Król Kwas

Mimo obaw, wiele czołowych niemieckich rieslingów z 2013. jest naprawdę świetnych. To jednak rocznik dla tych, którzy lubią wysoką kwasowość. Dziś, 1 września, wchodzi na rynek.

Co to będzie, co to będzie? ¬– martwiłem się pod koniec czerwcu 2013 stojąc nad brzegiem Mozeli dzień po tym, jak potężne gradobicie przeszło nad winnicami tego słynnego regionu. Lato jakie było, wszyscy pamiętamy: raz gorąco, raz zimno, raz sucho, raz deszczowo. Wielkiego rocznika, także w Niemczech nikt nie oczekiwał. Wiadomo było jednak przede wszystkim, że warunki były różne dla różnych podregionów, gmin, wsi, a nawet poszczególnych parceli. Jedni mieli szczęście, inni nie.

Uspokoiłem się już w marcu, degustując na tegorocznym ProWeinie (niemal wyłącznie) mozelskie rieslingi i odnajdując całą masę butelek, które chciałbym mieć w domu, na wyciągniecie ręki. Dlatego jechałem raczej spokojny na doroczną degustację win z tzw. Grosses Gewächs (odpowiednik grand cru) organizowaną przez stowarzyszenie czołowych niemieckich winiarzy VDP (Verband Deutscher Prädikatsweingüter) w Wiesbaden i poprzedzającą wejście tychże win na rynek.

Do kieliszków leje się wprawdzie na tym zdjęciu spätburgunder, ale też z Grosses Gewächs fot. tpb

Do kieliszków leje się wprawdzie na tym zdjęciu spätburgunder, ale też z Grosses Gewächs fot. tpb

Oficjalne doniesienia mówiły, że winiarze są w sumie zadowoleni z jakości 2013. Gorzej z ilością win. Rocznik jest w Niemczech mniejszy od poprzedniego o 7 proc., a od średniej z ostatniej dekady aż o 9 proc. Z ważnych niemieckich regionów największe straty względem 2012 ponieśli winiarze z Rheingau, ale już np. w Hesji Nadreńskiej wielkość zbioru była identyczna, a we Frankonii tylko nieznacznie (2 proc.) niższa.

Mniejsza o statystykę. Najistotniejsze były przecież wina. W czasie dwóch dni udało mi się spróbować 275 rieslingów, silvanerów i spätburgunderów ze zdecydowanym naciskiem na pierwszą odmianę.
Już frankońskie silvanery zapowiadały, że będzie co najmniej dobrze. I choć mój odwieczny faworyt, Escherndorfer Lump (zwany teraz am Lump) Horsta Sauera wydał się wyjątkowo milczący, silvanery „Im Frohntal” Julius-Echter-Berg Johanna Arnolda, Julius-Echter-Berg oraz Stein z Juliusspital, Kronsberg Hansa Wirschinga czy Pfülben Schmitt’s Kinder były po prostu świetne. O dwie długości wyprzedza je jednak superelegancki, ułożony, skalno-grejpfrutowy Kallmuth Fürsta Löwensteina, nie mający sobie w roczniku równych.
W 2013 rieslingi we Frankonii były chyba nawet lepsze niż silvanery. I znów homburski Kallmuth Löwensteina smakował najciekawiej, choć po piętach deptał mu Stein würzburskiego Juliusspital. W czołówce też Rudolf Fürst (Centgrafenberg), Ludwig Knoll (Stein) i Hans Wirsching (Kronsberg).

Tymczasem nad Mozelą... fot. tpb

Tymczasem nad Mozelą… fot. tpb

Reprezentacja Mozeli była relatywnie skromna (28 rieslingów), za to bardzo mocna. W zasadzie wszystkie pokazane wina Clemensa Buscha, Heymanna-Löwensteina, Fritza Haaga, Reinholda Haarta czy von Othegravena były po prostu znakomite. A jeśli miałbym wyróżnić jedno byłoby to Falkanlay Mareinburg Buscha – subtelne, eleganckie i klasyczne.

Z 55 rieslingów z Rheingau blisko jedna trzecia zasługiwała na ocenę znakomitą. Moje ulubione to Kirchenstück od Domdechant Werner’sches Weingut, Berg Rotland G.H. von Mumm, a na czele Berg Roseneck Johannesa Leitza.

Nahe wielkie jak co roku, a może jeszcze większe. Na 24 prezentowane wina 19 ocen znakomitych i trudno mówić o poszczególnych siedliskach bo genialne kolekcje pokazały wszystkie tuzy regionu: Dönhoff, Schäfer-Fröhlich, Emrich-Schönleber oraz rosnący z roku na rok Gut Hermannsberg.

...i w Nahe... fot. tpb

…i w Nahe… fot. tpb

W czasie degustacji rocznika 2013 z Rheinhessen fascynowała mnie walka stylów między Kellerem (siła) i Wittmannem (elegancja). Z wielką przyjemnością piłem jednak także wina niedawnej heskiej młodzieży, dziś winiarzy – co pokazały ich rieslingi – całkowicie już dojrzałych i świadomych: Kühling-Gillot, Wagner-Stempel i Battenfeld-Spanier.

Lubię takie roczniki jak 2013 w Palatynacie. W latach, gdy słońce przygrzewa zanadto tamtejsze rieslingi wydają mi się niekiedy zbyt ciężkie, alkoholowe, nadmiernie owocowe, przyklapłe. W 2013 świdrująca kwasowość postawiła je do pionu ukazując w winach pełną paletę aromatycznych różnic, jakie dają poszczególne siedliska. Bassermann-Jordan, działający pod nowym kierownictwem (rocznik zrobił były szef piwnic Bollingera, Mathieu Kauffmann) Reichsrat von Buhl, Bürklin-Wolf, Georg Mosbacher, Acham-Magin, A. Christmann zrobili wina zjawiskowe. A najbardziej ucieszył mnie chyba riesling mojego niegdysiejszego ulubieńca z południowej części Pfalzu, Hansa-Jörga Rebholza z siedliska „Ganz Horn” Im Sonnenschein – czysto kamienny w nosie, w ustach zaś pełen soczystych nut brzoskwiniowych, wciąż jednak fenomenalnie skalny.

...i w palatyńskich piwnicach. fot. tpb

…i w palatyńskich piwnicach. fot. tpb

To co łączy degustowane w Wiesbaden niemieckie rieslingi 2013 to wysoka, chwilami bardzo wysoka kwasowość. O ile jednak zdarzało się w chłodniejszych latach, że bywała ona wściekle zielona i nie wtopiona w materię wina, w ostatnim roczniku takich win pośród kolekcji Grosses Gewächs w zasadzie nie było. Tych wielkich rieslingów nie wolno pić zaraz, nawet jeśli trafiają właśnie (01.09) na rynek. Rocznikowi trzeba dać co najmniej kilka lat w piwnicy, za to wtedy frajda będzie naprawdę wielka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.