Łut szczęścia

Grad jest jak ślepy los. Jednych oszczędzi, innym odbierze całoroczny plon. W ubiegły czwartek nad ranem przeszedł znów nad Mozelą.

Czujesz się, jakbyś z grupą innych facetów stał pod ścianą. Z workiem na głowie. Wiesz, że naprzeciwko stoi facet z karabinem. Wiesz, że ma tylko jedną kulę i że zaraz strzeli. Nie wiesz tylko do kogo. Nie wiesz, czy czasem nie w ciebie. Opowiadający mi tę historię w ostatni piątek (21.06.2013) Roman Niewodniczański, właściciel szanowanej winiarni Van Volxem w Wiltingen nad Saarą dzień wcześniej biegał o świcie po miasteczku w samych gaciach. Wskoczył, wyciągnięty prosto z łóżka, boso do samochodu i pojechał do winnicy. W powietrzu czuło się niesamowite napięcie. Wiedziałem, że za chwilę lunie, nie wiedziałem tylko gdzie. Gradowa chmura przeszła nad Wiltingen oszczędzając Romanowe parcele. Tym razem.

Grad oszczędził Scharzhofberg w dolinie Saary... (fot. tpb)

Grad oszczędził Scharzhofberg w dolinie Saary… (fot. tpb)

Słuchający tej historyjki Werner Rosch uśmiechał się pod nosem. Nawet nie ironicznie. Co mogę zrobić? Gradu nie powstrzymam. Winnicy nie ochronię, czy będę biegał goły po stoku czy nie. Przeczekałem ulewę i pojechałem zobaczyć, co się stało. Jego 6,5 ha wokół Leiwen, 40 km dalej w dół Mozeli (winiarnia nosi nazwę po ojcu Wernera: Josef Rosch) też pozostała nietknięta. Zbyt wiele gradobić przeżyłem. Raz jest tak, raz inaczej. Raz wygrywasz, raz przegrywasz.

Tym razem przegrali winiarze z Lieser i leżącego naprzeciwko, po drugiej stronie rzeki Müheim. Tu grad uderzył z całą mocą. W piątek wieczorem Dirk Richter, właściciel Weingut Max Ferd. Richter w Mülheim otworzył starą zardzewiałą bramę prowadzącą do niedużej parceli obok winiarni. Płaskie poletko było posiekane przez lodowe kule. Z krzewów sterczały posiekane kikuty pędów, część młodych gałązek miała cięte rany epidermy. Grad uderzył w 12 ha moich winnic (czyli ponad połowę posiadanego przez doktora areału). Z oceną prawdziwych strat muszę wstrzymać się pewnie do poniedziałku, wtorku – wtedy zobaczę, które z pędów straciłem bezpowrotnie. Pewnie część odbije, części jednak nie da się uratować.

...był jednak bezlitosny dla plantacji w Muelheim (na zdjęciu) i w Lieser na przeciwległym brzegu Mozeli (fot. tpb)

…był jednak bezlitosny dla plantacji w Muelheim (na zdjęciu) i w Lieser na przeciwległym brzegu Mozeli (fot. tpb)

W sobotni poranek nad winnicami w Bernkastel latał jak oszalały mały helikopter opryskując zaatakowane winnice. Dzień później, w Pünderich, w domu Clemensa Buscha zastałem tylko żonę. Clemens jest w winnicy. Robi opryski. Grad nie był u nas aż tak silny, jak w innych częściach doliny Moseli, ale i tak trzeba działać. W uszkodzone krzewy łatwo wdaje się pleśń. Buschowie uprawiający swe winnice na Marienburgu ekologicznie nie mogą skorzystać z dobrodziejstwa śmigłowca. Pryskamy nasze rośliny mieszanką ziół, siarki i odrobiny miedzi, nasz preparat jest zbyt rozwodniony, by mogła go zrzucić maszyna. Mąż wjeżdża traktorem na drogę wciętą w skalny taras między stromymi winnicami, ciągnie szlauch po zboczu i pryska ręcznie. Oczywiście, z naszymi polskimi pracownikami. Niemcom nie chce się pracować w niedzielę, a tu liczy się każdy dzień – mówi pani Buschowa.

Na Marienburgu w Pünderich, po zeszłotygodniowym gradobiciu Clemens Busch miał dużo pracy z ręcznymi opryskami (fot. tpb)

Na Marienburgu w Puendrich, po zeszłotygodniowym gradobiciu Clemens Busch miał dużo pracy z ręcznymi opryskami (fot. tpb)

Gradobicie, powódź, mróz w porze puszczania pąków… lista złego, które może wydarzyć się w winnicy jest długa. Winiarze znad Mozeli, ale i innych winiarskich regionów są do tego przyzwyczajeni. Przede wszystkim zaś wiedzą, co oznacza dla producenta utrata plonu i mają mnóstwo empatii dla sąsiadów, nawet jeśli mogłoby zdawać się, że to ich konkurenci.
Gdy w piątkowe południe usiedliśmy z Romanem Niewodniczańskim do obiadu w knajpie w Wasserlich nad Saarą, obok baru dostrzegłem butelkę z charakterystyczną etykietą – Château du Roquefort z Prowansji. Pierwszego lipca 2012 r. w okolicach Roquefort grad sypał ledwie siedem minut. Wystarczyło by całkowicie zniszczyć potencjalny zbiór Raimonda de Villeneuve’a. 36 producentów zaoferowało mu winogrona, moszcz albo odnajęło kawałek winnicy, by wino sygnowane Château de Roquefort jednak w 2012 r. powstało. De Villeneuve nazwał je po prostu Grêle, czyli Grad.

21 czerwca 2013 r. grad uderzył też w winnice w Winningen, w Dolnej Mozeli (fot. tpb)

21 czerwca 2013 r. grad uderzył też w winnice w Winningen, w Dolnej Mozeli (fot. tpb)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.