Wiele twarzy Toskanii (1): bracia mniejsi

Skoro jest luty to próbujemy w Toskanii nowych roczników tamtejszych win.

Anteprime Toscane
to degustacyjny maraton organizowany przez kilkanaście słynnych i tych mniej znanych apelacji winiarskich Toskanii, którego celem jest prezentacja nowych roczników wchodzących właśnie na rynek. Kiedyś zasadnicza impreza ograniczała się do prezentacji win z D.O.C.G. Chianti Classico, Vino Nobile di Montepulciano i Brunello di Montalcino. W ostatnich dwóch latach do tej trójki dokooptowano inne apelacje, które miały swoje niezależne prezentacje zwykle w okolicach Anteprimy. Skutek jest taki, że przez osiem dni można praktycznie nie wstawać od stołu degustacyjnego, no chyba, że trzeba podreptać do autobusu, zmienić hotel i apelację.

Chianti i okolice, czyli wino na wtorek
Chianti i apelacje satelickie miały tym razem osobną degustację w starej florenckiej fabryce papierosów. Impreza odbywała się w sobotnie popołudnie pod hasłem Chianti Lovers i była biletowaną imprezą otwartą. Zaskakujące jako wielu loversów zdecydowało się spędzić walentynkowy wieczór w postprzemysłowych wnętrzach krążąc między producentami z kieliszkiem chianti w dłoni.
Dziennikarze mieli na szczęście nie tak zgiełkliwą przestrzeń degustacyjną obsługiwaną przez sommelierów, skutkiem czego udało mi się spróbować niemal wszystkich oferowanych win.
Chianti robione poza strefą Classico rzadko miewają pretensje do wielkości – to zazwyczaj szczerzy, pełni owocu, dobrze kwasowi, taniczni, ale nie ultraskoncentrowani towarzysze codziennych posiłków – wina do pizzy i pasty, kiełbaski z grilla, kanapki z wędliną. Im więcej takich cech właśnie mają, tym bardziej – mnie przynajmniej – się podobają.
We Florencji pokazywano klasyczny, bardzo owocowy rocznik 2013 (wina podstawowe) i ciepły 2012 (riservy), z którego wina niekiedy są zbyt mało, jak na chianti, kwasowe i nieco – jak na mój gust – za miękkie.
W swej masie najlepiej wypadły te z D.O.C.G. Chianti Rùfina – z nieco większym ciałem, wyrazistością, ale też kulturą produkcji. Smakowały mi wina od Colognole, Il Capitano, Marchesi Gondi – Tenuta Bossi i Villa Travignoli. Obiektywnie smaczne jest też wino z winiarni Marchesi De’ Frescobaldi, choć robi się je w stylu bardzo beczkowym, dość skoncentrowanym, niejako poza kanonem Rùfiny.
Z innych apelacji wyróżniały się Chianti Montespertoli Riserva 2012 od Casa di Monte i Tenuta Moriano, z Chianti Colli Fiorentini „proste” 2013 od Fattoria di Fiano oraz Riserva 2012 z Tenuta Il Corno, a także cztery Chianti Riserva 2012: Giacomo Mori, Montaioncino, Campo del Monte i Fattoria Campigiana.

Po chianti marsz! fot. tpb

Po chianti marsz! fot. tpb

Bolgheri i wybrzeże, czyli wina-projekty
Nie przepadam za rozpoczynaniem dnia od Ornellai. Nie dlatego, żeby mi nie smakowała, ale do pewnych win lubię się rozpędzić. Niestety, w czasie degustacji win z kilku mniej lub bardziej znanych apelacji toskańskich we florenckim Hotelu Baglioni 15.02 szturm, jaki światek dziennikarzy winiarskich przypuścił na stoisko Bolgheri wywołał i we mnie owczy pęd. Lepiej spróbować z rana, bo zaraz zabraknie.
Mniejsza o degustacyjną kuchnię. Bolgheri jest w świecie toskańskich klasyków zjawiskiem osobnym. To, owszem, ujęta w geograficzne ramy, grupa dawnych supertoskanów, a w każdym razie win, które mogą być robione – obok typowego dla regionu sangiovese – także z caberneta sauvignon i merlota oraz innych międzynarodowych odmian (głównie cabernet franc, petit verdot i syrah). Już z tego powodu smakują inaczej niż typowe toskańczyki, tym bardziej, że w większości pokazanych win sangiovese nie było wcale.
To jednak tylko jeden problem apelacji – drugi dotyczy podejścia winiarzy. Degustując wina z toskańskiego wybrzeża miałem nieodparte wrażenie, że obcuję z wykoncypowanymi projektami, niekiedy obiektywnie znakomitymi, stworzonymi z największym kunsztem, ale zdecydowanie wymyślonymi. Takie super-wina robi się dziś w każdym kraju na świecie i zwykle mówią więcej o ego producenta, niż o miejscu, z którego pochodzą.
Dość narzekania – kto nie musi się zastanawiać przy każdym łyku, czy jego wino jest wystarczająco toskańskie znajdzie w nowych rocznikach Bolgheri sporo frajdy. Beczkowa, ale elegancka, skoncentrowana lecz harmonijna Ornellaia 2012 jest bez wątpienia winem znakomitym, podobnie (i to jest naprawdę dobra wiadomość ze względu na cenę) jak druga etykieta tej samej winiarni, Le Serre Nuove. Na oceny znakomite zasłużyły Guado al Tasso 2012, Tâm 2009 od Batzelli, Le Macchiole 2013 (ich Paleo z 2011 z czystego cabernet franc sygnowane wciąż jako IGT Toscana, był obok Ornellai najlepszym winem zestawu), Campo al Fico 2011 z Il Luoghi oraz Millepassi 2012 z Donna Olimpia 1898.
Obok prezentowali się winiarze z toskańskiego wybrzeża, którzy nie mają prawa do apelacji Bolgheri i swe wina sygnują regionalną nazwą Toscana, za to założyli klub Grand Cru. Tu najciekawiej prezentowały się: Dulcamara 2012 od I Giusti & Zanza Vigneti (oraz ich lżejsze i młodsze Belcore 2013), La Regola 2009, Marcampo 2011, Esse 2011 z Fattoria La Torre, wreszcie Il Barbiglione 2010 z Usiglian del Vescovo. Najlepsze były jednak dwa wina z nowej, istniejącej od 2011 r. apelacji Terre di Pisa (przepisy podobne do Bolgheri) z Tenuta di Ghizzano: Veneroso i Nambrot, oba z 2011 r. (wina są oczywiście dobrze znane – wcześniej sprzedawano je jako IGT Toscana).

