ProWein 2014: migawki prywatne

ProWein to najlepsze na świecie targi winiarskie. Przekonuję się o tym każdego roku.

1. Coraz mniej lubię duże winiarskie imprezy. Wino to nie jest materia, z którą należy obcować w tłoku i hałasie. A jednak trudno mi sobie odmówić przynajmniej dwudniowego pobytu w Düsseldorfie pod koniec marca. W tym roku byłem na ProWeinie całe trzy dni, a i tak czasu było za mało. I choć do niektórych tuzów trzeba rzeczywiście się poprzepychać, zazwyczaj znajdzie się miejsce i czas na spokojne zdegustowanie tego, na co ma się chęć.

2. Fakty: targi ProWein zostały zorganizowane w Düsseldorfie 2014 r. po raz dwudziesty (23 – 25.03). Wzięło w nich udział 4830 wystawców i niemal dokładnie dziesięć razy tyle gości – wszyscy zmieścili się w 7 (i pół) obszernych halach targowych na wschodnim brzegu Renu. Patrząc na uwijający się serwis kieliszkowy zastanawialiśmy się ile szkła potrzeba na taką imprezę. Corinna Kuhn z departamentu prasowego targów szybko odpowiedziała – organizatorzy przygotowali 230.000 kieliszków, z czego połowa jest w stałym użyciu, a druga „myje się”.

fot. ProWein

fot. ProWein

3. ProWein goes city! W ramach prologu, jeszcze w sobotę zaliczam w centrum Düsseldorfu dużą degustację win szwajcarskich. Wystawców dużo, czasu mało, okazja rzadka – trzeba coś wybrać. Piję więc lekkie, strukturalne, niekiedy bardzo subtelne i przyjazne jedzeniu pinot noir – z Aargau, Zürichsee, Thurgau, Bielersee, Vully… Wina są świetne, choć nie wielkie, ale w hedonistyczny sposób przyjazne podniebieniu. Co z tego, skoro zazwyczaj mało przyjazne portfelowi. Prędko ich w Polsce nie zobaczymy, dlatego warto próbować. Ulubieńcy: Litwan, Weingut zum Sternen, Schwarzenbach, Steiner Schernelz Village, Cru de l’Hôpital Domaine de la Bourgeoisie de Morat, Grillette Domaine de Cressier. Henri Cruchon.

4. Brunello di Montalcino 2009. Nie dotarłem w tym roku do Montalcino na doroczne Benvenuto Brunello. W Düsseldorfie lista liczy „tylko” 51 win, a więc kilka razy mniej niż w Toskanii. Brak wielu ulubieńców. Ale degustacja daje jako takie wyobrażenie o roczniku. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wielu winiarzy wyciągnęło wnioski z kilku gorących roczników poprzedniej dekady, z których win często nie dawało się pić. Szczodry 2009 wypada na tym tle bardzo dobrze, wiele win jest zrównoważonych, z ładną strukturą, nie przegrzanym owocem, typowych i smacznych. Wśród ulubionych: przede wszystkim La Gerla, Lisini i Mastrojanni (zwykłe brunello i cru Vigna Loreto), Mocali (Vigna delle Raunate), Poggio Antico (zwłaszcza Altero), Uccelliera. Potem Barbi, Canalicchio di Sopra, Castello Romitorio, Col d’Orcia, Il Poggione, La Manella, Tassa Franci Franca (Franci).

fot. ProWein

fot. ProWein

5. Ciąg dalszy romansu z Auerlio Montesem. Mistrz mainstreamu i marketingu znów uwodzi moje podniebienie – tym razem czystym Outer Limits Cinsault 2013 z Itata – żywe, superowocowe, uwodzicielskie i długie wino z bardzo starych winnic należących do małych plantatorów z południa Chile. Kolejna granica przekroczona.

6. Skały i sól zamiast słodyczy – na zakończenie krótkiej degustacji w Esporão rocznikowe porto 2011 z należącej do tej alenteżańskiej adegi Quinta dos Murças w Douro. Eleganckie, gęste i świetnie zrównoważone. Do zobaczenia za 30 lat.

7. Penfolds Grange. Które to już podejście? Rocznik 2008 – znów za młody. Otwarty osiem godzin przed moim przyjściem, dwukrotnie zdekantowany. Puk, puk? Zamknięte! (ale jest struktura, jest mnóstwo owocu, a wcale nie tak znów wiele nut dębowych, tyle, że zbite to wszystko i ultra jeszcze skoncentrowane; chciałbym do niego wrócić za dziesięć lat)

fot. ProWein

fot. ProWein

8. Gut Hermannsberg – jedyny na tegorocznym ProWeinie riesling spoza Mozeli, jaki próbuję. Ale to wschodząca gwiazda Nahe, wina z roku na rok coraz lepsze, a Steinterrassen (pijemy trzy roczniki: 2013, 2012 i 2011) urokliwy, łączący skalność z nutami kwiatowymi i owocowymi. Rześkość i koncentracja.

9. A potem już utonąłem w Mozeli. Dwa dni, dziewiętnastu producentów – żadnych skoków w bok, weiss i spätburgunderów. Ćwiczenia w skale, owocu, resztkowym cukrze i kwasowości. Mój język stal się papierkiem lakmusowym do określania stopnia lekkości, zwiewności tych win. I choć rewolucja, młode pokolenie i takie tam, to przecież w swej politycznej istocie mozelski riesling jest winem czysto reakcyjnym: rzadko przekracza 12 proc. alkoholu; producenci znęcają się nad kumającymi już tylko komiks i mem z fejsbuka konsumentami rozciągając paletę wytrawności-słodyczy do granic możliwości (urzekł mnie Peter Lauer ze swoją subkategorią trocken bis feinherb). I chce się pić te wina bez przerwy i nie chce się pić już nic innego.
Dobra wiadomość: mimo pogodowych problemów, najlepsi zrobili w 2013 naprawdę świetne wina.
Zła wiadomość: jest ich naprawdę niewiele.
Latem na rowerze pojadę do: Schloss Lieser, S. A. Prüma, Sankt Urbans-Hof, Von Othegraven, Karthäuserhof, Forstmeister Geltz-Zilliken, Petera Lauera, Daniela Vollenweidera, rodziny Franzen, Kerpen i Carla Loewensteina (bo u Niewodniczańskiego, Roscha, Buscha, Selbacha-Ostera, Knebla i wielu innych już byłem ;-))

10. Na ProWeinie mnóstwo polskich kupców. Co chwila zatrzymujemy się, piątka, kilka słów. Degustują, negocjują. I kiedy wydaje mi się, że spotkałem wszystkich, w alertach na fejsie widzę, że było ich wielu, wielu więcej. Także sommelierów, a nawet szefów kuchni ( w osobie Józka Seeletso, który przyjechał – jak mówi – uczyć się). To bardzo budujące. Już w zeszłym roku, wsiadając do samolotu do Düsseldorfu śmialiśmy się, że jeden mały wypadek i polski biznes winiarski szlag może trafić. Nie trafi – bez obaw!

11. Schumacher Altbier, Fischhalle… wiadomo

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.