W uścisku Dziadka

Taita to jedno z niewielu win klasy tzw. super premium z Nowego Świata, zrodzone z koncepcji terroir. W zeszły wtorek, 16 kwietnia 2013 r. miałem przyjemność uczestniczyć w jego bardzo prywatnej pra-prapremierze.

Traktor mozoląc się wciągnął wreszcie naczepę na wzgórze. Chwiało, szarpało, czułem się bardziej wstrząśnięty niż poprzedniej nocy, gdy w pobliskim Santa Cruz ziemia zatrzęsła się z siłą 4,9 rychcików, co na krótką chwilę wprawiło w drganie moje wyrko i umysł. Na wzgórzu jednak zapanował spokój i bodaj pierwszy raz w życiu miałem poczucie, że w określeniu ocean winnic nie ma krzty przesady. Owszem, gdzieś na obrzeżach majaczyły wąskie paski spierzchniętej, nienawodnionej ziemi, ale była to jedynie ramka obrazka. 550 ha w jednym kawałku nie licząc dróg i tej jednej, nieregularnej, długiej zapadliny poniżej. Tymczasem Aurelio wskazał właśnie na nią. To właśnie tam, za krętą linią wżynającą się w winnicę znaleźli w glinie, ni stąd ni z owąd otoczaki. Ale skąd do licha, tutaj, raptem 17 km w linii prostej od Pacyfiku otoczaki?

Nie było rady – należało ściągnąć profesora z samej Francji (wiadomo, terroir), a ten po dniach badań wysnuł hipotezę: lodowiec. Musiał tędy przechodzić, choć do tej pory żadne badania na to nie wskazywały. Lodowiec to lodowiec, nie ma rady. Inna sprawa, że wino z kadzi pochodzących zza rowu, a więc z ziemi z otoczakami smakowało od początku inaczej. Tam zresztą Aurelio rozpoczął swój program stresowania roślin. Ergo – pozbawił je wody, jedne troszeczkę, inne bardziej, jeszcze inne całkowicie. W pierwszym roku cierpiały, w drugim zaczęły zdradzać pozytywne oznaki przyzwyczajenia do nowych warunków. No jasne, poczułem to przecież kilka godzin wcześniej w kieliszku.

[Akcja toczy się w Chile, w regionie Colchagua, a ściśle rzecz biorąc w jego podstrefie Marchigüe, najdalej na zachód wysuniętej części apelacji. Zimny Ocean Spokojny kryje się za niedużym pasmem przybrzeżnych wzgórz i ma duży wpływ na lokalną pogodę (czytaj: niższe temperatury niż w regionach leżących dalej w głębi lądu). Aurelio to Aurelio Montes, twórca i współwłaściciel legendarnej winiarni, która swą główną siedzibę ma w nieodległej Apalcie i jest jedną z najlepiej na świecie rozpoznawanych winnych marek z Chile. Aurelio Montes twierdzi, że Marchigüe to graniczna, jeśli chodzi o klimat, strefa uprawy czerwonych odmian winorośli w tej strefie Colchagua, m.in. cabernet sauvignon, carménère, syrah, petit verdot czy cabernet franc. Właśnie dlatego wydała mu się interesująca i jako pierwszy, na przełomie tysiącleci obsadził tu pokaźny areał winnic.]

Krajobraz Marchigüe fot. Montes

Krajobraz Marchigue fot. Montes

Słońce utopiło się najpierw za wzgórzami, a chwilę później pewnie i w Pacyfiku. O zmierzchu wróciliśmy na farmę. Romantycznie. Zbiornik retencyjny do nawadniania mniej stresowanych winnic odgrywał rolę jeziora, senior Luksič, kucharz Montesów zdalekimi korzeniami bałkańskimi przygotowywał dzika i jagnię do spotkania z rozżarzonymi węglikami rusztu, a my po chwili wytchnienia przy różowym syrah zostaliśmy wprowadzeni w nastrój. Na stole na werandzie pojawiła się nieobrandowana butelka wypełniona treścią. Świat winiarski zobaczy ją w pełnej krasie (z etykietą i wymyśloną ceną, bo ta jest na razie przedmiotem rozważań) w czerwcu, na bordoskim Vinexpo; konsumenci będą musieli zaczekać z zakupami pewnie do końcówki roku. Wino bez ceny i etykiety ma na szczęście nazwę, Taita. Słowem tym Chilijczycy określają człowieka mądrego i silnego, ale też dziadka (albo starszego ojca), kogoś kto nie szczędzi życiowych rad, ale i ciepłych uścisków.

[Taita 2007 jest kupażem cabernet sauvignon (90%) z carménère i syrah (po 5%). Był to pierwszy rocznik z młodej, zasadzonej w 2004 r. winnicy. Wino „wykrwawiono” w 20 procentach, czyli pozbawiono je pierwszej partii samocieku, soku, który wypłynął z zebranych gron, nim zdążono je rozgnieść. Dojrzewało dwa lata w nowych baryłkach z francuskiego dębu. W roku 2009 zabutelkowano pierwsze 6000 butelek. Rocznik 2007 pochodzi jeszcze z w pełni irygowanych winnic; eksperymenty z ograniczaniem podlewania poszczególnych parceli rozpoczęły się 5 lat później. W roku 2008 Aurelio Montes nie zdecydował się zrobić Taity; rocznik 2009 jest już zabutelkowany; potencjalne wina z roczników 2010, 2011 i 2012 czekają na decyzję winiarza.]

Aurelio Montes w profilu geologicznym wykopanym w winnicy w Colchagua fot. tpb

Aurelio Montes w profilu geologicznym wykopanym w winnicy w Colchagua fot. tpb

Zaczęło się – może nie słabo, ale średnio – od mocnej, alkoholowej fangi w nos. Aha, znamy to, supermęcząca superkoncentracja superikon. Aż dziw, bo to w końcu Montes i w ciągu poprzednich 48 godzin po raz kolejny miałem okazję przekonać się, że Aurelio nie chodzi przecież o to by przytłoczyć cię mocą, ale raczej połechtać elegancją, finezją, owocem. „Dziadka” nie zdekantowali; na szczęście wieczory w Marchigüe o tej porze są już dość rześkie, więc i wino nie było przegrzane i po kilku minutach zaczęło mówić: najpierw o czekoladzie i garbnikach, ale kwadrans później już o jagodach i kwiatach; robiło się w ustach coraz lżejsze, subtelniejsze; łagodniało nie tracąc werwy i naturalnej siły, opowiadało coraz ciekawiej, a im bliżej było dna kieliszka, tym bardziej tęskniłem za tym co wypiłem.

Pewnie będzie kosztowało zylion pesos, Parker & Co. (któremu klapki się w Nowym Świecie też ostatnio otwierają) da mu na dzień dobry z 97/99 punktów, Chińczycy wykupią nakład i tyle będzie z Taity. Ja będę na szczęście mógł wspomnieć, że razem z Brigitte i Sharon, Janem, Dave’em, Madsem, Benem i Tobiasem, jako pierwsi poza Montesami i spółką doznaliśmy uścisku mądrego Dziadka. (Młodziak z tego Dziadka jeszcze, trzeba przyznać, i niezły świrus przy okazji).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „W uścisku Dziadka

  1. Marcin Kotwicki pisze:

    Jak ja lubię te opisy: „mocna, alkoholowa fanga w nos” lub: „zylion pesos”.

    Bez nadęcia a nader poetycko:)