Grecy bez kompleksów

Lubię winiarzy bez kompleksów. Bez kompleksów nie znaczy próżnych czy buńczucznie stawiających się ponad innymi, bez realnego oszacowania własnej wartości, wołających I’m the best, f***ck the rest (jak ów Chorwat, który kilka lat temu stawiając przede mną butelkę swego chardonnay zadeklarował, że wyskoczy przez okno, jeśli znajdę chablis lepsze niż jego wino – niewiele ryzykował, rozmowa odbywała się na pierwszym piętrze). Nie, nie – nie o nich mi chodzi.

Mam na myśli raczej winiarzy, którzy w mniej okrzyczanych zakątkach świata, z odmian, które nie przychodzą nam do głowy jako pierwsze i najbardziej szlachetne, potrafią zrobić wina nie tylko znakomite, ale i godne mierzyć się z największymi tego świata.

Wieża w winnicy w cru Ramnista w regionie Naoussa, znana z etyket Kir-Yanni fot. tpb

Wieża w winnicy w cru Ramnista w regionie Naoussa, znana z etyket Kir-Yanni fot. tpb

Bardzo cenię Willi’ego Klingera, szefa austriackiego biura winiarskiego marketingu (ÖWM), który nie wahał się pokazać trzódce międzynarodowych dziennikarzy czołowych win z Austrii obok światowych tuzów. W czasie dwóch edycji promocyjnej imprezy Wine Summit w 2009 i 2011 r. zrobił porównawcze degustacje czołowych styryjskich sauvignon blanc z najbardziej znanymi winami z tej odmiany znad Loary i z Nowej Zelandii (co mogło wydać się zadaniem karkołomnym) oraz rieslingów z Dolnej Austrii w towarzystwie wielkich win niemieckich i alzackich (co było jednak nieco prostsze). W obu przypadkach wygrał – w tym sensie, że wina z Austrii okazały się pełnoprawnymi graczami na winiarskiej scenie.

W poniedziałek 8 grudnia, po wylądowaniu w Atenach trafiłem niemal bezpośrednio do hotelu Grande Bretagne przy centralnym placu greckiej stolicy. Minąwszy koczujących przed parlamentem syryjskich uchodźców (jakby Grecy mieli za mało własnych problemów) przekroczyłem próg eleganckiego hotelu by wziąć udział w niemniej eleganckiej degustacji pod hasłem „Wielkie czerwone wina Grecji”. Pośród wystawców same tuzy z winiarniami takimi jak: Biblia Chora, Gerovassiliou, Hatzimichalis, Palivou, Alpha, Tsantali, Gaia, Skouras, Kir-Yanni, Boutari, Tselepos czy Costa Lazaridi na czele. Na stolikach tylko największe wina, najczęściej w dwóch lub trzech starych rocznikach.

93-letnie krzewy xinomavro w Amyndeonie, w winicach Ktima Alpha fot. tpb

93-letnie krzewy xinomavro w Amyndeonie, w winicach Ktima Alpha fot. tpb

Pomiędzy producentami swoje stoły rozstawili także importerzy. Ci zaś wytoczyli doprawdy ciężką artylerię. Czegoż tu nie było: pétrusy, haut-briony, masseta, wielkie burgundy i barola, crème de la crème światowego winiarstwa. I gdy zdegustowałem już wszystkie greckie wina, które chciałem, na kilka tych cukiereczków się skusiłem. I tak – Clos-de-Vougeot 2008 Méo-Camuzeta sprawiło, że nogi się pode mną ugięły i na przekór zmęczeniu poczułem falę radości i energii, intelektualne ożywienie i co tam jeszcze. Ale…

W swoich ocenach „wielkich czerwonych greków” rzadko schodziłem poniżej oceny znakomitej, a już na pewno nie wtedy, gdy w kieliszku znajdowały się wina ze starszych roczników. Ich jakość, struktura, elegancja, a bardzo często też wynikająca z użytych lokalnych odmian i specyficznego siedliska oryginalność sprawiały, że degustowałem je z równą (a niekiedy większą) przyjemnością niż owe europejskie legendy. I znów – nie chodzi o wyścig, czy wypisywanie banialuków, że greckie wina pobiły – excusez le mot – kultowe ikony światowego winiarstwa. To nie był żaden Judgement of Athens. Po prostu świadomi swej siły gospodarze bez kompleksów pokazali co mają najlepszego.

Pełen energi i pomysłów George Skouras przed swą winiarnią na Peloponezie fot. tpb

Pełen energi i pomysłów George Skouras przed swą winiarnią na Peloponezie fot. tpb

Pionierzy greckiego winiarstwa, którzy 30 lat temu rewolucjonizowali lokalną scenę są dziś twórcami dojrzałymi. Doskonale wiedzą na co stać ich i ich ziemię. Wciąż kipią energią i bawi ich to co robią. Jeden z nich, 55-letni George Skouras z Peloponezu opowiedział mi, że z radością przyjął ofertę swoich dzieci włączenia się w rodzinny biznes winiarski. Grzecznie podziękował, po czym… odmówił. To są moje zabawki i nadal chcę się nimi bawić. Jeśli chcecie mieć swoje, załóżcie własny interes. Chętnie pomogę…

Czekam na wielkie greckie wina w Polsce od ponad dekady. Próby są nieśmiałe, choć z zakulisowych rozmów wynika, że i nasi importerzy zaczynają mieć na Grecję ochotę i sami Grecy coraz uważniej spoglądają w kierunku Kraju nad Wisłą. A i wśród rodzimych winomanów nie brak takich, którzy doskonale wiedzą, że winiarska Grecja to nie tylko turystyczna wersja retsiny i produkt winopodobny na literę „I”…

Stare winnice w okolicach Rapsani, na zboczach Olimpu fot. tpb

Stare winnice w okolicach Rapsani, na zboczach Olimpu fot. tpb

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.