Wino z kolonii (karnej)

Gorgona jest najmniejszą z wysp Archipelagu Toskańskiego. Liczy niewiele ponad 2 km kwadratowe i leży niecałe 40 km od Livorno, na Morzu Liguryjskim. Nie byłoby w niej nic szczególnego, gdyby nie to, że od 1869 r. jest kolonią karną, a wstęp na nią możliwy jest wyłącznie z przepustką włoskiego ministerstwa sprawiedliwości. W sumie nawet i to nie jest niczym specjalnym. Istotne jest to, że na Gorgonie robi się wino; ściślej – robią je więźniowie.

Na wyspę trafiają skazani na co najmniej kilkuletnie wyroki, ale nigdy za najcięższe zbrodnie. Wymyślony program resocjalizacyjny polegający na pracy na roli ma pomóc więźniom łatwiej zintegrować się ze społeczeństwem po odsiedzeniu kary. Lamberto Frescobaldi, który kilka tygodni temu przywiózł butelkę wina z Gorgony do Warszawy twierdzi, że zupełnie przypadkiem miał szczęście spotkać gdzieś w północnych Włoszech byłego więźnia osadzonego na wyspie i pracującego tam przy produkcji wina – były skazaniec prowadził udane zawodowe życie w jednej z podalpejskich winiarni dzięki umiejętnościom, jakie zdobył na Gorgonie.

Gorgona fot. Intercharter

Gorgona fot. Intercharter

Nazwisko Frescobaldi nie pada tu przypadkowo. To właśnie słynna toskańska rodzina odpowiedziała na apel władz więzienia na Gorgonie w 2012 r. i weszła w projekt. Frescobaldi przysłali na wysepkę agronomów i enologów, którzy nadzorują dziś pracę więźniów. W, z grubsza, hektarowej winnicy rosną wchodzące w skład białego kupażu odmiany ansonica i vermentino typowe dla wybrzeża Toskanii i poważniejszych winiarskich wysp, jak np. Elba. Wino jest pyszne: świeże, nieco miodowe, łąkowe. Co z tego powstaje w aptekarskich ilościach – alokacja na Polskę to nieco ponad 20 butelek, a cena przekracza znacząco 300 zł.

Lamberto Frescobaldi z osadzonymi Brianem i Umberto pracującymi w winnicy fot. pri.org

Lamberto Frescobaldi z osadzonymi Brianem i Umberto pracującymi w winnicy fot. pri.org

Dyskusja na temat tej kwoty nie ma najmniejszego sensu. Oczywiście, urokliwy kupaż nie jest wart takiej forsy – o ile rozpatrujemy to wyłącznie w kategorii relacji jakości do ceny. Być może nie jest wart nawet stówy. Nie o to wszak chodzi. Pieniądze przekazywane są w dużej części na Gorgonę, więźniowie otrzymują wynagrodzenie za pracę, a przy tak mikroskopijnej produkcji wysoka cena – w tym kontekście – wydaje się logiczna. Tym bardziej, że projekt wypalił. Frescobaldi posadzili na Gorgonie kolejny hektar vermentino, tak by więcej osadzonych znalazło pracę winnicy i potem, przy produkcji wina.

Abstrahując od astronomicznej ceny wina – bardzo podoba mi się cała idea. Mam wielki szacunek do zawodu winiarza, choć nigdy nie postrzegałem go jako narzędzia resocjalizacji. Wierzę głęboko, że praca na roli, konieczna przy tym pokora i odpowiedzialność mogą rzeczywiście przywrócić osadzonych na Gorgonie przestępców społeczeństwu. Trzymam kciuki za projekt!

Wino z Gorgony importuje do Polski (czy raczej lepiej byłoby napisać – sprzedawał przez moment) Robert Mielżyński

Etykieta Gorgony to niemal gazeta... fot. Frescobaldi

Etykieta Gorgony to niemal gazeta… fot. Frescobaldi

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.