Dobro došli!

Od 1 lipca Chorwacja jest członkiem Unii Europejskiej, co wzbogaca wspólnotowe portfolio o 39 autochtonicznych odmian winorośli.

Tuż po północy, z niedzieli na poniedziałek odkorkowaliśmy butelkę Graševiny Mitrovac z Kutjeva. Od Vlado Krauthakera. Chorwacja od kilku minut była już członkiem Unii Europejskiej, a kieliszek włoskiego rieslinga od Vlado był jej tam naszym symbolicznym powitaniem. Tym bardziej, że od Krauthakerowskiej graševiny wiele się dla mnie osobiście, jeśli chodzi o chorwackie wina, zaczęło.
Oczywiście, najpierw były točionice – zwłaszcza ta jedna, w Korčuli, niedaleko wejścia na stare miasto (istnieje do dziś – sprawdzałem w zeszłym roku!), gdzie wyposażeni w dwulitrowe butelki po koli i mirindzie stawialiśmy się, w sierpniu 97., codziennie po swój zapas bijelego i, nieco rzadziej, bo lato było gorące, crnego.

Szyld historycznej (dla mnie) točionicy win w Korčuli fot. tpb

Szyld historycznej (dla mnie) točionicy win w Korčuli fot. tpb

Ale potem był wypad do Dubrownika i talerze kamenic w knajpie w starym porcie, które w kwietniowe popołudnie wyglądały tak, że mimo nadchodzącej kolacji nie mogliśmy się z M. nim oprzeć. A skoro ostrygi to i wino – lecz zamiast korczulańskiego pošipa, vugavy z Visu czy bogdanušy z nieodległego przecież Hvaru podano nam wino z zaświatów, niby wciąż chorwackie, ale dla mieszkańca Dalmacji – z innej konstelacji. Podano nam kieliszki gęstej, esencjonalnej, nieco miodowej graševiny. Nie wiem, czy był to zamysł lokalnego sommeliera, który naczytał się o parowaniu ostryg z Yquemem, a może czysty przypadek. Nieważne. Miałem na podniebieniu pierwszy raz w życiu wino Krauthakera i wtedy otworzył się zupełnie nowy rozdział w moim winiarskim życiu.

Winnice na południowym brzegu Hvaru, miedzy miejscowościami Ivan Dolac i Sveta Nedjelja fot. tpb

Winnice na południowym brzegu Hvaru, miedzy miejscowościami Ivan Dolac i Sveta Nedjelja fot. tpb

Swoje części mają w tej epickiej opowieści malwazja i teran z Istrii, plavac mali z cudownie słonecznych siedlisk Dingača na Pelješacu i Svetej Nedjelji na Hvarze, ma ilocki traminer, a nawet takie wynalazki jak škrlet z okolic Zagrzebia. Każda wyspa otwiera kolejną – zaskakującą i nieoczywistą. Bo Chorwacja to kraj dziesiątków autochtonicznych odmian winorośli i setek różnorodnych terroirs.

Legendarne siedlisko Dingač na Pelješacu fot. tpb

Legendarne siedlisko Dingač na Pelješacu fot. tpb

Dzień, w którym piłem po raz pierwszy graševinę zakończył się posiadą w dubrownickiej knajpie „Trubaduri” prowadzonej przez nieżyjącego już niestety basistę zespołu o tej samej nazwie – odpowiednika naszych Czerwonych Gitar. Marko Brešković przywitał nas nie zdejmując dłoni ze strun kontrabasu, wskazał głową ostatni wolny stolik i krzyknął do kelnerki, żeby przyniosła wino. Było tłoczno, cygara palone przez bywalców dorównywały wielkością ich ego, a Marko z zespołem grał niespieszny jazz. Ślady tej muzyki odnajduje na albumie „Somwhere” nagranym przez Keitha Jarretta w najbardziej klasycznym trio z Garym Peacockiem i Jackiem DeJohnettem. Jest na tej płycie standard „Between Devil And The Deep Blue See” i oczywiście nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czy band Breškovicia grał tamtego kwietniowego wieczora ten właśnie kawałek. Morze było jednak tuż za murem starówki, a diabelski błysk czaił się zarówno w spojrzeniu Marko, jak i w kieliszku.

Between Devil And The Deep Blue See... Dobro došli! (fot. tpb)

Between Devil And The Deep Blue See… Dobro došli! (fot. tpb)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.