ABC/ABS/RPA

Pamiętacie jeszcze hasło ABC? Anything but Chardonnay? Anything but Cabernet? Zdążyłem już zapomnieć jak bardzo nudziły mnie obie odmiany. Co więcej, w czasie podróży do RPA przypomniałem sobie, jak bardzo je lubię.

Ostatni tydzień spędziłem objeżdżając Kraj Przylądkowy: ze Stellenbosch do Swartlandu, przez Darling do Tulbagh i dalej na południe przez Wellington, Paarl, Franschhoek, do Elgin, nad Walker Bay i z powrotem w okolice Kapsztadu. 830 km, 16 winiarni (+ jedna, która w osobie winemakera przyjechała do mnie ze zbyt odległego Robertson). Odmienne terroirs, wielość winiarskich filozofii, freaki tłoczący grona w starej stodole i zaplanowane do ostatniej śrubki w inoksowej kadzi dizajenerskie winiarnie, z których nie wypuszczą cię, póki nie spróbujesz czerwonego wina z gorzką czekoladą.

Wiosna w Stellenbosch fot. tpb

Wiosna w Stellenbosch fot. tpb

Jednak niemal wszędzie, bez względu na to gdzie się znalazłem, do kieliszka trafiały sauvignon blanc i shiraz nazywany tu także syrahem. Sauvignon dla południowoafrykańskich winiarni to ekonomiczna konieczność. Rynek chłonie potężne ilości wina z tej odmiany, a winiarz ma w zasadzie jedno zadanie – wybrać jeden z dwóch stylów: na zielono (trawa, agrest, zielone szparagi) albo na tropikalnie (banany, mango). Względnie znaleźć się mniej więcej w połowie drogi. Niemal zawsze ze stali, bez beczki, najlepiej jak najmłodziej.
Otóż mnie te wina nudzą. Technicznie doprowadzone często do perfekcji są do bólu przewidywalne – bo tego właśnie życzą sobie konsumenci.

W czasie podróży po RPA spróbowałem za to wielu bardzo eleganckich, złożonych chardonnay. Producenci, których odwiedziłem w większości odpuścili nowe (zwłaszcza te mocno wypalane) beczki, bâtonnage, rezygnują często z fermentacji malolaktycznej by zachować w winie jak najwięcej świeżości. Ciężki, maślano-kremowy, waniliowy styl się przeżył. Dziś wiele chardonnay w Południowej Afryce to wina smukłe, muśnięte dębem, subtelne, owocowe, wręcz mineralne – przypominające najlepsze wzorce z Europy, ale nie imitujące ich.

Tulbagh - tu wino robi się od 300 lat fot. tpb

Tulbagh – tu wino robi się od 300 lat fot. tpb

Z shirazem/syrahem sytuacja jest bardziej skomplikowana. Paleta stylów jest zdecydowanie szersza ni w pryzpadku sauvignon blanc – od win świeżych, niemal lekkich i owocowych, po złożone, skoncentrowane, szczodrze potraktowane dębem, tęgie blockbustery. W dodatku coraz częściej syrahowi towarzyszy w kupażu grenache czy mourvèdre, tak jak na południu Francji. Skłamałbym pisząc, że spośród kilkudziesięciu win z tej rodańskiej odmiany nie wypiłem w RPA kilku naprawdę znakomitych. Jednak prawdziwe emocje wywołał we mnie w czasie tej podróży… cab.

Cabernet sauvignon ma wielu regionach Południowej Afryki wszelkie predyspozycje by idealnie dojrzeć. Wszędzie tam, gdzie zbawienny wpływ bądź to chłodnych wiatrów znad oceanu, bądź wysokości winnic nad poziomem morza sprawia, że różnice temperatury między dniem, a nocą są znaczące, a po zmroku (często już popołudniu) krzewy mogą odpocząć od afrykańskiego skwaru cab udaje się znakomicie.
Podobnie jak w przypadku chardonnay, winiarze chętnie zmniejszają udział nowej dębiny w procesie starzenia, pozwalają winom oddychać. Stąd w wielu przylądkowych cabach dużo owocu i równowagi. W dodatku zdecydowanie częściej tutejsze cabernety dostają coś, czego – ze względów rynkowych – odmawia się shirazom: czas. Bardzo często cab trafia w RPA na rynek co najmniej rok, a często dwa-trzy lata później niż syrah. A te kilkanaście miesięcy więcej spędzone w piwnicy producenta pozwalają lepiej ułożyć się garbnikom, a nutom beczkowym zintegrować z materią wina.
Osobny rozdział to cabernet franc – winiarze z Południowej Afryki sięgają po niego coraz śmielej i śmiem twierdzić, że to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie odmiana ta daje dziś solo tak dobre rezultaty.

Kameralne Franschhoek fot. tpb

Kameralne Franschhoek fot. tpb

Jestem daleki od zamiany skrótu ABC na ABS i odwodzenia kogokolwiek od picia sauvignonów i shirazów (zwłaszcza tych drugich) z RPA. Zwracam tylko uwagę, na to, że chardonnay i cab mają się w Kraju Przylądkowym wyjątkowo dobrze i warto po nie sięgać.

Najciekawsze chardonnay i cabernety, jakie udało mi się spróbować w czasie podróży po RPA:

Chardonnay 2013, Elgin, Oak Valley
Chardonnay 2013, Walker Bay, Creation
Maxim Grand Reserve Chardonnay 2013, Robertson, Goedverwacht
Ormonde Chardonnay 2011, Darling, Ormonde
Private Collection Chardonnay 2012, Stellenbosch, Saxenburg
The Art Of Chardonnay 2013, Walker Bay, Creation
The Eleonore Chardonnay 2012, Stellenbosch, Hartenberg

Bulls Eye Cabernet Sauvignon 2012, Stellenbosch, Post House
Cabernet Sauvignon 2010, Franschhoek, Grande Provence
Cabernet Sauvignon 2010, Simonsberg-Paarl, Noble Hill
Cabernet Sauvignon 2012, Wellington, Linton Park
Estate Cabernet Sauvignon 2011, Stellenbosch, Waterford
Maxim Grand Reserve Cabernet Sauvignon 2011, Robertson, Goedverwacht
Ormonde Chip off The Old Block Cabernet Sauvignon 2011, Darling, Ormonde
Private Collection Cabernet Sauvignon 2010, Stellenbosch, Saxenburg
The Mercia Collection Tabakland Cabernet Sauvignon 2010, Stellenbosch, Mooiplaas

Cabernet Franc 2005, Stellenbosch, Mooiplaas
Cabernet Franc 2012, Elgin, Oak Valley
Ondine Cabernet Franc 2010, Darling, Ormonde

Ormonde Vernon Basson 2008, Darling, Ormonde [kupaż obu cabernetów]
Seismic 2009, Coastal Region, Saronsberg [cabernet sauvignon z niewielkim dodatkiem petit verdot i malbeca]
The Library Collection Edition: 3BB 2009, Stellenbosch, Waterford [kupaż obu cabernetów z niewielkim dodatkiem merlota]

W Elgin udają się nie tylko chardonnay i cabernety, ale też pinot noir i... jabłka fot. tpb

W Elgin udają się nie tylko chardonnay i cabernety, ale też pinot noir i… jabłka fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.