TOP 2015: dwanaście wspomnień

Top to nie najszczęśliwszy tytuł. Bo choć opisany poniżej tuzin win należał do mojej prywatnej czołówki mijającego roku, w tym tekście bardziej chodzi o ludzi, miejsca i okoliczności towarzyszące degustacji.

Berg Schlossberg Riesling 2014, Rheingau, Georg Breuer
Umawiając się na spotkanie z Theresą Breuer w Rüdesheim zastrzegłem, że tym razem bardzo chciałbym zobaczyć winnice słynnej rodziny z Rheingau. Młoda winiarka chętnie się zgodziła – przynajmniej pies będzie miał spacer. (Pies był w tej historii ważny; przyjaźnił się ze mną w aucie, choć zająłem jego miejsce, a potem okazało się, że Theresa dostała go od swoich polskich pracowników, po tym, jak umarł pies poprzedni). Ruszyliśmy w górę pod linią przedpotopowego wyciągu wwożącego turystów z miasteczka nad Renem na otoczone parkiem krajobrazowym Niederwald wzgórze zwieńczone figurą Germanii symbolizującej zjednoczenie Niemiec (to z 1871 r.). Przemierzaliśmy słynne winnice: Bischofsberg, Rottland, Roseneck, Kaisersteinfels, wreszcie stromy Berg Schlossberg – symbol Rüdesheim i całego Rheingau. Pół godziny później miałem już Schlosberg w kieliszku – za młody, zamknięty, a przecież fascynujący, choć pachnący głównie chłodnym, mokrym kamieniem. Za to struktura… Ja w każdym razie będę wyczekiwał tej butelki, bo w sierpniu nie była jeszcze na sprzedaż.

Theresa Breuer na Schlossbergu fot. tpb

Theresa Breuer na Schlossbergu fot. tpb

Dézaley Grand Cru 2014, Domaine Antoine Bovard
Wypiłem to chasselas jako jedno z ostatnich znakomitych win w 2015, w centrum winiarskim regionu Lavaux „Vinorama” poniżej Rivaz, nad jeziorem Lemańskim. Z pewnością było najlepszym winem z tej odmiany jakie w życiu piłem, ale też – bądźmy szczerzy – kontaktów z chasselas zbyt częstych nie miewam. Traktowałem ten popularny szwajcarski szczep jako źródło dość miękkich, zwykle neutralnych win, którymi można popić fondue. Rodzina Bovard robi swoje chasselas w grand cru Dézaley, które ma status osobnej apelacji. Mineralność wynagradza w nim niską kwasowość i już po pierwszym nosie czuć, że otwierając 2014 dokonaliśmy dzieciobójstwa. Tym bardziej, że dwie godziny później, już w Cully, u innego winiarza dane mi było spróbować chasselas z 2009…
To był dobry dzień – zaczął się na maleńkiej stacji kolejowej Chexbres, z której klucząc między pełnymi winnic tarasami wyciosanymi w opadającym ku Lac Léman, po drogach, schodkach, ścieżkach doszedłem do sennego Rivaz, a potem wspomnianej Vinoramy. Tam czekały już kolejne wcielenia chasselas: Villette, Epesses, Calamin, St. Saphorin, wreszcie Dézaley. Więcej o Szwajcarii i Lavaux napiszę już w lutowym numerze Magazynu Wino.

Winnice powyżej Rivaz, Lavaux fot. Montreux Riviera

Winnice powyżej Rivaz, Lavaux fot. Montreux Riviera

Oxana-Karafa Sauvignon Blanc 2007, Jižní Morava, Dobrá Vinice
Piwniczkę Petra Nejedlika łatwo przeoczyć wyjeżdżając z Šaldorfu pod Znojmem w stronę austriackiej granicy. Wygląda jak jeden z wielu w okolicy, wydłubanych w ziemi domowych sklípków. Nietuzinkowa jest natomiast zawartość piwnicy, przede wszystkim jednak jej gospodarz. Piszę dużo o Nejedliku – nauczycielu wielu morawskich autentystów, człowieku zorientowanym przede wszystkim na swoje wina – w najnowszym numerze Magazynu Wino. Dzieli wina na „pijalne” i „niepijane” określając pieszczotliwie tym drugim epitetem wszelkie dzikusy, które wychodzą spod jego rąk. Taka jest przypominająca sherry, a może bardziej vin jaune, Oxana-Karafa, wino, jakiego po Morawach trudno by się spodziewać. Trzymane pod florem, owocowo-cebulowe, złożone, supermineralne, genialne.

