Tak wiele nas łączy

Co zrobić, żeby Polacy pokochali niemieckie wina?

Żyjąc w winiarskim akwarium w Polsce można odnieść wrażenie, że wszystko jest w najlepszym porządku. Czołowi sommelierzy deklarują miłość do rieslinga, podobnie jak blogerzy i dziennikarze z niżej podpisanym na czele. Jesteśmy generacją rieslinga, kochamy się w winach znad Mozeli, Nahe, Rheingau, stanowią nasz pierwszy wybór w rozlicznych połączeniach kulinarnych, deklarujemy naszą miłość głośno, bez skrępowania i co? I nic.

Kiedy w dwa miesiące temu zostałem poproszony przez redakcję magazynu Logo o zestawienie 10 dobrych rieslingów w cenie poniżej 45 zł, w dodatku o jako tako szerokiej dystrybucji, stanąłem przed bardzo trudnym zadaniem. Podróż po największych sieciach supermarketów wywołała objawy depresji. Poza kilkoma wyjątkami znajdowałem przede wszystkim wina liebfraumilchopodobne, niewiele albo zgoła nic z rieslingiem wspólnego nie mające.

W Nahe fot. tpb

W Nahe fot. tpb

Tymczasem kilku skoncentrowanych na winach niemieckich importerów/dystrybutorów działa z sukcesem od lat. Marek Popielski i jego 101win.pl praktycznie zaczynało od rieslingów, a w karcie ma takie tuzy jak Heymann Loewenstein, Selbach-Oster, Peter Jakob Kuhn, Herman Doennhoff, Robert Weil, Dr. Losen, Egon Mueller i wielu innych. Robert Mielżyński konsekwentnie rozszerza swe portfolio (Burklin-Wolf, Breuer, Van Volxem, Tesch); podobnie Wineonline (obok St. Urbans-Hof świetnie wycenione i nagradzane m.in. Grand Prix naszego pisma Binz & Bratt); w Winnym Garażu Wojtek Henszel sprzedał blisko pół tysiąca butelek z Niemiec tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy (Spindler, Stahl, Kuhn, za chwilę Karp-Schreiber); Jung & Lecker od lat sprzedaje wina z małych (zazwyczaj) rodzinnych firm z Palatynatu; Waldipol w osobie Marka Gałaja, nieoficjalnego ambasadora win niemieckich w Polsce równie długo albo i dłużej reprezentuje największą niemiecką spółdzielnię Moselland. To wina z różnych półek, ale dobrze pokazujące rozpiętość niemieckiego winiarstwa. Wszystko to jednak kropla w morzu potrzeb.

Pisaliśmy na łamach Magazynu Wino o uniwersalności win niemieckich (przede wszystkim rieslingów) w połączeniach kulinarnych, o ich pokrewieństwie z kuchnią polską, o tym, że są stworzone do kuchni dalekowschodnich (z sushi na czele). Skąd zatem powściągliwość importerów we wprowadzaniu ich do swej oferty?

Winnice Rheingau nad Renem w okolicy Ruedesheim fot. tpb

Winnice Rheingau nad Renem w okolicy Ruedesheim fot. tpb

5 czerwca Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa po raz kolejny zorganizowała doroczny Festiwal Wina Niemieckiego. W warszawskiej Villa Foksal przypomniałem sobie smak genialnych rieslingów z Domdechant Werner’sches Weingut. Franz Werner Michel robi je wokół Hochheim, w zakątku Rhiengau leżącym wciąż nad Menem, w tak znakomitych siedliskach jak Domdechaney czy Kirchenstück, jednak już jego podstawowy wytrawny riesling z 2012 zniewala autentycznością i świeżością.