Bolgheri fot. Consorzio Bolgheri

Bolgheri fot. Consorzio Bolgheri

Valdarno di Sopra, czyli sympatia
Do tej leżącej za wschodnią granicą Chianti Classico apelacji mam mnóstwo sympatii, przede wszystkim ze względu na wspomnienia z wizyty w Petrolo, zdecydowanego lidera Valdarno i w ogóle jednej z ciekawszych winiarni w całej Toskanii. O wakacyjnym spotkaniu z młodym Rocco Sanjustem pisałem tu półtora roku temu. Ciepłe uczucia pozostały i skłoniły do sprawdzenia jak smakują nowe wina Petrolo i spółki.
Smakują dobrze, zarówno prostolinijne Inarno 2013, jak i dwa sangiovese z pojedynczej winnicy Bòggina: Boggina 2012 i winifikowana w małych amforach Bogginanfora. Ale to nie jedyne świetne wina z doliny Arno. Tiberio robi trzy świetne odmianowe wina z typowo toskańskich szczepów – wszystkie wyraziste, z dobrym owocem i nerwem: Canaiolo 2011, Sangiovese 2012 i Malvasia Nera 2011. Warto spróbować też Sangiovese Riserva 2012 od Fazzuoli (choć i tamtejszy Merlot Riserva jest bardzo smaczny) oraz Ruschieto Sangiovese 2012 z La Salceta.

Vigna della Torre w Petrolo w D.O.C. Valdarno di Sopra fot. tpb

Vigna della Torre w Petrolo w D.O.C. Valdarno di Sopra fot. tpb

Carmignano, czyli miękkość
Leżące ledwie kilkanaście kilometrów na północny-zachód od Florencji Carmignano jest regionem tyleż historycznym, co nieco zapomnianym. Kto dziś bowiem pamięta, że w 1716 r. Kosma III Medyceusz ustanowił tu jedną z pierwszych apelacji winiarskich, także Medyceusze ściągnęli tu pierwsze francuskie odmiany winogron (przez co modne jest mówienie, że w Carmignano robiono pierwsze supertoskany).
Dziś apelacja znana jest z pewnością Włochom, ale na międzynarodowej scenie zeszła w cień innych, bardziej popularnych D.O.C.(G.). A szkoda, bo powstaje tu sporo bardzo smacznych win o miękkim, soczystym owocu – dobrych na rozpoczęcie winiarskiej przygody z Toskanią, a wystarczająco wyrafinowanych by zaspokoić gusta także bardziej wyrobionych winomanów.
W tym roku polecam przede wszystkim Carmignano Riserva 2012 od Piaggii oraz Sancti Blasii 2009 z Colline San Biaggio. Bardzo smaczne są klasyki z Capezzany: „zwykłe” Villa di Capezzana 2011 i riserva Trefiano 2009 (zwłaszcza zaś robione poza apelacją Ghiaie della Furba z obu cabernetów i merlota). Nie ustępują im wina Pratesi: Carmignano 2013 i riserva Il Circo Rosso 2012 oraz dwie riservy Ambry z rocznika 2011: Elzana i Montabiolo.

C.D.N.

Wkrótce o nowych winach z D.O.C.G Vernaccia di San Gimignano, Chianti Classico, Vino Nobile di Montepulciano i Brunello di Montalcino.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.