Vinothekfuellung Smaragd Grüner Veltliner 2005, Wachau, Knoll

Wine Summit powrócił po kilku latach przerwy, za to w jakim stylu! Ta organizowana z rozmachem duża impreza mająca promować winiarstwo austriackie wśród międzynarodowych krytyków i dziennikarzy miała swój finał w wiedeńskim Pałacu Dolnej Austrii, gdzie w imponującej Landtagssal odbyła się w czerwcu degustacja grüner veltlinerów. Najważniejszą odmianę Austrii pokazano w wielu odsłonach, od młodych prostolinijnych odświeżających win, po strukturalne, dojrzałe, z najlepszych siedlisk. Miałem wielu faworytów, ale prawdziwie wielkim GV okazał się tamtego dnia nie taki znów stary (wszak piliśmy tamtego popołudnia wina nawet z lat 1980.) smaragd rodziny Knoll – po 10 latach wciąż świeży, kamienno-łąkowy, gotowy na kolejną dekadę dojrzewania.

Bunkry wśród nerello w Faro, Sycylia fot. tpb

Bunkry wśród nerello w Faro, Sycylia fot. tpb

Faro 2013, Le Casematte
Gianfranco Sabbatino zbiera swoje winogrona nerello w położonej na wysokim wzgórzu winnicy otaczającej stare masywne bunkry. Ich lokalizacja nie dziwi – jesteśmy w DOC Faro, na samym czubku Punta del Faro, wysuniętego najdalej na północny wschód kawałka Sycylii. Widać stąd jak na dłoni Cieśninę Mesyńską, a owoce przeglądają się w falach mórz Tyrreńskiego i Jońskiego. I choć nerello daje tu nieco inne rezultaty niż na nieodległej Etnie, wciąż jest winem ujmującym, kwasowo-tanicznym, o pięknej budowie – zwłaszcza, jeśli zrobił je Gianfranco. Do kupażu obu nerello dodał po dziesiątej części nocery i nero d’Avola uzyskując faro niezwykle harmonijne i eleganckie. Piliśmy je na wysokim tarasie jego nowoczesnej, choć wciąż garażowej winiarni, patrząc na długie, przedwieczorne cienie jakie rzucała winorośl i marząc, o tym by zostać tu jak najdłużej.

Pinot Noir 2013, Trakijskata Nizina, Ross-idi

Gdy Edward Kourian pojawił się ponad rok temu w Warszawie w swym jadowicie zielonym garniturze, butach w szpic i gęstą, zaczesaną ponad czoło czarną grzywą wziąłem go za członka świty Wolanda. Ponownie spotkaliśmy się w Bułgarii, gdzie razem z Ivo Varbanovem wiózł mnie przez winnice przyjaciół i znajomych niezależnych winiarzy od Melnika, aż po Sliven. Tu, na podmiejskich terenach przemysłowych otworzył boczne drzwi średniej wielkości hali, gdzie kątem wynajmuje kawałek przestrzeni by robić swe finezyjne wina. Jest w Ross-idi miejsce na fermentację w betonowym jaju i subtelną starą beczkę. Nic zatem dziwnego, że Edwardowy pinot to wino wyraziste, napowietrzone, odmianowe i bardzo eleganckie. Siedziałem w słabo oświetlonym rogu hali, piłem pinota, słuchałem punka bułgarskiego winiarstwa, w jakiego przeistoczył się Kourian i było mi dobrze.

Edward w garażu pod Slivenem fot. tpb

Edward w garażu pod Slivenem fot. tpb

Titi Pinot Noir Selection 2005, Eger, Tibor Gál
Titi dał mi tę butelkę wiele lat temu. Na początku lata siedzieliśmy w jego piwniczce w Egerze degustując kolejne bikavéry i pinoty. Moje dzieci rżnęły obok w karty na tyle zajęte, bym się nie przejmował płynącym czasem i przedłużającą się wizytą. Pinot był bohaterem popołudnia, bo w tej samej piwnicy, wiele lat wcześniej, pod nieobecność taty Titi’ego (on sam nie był wtedy chyba nawet w liceum), degustację blisko 30 beczkowych próbek pinot noir zafundował mi inny uczeń Gála seniora, Zsolt Liptai (od lat kierujący winiarnią w opactwie w Pannonhalmie).
Rocznik 2005 był jednym z pierwszych, jakie Tibor junior zrobił i przyznaję, że trochę zapomniałem, że gdzieś w czeluściach piwnicy tę flaszkę mam. Otworzyliśmy ją w trzeci dzień ostatnich świąt, a jakże, do pieczonej gęsi. Pinot był eteryczny, aksamitny, dojrzały, gotowy. Życzyłbym każdemu młodemu winiarzowi, by zaczynał z takiego pułapu.