Obok Guillaume’a Deliancourta tylko przemknąłem. Jego DELiWINA sprowadzają do Polski od początku swego istnienia wina Maxa Ferdinanda Richtera, jednej z legendarnych winiarni nad Mozelą. Odwiedzę ją jednak za dwa tygodnie, dlatego pobiegłem na półpiętro by zobaczyć co w nowym roku zrobili winiarze ze Steinmühle, rodzinnej firmy z Osthofen nad Renem, nieco poniżej Nierstein. Poznaliśmy się przed rokiem w czasie prezentacji młodych winiarzy z Hesji Nadreńskiej w czasie konkursu Mundus Vini. W Warszawie pokazali prostolinijnego, świetnie zrównoważonego, wiernego odmianie rieslinga Osthofner 2012, czystego, jeszcze niemal stalowego Rieslinga Spätlese trocken 2012 z siedliska Liebenberg i pięknie zrównoważone, pełne siły Spätlese. (Już wkrótce prawdopodobnie w barwach Winnego Garażu).

Po raz bodaj pierwszy w Polsce pokazano też projekt księcia zur Lippe z Saksonii, Schloss Proschwitz. Losy jednej z pierwszych prywatnych winiarni, które po 1989 r. odrodziły się na terenach byłej NRD śledzę od blisko dwóch dekad. Proschwitz była jedną z pierwszych i pozostaje jedną z nielicznych winiarni, które są członkami ekskluzywnego klubu VDP ze wschodniej części Niemiec (a to oznacza, że część jej winnic ma status Grosses Gewächs). Zamek i winnice leżą nad Łabą, w Zadel, powyżej Miśni, niestety dokładnie tam, gdzie dziś przechodzi fala powodziowa (choć większość upraw leży wystarczająco wysoko, by nie były zagrożone). Bardzo smakowały mi dwa prostolinijne rieslingi – Gold i Ortswein oraz Spätlese trocken z siedliska Schloss Proschwitz o maślanym, dość miękkim ataku i rześkiej kwasowej końcówce. Nie samym rieslingiem jednak człowiek żyje – ozdobą degustacji był Weissburgunder Schloss Proschwitz Grosses Gewächs 2011 – wino eleganckie, subtelnie muśnięte beczką, bardzo poukładane. Konia z rzędem temu, kto zgadłby, że powstało w Saksonii.

Wina Schloss Proschwitz przed enoteką w Miśni fot. tpb

Wina Schloss Proschwitz przed enoteką w Miśni fot. tpb

Mam nadzieje, że konsekwencja, z jaką Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa organizuje winiarskie festiwale sprawi, że więcej dystrybutorów „wejdzie w Niemcy”. Panie i Panowie – odwagi! Wbrew stereotypom Polacy lubią niemieckie wina. Albo inaczej – są w stanie je polubić, jeśli tylko ktoś znajdzie w sobie wystarczająco dużo determinacji, by je naszym rodakom pokazać. W końcu, jak głosiło hasło przy wejściu na degustację: So viel verbindet – tak wiele nas łączy!

No właśnie... fot. tpb

No właśnie… fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Tak wiele nas łączy

  1. Myślę, że jeszcze 101win należy się tu „honorable mention”.

  2. Tomasz Prange-Barczyński pisze:

    Just mentioned 😉

  3. Rieslingi wytwarza się jakoby również w Alzacji, Francja.

  4. Tomasz Prange-Barczyński pisze:

    Jak również w Nowej Zelandii, na Morawach, w Dolinie Isarki i paru innych miejscach na świecie, ale chyba nie o tym jest ten tekst 😉

  5. B.Bal pisze:

    Moselski Riesling butelka 1l cena ok. 30 zł importer WINELAND…letnia doskonałość niczym modelka na plaży :)!

  6. Dziekuje, za info.
    Myslalem, ze to jest tekst o rieslingach, a nie tylko o niemieckich rieslingach.
    Nieuwaznie przeczytalem tytul. Prosze wybaczyc przeoczenie.

  7. Tomasz Prange-Barczyński pisze:

    Ależ, nie ma co wybaczać. Tym bardziej, że rieslingom z Alzacji też należy się na półkach polskich sklepów należne miejsce.