Obdziwowywanie Badacsony

Jak wiadomo już starożytni Rzymianie obdziwowywali wulkan Badacsony*. Najwyższy czas, byśmy obdziwowywali go i my.

Sezon nad Balatonem kończy się wyjątkowo wcześnie. Trzy czwarte kiosków i pawilonów wokół stacji kolejowej naprzeciw molo w Badacsony zdaje się zamkniętych na głucho. Wprawdzie wciąż jeszcze można tu i ówdzie kupić przecenione gatki kąpielowe, koszulkę z tym i owym bohaterem niemieckiej reprezentacji, a nawet langosa, ale lato nad Balcsi ewidentnie się kończy. Nawet jeśli pstrokato wymalowane gaziki wciąż wywożą pod wulkan niemieckich turystów.

Po 2014 nikt nie spodziewa się fajerwerków. Pogoda była wyjątkowo zmienna. Niemniej zbiory z wolna ruszają. László Szeremley, syn legendarnego Huby cieszy się, że jego ubożsi sąsiedzi zaczęli zbierać już w poniedziałek. Pomagam im tłoczyć grona użyczając sprzętu, a jednocześnie sprawdzam nasze maszyny. My zaczniemy pewnie ok. 16 września.

I jak tu go nie obdziwowywać? fot. tpb

I jak tu go nie obdziwowywać? fot. tpb

Śpię kolejny już raz w badacsońkim Bonvino, a karta win tutejszego wine baru znów okazuje się lepszym przewodnikiem po małych lokalnych winiarniach niż ostatnie (gwoli sprawiedliwości przyznajmy – z 2010/2011 r.) wydanie Rohály’ego. Próbuję aromatycznego muscata ottonel z winiarni Fata, dymnego kéknyelű Malika, surowego olaszrizlinga z siedliska Bácsi od Borbély, rajnaj rizlinga od Sandahla i ciut pewnie lepiej znane aromatyczne, orzechowo-kwiatowe szürkebarát (pinot gris) Istvándy’ego oraz pinot noir z Villa Tolnay.

A przecież piwnica wciąż pełna jeszcze win Endre Szászi’ego, na podniebieniu ciągle snuje się wspomnienie rebelianckich win Janosa von Beothy’ego, pamięć zachowuje też subtelne aromaty olaszy Ödöna Nyári’ego (i wspomnienie jego ultra wąsów). I tak chętnie wraca się do tego fragmentu „Filozofii wina” Béli Hamvasa, w którym autor porównuje wina ze zboczy wulkanów Badacsony i Świętego Jerzego przypisując jednym mądrość grecką, drugim zaś chińską.

Pod wulkanem, powyżej Badacsonytomaj fot. tpb

Pod wulkanem, powyżej Badacsonytomaj fot. tpb

Dwa tygodnie wcześniej, w drodze z Chorwacji do Budapesztu zatrzymaliśmy się w Balatonberény , na drugim brzegu jeziora (przy okazji – to tu Hamvas napisał kluczowe dla winomaniaków dzieło) na obiad. Ogródkowa restauracja, jakich wiele nad Balcsi, sprawdzona w boju w czasie innych wypraw. Miła obsługa, altany, obrusy w kratę i tylko na pytanie o sandacza, urocza starsza pani proponuję pangę lub tilapię (fogas tylko po wcześniejszym zamówieniu).

Piszę o tym, bo mam nie odparte wrażenie, że nad Balatonem jest albo-albo. Gdy turystyka kwitnie, winiarzom wiedzie się źle – pierwszy boom turystyczny nad Balatonem poprzedził klęskę filoksery, gdy zaś szczytował gulsz-socjalizm, a nad węgierskie morze przyjeżdżały tysiące Niemców z obu stron granicy, winiarstwo stało się domeną borkombinatów. Teraz, gdy ruch nad Balatonem niewielki nawet w szczycie, restauracje serwują ryby z Wietnamu, a na co trzeciej daczy wisi kartka „na sprzedaż”, winiarze w Badacsony i sąsiednich regionach znów robią wina na Hamvasowską miarę . Warto się o tym przekonać samemu – jesień nad Balatonem bywa piękna.

* cytuję z pamięci fragment oficjalnej książkowej publikacji na temat win węgierskich wydanej przez agendę rządową, o przetłumaczenie której podejrzewany jest Wujek Gugiel

...jeszcze jeden wulkan... fot. tpb

…jeszcze jeden wulkan… fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.