Subiektywny winiarski przewodnik wigilijny

W Wigilię jestem konserwatystą – zarówno jeśli chodzi o menu, jak i dobrane do niego wino.

Jeszcze kilkanaście lat temu łatwo było w supermarkecie zorientować się, że nadchodzi Wigilia. (Teraz oczywiście też wiadomo, że się zbliża – już od początku listopada, gdy tylko z promocji znikają znicze nagrobne, a z głośników zaczyna płynąć magia świąt.) Dział winiarski zapełniał się osobami, których w normalnych miesiącach nigdy się tam nie widywało, w koszykach pojawiały się zaś całkiem liczne butelki białego – wiadomo, w Ten Dzień ryba, a do ryby białe (choć zbyt często – mam wrażenie – to białe było jednak semi sweet).

Dziś, gdy nasze światy pozornie rozszerzając się kurczą i widzimy głównie to, co ugotują/wypiją bliżsi i dalsi fejsbukowi (nie)znajomi możemy odnieść wrażenie, że Wigilia i Święta winem stoją – w dodatku winem nie byle jakim, często ze starych roczników, odłożonym na tę specjalną okazję i dobrze dobranym do tego, co znajdzie się na talerzach. Wigilia i Boże Narodzenie to dni, gdy nasze akwarium winolubów i enomaniaków pełne jest rad, pomysłów, deklaracji.

fot. vinepair.com

fot. vinepair.com

I bardzo dobrze. A. wyznał, że w Wigilię w ogóle nie pije się u niego w domu alkoholu – bardzo to szanuję. Są tacy, którzy bezpiecznie podają do wszystkiego zimną wódkę (ryzyko nietrafionego połączenia zredukowane niemal do zera), inni wciąż pozostają przy białym półsłodkim. Jeszcze inni, którzy się 24 grudnia sushi, ceviche i krewetkami – czego nawet nie próbuję zrozumieć – i piją do tego Bóg wie co. Ja mam swój zestaw – ani dobry, ani zły, za to ulubiony i zamierzam się nim właśnie podzielić. To nie rady (bo jedyna moja rada na Wigilię to: jedzcie i pijcie tego dnia to co lubicie najbardziej, niechby sashimi z półwytrawnym CR), a jedynie wykaz tego co lubię.

1. Śledzie: czytałem, eksperymentowałem, ale moje podniebienie mówi stanowczo NIE. Śledzie w oleju z cebulą i te po wileńsku i wszystkie inne po prostu z winem mi się nie łączą. Pozostaje opcja A. czyli nic, względnie opcja polska – wódka czysta. (Przyciśnięty do muru sięgam po bardzo wytrawny szampan albo lekkiego, kwasowego rieslinga)

2. Karp w galarecie: delikatny smak, miękka faktura, nutki warzywne – lubię w parze oleistą graševinę, friulano, pełniejsze pinot bianco z północy Włoch.

3. Ryba po grecku: ta, którą lubię ma sporo nut słodkich i nieco umami – lubię napić się do niej dość obfitego wytrawnego rieslinga kabinett lub spätlese.

4. Zupa grzybowa: temat wałkowany od lat – jeśli to tylko możliwe, pijamy przy zupie; pijamy wytrawne sherry amontillado lub oloroso; pijamy ze smakiem, choć małymi łyczkami, bo to wciąż początek kolacji…

5. Karp smażony: chablis! Proste lub premier cru (grand cru to jednak ciut za dużo). Albo wytrawny furmint

6. Pierogi ruskie: ciągle biała Burgundia, choć raczej już nie chablis. A ponieważ danie ma w sobie sporo rustykalności sięgam raczej po prostsze apelacje: Côte Chalonnaise, Mâcon, Puilly.

7. Pierogi z kapustą i z grzybami: na biało oczywiście furmint lub riesling, obfity, dojrzały, spätlese trocken albo smaragd z Wachau; to jednak ten moment kolacji, gdy bezpiecznie można przejść już na czerwone, gdy kluczem doboru stają się grzyby w kapuście – kékfrankos, nebbiolo, pinot noir, nerello z Etny… to mój klucz.

8. Kapusta z grochem: nie kombinujemy – pozostajemy przy tych samych winach, które towarzyszyły pierogom z kapustą.

9. Babka drożdżowa: kolejna odsłona rieslinga, tym razem spätlese (ale już nie trocken), auslese, subtelnie słodkie wina z Europy Środkowej (grüner veltlinery, traminery) i Alzacji.

10. Keks: czyli gdzie jest moje toskańskie vin santo? Gdyby się nie znalazło, zawsze pamiętam, gdzie trzymam tokaje aszú

11. Tort makowy/czekoladowy: lubię, gdy makowi towarzyszy czekolada, a wtedy przesiadam się na czerwone wina wzmacniane: porto, rivesaltesy, banyulsy, maury. Życie staje się jeszcze piękniejsze.

12. Kompot z suszu: najlepiej wchodzi z… kompotem z suszu, a po nim… kieliszek dojrzałego koniaku lub armaniaku.

I jakkolwiek kuriozalnie to nie zabrzmi wobec tej długiej listy… zachowajmy umiar.

Wesołych Świąt!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.