Niech nam żyje malbec (a co!)

Napisanie – nawet w najlepszej wierze – o malbeku, że smakuje z europejska jest (podobno) jak pocałunek śmierci. Ludzie chcą, żeby malbec smakował z argentyńska.

Kiedy z zadowoleniem posiorbałem, pocmokałem, przejechałem z satysfakcją jęzorem po podniebieniu i powiedziałem: bardzo dobre, bez przesadnej beczki, skoncentrowane, ale nie nadmiernie, owocowe, lecz nie przesłodzone, naturalnie kwasowe i w ogóle, takie… Frank spojrzał przerażony i wyszeptał: błagam, tylko nie pisz, że jest we francuskim stylu.

Siedzieliśmy w wigilię Międzynarodowego Dnia Malbeka w małych enodelikatesach Solera przy Wilczej w Warszawie degustując naprawdę świetne wina argentyńskiego producenta Monteviejo. Wina były pyszne, ale zupełnie niechcący stały się przyczynkiem do dyskusji – co to znaczy dobry malbec. A raczej – czego po malbeku spodziewają się konsumenci.

fot. Monteviejo

fot. Monteviejo

Przyznaję, że z malbeka najbardziej lubię cahorskie côt. W Argentynie malbec też potrafi mi smakować – najbardziej, gdy pochodzi ze starych winnic (Achaval Ferrer, Mendel), albo gdy wchodzi w relację z innymi odmianami. Nie mniej zdaję sobie sprawę z tego, że powłóczyste, beczkowe, pełne słodyczy, skoncentrowane, wypolerowane malbeki zdobywają podniebienia tysięcy winomanów, nie tylko zresztą polskich. Bo gładziej, smaczniej, pełniej i w ogóle: efekt „wow” osiągnięty. Piszę bez ironii – rozumiem, choć mnie to nuży. Rozumiem też Franka, że gdy napiszę: świetny, wprawdzie argentyński, ale we francuskim stylu zrobiony malbec, pies z kulawą nogą się nie pochyli nad tą flaszką, bo ludzie chcą, żeby rzeczony malbec smakował po argentyńsku, a nie europejsku. Rozumiem – słowo honoru!

Nie będę świnią. W Międzynarodowy Dzień Malbeka (17.04) będę chwalił wino argentyńskie, bo też Argentyńczycy za propagacją tego święta stoją. Piliśmy zatem z Frankiem malbeki z Monteviejo. Piliśmy absolutnie pyszny, pełen nut naturalnego soczystego owocu Festivo Malbec 2012 z Valle de Uco (za ok. 45 zł na półce); dwukrotnie droższy, ale też poważniejszy, intensywny, garbnikowy, przestrzenny, znów owocowy Lindaflor Petit Fleur Malbec 2009 z tego samego siedliska; w końcu Monteviejo 2008 (malbec stanowi tu 70 proc., resztę syrah) – supereleganckie, bardzo cywilizowane, poważne, dojrzałe, ale zdolne dalej się starzeć wino. W końcu głębokie, powściągliwe, dojrzałe, długie, soczyste, jak najdalsze od banału wielu malbeków Lindaflor Malbec 2008. Taką przygrywkę do Dnia Malbeka to ja lubię.

Stare winnice malbeka w Achaval Ferrer w Mendozie fot. tpb

Stare winnice malbeka w Achaval Ferrer w Mendozie fot. tpb

Nie mówcie Frankowi, ale pachniało w tych winach Francją. A przecież konsultantem Monteviejo jest sam Wujek-Samo-Zło-Michel-Rolland, a winiarnia należy do jego zaklętego argentyńskiego kręgu Clos de los Siete. Z drugiej strony Monteviejo założyła Catherine Péré-Vergé, właścicielka Château Le Gay i Château La Violette w Pomerolu, a wina robi tam Marcelo Pelleriti, ten sam Europejczyk, który komponuje pomerole na prawym brzegu Dordogne. W przypadku Monteviejo francuskiemu stylowi trudno się zatem dziwić, a wszystkich tych, którzy wolą styl argentyński uspokajam – to naprawdę pyszne, zmysłowe wina. W dodatku, gdy zaczniecie przy nich bawić się grillem (jak Argentyna to Argentyna!) będziecie siorbać i cmokać z zadowoleniem. Eviva Malbec!

Zbiory malbeka w Valle de Uco fot. tpb

Zbiory malbeka w Valle de Uco fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.