2013

Zamiast win lubię kolekcjonować chwile z winem związane. Bardziej niż konkretna butelka – w pamięci zostaje mi sytuacja, krajobraz, przede wszystkim zaś człowiek. Nie narzekam – 2013 w mnóstwo takich spotkań obfitował. Wspominam kilka naj.

Styczeń, Prowansja. W Roquefort o poranku szadź leżała na trawie. Kilka godzin później, w Cassis jedliśmy w porcie mule na brzegu morza, na świeżym powietrzu. Genialne bandole, ale jeszcze lepsze rouges i blanc z okolic Saint Remy, gdzie grono odmieńców robi wina, o jakich marzy się latami – poza przepisami, apelacjami, utartymi ścieżkami. Dominique Hauvette, Domaine Trevallon, Henri Milan. I jeszcze dywan stokrotek kwitnących między rzędami winorośli ósmego czy dziewiątego stycznia, w winnicy Domaine Ott tuż obok plaży.

07 stycznia 2013 w Prowansji. W tym roku tak samo może być i w Polsce... fot. tpb

07 stycznia 2013 w Prowansji. W tym roku tak samo może być i w Polsce… fot. tpb

Trzy miesiące później uciekłem z wciąż śnieżnej Europy do jesiennego już Chile, na krańce Colchagua, do Marchigüe – suchego, półpustynnego, nieprzystępnego i biednego kawałka ziemi, gdzie Aurelio Montes dopisał kolejny rozdział swojej winiarskiej historii. W kwietniowy wieczór, gdy ekipa zbieraczy szykowała się do nocnego winobrania, na tarasie niedużej haciendy degustowaliśmy jako pierwsi na świecie wino bez etykiety, super-ikonę Montesów nazwaną „Taita” – co w wolnym tłumaczeniu oznacza starego mądrego człowieka. Nad pasmem wzgórz oddzielających Marchigüe od Pacyfiku zachodziło słońce, Taita pieściła podniebienie, a ja wciąż miałem w pamięci pite dwa dni wcześniej Pinot Noir Outer Limits, które Montes zrobił 300 km dalej na północ, w Zapallar, kolejne wino, którym przekroczył granice.

Winnice Aurelio Montesa w Apalta (Colchagua) fot. tpb

Winnice Aurelio Montesa w Apalta (Colchagua) fot. tpb

I znów europejska wiosna. Koniec maja w Bolzano i rytualna wyprawa na Renon. Trzeba wziąć jak najwcześniejszą kolejkę z centrum miasta, niedaleko dworca i dać się wywieźć na pobliskie wzgórze. Trasa wiedzie w dół, najpierw przez cywilizowaną alpejską wioskę, gdzie w powietrzu wisi gemütlichkeit, potem stromą, karkołomną ścieżką przez las, wreszcie przez Świętą Magdalenę – otoczony winnicami przysiółek – ojczyznę lekkiego czerwonego wina, które robi się z odmiany schiava zwanej też przez niemieckojęzycznych mieszkańców regionu vernatsch. Na skraju Santa Maddalena mieści się klasyczne heurige. Tego wiosennego poranka, około dziewiątej byliśmy prawdopodobnie pierwszymi gośćmi, a że stanowiłem forpocztę dopiero nadchodzącej grupki przyjaciół, gospodyni nie mogła zrozumieć, dlaczego chcę od razu cztery kieliszki. Owoc, kwasowość, lekkość, wino idealne do plasterka południowotyrolskiego specku. Niedziela, przyjaciele, szczęście.

Santa Maddalena widziana ze szlaku wiodącego z Renon fot. tpb

Santa Maddalena widziana ze szlaku wiodącego z Renon fot. tpb

I jeszcze jedna niedziela, gdy dotarłem za wcześnie do deszczowego Pünderich. Jak na czerwiec było dość chłodno. Trawiłem czas wpatrując się w strome, porośnięte winoroślą zbocza po drugiej stronie Mozeli, a potem już tylko piłem kolejne rieslingi z piwnicy Clemensa Buscha.

Pünderich: riesling, Mozela i kaczki fot. tpb

Pünderich: riesling, Mozela i kaczki fot. tpb

I wieczór po długim, upalnym dniu na rowerach wokół zachodniego Balatonu spędzony w wilgotnej piwniczce w Sigliget, opodal Badacsony i kilkanaście pięknych wulkanicznych win Endre Szásziego.
I wielogodzinna wędrówka liczącą mniej niż dziesięć kilometrów trasą przez winnice Kutjeva z Vlado Krauthakerem, gdy zatrzymywaliśmy się w kolejnych winnicach, u kolejnych przyjaciół, którzy zawsze mieli na podorędziu świetny kulen i otwartą butelczynę.

Wulkany nad Balatonem fot. tpb

Wulkany nad Balatonem fot. tpb

I mgły – ta nad zachodnią Loarą, na przedmieściach Nantes, spowijająca drogę do starych muscadetów i ta po drugiej stronie Padu, o której opowiadałem przed tygodniem, kryjąca nieznane winnice Oltrepò Pavese, znakomitych winiarzy i ich piękne wina.

Melon de Bourgogne - zrodzone z mgły fot. tpb

Melon de Bourgogne – zrodzone z mgły fot. tpb

...podobnie jak bonarda, barbera i pinot nero w Oltrepò Pavese fot. tpb

…podobnie jak bonarda, barbera i pinot nero w Oltrepò Pavese fot. tpb

To był kolejny dobry winiarski rok. I mamy tylko nadzieję, że coś tych swoich drobnych przyjemności udało mi się przekazać także Wam, Czytelnicy tego bloga, Magazynu Wino, Słuchacze Radia PIN, namówić Was na podróż za winem, spotkanie z winiarzem czy choćby otwarcie kolejnej dobrej, ciekawej butelki. Życzę Wam (i sobie po cichu też) wielu nowych winiarskich wrażeń w 2014.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „2013

  1. Pingback: Trzynastka | Ewa Rybak