Alte Reben Kékfrankos 2012, Szekszárd, Heimann

Jeśli chodzi o Węgry ten rok należał jednak do Szekszárdu. A jeśli myślę Szekszárd – myślę Zoltán Heimann. Uśmiechnięta, okolona srebrną grzywą twarz i najbardziej gościnne miejsce w południowych Węgrzech – rodzinna winiarnia Heimannów ponad Iván-völgy, z zawieszonym nad winnicami tarasem z bezkresnym widokiem panońskiej niziny, gdzie kékfrankos smakuje najlepiej na świecie. Ze starych krzewów Zoli potrafi wydobyć siłę i delikatność; w kieliszku dojrzałe, mocne taniny sąsiadują z nutami kwiatowo-owocowymi, żwir z aksamitem, a wszystko w pełnej harmonii. Potem wchodzi Agi, żona Zoltána, a jej coq-au-vin zostawia nieśmiertelne ślady na mojej koszuli, przede wszystkim jednak w głowie.

Iván-völgy, Szekszárd fot. tpb

Iván-völgy, Szekszárd fot. tpb

Vinha Pan 1998, Bairrada, Luis Pato
Luisa Pato spotykałem kilkukrotnie w Warszawie, w kwietniu w końcu przyszła pora na rewizytę. Dzień w Bairradzie, dzień bagi uczciliśmy popołudniową wizytą w winiarni ambasadora tej iście portugalskiej, porównywanej często niebezzasadnie do pinot noir odmiany. Było demokratycznie, bo Luis jest w końcu szefem Baga Friends, stowarzyszenia winomaniaków, którzy bez bagi po prostu nie mogą. Próbowaliśmy win kilku członków BF, ale i tak dzień skradła imponująca flaszka legendarnej Vinha Pan przyniesiona przez Luisa na kolację. Dla takich chwil warto lecieć 3 tysiące kilometrów. Notatek nie robiłem – zostałem zniewolony.

Vigna Rionda 2008, Barolo, Anselma
Wszystko już zostało napisane. Czerwone Wino Roku Magazynu Wino. Bohater kilku degustacji i prywatnych wieczorów. Tej jesieni nigdy nie zawiodło. Pisałem w MW o swojej prywatnej historii z rodziną Anselma. Tu dopiszę więc tylko, że cieszyłem się jak dziecko mogąc siedzieć z Marią i Franco w Warszawie w czasie naszej Gali Grand Prix. Nawet jeśli akurat tego wieczora Riondy nie piliśmy nawet spod stołu.

Don P.X. Convento Selección 1929, Montilla-Morilles, Toro Albalá
Montilla-Morilles przypomniała mi o sobie w czasie zeszłorocznego festiwalu w Merano, gdy zamiast tłoczyć się po kieliszek lagreina w Domu Zdrojowym nad Passirio wybrałem kameralną degustację starych PX-ów z domu Toro Albalá na drugim brzegu rzeki. Tam doszliśmy w degustacji pionowej do 1910 r. (Don P.X. Reserva Especial Ginés Liébana Pedro Ximénz) – to wino oraz Don P.X. Pedro Ximénez Marques de Poley Reserva Especial 1945 uznałem wtedy za absolutne. Podobnego uniesienia doznałem jesienią w Warszawie degustując inny zestaw roczników pedro ximénezów z Toro Albalá, szczególnie zaś 1929 – wino elektryczne (w końcu robi się je i dojrzewa w dawnej elektrowni), pachnące skórką pomarańczową, kandyzowanymi owocami, kawą, a jednocześnie niemal kamienne na podniebieniu, napięte, ultradługie i mimo swych 86 lat bardzo świeże.

Quinta da Covada, Douro fot. tpb

Quinta da Covada, Douro fot. tpb

Nielegalne Tawny, Quinta da Covada (Pinalta)
Dotarcie na szczyt zbocza powyżej zakola Douro, zaraz na wschód od Pinhão wymaga prócz samochodu o wysokim zawieszeniu i napędzie na cztery koła żelaznego żołądka. Trzęsie niemiłosiernie – do tego stopnia, że wina sygnowane Pinalta butelkowane są w Vila Nova de Gaia, bo butelki nie przetrwałyby prawdopodobnie transportu z historycznej quinty. Pinalta słynie z tęgich czerwonych win wytrawnych. Jednak, gdy po długiej degustacji przyszedł czas na chwilę odpoczynku, na gapienie się w jedyny taki pejzaż Douro, na proste portugalskie przekąski, w naszych kieliszkach nieoczekiwanie pojawiło się tawny. Stare. Jak stare nikt już nie pamięta, bo beczka wciśnięta między kamienną ścianę winiarni, a lagar do wyciskania nogami winogron jest tam przecież od zawsze. Rodzina sprzedaje grona na wino wzmacniane do jednego z wielkich domów porto w Vila Nova. Oficjalnie. Nieoficjalnie bowiem, na potrzeby domu i zbłąkanych gości powstaje wspomniane tawny ilegal. Składa się z klasycznej mieszanki odmian rosnących w okolicznych winnicach z dodatkiem pewnej dozy rodzinnej fantazji i szczypty wrażeń, jakie człowiek ma pijąc je kilkaset metrów powyżej lustra Douro. Dla mnie – porto roku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.