Walentynki tralalinki

Jakie wino na walentynki? A otwórz sobie takie jakie lubisz!

Dzisiejsze walentynki ani mnie ziębią, ani grzeją. Stosunek mam do nich z grubsza podobny jak do Haloween z tą różnicą, że do Haloween jakoś nikt jeszcze nie próbuje dobierać win (co w sumie byłoby zabawne – tylko czy wino należałoby dopasować do cukierków czy do wyjątkowo krwistego steka?). Tymczasem 14 lutego stado domorosłych winolubów i winopromotorów namawia do otwarcia flaszki dla ukochanej. Histeria jest nawet większa niż parę lat temu przy bożole nuwo – w sumie dobrze, bo zawsze można liczyć, ze przypadkiem parę osób na wino się przy okazji nawróci.

Walentynkowe wino-rady ocierają się zwykle o kicz właściwy temu pseudo-świętu i oscylują głównie wokół win różowych i tak zwanego szampana, najlepiej z truskawkami. Tymczasem taki ten szampan zwykle, jakie i truskawki w połowie lutego – czytaj: zmyślony i z plastiku. Promocję rosé poprę zawsze, teoretyczna zima nie przeszkadza mi wcale w konsumowaniu wina w tym właśnie kolorze, od lat powtarzam, że wg statystyk Francuzi pochłaniają więcej rosé między październikiem, a kwietniem, niż między kwietniem, a październikiem.

Różowego wina mogę się napić nawet w walentynki fot. tpb

Różowego wina mogę się napić nawet w walentynki fot. tpb

A skoro o winie różowym w naszym maczo-sraczo kraju mowa proszę pozwolić mi na dygresję. Jakiś czas temu, w piątkowe popołudnie ustawiłem się grzecznie, z bułką w ręku, w kolejce do kasy w osiedlowym supersamie. Trochę to trwało, bo stojący przy kasie mężczyzna oglądał z każdej strony butelkę różowego wina: etykieta, kontretykieta, producent, region, zawiera siarczyny… W końcu padło sakramentalne pytanie:
– Ile?
– 21,80.
– A to białe?
– 18,90
– To poproszę białe.

Bez oglądania, czytania etykiet, zastanowienia. I jeszcze jedno:
– trzy czwarte litra…
tu padła nazwa wódki z segmentu premium, za które stojący przede mną w kolejce mężczyzna bez wahania zapłacił 50 zł.
Prostota tej sytuacji smagnęła mnie niczym halny w Zakopanem. Oto miły 30-latek udaje się na domówkę. Ponieważ jest dobrze wychowany zabezpiecza flaszkę dla dziewczyn. Chce być modny więc jest bliski kupienia wina różowego. Ale znowu bez przesady – białe w końcu takie samo wino, a trzy zeta tańsze. Gdy jednak przychodzi do meritum – wyboru wódeczki dla sebe a prijatelje miejsca na kompromisy nie ma. Owszem, na półce obok stoi pół litra za dwie dychy, ale kto by pił takie badziewie…

Wyjeżdżam w sobotę o świcie. Sorry Żono – nie będzie romantycznej walentynkowej kolacji. Ale jak co wieczór otworzymy butelkę wina. A, by choć trochę wpisać się w klimat tzw. święta zakochanych otworzę flaszkę Passimento – stworzone przez giganta spod Werony, rodzinę Pasqua wino, które technicznie mogłoby by uchodzić za amarone, gdyby nie zrobiono go w 40 proc. z merlota z dodatkiem corviny i, znów nie tak bardzo typowej dla Valpolicelli croatiny. Zebrane winogrona podsuszono w drewnianych skrzynkach, a dopiero potem przefermentowano – w efekcie otrzymano tęgie, ale pełne owocu i soczystych aromatów wino, które – gdybyśmy byli w Weronie – sprawdziłoby się najlepiej z brasatto all’amarone, a jeszcze lepiej z koniną.

Etykieta z miłosnymi bazgrołami z bramy domu Kapuletów w Weronie fot. tpb

Etykieta z miłosnymi bazgrołami z bramy domu Kapuletów w Weronie fot. tpb

To co decyduje jednak o otwarciu flaszki 14 lutego, to etykieta – detal z pokrytego tysiącami miłosnych wyznań muru w bramie prowadzącej na podwórko domu Kapuletów w Weronie. Szaleństwo, walentynki, wino, kolacja we dwoje. Czułość, nastrój, klimat, w którym warto Passimento i jemu podobne, zmysłowe, gęste, soczyste i rozgrzewające wina otworzyć. Bo walentynki powinny być w końcu – w jakimś sensie – codziennie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Walentynki tralalinki

  1. Jacek Taranko pisze:

    My także, rodzinnie i jednomyślnie walimy-tynki i jak co wieczór otworzymy butelkę wina.