Po prostu polej

Właściwie nie wiem dlaczego tak rzadko pijam wina musujące w kolorze czerwonym. Czas to zmienić.

Zostawmy w spokoju W. A. Mozarta, jego librecistę Lorenzo Da Ponte i zamieszanie wokół udziału marzemino w operze Don Giovanni. Nie tyle chodzi dziś bowiem o eccellente marzemino, co o bąbelki w kolorze rosso. P. sygnalizował mi tę butelkę od dawna, a że swoje korzenie wywodzi z Veneto wiedziałem, że nie blefuje. W rodzinne strony jeździ z Warszawy często – po sery, owocowe musztardy (to temat na osobną rozprawkę) i oczywiście po wina.

Kiedyś zgadaliśmy się na temat spółdzielni z Breganze – Cantina Beato Bartolomeo. Zawędrowałem tam w jakimś sensie przypadkiem 13 lat temu na szparagi i vespaiolę, ale pamięć o prostych, uczciwych winach z północnych rubieży Vicenzy (spółdzielnia ma 700 ha i robi co roku 3,5 mln butelek wina) została. P. zaopatruje się tam regularnie w wina codzienne, a jednym z nich jest Marzemino Frizzante. Niedługo przed majówką odwiedził Breganze ponownie, a z sześciopaku jedną flaszkę dostałem w prezencie.

Breganze - za rogiem robią marzemino fot. Cantina Breganze

Breganze – za rogiem robią marzemino fot. Cantina Breganze

Majówka i perspektywa trzech wolnych dni na Pojezierzu Brodnickim sprawiły, że szybko znalazłem okazję do otwarcia podarunku. W Święto Pracy inny P. obracał już kiełbaski na grillu, I. smarowała oliwą warzywa, B. próbowała poskromić dzieciarnię, mnie pozostało więc ruszyć do lodówki, wyciągnąć korek z lekko schłodzonej butelki i zaspokoić pragnienie wszystkich ciężko pracujących.
Marzemino miało, jak na siebie przystało, lekko ziemisty posmak, ale i mnóstwo owocu, było leciutkie, musowało delikatnie i budziło apetyt. Niby nic wielkiego, ale – znacie przecież doskonale to uczucie – w tej konkretnej chwili (późne popołudnie/wczesny wieczór), o tej porze roku (wiosna, wiosna, wreszcie całkiem ciepła wiosna), pośród przyjaciół, tuż przed kolacją i baterią poważniejszych win – smakowało wyśmienicie i jeszcze lepiej pobudzało apetyt.

Marzemino frizzante - więcej niż eccellente fot. tpb

Marzemino frizzante – więcej niż eccellente fot. tpb

Kiedy dekadę temu z lekkim zdziwieniem próbowałem w Yarra Valley kolejnych musujących shirazów, z pewnością nie nazywałem sam siebie miłośnikiem bąbelków w kolorze czerwonym. Bo też rzadko są to wina degustacyjne. Za to potem, zazwyczaj w atmosferze kanikuły chętnie sięgałem choćby po bezpretensjonalne lambrusco (byle wytrawne) czy takie pyszne dziwolągi jak vernaccia di serrapetrona z Marchii – do dojrzewającej kiełbasy i niektórych serów, ale też jako aperitif nieocenione.

Zazwyczaj nie sprawdzam cen prezentów, ale tu musiałem (poza tym P. uprzedzał, że flaszka jest tania). W sklepie internetowym spółdzielni kosztuje 3,90 euro – adekwatnie do swej obiektywnej jakości, ale zupełnie nieadekwatnie tanio do radości, jaką budzi.
Zamiast Da Ponte’owskiego Versa il vino! Eccellente Marzemino! mówię zatem: polej, po prostu polej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.