Italii. Podobna degustacja w Toskanii odbywa się miesiąc później i ma nieco inny charakter (o czym za chwilę). Sycylijczycy swoje en primeur robią w środku wiosny, Piemontczycy – jeszcze później. W Weronie potężna część win to próbki beczkowe, przygotowane na potrzeby imprezy. Przygotowane to zresztą za dużo powiedziane – jeden z producentów, którego odwiedziłem dwa dni po degustacji przyznał otwarcie, że z braku czasu utoczył po prostu kilka butelek z beczki, przy czym używa zarówno baryłek z dębu amerykańskiego, jak i francuskiego, a ostateczny kupaż robi pod koniec, a nie na początku roku. Ocenianie takiej próbki nie ma więc najmniejszego sensu (on sam sprzedaje teraz rocznik 2007). Na 58 win próbek beczkowych było aż 31. Ile z nich może dawać pojęcie o przyszłym winie?

...i w poniedziałek 28.01.2013 fot. tpb

…i w poniedziałek 28.01.2013 fot. tpb

Jak na swój charakter, amarone jest winem, które relatywnie szybko może trafić na rynek – w czwartym roku po zbiorach. Jego rosnąca popularność wiąże się z presją, jaką rynek wywiera na producentów, którzy butelkują i wystawiają na sprzedaż wino w pierwszym możliwym momencie. Wielu jednak wykazuje elementarną przynajmniej cierpliwość i czeka kilka, a nawet kilkanaście miesięcy dłużej. Nierzadko zdarzało mi się widzieć w piwnicach producentów amarone beczki pełne win z roczników, które teoretycznie degustowałem na anteprimie rok, czy dwa lata wcześniej.
Pytania o przesunięcie prezentacji nowego rocznika, a przynajmniej zmianę formuły imprezy pojawiły się w tym roku nie po raz pierwszy. Zadają je nie tylko przyjeżdżający do Werony dziennikarze i krytycy winiarscy ale i sami producenci, którzy nie tak rzadko deklarują wycofanie się z degustacji w kolejnym roku, jeśli zasady nie ulegną zmianie.

Włochy słyną niestety z potrzeby nieustannego wymyślania koła. Gotowe wzorce dobrze zorganizowanej imprezy istnieją od dawna – wystarczy spojrzeć na Chianti Classico. Na florenckiej degustacji win z tej apelacji winiarze prezentują te roczniki, które chcą – owszem, wielu z nich pokazuje beczkowe próbki najmłodszego z możliwych roczników, niejako poglądowo. Obok jednak wystawia butelki, które trafiły już, bądź właśnie trafiają na rynek. W konsekwencji degustujemy co najmniej trzy (a zwykle więcej) roczników gotowych win, dzięki czemu oceny mogą być bardziej miarodajne.
W tym roku w Weronie zobaczyliśmy jaskółkę zmian – producenci mogli pokazać w czasie degustacji „chodzonej” obok rocznika 2009 także jeden, inny rocznik. Część przywiozła do Werony wina, które aktualnie sprzedaje, część starsze roczniki – by pokazać, jak ich wina potrafią dojrzewać. Mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma.

Kolejna problem Anteprima Amarone to istniejący od lat konflikt między konsorcjum i organizatorami degustacji, a grupą najważniejszych w regionie rodzin produkujących amarone. Jego efektem jest absencja kilkunastu potencjalnie wielkich (a przynajmniej będących symbolami amarone) win. Mam nadzieję spróbować ich w czasie kwietniowego Vinitaly (największe włoskie targi winiarskie w Weronie) i wtedy pokusić się o poważniejszą ocenę rocznika 2009.

Tymczasem garść amarone della valpolicella 2009, które podobały mi się w czasie tej przedwczesnej degustacji najbardziej:

Vigneti di Ravazzol, Amarone della Valpolicella Classico, Cà la Bionda
Amarone della Valpolicella, Cà Rugate
Amarone della Valpolicella Classico, Gamba
Calcarole*, Amarone della Valpolicella Classico, Guerrieri Rizzardi
Amarone della Valpolicella Classico*, I Scriani
Amarone della Valpolicella Classico*, Le Marognole
Morar*, Amarone della Valpolicella Classico, Valentina Cubi

* – próbka beczkowa

Najlepsze remedium na nadmiar amarone fot. tpb

Najlepsze remedium na nadmiar amarone fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.